Home



Thursday, July 07, 2005

Nielegalny e-biznes



Okazuje się, że interesy w Internecie można łatwo robić gdziekolwiek, ale nie w Polsce. Nad Wisłą władze mogą uznać sprzedawanie określonych artykułów za nielegalne.


Urzędnicza wszechwładza w Polsce jest nieograniczona. Wystarczy, że biurokrata ugnie się pod naciskiem jakiegoś lobby, by wydać orzeczenie graniczące z absurdem. Jakich towarów nie można sprzedawać przez sieć? Leków. Są to legalne substancje, które ratują ludzkie zdrowie i życie. Nie można także publikować nieautoryzowanych informacji medycznych w internecie. To znaczy cenzura obejmuje wyłącznie firmy farmaceutyczne, a tak każdy może założyć np. Instytut Leczenia Wodą i zbić fortunę na oszustwie.

Ale wróćmy do zakazu sprzedaży określonych artykułów przez sieć. W kłopoty wpakował się właściciel wirtualnej apteki www.domzdrowia.pl. Dzięki e-aptece, należącej do spółki Mito, pacjenci mają dostęp do tańszych preparatów sprzedawanych bez recepty. Firma posiada filię w Niemczech. Klienci mają dostęp do prywatności, szybkiego zakupu, a także do konsultacji online.

W czym tkwi problem? Inspektor farmaceutyczny uległ Polskiemu Stowarzyszeniu Aptekarzy i wydał zakaz tego typu działalności w Internecie. Argumentacja jest nielogiczna. Inspektor ocenił, że leki sprzedaje się w aptece, a witryna internetowa apteką nie jest.

Naturalnie na tej samej zasadzie można zdelegalizować każdego rodzaju elektroniczną sprzedaż: samochodów, bo sprzedaje się je w salonach, książek ? w księgarniach, czy usług bankowych w bankach. Problem tkwi w tym, iż aptekarze boją się konkurencji. Szczególnie konkurencji cenowej, skoro raz po raz wzywają do ustalania urzędowych cen na leki (żeby chory leżał w łóżku, a nie szukał tańszych leków ? mówią).

Apteki internetowe biją rekordy popularności w USA. W krajach Unii Europejskiej coraz więcej ludzi kupuje leki w sieci, które są średnio 30 proc. tańsze niż w tradycyjnych punktach sprzedaży. W podobny sposób przed konkurencją (w UE mówi się: przed dumpingiem), bronili się niemieccy aptekarze. Przegrali z kretesem przed Trybunałem Sprawiedliwości i takiego samego wyniku można spodziewać się w przypadku Polski.

Wstyd, aby rodzimi urzędnicy musieli się uczyć e-biznesu na podstawie reprymendy prawników. Ale może to jedyny sposób, aby nie wprowadzili urzędowych cen na chleb, abyśmy nie skonali z głodu, poszukując tańszego bochenka.

« Home