Home



Monday, July 25, 2005

Szczyt rozpaczy


Wolny handel i kapitalizm stanowią jedyną drogę prowadzącą do rozwiązania problemów Trzeciego Świata. Ludzie Afryki, wspierani przez społeczność międzynarodową, muszą sobie zacząć radzić sami.

Jeśli państwa Czarnego Lądu nie zaadoptują do lokalnych warunków wolnego rynku, nie pomogą gigantyczne dotacje, redukcja zadłużenia, apele gwiazd rocka i obietnice biurokratów.

Spotkania siedmiu najbogatszych państw świata i Rosji, zakłócane atakami antyglobalistów, są dla mnie zawsze piknikami dwóch grup o oficjalnie sprzecznych interesach, ale w rzeczywistości stojących po tej samej stronie barykady. Politycy starają się przecież ograniczyć procesy gospodarczej, politycznej i gospodarczej integracji świata poprzez ingerencję w rynek. Dokładnie tego samego chcą antyglobaliści: coraz większych uprawnień dla biurokracji, coraz szerszego interwencjonizmu czyli większej biedy na świecie i dotkliwszych problemów społecznych.

Pomoc za cudze pieniądze

Tegoroczne spotkanie grupy G8 w Gleneagles, niezwykle malowniczym regionie Szkocji, zorganizowane pod przewodnictwem Wielkiej Brytanii, skupiło się na problemach globalnego ocieplenia klimatu i biedy w Afryce. Oba tematy powiązane są nieprzypadkowo. Opinia publiczna otrzymuje jasny przekaz ? to przemysł bogatej Północy jest winny degradacji środowiska naturalnego ubogiego południa, a skoro jest winny to przyjdzie mu za to zapłacić.
Takie przekonanie lansuje brytyjski kanclerz skarbu Gordon Brown. To właśnie ten polityk, nieprzejednany lewicowiec, podsunął Tońciowi Blairowi kwestie oddłużania krajów Trzeciego Świata i przerzucania kosztów ochrony środowiska na sektor prywatny.
Jest cechą charakterystyczną lewicy, że swoje szlachetne cele chce realizować za cudze pieniądze.
Zorganizowane z wielką pompą koncerty Live8, na której zagrały największe gwiazdy światowego rocka, postulowały zwiększenie dotacji oraz anulowanie długów najbiedniejszych krajów świata. Oczywiście darczyńcami mieliby zostać podatnicy, nie zważając na to, że choćby na pomoc Afryce przeznaczyć połowę globalnego PKB, to i tak zostałaby zdefraudowana. Gwiazdy show-biznesu, obracające niekiedy majątkami większymi od budżetów tych zacofanych państw, mogłyby przetestować to na własnych portfelach. Może wówczas kwestowaliby na rzecz wolnego rynku.

Trzeźwy Bush

Na szczęście do pomysłów administracji Tońcia Blaira nie jest przychylnie nastawiony Biały Dom. Jerzy Bush jest nadzwyczaj trzeźwy w swych osądach i sprzeciwia się zarówno planom bezwarunkowych dotacji, jak i ekologicznym fanaberiom zielonych. Amerykanie nie zgodzili się na utworzenie kolejnych struktur biurokratycznych mających się zajmować rozdziałem środków pomocowych. Uzależnili też umorzenie długów dla poszczególnych krajów od przemian demokratycznych. Przypomnieli także, że to dotacje dla europejskich rolników, zabijają afrykańskie rolnictwo. Należy więc ograniczyć subsydiowanie tego sektora i otworzyć rynki dla produktów z państw ubogich.
Jeszcze bardziej krytycznie Waszyngton spogląda na regulacje w zakresie ograniczenia emisji dwutlenku węgla i innych gazów przemysłowych. Bush zapowiedział, że Ameryka nigdy nie podpisze zobowiązań z Kioto, gdyż są one zabójcze dla gospodarki. Skoro są niekorzystne dla firm amerykańskich, muszą być złe także dla europejskich. Ponieważ Protokół z Kioto i tak okazuje się przepisem martwym, Bush wezwał do opracowania nowej strategii globalnej ochrony środowiska, ale na zasadach rynkowych.

Trująca Europa

Okazuje się, że i w tym przypadku Londyn dał przykład lewicowej hipokryzji. Nawołując do nałożenia ograniczeń na gospodarkę amerykańską, w Europie, która przyjęła założenia dokumentu z Kioto, emisja gazów cieplarnianych wzrasta. Według najnowszych danych Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska, emisja zwiększyła się w 2003 r. o 53 mln ton, tj. o 1,3 proc. W latach następnych prawdopodobnie znów wzrośnie.
Nie ma sensu więc ustalać fikcyjnych planów, lecz należy pozwolić przedsiębiorcom na inwestowanie wolnych środków w nowoczesne, bardziej przyjazne dla środowiska, technologie.
Uczestnicy szczytu G8 postawili sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Jednak spodziewana ?walka z biedą? zapowiadana przez rządy może znów zakończyć się fiaskiem, jeśli Europa nie posłucha lepszych rad wysuwanych przez doradców Busha. A to oznacza, że na Czarny Lądzie nie wiele zmieni się na lepsze, jeśli ludzie będą zdani na terror lokalnych watażków i niewydolną socjalistyczną gospodarkę. ? Nie będzie lepiej, jeśli Afryka się nie zmieni ? powiedział Tońcio Blair dziennikarzowi Financial Times, udzielonym na kilka tygodni przed szczytem.
Naukowcy apelują także o zniesienie biurokratycznych barier dla ochrony zdrowia w Afryce. Trudno wydobyć się przecież z zapaści chorując jednocześnie na żółtaczkę, AIDS i malarię, co w Trzecim Świecie nie należy do rzadkości. Tutaj barierą znów okazują się biurokraci, w tym przypadku ze Światowej Organizacji Zdrowia.

