Szczyt rozpaczy

Wolny handel i kapitalizm stanowią jedyną drogę prowadzącą do rozwiązania problemów Trzeciego Świata. Ludzie Afryki, wspierani przez społeczność międzynarodową, muszą sobie zacząć radzić sami.
Jeśli państwa Czarnego Lądu nie zaadoptują do lokalnych warunków wolnego rynku, nie pomogą gigantyczne dotacje, redukcja zadłużenia, apele gwiazd rocka i obietnice biurokratów.
Spotkania siedmiu najbogatszych państw świata i Rosji, zakłócane atakami antyglobalistów, są dla mnie zawsze piknikami dwóch grup o oficjalnie sprzecznych interesach, ale w rzeczywistości stojących po tej samej stronie barykady. Politycy starają się przecież ograniczyć procesy gospodarczej, politycznej i gospodarczej integracji świata poprzez ingerencję w rynek. Dokładnie tego samego chcą antyglobaliści: coraz większych uprawnień dla biurokracji, coraz szerszego interwencjonizmu czyli większej biedy na świecie i dotkliwszych problemów społecznych.
Pomoc za cudze pieniądze
Tegoroczne spotkanie grupy G8 w Gleneagles, niezwykle malowniczym regionie Szkocji, zorganizowane pod przewodnictwem Wielkiej Brytanii, skupiło się na problemach globalnego ocieplenia klimatu i biedy w Afryce. Oba tematy powiązane są nieprzypadkowo. Opinia publiczna otrzymuje jasny przekaz ? to przemysł bogatej Północy jest winny degradacji środowiska naturalnego ubogiego południa, a skoro jest winny to przyjdzie mu za to zapłacić.
Takie przekonanie lansuje brytyjski kanclerz skarbu Gordon Brown. To właśnie ten polityk, nieprzejednany lewicowiec, podsunął Tońciowi Blairowi kwestie oddłużania krajów Trzeciego Świata i przerzucania kosztów ochrony środowiska na sektor prywatny.
Jest cechą charakterystyczną lewicy, że swoje szlachetne cele chce realizować za cudze pieniądze.
Zorganizowane z wielką pompą koncerty Live8, na której zagrały największe gwiazdy światowego rocka, postulowały zwiększenie dotacji oraz anulowanie długów najbiedniejszych krajów świata. Oczywiście darczyńcami mieliby zostać podatnicy, nie zważając na to, że choćby na pomoc Afryce przeznaczyć połowę globalnego PKB, to i tak zostałaby zdefraudowana. Gwiazdy show-biznesu, obracające niekiedy majątkami większymi od budżetów tych zacofanych państw, mogłyby przetestować to na własnych portfelach. Może wówczas kwestowaliby na rzecz wolnego rynku.
Trzeźwy Bush
Na szczęście do pomysłów administracji Tońcia Blaira nie jest przychylnie nastawiony Biały Dom. Jerzy Bush jest nadzwyczaj trzeźwy w swych osądach i sprzeciwia się zarówno planom bezwarunkowych dotacji, jak i ekologicznym fanaberiom zielonych. Amerykanie nie zgodzili się na utworzenie kolejnych struktur biurokratycznych mających się zajmować rozdziałem środków pomocowych. Uzależnili też umorzenie długów dla poszczególnych krajów od przemian demokratycznych. Przypomnieli także, że to dotacje dla europejskich rolników, zabijają afrykańskie rolnictwo. Należy więc ograniczyć subsydiowanie tego sektora i otworzyć rynki dla produktów z państw ubogich.
Jeszcze bardziej krytycznie Waszyngton spogląda na regulacje w zakresie ograniczenia emisji dwutlenku węgla i innych gazów przemysłowych. Bush zapowiedział, że Ameryka nigdy nie podpisze zobowiązań z Kioto, gdyż są one zabójcze dla gospodarki. Skoro są niekorzystne dla firm amerykańskich, muszą być złe także dla europejskich. Ponieważ Protokół z Kioto i tak okazuje się przepisem martwym, Bush wezwał do opracowania nowej strategii globalnej ochrony środowiska, ale na zasadach rynkowych.
Trująca Europa
Okazuje się, że i w tym przypadku Londyn dał przykład lewicowej hipokryzji. Nawołując do nałożenia ograniczeń na gospodarkę amerykańską, w Europie, która przyjęła założenia dokumentu z Kioto, emisja gazów cieplarnianych wzrasta. Według najnowszych danych Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska, emisja zwiększyła się w 2003 r. o 53 mln ton, tj. o 1,3 proc. W latach następnych prawdopodobnie znów wzrośnie.
Nie ma sensu więc ustalać fikcyjnych planów, lecz należy pozwolić przedsiębiorcom na inwestowanie wolnych środków w nowoczesne, bardziej przyjazne dla środowiska, technologie.
Uczestnicy szczytu G8 postawili sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Jednak spodziewana ?walka z biedą? zapowiadana przez rządy może znów zakończyć się fiaskiem, jeśli Europa nie posłucha lepszych rad wysuwanych przez doradców Busha. A to oznacza, że na Czarny Lądzie nie wiele zmieni się na lepsze, jeśli ludzie będą zdani na terror lokalnych watażków i niewydolną socjalistyczną gospodarkę. ? Nie będzie lepiej, jeśli Afryka się nie zmieni ? powiedział Tońcio Blair dziennikarzowi Financial Times, udzielonym na kilka tygodni przed szczytem.
Naukowcy apelują także o zniesienie biurokratycznych barier dla ochrony zdrowia w Afryce. Trudno wydobyć się przecież z zapaści chorując jednocześnie na żółtaczkę, AIDS i malarię, co w Trzecim Świecie nie należy do rzadkości. Tutaj barierą znów okazują się biurokraci, w tym przypadku ze Światowej Organizacji Zdrowia.

« Home