Home



Thursday, December 29, 2005

Zdrowe państwo

Usługi zdrowotne mogą stać się najszybciej rozwijającym się sektorem gospodarki, jeśli będą podlegały regułom rynkowym. Minister Zbigniew Religa zapowiedział, że pacjentów czeka siedem chudych lat. Jego zastępca straszy, że chorzy nie powinni liczyć na refundację leków, które zażywają. Odmienne postawy reprezentują ekonomiści, lekarze i grupy broniące praw pacjentów, żądający prywatyzacji sektora ochrony zdrowia.Według najnowszego raportu brukselskiego instytutu Health Consumer Powerhouse (organizacji, która corocznie opracowuje Europejski Indeks Konsumentów Usług Służby Zdrowia, cytowany przez wszystkie prestiżowe tytuły od Economist po Financial Times), służba zdrowia może zostać lokomotywą sektora usług zdrowotnych w Europie. To może się udać nawet w Polsce! Pod warunkiem, że nowy minister zdrowia zmieni poglądy.

Profesor Religa powinien zapoznać się z najnowszym raportem HCP i przestudiować reformy naszych południowych sąsiadów, zanim zacznie twierdzić, że przez najbliższe siedem lat nie należy spodziewać się zmiany na lepsze. Słowakom i Czechom reforma służby zdrowia zajęła o połowę mniej czasu. Tylko że nasi południowi sąsiedzi postawili na wolnorynkową reformę tego sektora. Natomiast nasz nowy rząd i jego minister zdrowia zmierzają w odwrotnym kierunku.

Prof. Religa często w wywiadach opowiada dziennikarzom o chronicznym niedofinansowaniu służby zdrowia. Nic nowego. Pojawia się jednak pytanie, ile podatnik musiałby wpompować do obecnego systemu, aby minister był zadowolony. Na początek ? kilkanaście miliardów złotych na pokrycie długów. Nawet gdyby przeznaczyć na zdrowie miliardy dolarów, nie rozwiąże to problemów pacjentów. Kwota szybko stopnieje w dziurawych budżetach szpitali, zostanie zmarnotrawiona w nieefektywnym zarządzaniu, bądź wyląduje wprost w kieszeniach medycznego establishmentu, który nadzwyczaj skutecznie opiera się jakimkolwiek zmianom.

Tak więc zapomnijmy, że cokolwiek zmieni się na lepsze. A będzie gorzej ? przez kilka lat urzędnicy będą obliczać, co należy się nam w ramach składki. A potem okaże się, że niewiele ? i pacjenci będą musieli wykupić dodatkowe (podwójne) ubezpieczenie. Jeszcze gorzej będą się mieli pacjenci, którzy muszą zażywać leki. Ministrowie zapowiedzieli, że będą walczyć z zagranicznymi firmami farmaceutycznymi i część leków innowacyjnych zniknie z wykazów preparatów refundowanych. Nowoczesne leki zamieni się ich odpowiednikami. Jak zapowiada wiceminister Piecha, przyszłość to generyki ? innymi słowy czeka nas monopol produkujących podróbki i dotowanych przez państwo rodzimych firm farmaceutycznych. Nikt nie myśli o pacjentach, którzy chcieliby się leczyć nowymi, skutecznymi preparatami.

Drenaż kieszeni Ministerstwo sprzeciwia się wprowadzeniu konkurencji na rynku farmaceutycznym. Niedawno Stowarzyszenie Obrony Praw Pacjentów ?Primum non nocere? zażądało zniesienia zakazu reklamy leków na receptę, aby zwiększyć wybór i wiedzę medyczną pacjentów. Ministerstwo Zdrowia przypomniało, że to nie pacjent powinien decydować o swoim zdrowiu, lecz wyłącznie urzędnik i lekarz. Ale przypomnijmy, że to właśnie pacjenci ponoszą koszty urzędowej kontroli cen leków. Z powodu regulowania cen ponad 25 proc. Polaków nie stać na wykup recept. Gdyby państwo regulowało ceny żywności, prawdopodobnie porównywalna liczba rodaków chodziłaby głodna.