Read more »

Thursday, July 21, 2005

Służba zdrowia: czego chcą Polacy


Politycy swoje, pacjenci swoje. Polacy oceniają państwowy system opieki zdrowotnej najgorzej ze wszystkich krajów Unii Europejskiej. Nie psuje to humoru politykom.

Według nowego europejskiego wskaźnika oceny systemów ochrony zdrowia, polski system wypada najgorzej ? wynika z badań instytutu Health Consumer Powerhouse (HCP) opublikowanych w połowie lipca w Brukseli. Państwowa służba zdrowia jest najbardziej nieprzychylna pacjentowi w Europie ? skarżą się pacjenci.

Dostęp zabroniony!

Tegoroczny przegląd opieki zdrowotnej w Europie objął 12 krajów. Zwycięzcą rankingu została Holandia, pozycję drugą zajął kraj spoza UE ? Szwajcaria, natomiast trzecią ? Niemcy. Aktywiści z HCP, działający na rzecz reformy służby zdrowia w zjednoczonej Europie, zwracają uwagę, że takie kraje jak Szwecja czy Francja, których systemy socjalne były stawiane kiedyś za wzór do naśladowania, wskutek niewydolności straciły dominującą pozycję.
Polska wypadła najgorzej w ocenie korzystających z państwowej opieki zdrowotnej. Co prawda wypadamy nieźle w zakresie zapobiegania śmiertelności pacjentów z rakiem piersi i okrężnicy, zapewne dzięki programom prewencyjnym, nie musimy wstydzić się także szpitali zakaźnych i opieki okołoporodowej kobiet, jednak w pozostałych obszarach obraz służby zdrowia jest ponury.
W Polsce nagminnie łamie się prawa pacjentów i ogranicza się dostęp do informacji medycznej. Pacjent traktowany jest nieprzychylnie, a w pewnych przypadkach w sposób dyskryminujący i wrogi. Wskutek nakazowo-rozdawniczego systemu redystrybucji i horrendalnych cen, chorzy mają ograniczony dostęp do leków.
W Polsce nie funkcjonują przepisy chroniące prawa pacjentów. Chorzy nie mają dostępu do informacji o jakości proponowanego leczenia. Utrudniony jest bezpośredni dostęp do specjalistów. Pacjenci nie są ubezpieczeni na okoliczność błędu lekarskiego. Nie mają prawa do drugiej-alternatywnej opinii lekarskiej, ani do pełnego wglądu w swoją kartę choroby. Słowem są zdani na państwo, które nie jest w stanie zaspokoić nawet ich podstawowych oczekiwań.
? Potrzeba co najmniej kilkunastu lat, aby przekształcić system opieki zdrowotnej z zarządzanego odgórnie w system zorientowany na pacjenta ? uważa dr Arne Bjornberg, odpowiedzialna za opracowanie wskaźnika konsumenckiego EuroHealth Consumer Index. Jednak, jak zmienić system, skoro tak niewiele informacji jest dostępnych poza zamkniętym kręgiem medycznego establishmentu? ? Brak danych nie pozwala na pełną ocenę dostępu polskiego pacjenta do opieki zdrowotnej ? uważa dr Bjornberg.

Byle nie w Polsce

Najgorszy wynik wskaźnika konsumenckiego to nie jedyne międzynarodowe badanie, w którym Polacy nie pozostawiają suchej nitki na państwowej opiece zdrowotnej. Z początkiem czerwca, opinie rodaków o służbie zdrowia, zaprezentował w Warszawie londyński instytut Stockholm Network. Wyniki sondażu, zrealizowanego przez prestiżową agencję Populus, prowadzącą badania między innymi dla magazynu The Times, nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Nasza opieka zdrowotna upada ? mówią Polacy, a monopol Narodowego Funduszu Zdrowia zbiera najgorsze oceny, spośród jedenastu ocenianych krajów. Jako naród, reprezentujemy coś, co socjologowie określają kompleksem niższości wobec sąsiadów z UE. Aż 90 proc. ankietowanych uważa, że wszędzie zagranicą usługi medyczne są lepsze niż w kraju! 75 proc. Polaków ocenia ze system opieki zdrowotnej jest niedofinansowany. 85 proc. ? żąda, aby reformę służby zdrowia przeprowadzić natychmiast.
I uwaga, ostatni wniosek powinien wprawić w popłoch ministerstwo zdrowia: 75 proc. rodaków jest gotowa wyjechać na leczenie za granicę, jeśli koszty terapii zostaną pokryte z przymusowej składki zdrowotnej! Jeśli nie zabierzemy się za reformę służby zdrowia, budżet niechybnie czeka plajta, jeśli zdesperowani pacjenci będą wyjeżdżać na leczenie do obcych krajów, a różnice w cenie usług będzie zmuszony pokryć NFZ. Jest to zagrożenie jak najbardziej realne, bowiem Komisja Europejska ds. Zdrowia, w imię solidarności, dostępności i równości Europejczyków, pracuje właśnie nad stworzeniem ogólnoeuropejskiego systemu redystrybucji świadczeń zdrowotnych, jednocześnie reformy narodowych systemów opieki zdrowotnej, pozostawiając rządom państw członkowskich.
Adam Kruszewski, autor komentarza do badania poświęconego Polsce zgadza się, że ?Polska ma najgorszy system opieki zdrowotnej, spośród badanych krajów, jeśli weźmiemy pod uwagę opinie obywateli?. Pacjenci uważają opiekę medyczną za zbiurokratyzowaną, narzekają na długie kolejki i marnej jakości usługi. Z roku na rok jest coraz gorzej.

