Panika to świetny biznes

500 mld dol. będzie kosztować świat panika związana z odkryciem groźnej dla ludzi odmiany wirusa ptasiej grypy. Podejmowane środki są niewspółmiernie duże w stosunku do rzeczywistego niebezpieczeństwa. Dlaczego? Bo gdyby nie wyimaginowane zagrożenia, urzędnicy zostaliby bez pracy.
Ebola, wąglik, choroba wściekłych krów, SARS, ptasia grypa. Politycy są wyjątkowo kreatywni w budowaniu atmo-sfery strachu. Przed czym jeszcze chroni nas współczesne państwo? Przed globalnym ochłodzeniem, globalnym ociepleniem, dziurą ozonową, elektrycznym smogiem, molestowaniem, uprzedzeniami, otyłością, biedą, nietolerancją? Jakkolwiek długa i barwna byłaby lista, nie przesłania to faktu, że skala większości niebezpieczeństw została wyssana z palca.
Potwierdzają to słowa Davida Nabarro, koordynatora ONZ ds. ptasiej grypy: ? To jak kombinacja globalnego ocieplenia i HIV/AIDS, ale rozwija się 10 razy szybciej.
? Ptasia grypa może zabić 150 mln ludzi ? zawyrokowali biurokraci z WHO ? drugiej pod względem szkodliwości biurokratycznej instytucji zajmującej się problemami zdrowotnymi. Skąd te arcypesymistyczne prognozy, skoro jak dotąd w Azji zmarło tylko 60 osób? Można się spodziewać podobnego scenariusza jak w przypadku choroby Creutzfeldta-Jacoba. Wydano wówczas ? a stwierdzono niewielkie tylko zagrożenie (zmarło blisko 150 osób) ? kilkaset miliardów dolarów. Lepiej nie zastanawiać się, jak świat poradziłby sobie z realnym zagrożeniem?
Oczywiście ludzkie życie jest bezcenne. Jednak w końcu należy zadać to pytanie: czy urzędnikom nagłaśniającym nadchodzącą epidemię rzeczywiście zależy na ochronie zdrowia mieszkańców Ziemi? Fakty wydają się temu przeczyć. Prawdziwym problemem współczesnej polityki zdrowotnej nie są egzotyczne odzwierzęce wirusy, lecz znane od dawien dawna choroby: malaria, gruźlica oraz HIV/AIDS. Według ostrożnych szacunków zabijają one rocznie sześć milionów ludzi. Skupianie się na mało istotnych kwestiach, a ignorowanie pandemii wymienionych chorób ma więc konkretny wymiar moralny.
Mimo istnienia wielu leków hamujących rozprzestrzenianie się tych groźnych dla ludzkości schorzeń, szczególnie w biednych krajach Trzeciego Świata (tzw. kuracja DOTS w przypadku gruźlicy wielolekoodpornej, stosowanie DDT jako środka owadobójczego na przenoszące malarię komary czy preparaty antyretrowirusowe na HIV/AIDS), Światowa Organizacja Zdrowia prowadzi od lat własną, wielce nieskuteczną politykę zdrowotną, spotykającą się z miażdżącą krytyką społeczności międzynarodowej. Dlaczego? Bo panika to biznes, o czym dobrze wiedzą urzędnicy. Biurokraci dysponują gigantycznymi budżetami i już nikogo nie dziwi, że środki na ochronę zdrowia lądują na ich prywatnych kontach. Mgła wyimaginowanych problemów ma przesłaniać fakty. Według szacunków Centre for the New Europe co 13 minut z głodu ? na skutek barier ograniczających wolny handel ? umiera jeden człowiek. Warto zastanowić się, jaki wpływ na gospodarkę wywiera panika związana z ptasią grypą oraz co naprawdę należy robić, aby świat uodpornił się na zagrożenia epidemiami.
Zacznijmy od spraw ekonomicznych mających wiele wymiarów. Po pierwsze, straty dosięgły hodowców drobiu, zakłady mięsne i kontrahentów przemysłu spożywczego. Mimo iż nawet groźna dla człowieka mutacja H5N1 staje się nieszkodliwa po przetworzeniu mięsa, spożycie drobiu w wielu krajach spadło nawet o połowę! W Azji i Europie wybito już kilkaset tysięcy prawdopodobnie zdrowych sztuk. Rolnicy jeszcze długo nie będą mogli podnieść się po stracie. Płacą także przedsiębiorcy. Akcje firm drobiarskich potaniały na europejskich giełdach o kilkanaście procent. Prawdopodobnie ucierpi branża turystyczna, jak podczas paniki z SARS, gdy drastycznie zmalała liczba turystów udających się do Azji. W wypadku firm polskich może ucierpieć eksport ? obecnie zakłady drobiarskie sprzedają za granicę 30?50 proc. produkcji.
Więcej w najnowszym Ozonie

« Home