Urzędowa kontrola cen leków w Europie przyczynia się do zwiększenia kosztów opieki medycznej ? wynika z raportu Centre for the New Europe pt. Ludzki koszt kontroli cen na rynku farmaceutycznym. Na dłuższą metę ustalanie cen przez państwo zmniejsza liczbę nowych preparatów wprowadzanych na rynek. Uzależnić od siebie pacjentów to dla urzędników gigantyczny interes, zważywszy, że rozmaite leki zażywa ok. 20 proc. Europejczyków. Sprawa jest jednak o wiele poważniejsza. Szacuje się, że w przypadku 370 tys. mieszkańców z krajów należących do UE odpowiednie zażywanie leków ma bezpośredni wpływ na jakość ich życia. Stwarzanie takiej sytuacji, że pacjentów, których życie zależy od odpowiedniego dozowania preparatów medycznych, nie stać na wykup recept, jest niczym innym jak skazywaniem ich przez państwo na śmierć.

Więcej w drukowanym Ozonie

Read more »

TT dla Dziennika Polskiego


- Specyfika handlu internetowego zawiera się w dwóch aspektach - mówi Tomasz Teluk, ekspert ekonomiczny Centrum im. Adama Smitha, autor książki E-biznes. Nowa gospodarka. - Po pierwsze - polega na wyeliminowaniu pośredników, kupowaniu towarów czy usług taniej, często bezpośrednio od producentów.



Po drugie - w Internecie inny jest charakter ekspozycji towarów. W Sieci, choć nie możemy fizycznie dotknąć rzeczy, która nas zainteresowała, możemy poznać ją równie dokładnie jak w rzeczywistości: - Strona internetowa to nieograniczona ilośćmiejsca, które handlowiec wykorzystuje na zdjęcia, opisy, recenzje: wszystko to, co zainteresować może kupującego - tłumaczy Teluk. - Kupując w Internecie jest też czas na porównanie ofert, namysł. Nikt nas tu nie popycha, nie szturcha, nie wjeżdża wózkiem w plecy, jak często dzieje się to w handlowych alejkach. Więcej w artykule Matyldy Dudek.

Read more »

Thursday, December 15, 2005

Życzenia


Moi drodzy, w związku ze zbliżającymi się Świętami Bożego Narodzenia, przyjmijcie życzenia radości, szczęścia i harmonii oraz wielu błogosławieństw. Dziękuje wszystkim, którzy odwiedzali mój blog i zapraszam ponownie w Nowym Roku.
Read more »

Monday, December 12, 2005

Zapowiedzi


W najbliższych tygodniach ukaże się kilka moich artykułów publicystycznych i felietonów. W Gazecie Polskiej o braku szans na reformę służby zdrowia w Polsce. W Teleinfo i Najwyższym Czasie jak Komisja Europejska pod hasłami ochrony konkurencyjności walczy z konkurencją. W Ozonie korespondencja z Brukseli z zawiązania eurosceptycznego Aliansu dla Otwartej Europy w Parlamencie Europejskim.
Read more »

Wednesday, December 07, 2005

Ptasie refleksje


Obserwując jak ochoczo państwa europejskie zabierają się do zabezpieczenia ludzkości przed ptasią grypą, można przypuszczać, że w erze cyfrowej, socjalne państwo dobrobytu z równym animuszem weźmie się za ochronę konsumentów przed robakami, trojanami i wirusami komputerowymi.