Tylko prywatyzacja

W połowie 2004 r. Pentor przeprowadził badania opinii społecznej dotyczące oczekiwań wobec sposobu funkcjonowania służby zdrowia na zlecenie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Wyniki tych badań są niewygodne dla władzy i zostały przemilczane przez media, zapewne dlatego, że pokazują, iż Polacy widzą przyszłość w prywatyzacji służby zdrowia.
Tylko co trzeci Polak jest zwolennikiem budżetowej służby zdrowia, natomiast 64,3 proc. ankietowanych opowiada się za wprowadzeniem mechanizmów rynkowych dla sektora zdrowotnego. Pacjenci chcą mieć wolny wybór lekarza u którego się leczą, przychylnie patrzą na konkurencję zakładów opieki zdrowotnej oraz uzależnienie wynagrodzeń lekarzy od liczby pacjentów.
Według badania, Polacy gotowi są na ponoszenie dodatkowych kosztów opieki zdrowotnej, jeśli przyniesie to poprawę sytuacji służby zdrowia. Można wywnioskować, że pacjenci chcieliby płacić, ale znacznie mniej niż państwowy monopol kosztuje ich obecnie. Znacznie chętniej sięgaliby do kieszeni jeśli niższe byłyby składki na ZUS, a wydatki uzależnione były od ich aktualnych potrzeb.
Pacjenci nabrali już przekonania, że w prywatnych zakładach opieki zdrowotnych mają dostęp do usług lepszej jakości. Dwukrotnie więcej Polaków wybrałoby placówkę prywatną niż państwową, gdyby mieli zapłacić porównywalne kwoty za leczenie. Coraz bardziej jesteśmy więc świadomi, że państwowa służba zdrowia wcale nie jest ?darmowa? i lepiej byłoby, gdybyśmy dokonywali świadomego wyboru komu płacimy za leczenie.

Co zrobią politycy?

Dotychczas z reformą służby zdrowia poradzili sobie Czesi, gdzie pacjenci są coraz bardziej zadowoleni. W 2004 r. na radykalną restrukturyzację opieki zdrowotnej zdecydowali się Słowacy. Pacjenci w Polsce z nadzieją patrzą na wybory parlamentarne w 2005 r. Pacjenci chcą prywatyzacji służby zdrowia, lepszego dostępu do informacji i nowoczesnych form leczenia.
Politycy wydają się jednak głusi na głosy opinii publicznej. SLD-owski zarząd nawet w opinii tak druzgocącej krytyki ze strony rynku, zawsze uważał, że ze służbą zdrowia nie jest najgorzej i zawsze znajdzie się pretekst na dofinansowanie sektora bez względu na koszty.
Niestety, głosy z prawej strony sceny politycznej też nie napawają optymizmem. Liderzy Prawa i Sprawiedliwości nie kryją, że zamierzają pozostawić służbę zdrowia pod bezpośrednim zarządem państwa. Liga Polskich Rodzin również optuje za rozbudowanym systemem socjalnym. Nie dają więc szans zmianom, ponieważ bez wprowadzenia konkurencji do systemu opieki zdrowotnej, nie można liczyć na cud.
W kuluarach mówi się, że reformę służby zdrowia będzie przekładać na potem Platforma Obywatelska. Nic dziwnego, ruszenie tego problemu zawsze niosło za sobą duże ryzyko polityczne. Mimo wszystko przyszłym rządzącym przydałoby się więcej odwagi. Dobrobytu nie da się przecież budować, gdy szwankuje zdrowie.

Read more »

Monday, July 18, 2005

Zapowiedzi

Witam po krótkiej urlopowej przerwie. W najnowszej Gazecie Polskiej można przeczytać mój artykuł Czego chcą Polacy o konieczności prywatyzacji służby zdrowia. Najwyższy Czas! (ukazuje się w wakacje co dwa tygodnie) zamieszcza tekst Szczyt wszystkiego o szczycie G8 w Szkocji. Wpływ zamachów w Londynie na rynki kapitałowe komentowałem dla katolickiego Radia eM. Jednocześnie zakończyłem charytatywną współpracę z amatorskim portalem Liberator.
Read more »

Thursday, July 07, 2005

EUROPEAN PARLIAMENT DECISION UNDERMINES LISBON AGENDA, SAYS THINK TANK

Yestersday?s decision by the European Parliament to reject the Council Common Position on the Computer Implemented Inventions Directive (CIID) will damage the climate for innovation in Europe and increase the growing innovation gap between Europe and other leading trading blocks, according to the Stockholm Network, a European think tank.

In 2000, European Heads of State established the Lisbon Agenda, a strategic goal for the European Union to become the most competitive and dynamic knowledge-based economy in the world by 2010. Innovation was recognised to be at the core of this strategy. But, five years later, indicators suggest that the innovation gap between the EU, the US and Japan have not been narrowed and may even have increased, said Dr Meir Pugatch, who runs the Stockholm Network?s Intellectual Property Programme.

In its original form, the proposed CII directive did not aim to patent software, but rather to allow the patentability of computer-based inventions. The term 'software patent', which has now became the standard jargon, is completely mistaken. Instead, the directive aimed to achieve greater harmonisation among the different patent offices with regard to the patentability of ?computer-implemented inventions?. Later drafts, including the current draft, muddied the waters and threatened to turn these aims on their head. If they support the Libson agenda, MEPs now need to go back to the drawing board to find a solution closer to the original goals.

