
Konflikt gazowy Rosja-Ukraina jest realizacją z góry zaplanowanego scenariusza wywierania presji politycznej sankcjami ekonomicznymi. Uderzające, że głównym sojusznikiem Moskwy w kwestiach energetycznych jest Bruksela.
Teza Władimira Bukowskiego, że socjalizm europejski jest kontynuacją socjalizmu sowieckiego znajduje potwierdzenie na naszych oczach. W strategicznej kwestii energetyki UE i Rosja grają w jednej drużynie, rozumiejąc się perfekcyjnie. Na dowód warto przytoczyć kontrakt Putina ze Schroederem dotyczący rurociągu omijającego Polskę. Jednak oba socjalistyczne ośrodki pracują nad wspólną polityką energetyczną od wielu, wielu lat.
Kilka miesięcy temu na łamach NCz! pisałem, że UE jest trwale uzależniona pod względem energetycznym od Rosji. Według niemieckiej firmy RWE do 2030 r. w Unii Europejskiej już 50 proc. surowców energetycznych pochodzi z importu, natomiast w 2030 proc. może to być nawet 70 proc., co zagrozi bezpieczeństwu energetycznemu Starego Kontynentu, zważywszy, że np. największym dostawcą gazu dla krajów UE jest właśnie Rosja!
Także Rosjanie są największymi sojusznikami Unii w realizacji postanowień Protokołu z Kyoto. Nic więc dziwnego, że europejskie rządy uparcie forsują konsumpcje gazu jako ?ekologicznego?, ?naturalnego? i ?taniego?. W niektórych regionach Polski zamiana ogrzewania węglowego na gazowe jest dotowana przez państwo. Tymczasem największym producentem gazu ziemnego w świecie jest? Rosja.
Warto zatem przeanalizować jak opinii publicznej robi się wodę z mózgu. Na zeszłorocznej konferencji w Montrealu decydowano o strategicznych kwestiach dotyczących globalnej polityki energetycznej. Polska ma w zasadzie dwa wyjścia: albo uzależnienie od UE i Rosji i stopniowa utrata suwerenności, albo strategiczny sojusz z Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi i mozolna walka o utrzymanie niezależności.
Więcej w drukowanej wersji tygodnika

« Home