Analogie polityki władz wobec sektorów innowacyjnych nasuwają się same. Główną motywacją biurokratów są przecież opasłe budżety, a nie czyjeś bezpieczeństwo. Tym bardziej, że zagrożenie pandemią jest co najmniej wydumane. Pamiętamy przecież, że państwowa Kasandra myli się nader często, niezależnie czy jest to ebola, wąglik, SARS, BSE, ptasia grypa, czy problem roku 2000 bądź spam.
Dotychczas globalne straty z powodu zakażenia groźnej dla ludzi odmiany H5N1 są zapewne porównywalne z ilością samobójstw i morderstw w afekcie na skutek niewłaściwego użycia urządzeń teleinformatycznych. Dlatego niewykluczone, że w miarę rozwoju społeczeństwa informacyjnego, urzędasy zainteresują się teleinformatyką i dobiorą się do skóry sektorowi prywatnemu.
Kolejna lekcja dla przedsiębiorców z branży informatycznej powinna płynąć z zachowania władz wobec własności intelektualnej. Oto międzynarodowa biurokracja wezwała, aby w imię ratowania ludzkości, prawny posiadacz patentu na jedyną dotąd skuteczną szczepionkę przeciw ptasiej grypie Tamiflu, szwajcarski koncern La Roche, nie tylko obniżył ceny swojego preparatu, ale zrzekł się także własności intelektualnej na rzecz konkurencji.
WHO wytoczyła potężne działa. Podobno grozi nam śmierć minimum 150 mln ludzi! Zapewne przy udziale indyjskich firm produkujących podróbki, które w ten sposób próbują ominąć kwestie ochrony własności intelektualnej i przemysłowej. Oczywiście nie można tworzyć precedensu opartego na fałszywym alarmie. Przecież żadna firma nie jest w stanie uruchomić w szybkim czasie całej linii produkcyjnej, chyba że kupi całą technologię za sprawą odpowiedniej licencji.
Już widzę, jak zbierają się czarne chmury nad producentami oprogramowania. Oto w 2010 r. światu grozi groźny wirus komputerowy, którzy może sparaliżować globalną gospodarkę, wiele krajów wpędzić w kryzys, a miliony pozostawić bez pracy. Komisja Europejska nie ma wątpliwości i wzywa firmy informatyczne do darmowego udostępnienia programów antywirusowych.
Po wyroku Komisji na rynku pojawiają się nieudolne kopie nortonów, emkaesów i pand. Sieją więcej spustoszenia niż dostarczają pomocy. A po pół roku okazuje się, że zagrożenie zostało wyssane z palca?
Dlatego też nie dziwmy się, że żadna firma nie kwapi się, aby w magazynach przeterminowało się kilkaset milionów szczepionek. Przecież każdy producent chciałby na pniu sprzedać taką partię swojego produktu. Widocznie nie ma na to szans, ponieważ zagrożenie nie jest do końca realne.
Read more »

Upadłe państwo


Z prac sejmowych komisji: ds. afery Rywina, prywatyzacji PZU i PKN Orlen, wyłania się ponury obraz III Rzeczypospolitej: demokracji zdegenerowanej w rekordowo krótkim czasie. Prace komisji unaoczniły Polakom rzeczywistą antynomię dwóch grup społecznych: obywateli i żerujących na ich wyzysku grup trzymających władzę. Czy tzw. IV RP będzie lepsza?
Gdy pod koniec września zeszłego roku Sejm przyjął raport posła Prawa i Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, wieńczący pracę komisji ds. afery Rywina, obciążające zarzuty zawarte w dokumencie Leszek Miller raczył nazwać "goebbelsowskim kłamstwem". Obyci z pełnym cynizmu tonem byłego premiera obywatele zdali sobie sprawę, że polityka sięgnęła dna, a osoby publiczne nie cofną się przed żadną niegodziwością. Kilka tygodni później pracowała już kolejna sejmowa komisja, ds. Orlenu, a od nowego roku ? komisja ds. prywatyzacji PZU. Gdy politycy regulują gospodarkę, komisje ds. afer powinny w zasadzie pracować bez ustanku.

Degeneracja demokracji

Ustrój demokratyczny był poddawany ostrej krytyce, począwszy od czasów rozkwitu kultury hellenistycznej. Dwaj najznamienitsi przedstawiciele starożytnego okresu w filozofii polityki: Platon i Arystoteles, nie szczędzili gorzkich słów pod adresem rządów ludu. U Platona teoria państwa to systematyczna degeneracja władzy. Demokracja stanowi następstwo upadku oligarchii ? rządów uprzywilejowanych bogaczy. Jednakże i demokracja skutkuje rozpadem rządów, gdy ogarnięty "szałem wolności" lud doprowadza do anarchizacji całej polis. Również u Arystotelesa demokracja należy do systemów wadliwych. Największą wadą, według filozofa, była pokusa doraźnego działania dla własnych korzyści przez rządzących, przedkładających interes własny nad interes państwa, w efekcie, nie będących w stanie prowadzić długofalowej polityki.