The report of the High Level Group, chaired by Wim Kok, dated November 2004, states: most urgently, the EU should adopt the pending proposal on the patenting of computer-implemented inventions and, of course, the Community patent.

Without a more efficient alternative - that will both reward scientific and technological innovation and ensure the rapid dissemination of existing technologies ? then we should stick with the patent system and improve it. And, if we support the patent system, then there is no logical reason for us to deny the option of patentability for any type of technology, including computer implemented inventions, Dr Pugatch says.

Read more »

Spotkanie z prof. Narvesonem

Kilka osób prosiło mnie o skreślenie paru słów o spotkaniu z prof. Janem Narvesonem, autorem ważnej książki The Libertarian Idea, co niniejszym czynię.

Wykład prof. Narvesona odbył się w kameralnej atmosferze. Uczestniczyło w nim niespełna 20 osób, przeważnie pracowników i doktorantów Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, a wśród nich prof. Justyna Miklaszewska, prof. Ryszard Legutko, prof. Miłowit Kuniński.

To było moje drugie zetknięcie z Narvesonem. Pierwszy raz spotkaliśmy się dwa lata temu w Wilnie na konferencji International Society for Individual Liberty zorganizowanej przez litewski Free Market Institute. Zapamiętałem profesora jako miłośnika muzyki klasycznej, a i on sam wspomniał fantastyczny koncert w jednym z wileńskich kościołów, na którym wówczas byliśmy.

Osobiście mam mieszany stosunek do filozofii Narvesona. Jego libertarianizm w wersji kontraktariańskiej nie przekonuje mnie jako krytyka umowy społecznej. Nie popieram także jego spojrzenia na kwestie moralne. Narveson jest m.in. zwolennikiem aborcji. Mimo, że jest on autorem, którego nie sposób pominąć, jego prace nie stanowiły poważnego przedmiotu moich studiów.

W krótkim wystąpieniu Naverson przedstawił swój pogląd na ewolucję liberalizmu, erozję klasycznego podejścia na rzecz lewicowego liberalizmu i libertarianizmu. Odniósł się także do kwestii negatywnych i pozytywnych praw w libertarianizmie, poruszając związki historyczne z takimi filozofami jak Mill, Hobbes, Locke, Rawls, Dworkin, Kant.

W sumie wykład był mało ciekawy, nie powaliła też dyskusja. Jak zwykle bywa w przypadku spotkania libertarian z konserwatystami, sprowadziła się ona do zarzutów konserwatystów i odpierania ich przez Narvesona.

Mówca musiał wyjaśniać, że libertarianizm nie oznacza pozostawienia ludzi samych sobie np. w przypadku dobroczynności prywatni przedsiębiorcy chętnie dzielą się z innymi. Różnica w przypadku socjalistów polega na tym, że państwo chce zmonopolizować sektor charytatywny. Zalecał też refleksje czy państwo dobrobytu, rzeczywiście tworzy dobrobyt.

Bardziej interesująco zapowiada się wykład profesora, który wygłosi niebawem na kolejnej konferencji ISIL w Kolonii. Będzie on dotyczył filozofii Ayn Rand, o której, jak przyznaje, nie ma wiele dobrego do powiedzenia.

Read more »

Nielegalny e-biznes



Okazuje się, że interesy w Internecie można łatwo robić gdziekolwiek, ale nie w Polsce. Nad Wisłą władze mogą uznać sprzedawanie określonych artykułów za nielegalne.


Urzędnicza wszechwładza w Polsce jest nieograniczona. Wystarczy, że biurokrata ugnie się pod naciskiem jakiegoś lobby, by wydać orzeczenie graniczące z absurdem. Jakich towarów nie można sprzedawać przez sieć? Leków. Są to legalne substancje, które ratują ludzkie zdrowie i życie. Nie można także publikować nieautoryzowanych informacji medycznych w internecie. To znaczy cenzura obejmuje wyłącznie firmy farmaceutyczne, a tak każdy może założyć np. Instytut Leczenia Wodą i zbić fortunę na oszustwie.

Ale wróćmy do zakazu sprzedaży określonych artykułów przez sieć. W kłopoty wpakował się właściciel wirtualnej apteki www.domzdrowia.pl. Dzięki e-aptece, należącej do spółki Mito, pacjenci mają dostęp do tańszych preparatów sprzedawanych bez recepty. Firma posiada filię w Niemczech. Klienci mają dostęp do prywatności, szybkiego zakupu, a także do konsultacji online.

W czym tkwi problem? Inspektor farmaceutyczny uległ Polskiemu Stowarzyszeniu Aptekarzy i wydał zakaz tego typu działalności w Internecie. Argumentacja jest nielogiczna. Inspektor ocenił, że leki sprzedaje się w aptece, a witryna internetowa apteką nie jest.

Naturalnie na tej samej zasadzie można zdelegalizować każdego rodzaju elektroniczną sprzedaż: samochodów, bo sprzedaje się je w salonach, książek ? w księgarniach, czy usług bankowych w bankach. Problem tkwi w tym, iż aptekarze boją się konkurencji. Szczególnie konkurencji cenowej, skoro raz po raz wzywają do ustalania urzędowych cen na leki (żeby chory leżał w łóżku, a nie szukał tańszych leków ? mówią).

Apteki internetowe biją rekordy popularności w USA. W krajach Unii Europejskiej coraz więcej ludzi kupuje leki w sieci, które są średnio 30 proc. tańsze niż w tradycyjnych punktach sprzedaży. W podobny sposób przed konkurencją (w UE mówi się: przed dumpingiem), bronili się niemieccy aptekarze. Przegrali z kretesem przed Trybunałem Sprawiedliwości i takiego samego wyniku można spodziewać się w przypadku Polski.

Wstyd, aby rodzimi urzędnicy musieli się uczyć e-biznesu na podstawie reprymendy prawników. Ale może to jedyny sposób, aby nie wprowadzili urzędowych cen na chleb, abyśmy nie skonali z głodu, poszukując tańszego bochenka.

Read more »

Ideolodzy open source



Wielu spędziło dnie i noce doszukując się kto stoi za Dyrektywą CII. Wyszło na to, że oczywiści sztandarowy wróg antyglobalistów ? Microsoft. Nikt jednak nie pomyślał, że lobby open source też ma swoich ideologów. Dla zainteresowanych artykuł poniżej.

Members of the European Parliament are about to decide on the future of the European Union. No, this doesn't have anything to do with a constitutional treaty. Rather, MEPs are going to vote for or against the EU directive on Computer Implemented Inventions - better known as software patents.

The vote is likely to be close, as the European Parliament has shown itself recently to be the most hostile to the measure of all the EU institutions. Many MEPs and large segments of the public have been misled by an ideological lobby. But politicians must consider whether they want to vote for safeguarding prosperity and growth in the EU or for destroying European innovations, putting hundreds of thousands jobs at risk, and crippling European creativity through intellectual violence and plagiarism.

Many of Europe's most prominent politicians do not hide the fact that they are motivated by the open source lobby. The most active organization in the fight is Munich's Foundation for Free Information Infrastructure (FFII). The group is waging an ideological continuation of Karl Marx's crusade against capitalism and private property.

The FFII hopes to convince the public that civilization is not helped by self-interest and profit. Rather, it argues that progress is an effect of disinterested activity for social justice. This is na?ve. Progress in information technology has been made by private companies, not open source fanatics. But the FFII is calling for a kind of revolution on intellectual capital. They want to expropriate innovators by limiting their legal property: know-how and inventions.

The people who run FFII are enemies of private property, the free-market and capitalism. Some of them are widely known to be neo-Marxists, such as Jozef Halbersztadt, a member of the FFII advisory board and patent examiner at Polish Patent Office. In Poland he is a kind of IT Ché Guevara. He publishes in such leftist magazines as Social Review and Political Critics.

In his writings he does not hide his revolutionary visions. "[Neo-liberalism] is creating by protection of so called intellectual property," Halbersztadt writes on the web portal Lewica.pl (Left). His idea for destroying "neo-liberalism" is to limit IP rights by blocking their legal protection. "Today not everything is blocked, but limiting private property makes society profit. Because of Linux, Microsoft's bosses do not sleep well," he argues.

Halbersztadt and other neo-Marxists believe that eliminating IP is the only way to fight capitalism. The FFII is selling (or giving away) a very dangerous ideology, and is cooperating with the radical left in the European Parliament. It is unfortunate that they have succeeded in manipulating even right-wing politicians such as former Polish Prime Minister and current MEP Jerzy Buzek.

Why should Europeans let the FFII create a world in which innovators are exploited by pirates and plagiarizers? Rather, we should give Hartmut Pilch, the FFII president, the same advice as George Bush gave to Michael Moore in Fahrenheit 9/11: "Go get a real job!"

In the 1960s one of the most famous Austrian economists, Fritz Machlup, named America "the knowledge society". He underlined that today knowledge and information build the wealth of nations. Since that time, the US has become the leader of globalization and the most innovative world economy.

Today's economy is losing hundreds of billons to copying and plagiarism, which usurps 9 per cent of global trade. In Europe every year we see more and more violence against intellectual property. That is why thousands of people lose their jobs and European human capital is forced to emigrate.

Software is the heart of contemporary innovation; we shouldn't stop it from beating.

Read more »

Tuesday, July 05, 2005

Narveson w Krakowie


5 i 6 lipca br. tj. dziś i jutro na UniwersytecieJagiellońskim w Krakowie będzie gościł prof. Jan Narveson (filozof z Kanady,specjalizujacy sie w liberalizmie i libertarianizmie), autor głośnej książki Libertarian Idea.

Wygłosi dwie prelekcje:

5.07. Collegium Novum (rektorat UJ), ul. Gołębia 24, sala nr 30, godz.
16.30 - "A More Precise Liberal Criterion for Just Government"

6.07. Collegium Broscianum UJ, ul. Grodzka 52, sala nr 24, godz. 12 -
"Liberalism and Liberalisms".

Warto go posłuchać na żywo.

Read more »

Kolejne rekordy na giełdzie


Kilka tygodni temu pisałem, że hossa na parkiecie dopiero się rozkręca. Wśród interesujących funduszy wskazałem 14 NFI Zachodni i NFI Jupiter. Od tego czasu obie spółki wzrosły o ok. 20 proc.

Według mnie to dopiero początek wzrostów. W ostatnim raporcie rocznym Jupiter jest wyceniany na ponad 6 złotych (aktualna cena giełdowa przekracza zaledwie 3 zł). Realna wartość tego funduszu jest jednak uzależniona od wyceny jego wiodącej inwestycji spółki technologicznej Pro Futuro. Inwestorzy liczą też, że zarząd zdecyduje się na rychłą wypłatę dywidendy.