Jak trafne są analizy starożytnych filozofów, widać po dziś dzień. Wygrać wybory, dostać się do układu, wyeksploatować zajmowane stanowisko do cna ? oto strategia współczesnego "męża stanu". Obserwator największych polskich afer nie ma złudzeń, że w polityce nie zostało nic z misji. O skuteczności działania osób publicznych nie świadczy jakość rządów i poparcie społeczne, lecz cwana umiejętność ukrycia nielegalnych dochodów w oświadczeniu majątkowym.

Następczyni PRL-u zagwarantowała postkomunistom sukcesję władzy. Dawni aparatczycy uwłaszczyli się na państwowym majątku i okopali się na kluczowych pozycjach w państwie. Sukces w III Rzeczypospolitej nie zależał od osobistych talentów, oryginalnego pomysłu na biznes, wykształcenia czy wytężonej pracy. Był raczej efektem uczestnictwa w interesach grupy polityków, powiązanych z nimi biznesmenów i całych branż gospodarki.

Sprawozdania z prac komisji śledczych szokują nawet największych entuzjastów odrodzonej demokracji. Oto najważniejsze osoby w państwie: prezydent premier, szef służb specjalnych, czy prezes publicznej telewizji sprzeniewierzając się swoim konstytucyjnym obowiązkom, skrupulatnie wypełniają zobowiązania towarzyskie. Czyżby bliski kontekst "państwa" i "towarzystwa" nie był przypadkowy?

Domniemana grupa trzymająca władzę: premier Miller, Aleksandra Jakubowska, Włodzimierz Czarzasty, Robert Kwiatkowski, prezydent Kwaśniewski, były minister sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk, szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Andrzej Barcikowski, wspólnymi siłami forsowała przepisy utrzymujące przywileje określonej opcji politycznej. Jeszcze bardziej przerażający obraz wyłania się z prac komisji sejmowej ds. Orlenu. Według Romana Giertycha, który jako pierwszy zaprezentował tezy swojego raportu, jeden z największych biznesmenów w Polsce Jan Kulczyk, znów prezydent Aleksander Kwaśniewski, znów premier Leszek Miller i lobbysta Marek Dochnal dążyli do sprzedaży Rafinerii Gdańskiej i PKN Orlen na rzecz udziałowców rosyjskich. Jakkolwiek udział osób prywatnych w tym przedsięwzięciu dziwić nie musi, zaangażowanie prezydenta i premiera w działania na rzecz obcego mocarstwa, przy prawdopodobnym współdziałaniu zagranicznych służb specjalnych, jest więcej niż bulwersujące.

Sprzedaż strategicznego sektora paliwowego Rosji, przy i tak niemal pełnym uzależnieniu Polskiej gospodarki od dostaw ropy i gazu z tego kraju, mogła mieć tragiczne w skutkach konsekwencje polityczne i ekonomiczne, gdyby... pośrednicy nie pokłócili się o podział prowizji z zaplanowanej transakcji.

Na naszych oczach dokonała się zadziwiająca transformacja funkcji prezydenta i premiera, którzy z konstytucyjnych obrońców Rzeczypospolitej stali się politycznymi gwarantami intratnego kontraktu. W gruzach legły także inne mechanizmy demokracji. Rachunek ekonomiczny został ponownie zastąpiony centralnym planowaniem, a lobbing ? miast przekonywania za pomocą argumentów ? stał się synonimem łapówkarstwa, łapówkarstwa w majestacie prawa.

Ba, obywatele mogli się nawet dowiedzieć, że załatwienie konkretnej ustawy czy prowizja za sprzedaż strategicznego przedsiębiorstwa kosztuje dużo więcej niż główna wygrana w totolotka. Myśl polityczna św. Augustyna określała państwo ziemskie ? civitas terrena jako państwo szatana ? siedlisko grzechu, zła i nienawiści. Na polską demokrację doprawdy trudno spojrzeć życzliwym okiem.

Między górą a dołem

Podczas gdy Karol Marks przekonywał, że historia dziejów to nieustanna walka klas, opierająca się na wyzysku robotników przez kapitalistów, okazało się, że źródło wyzysku leży po stronie sprawujących władzę, a wyzyskiwanymi są szarzy obywatele nie będący beneficjantami systemu władzy. Hans-Hermann Hoppe w obrazoburczej książce: Demokracja: Bóg, który upadł, porównał polityków do nieuczciwych najemców domu, którzy nie traktując nieruchomości jak własnej, maksymalizują swoje korzyści podczas kilkuletniej kadencji, a na odchodne wymontują nawet klamki.

Sukcesja władzy na rzecz postkomunistów spowodowała kuriozalne dostosowanie sowieckich nawyków do zachodnioeuropejskich standardów. Uzależnienie gospodarki od decyzji politycznych promuje państwowy interwencjonizm gdzie się tylko da. Zamkniemy dostęp konkurencji do rynku w zamian za sponsorowanie kampanii wyborczej. Jeśli we władzach zasiądą nasi ludzie, zyskacie dostęp do państwowych kontraktów. Zjawisko ochrzczono mianem kapitalizmu politycznego, choć z kapitalizmem ma tyle wspólnego, co gospodarka Białorusi czy Kuby. Sejmowe komisje śledcze pokazały przykłady wulgarnej korupcji wprost, bez zaowalowanych subtelności.

Dziś państwo jest jak rak, który rozrasta się w sposób niekontrolowany, niszcząc zdrową tkankę społeczeństwa. Od państwa, jak od narkotyku, jest uzależniona coraz większa rzesza obywateli. To co wygląda atrakcyjnie w telewizji, błysku fleszów i na stołecznych salonach, jest codziennością polskiej prowincji. Pseudodziennikarze produkujący propagandowe materiały na zlecenie samorządowców, gangsterzy i sędziowie przy wódce uzgadniający razem wyroki, radni, których firmy budowlane remontują państwowe szkoły i drogi, to obrazek dobrze znany mieszkańcowi każdego polskiego miasta.

Nowa walka klas ustawiła naprzeciw siebie dwie grupy społeczeństwa. Pierwszym jest dobrze, wzbogacili się dzięki pozycji i układom, boją się utraty pracy w urzędzie, zasiłku czy renty. Drudzy zaś nie wierzą w mit, że "pierwszy milion trzeba ukraść" lub borykają się z bolesną plagą bezrobocia. Bezrobocia, które nie jest wynikiem "dzikiego kapitalizmu", bo to socjalizm jest dziki i prymitywny. Bezrobocia, które jest efektem polityki państwa, a przede wszystkim nadmiernych regulacji i kosztów na rynku pracy.

Polska czeka na polityków o wysokich kwalifikacjach moralnych, po których można spodziewać się, że będą szkodzili jak najmniej. Jest to zgodne z postulatami etyka Adama Smitha, który twierdził, że najlepszy podatek, to ten, który nie został pobrany, natomiast jedynym wyróżnikiem cechującym dobrego polityka jest moralność, reszta bowiem należy do jego doradców.

wiecej w nowej Opcji

Read more »

Thursday, December 01, 2005

Jak państwo niszczy rodzinę


W XIX wieku wydatki państwa nie przekraczały 2 proc. PKB. Dziś państwo wydaje więcej, niż zarabia. Żyje więc na kredyt. A żeby go spłacać, drenuje kieszenie podatników płacących kilkadziesiąt razy większe podatki niż wtedy. Dziś rząd zabiera jedną pensję na podatki. Dlatego do pracy musi chodzić i mąż, i żona. W Manifeście komunistycznym Marks i Engels pisali: Aby zniszczyć rodzinę, należy pozbawić ją kapitału. Niestety, ten scenariusz jest konsekwentnie realizowany. Gdyby jakiejś partii zależało na rewitalizacji życia rodzinnego, zmniejszyłaby podatki tak, aby matka mogła wychowywać dzieci. Gdyby zlikwidować podatek dochodowy, każdą rodzinę stać byłoby na to, aby na jej utrzymanie pracowała tylko jedna osoba
Read more »