Jeszcze ciekawsza jest sytuacja na 14 NFI czyli popularnym Zdzichu. Fundusz skupił ostatnio 1,5 mln swoich akcji od Skarbu Państwa. Jego wartość księgowa również wskazuje na 50 proc. niedoszacowanie. Interesująca może być przyszłość 14 NFI. Mówi się, że Zachodni to dobry materiał na przyszły fundusz nieruchomości (posiada atrakcyjne udziały w Warszawie i Wrocławiu). Zarząd przez powiązania krzyżowe kontroluje już 3/4 akcji.

Uchwały zaproponowane na najbliższe walne zgromadzenie akcjonariuszy mówią też o ?skupie swoich akcji w celu dalszej odsprzedaży?. Czyżby Zachodni szukał dużego inwestora finansowego?

Jeśli tak, czeka nas scenariusz podobny do 15NFI Hetmana, który zaliczył chyba najgwałtowniejsze wzrosty na tym rynku. Płynność tych papierów jest bardzo niska. Jeśli nie, ostatnie ruchy w akcjonariacie, też powinny dać do myślenia. Inwestorzy kupujący w ostatnich dniach te akcje nie powinni stracić.

Read more »

Monday, July 04, 2005

Socjalizm stosowany


Przyjęty przez stronę polska Krajowy Plan Rozdziału Uprawnień do emisji CO2 na lata 2005-2007 to typowy przykład centralnego sterowania gospodarką. Dokument został narzucony polskim przedsiębiorcom w wyniku przystąpienia naszego kraju do Protokołu z Kioto.

Ten biurokratyczny plan został przyjęty jeszcze w 2004 r. przez Ministerstwo Ochrony Środowiska po uzgodnieniach z Komisją Europejską. Ogranicza on w dużym stopniu wolność prowadzenia działalności gospodarczej poprzez wymuszenie na przedsiębiorstwach limitu emisji tzw. ?gazów cieplarnianych?, mających się rzekomo przyczyniać do ?efektu cieplarnianego?. Zmniejszenie produkcji, zwolnienia, a w ostateczności dodatkowe koszty produkcji i spadek konkurencyjności firm ? to efekty, na który rodzimy przemysł nie będzie musiał długo czekać.

Po limit do ministerstwa

Co ustanawia KPRU? W skrócie: ogranicza ilość emisji dwutlenku węgla w każdym z przedsiębiorstw do ustalonego z góry limitu. Biznes został postawiony na głowie: właściciel fabryki musi się głowić jak zmieścić się w granicach ustalonych przez urzędników, a nie jak dostosować wielkość produkcji do zapotrzebowania na rynku. Rzeczpospolita jest zobligowana do podobnych działań dyrektywą 2003/87/WE, która ma zapewnić Unii Europejskiej realizację celów zawartych w Protokole z Kioto.
Warto zauważyć, że w wyniku transformacji ustrojowej, Polska poczyniła znaczne postępy w redukcji zanieczyszczeń do atmosfery. Emisja dwutlenku siarki spadła o połowę, tlenków azotu o ponad 1/3 i w podobnych proporcjach innych trujących związków.
Mimo redukcji energochłonności gospodarki, polscy politycy zadecydowali się na nieodpowiedzialne posunięcie. Postanowili kolejny raz utrudnić życie rodzimemu przemysłowi, akurat w chwili, gdy wzrost gospodarczy będzie wzmagał popyt na energię, a co za tym idzie, zwiększenia spalania węgla, jako, że gospodarka energetyczna RP opiera się właśnie na tym źródle.
Urzędnicy z Warszawy tłumaczyli, że Polska będzie dysponowała dużymi nadwyżkami emisji, które będzie mogła potem sprzedawać z zyskiem na rynku. Jak zwykle ubiegli ich sprytniejsi koledzy z Brukseli, którzy obcięli Polsce dopuszczalne limity, wskutek czego będziemy musieli kupować je od innych. Przedsiębiorcy będą musieli w rezultacie kupować pozwolenia na produkcję od kontrahentów z zagranicy...

Fabryki na klucz, ludzie na bruk

Ograniczenia emisji obowiązują w całym przemyśle: elektroenergetyce, ciepłownictwie, przemyśle rafineryjnym, koksowniczym, hutniczym, cementowym, wapienniczym, szklarskim, ceramicznym, papierniczym, cukrowniczym, chemicznym. Całkowita liczba uprawnień przeznaczonych do rozdziału w ramach KPRU na najbliższe trzy lata wynosiła 286,2 tony, ale Unia Europejska okroiła nam przysługujące limity o ponad 16 %. Oznacza to, że trzeba będzie dostosowywać się do absurdalnych planów gospodarczych, jakże odległych od realiów polskiego przemysłu.
Otwarte pozostaje pytanie: na jakiej podstawie urzędnik, odizolowany od rzeczywistości gdzieś w biurowcu ze szkła i ze stali w centrum Brukseli, wie jaka będzie produkcja przemysłowa w Polsce w latach 2005-2007? Skąd biurokraci wiedzą, jaki poziom emisji będzie dobry dla konkretnego zakładu w Polsce? I wreszcie: jakimi przesłankami kierują się urzędnicy UE, skoro jednym ruchem kasują Polsce kilkanaście procent przysługujących jej uprawnień?
Jednak to nie ostatnie bulwersujące pytania, na jakie czytelnicy pewne potrafią odpowiedzieć sobie sami. Interesująca jest postawa strony Polskiej. Kto był odpowiedzialny za wdrażanie projektów proekologicznych nad Wisłą? Kto stoi za podpisaniem przez Polskę protokołu z Kioto, chociaż korzystniej byłoby zignorować ten absurdalny dokument, tak jak uczynili to Chińczycy czy Amerykanie? Kto decydował o wdrażaniu kolejnych elementów dyrektywy 2003/87/WE, skoro od początku było wiadomo, że jej efekty mogą być bardzo szkodliwe dla Polskiej gospodarki?

Lenin wiecznie żywy

Przywódca rewolucji rechocze pewnie w piekle widząc jak kolejne pokolenia głupich Europejczyków próbują okiełznać siły rynku. Krajowy Plan Rozdziału Uprawnień to centralne planowanie rodem z najlepszych lat Polskiej Republiki Ludowej. Urzędnik z Warszawy jedzie do Brukseli. Centrala ustala mu limit. Wraca do siebie. Dzieli limity dla poszczególnych dyrektorów. Wszystko się sypie. Urzędnik z Warszawy jedzie do urzędnika z Brukseli, przed którym czerwieni się i tłumaczy. I tak w kółko.
Jak rozdzielano limity emisyjne? Dokument Ministerstwa Ochrony Środowiska rozwiewa wszelkie wątpliwości. Nie na zasadzie optymalizacji produkcji, zwiększenia zysków i poprawy rentowności przedsiębiorstw. ?W szczególności za punkt wyjścia przyjęto względy sprawiedliwości i solidarności, zastosowane już przy formułowaniu celów emisyjnych dla poszczególnych krajów UE-15? ? czytamy w dokumencie.
Tak więc, rachunek ekonomiczny po raz kolejny przegrał z wartością najwyższą: sprawiedliwością społeczną. Rewolucyjne jest, że owa ?sprawiedliwość i solidarność? nie dotyczy wcale człowieka, lecz podporządkowuje go sile jeszcze wyższej: stanowi natury. Tyle, że ów ?dziewiczy stan natury? stracił dziewictwo z chwilą pojawienia się pierwszego człowieka, a powrót do tego prymitywnego stanu jest nierealny. Nawet jeśli wymagałby całkowitego zniszczenia cywilizacji przemysłowej i ludzkości, do czego najwyraźniej dążą współcześni socjaliści.
Urzędnicy twierdzą, że Polska startowała do Kioto z 30 proc. rezerwą na limity. Po redukcji tej liczby o połowę, zostaje kilkanaście procent, które trudno uznać za wielkość bezpieczną. Zresztą przyciśnięci do muru biurokraci nie potrafili wytłumaczyć skąd wzięli swoje liczby, którymi otumaniają opinie publiczną, gotową jeszcze uwierzyć, że będzie u nas czyściej, będziemy produkować więcej i jeszcze zbijemy majątek na handlu emisjami.

Zagrożenie dla Polski

Prawda jest taka, że wszelkie rządowe i brukselskie cyferki wyssane są z palca. Opasłe tomy opracowań naukowców z nadania można wsadzić między bajki. Wszelkie niezależne raporty (najczęściej amerykańskie, gdyż chyba tylko tam ludzie wykazują się postawą obywatelską, która nakazuje przynajmniej nie szkodzić własnemu krajowi), mówią, że koszty wprowadzenia ustaleń Protokołu z Kioto będą od 10-15 wyższe niż sugerują to dane oficjalne.
A ile straci na tym Polska? Według danych Polskiej Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji, 900 mln każdego roku będzie kosztowało nasz kraj dopasowanie się do norm forsowanych pod szyldem ochrony środowiska. Wiele małych przedsiębiorstw zostanie zlikwidowanych ? nie będąc w stanie spełnić drakońskich przepisów.
Kolejne koszty mogą być związane z rosnącymi cenami energii. Michael Cupit dyrektor ds. emisji z firmy Ernst & Young przewiduje, że ceny gazu wzrosną o 20 proc., natomiast energii elektrycznej o 15 proc. Z kolei Dominika Anna Dzięgielewska z Międzynarodowego Instytutu Analiz Systemów Stosowanych przewiduje, że koszty transformacji ekologicznej będą pochłaniały nawet 3,5 proc. produktu narodowego brutto rocznie.
Jak bardzo nieodpowiedzialnym myśleniem wykazali się decydenci przy podpisywaniu zobowiązań ekologicznym niech świadczy fakt, że nie brano pod uwagę żadnych, ale to żadnych zagrożeń, czy ujemnych skutków, ratyfikacji poszczególnych dokumentów. Po prostu najwyraźniej musieliśmy przystać na wszystkie stawiane warunki bez względu na konsekwencje. ?Polska, bilansując swoje emisje i porównując je ze swoimi indywidualnymi zobowiązaniami ? nie widzi zagrożeń dla realizacji zobowiązań z Kioto?.
Tak więc w następnych miesiącach, gdy wyjdą na jaw straty, jakie ponosi gospodarka wskutek realizacji ?ekologicznej trzylatki? być może dowiemy się kto to jest ta ?Polska?, która niczego nie widziała, a wszystko podpisywała. Być może wówczas przemówią także Ci, którzy powinni mieć najwięcej do powiedzenia w swojej sprawie i których nie dopuszczono do debaty publicznej na temat Protokołu w Kioto ? przemysłowcy i przedsiębiorcy.

Read more »

Friday, July 01, 2005

Informacja prasowa


Warszawa, 1 lipca 2005 r. - Dyrektywa CII, przyjęty przez Radę Unii Europejskiej dokument regulujący zdolność patentową wynalazków realizowanych przy pomocy sterowania procesorowego (komputerów), jest niezbędna dla rozwoju Unii Europejskiej, a zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw.


W obliczu coraz większej roli, jaką nowoczesne technologie odgrywają w niemal wszystkich obszarach życia, konieczne jest aby temat patentowania wynalazków realizowanych za pomocą systemów procesorowych został jednoznacznie uregulowany.

Odrzucenie Dyrektywy CII w jej pierwotnym brzmieniu przez Parlament Europejski może spowodować, że Europa utraci pozycję konkurencyjną w świecie, a pośrednio przyczyni się do redukcji miejsc pracy w sektorach technologicznych, odpływu kapitału ludzkiego i naukowego z krajów Unii Europejskiej oraz wystawi rodzime wynalazki na ryzyko kradzieży i plagiatowania. Bez ochrony patentowej Europa przegra wyścig technologiczny zarówno ze Stanami Zjednoczonymi, jak i dynamicznie rozwijającymi się gospodarkami Chin i Indii.

Eksperci Centre for the New Europe w Brukseli (CNE) ? jednego z czołowych prywatnych instytutów ekonomicznych w Europie - oceniają, że ochrona własności intelektualnej w dobie gospodarki opartej na wiedzy jest jedyną gwarancją rozwoju gospodarczego na Starym Kontynencie. Ochrona własności intelektualnej jest nieodzownym elementem przyciągania i utrzymywania inwestycji zagranicznych.

Obecnie globalny handel traci ponad 400 mld dolarów wskutek działania nieuczciwych firm, podrabiających cudze wynalazki, produkty i marki. To 9 proc. światowego obrotu gospodarczego. W Europie z roku na rok rośnie odsetek przypadków kradzieży innowacji. Wskaźnik kradzieży własności intelektualnej w Polsce wyniósł w 2004 roku 59%, co daje Polsce drugie miejsce ? po Grecji (62%) ? wśród wszystkich państw Unii Europejskiej. W związku z nagminnym łamaniem praw własności intelektualnej i wynalazczości rocznie w krajach UE topnieje 100 tys. miejsc pracy.

? Stany Zjednoczone są najbardziej innowacyjną gospodarką świata. Swój sukces USA zawdzięczają w takim samym stopniu wolnej przedsiębiorczości, jak i ochronie własności intelektualnej przedsiębiorców prywatnych ? uważa Tomasz Teluk, ekspert CNE. ? Oprogramowanie jest istotą większości współczesnych wynalazków. UE może pójść tą samą drogą, korzystając ze wzorców amerykańskich, albo zaprzepaścić swoją szansę ? dodaje Teluk.

Dyrektywa CII w brzmieniu Rady Unii Europejskiej jest także korzystna dla małych i średnich przedsiębiorstw, do których należy ponad 20% wszystkich patentów przyznawanych w Europie. Takiego zdania jest prof. Jerzy Kalisiak, rektor Wyższej Szkoły Zarządzania/The Polish Open University w Warszawie, od lat najlepszej prywatnej uczelni biznesowej, w rankingu tygodnika Wprost.

Prof. Kalisiak jest właścicielem kilku patentów na oprogramowanie. Najważniejszy z nich dotyczy interaktywnego systemu informatycznego nauczania na odległość (e-learning), pozwalającego studentom uczestniczyć w zajęciach nie wychodząc z domu. Stworzenie innowacyjnego systemu e-learning wymagało dużych nakładów na badania i rozwój, dlatego uczelnia zdecydowała się objąć oprogramowanie ochroną patentową w Polsce, krajach UE i w USA.

? Procedura przyznania ochrony własności intelektualnej wymaga udowodnienia innowacyjności produktu. W gospodarce globalnej użytkowanie rozwiązań informatycznych nie jest ograniczone do miejsca w którym się znajdujemy, dlatego innowator musi liczyć się z ochroną swojego wynalazku także poza granicami kraju ? tłumaczy swoją decyzję prof. Kalisiak.

? Jeśli polskie firmy czy wyższe uczelnie chcą się włączyć w globalną konkurencję musimy otoczyć protekcją ludzi twórczych. Oprogramowanie nie powinno być wyjątkiem. Powinniśmy także ograniczać zagrożenia dla praw własności intelektualnej ze strony innych krajów. Takim zagrożeniem w latach 60. był Związek Radziecki, który nie podpisywał żadnych umów międzynarodowych i nagminnie plagiatował cudze rozwiązania ? dodaje Kalisiak.

Informacje dla prasy

Centre for the New Europe został założony w 1993 r. w Brukseli. Instytut prowadzi działalność naukowo-badawczą wspierającą wolny handel, prawa własności prywatnych przedsiębiorstw, dobrowolność zawierania umów rynkowych. Prowadzi działania wspomagające wzrost gospodarczy i rozwój społeczeństw w krajach Europy. Więcej informacji www.cne.org; www.teluk.net


Wyższa Szkoła Zarządzania/The Polish Open University w Warszawie to od wielu lat jednak z najlepszych prywatnych uczelni biznesowych w kraju w rankingu tygodnika Wprost. Według miesięcznika Forbes, WSZ/POU wykształciła najwięcej w Polsce absolwentów prestiżowych studiów Master of Business Administration (MBA). Placówka jest też liderem w nauczaniu na odległość (e-learning).

Więcej informacji www.wsz-pou.edu.pl

Kontakt dla mediów:

Prof. dr. hab. Jerzy Kalisiak, rektor WSZ/POU +48 506 000 180; +48 22 853 38 46, rektorat@wsz-pou.edu.pl

Read more »