Stabilizacyjny pa(k)t

Po podpisaniu paktu między Prawem i Sprawiedliwością, Ligą Polskich Rodzin a Samoobroną rynki zadrżały. I wciąż drżą, bo dokument nie wróży stabilizacji gospodarki, a w razie konfliktów groźba przed-terminowych wyborów pozostaje realna.
Stabilizacyjny pat to właściwsze określenie dla dokumentu podpisanego rzutem na taśmę i pomyślanego jako ratunek przed ryzykiem przyspieszonych wyborów. Najgroźniejsze dla gospodarki są ustawy zwiększające obciążenia socjalne. Niepokoi dalsze uzależnianie rynku od polityki. Umowa między trzema silnie prosocjalnymi partiami skupia się na celach politycznych, ale obszerne załączniki będące jej istotą zawierają wiele zapisów kluczowych dla funkcjonowania gospodarki. Nie przeceniajmy jednak tego dokumentu. Ważniejsza jest w nim forma od treści, a treść stanowią właściwie elementy polityczne. Wiele punktów umowy zadziwia, wręcz trudno w nie uwierzyć np. w tanie państwo. Dlaczego? Bo temat był już przedmiotem sejmowych dysput. Projekt cięć wydatków rządowych spotkał się z wyraźnym oporem ze strony rządu. Jest w nim też wiele zapowiedzi optymistycznych, m.in. skrócenia terminów i uproszczenia rejestracji firm, uporządkowania polityki patentowej czy zmiany polityki wobec sektorów innowacyjnych. Dobrze by było, gdyby rząd zlikwidował przywileje specjalnych stref ekonomicznych, a w zamian pozwolił na wolną konkurencję na rynku. Likwidacji SSE domaga się Unia Europejska, a PiS przez całą kampanię trąbił o polityce równych szans dla rodzimych przedsiębiorców. To właśnie liczeni w milionach mali i średni przedsiębiorcy są motorem polskiej gospodarki. Wieloletnie przywileje dla zagranicznych inwestorów to zachęta i rozwiązanie ze sprawiedliwością rynkową niemające wiele wspólnego. Nie jestem też entuzjastą stymulowania przez państwo popytu, a takie pomysły dotyczą m.in. gospodarki mieszkaniowej. Rząd chce, by podatnicy dopłacali do mieszkań socjalnych. Mogę się założyć, że pojawi się wiele pomysłów, jak ominąć przepisy, by podłączyć się do państwowego garnuszka (np. kupno dwóch małych mieszkań socjalnych i połączenie ich w luksusowy apartament). Intratną operację sfinansuje budżet. Niezbędne jest za to uporządkowanie i przyspieszenie procedur zagospodarowania przestrzennego. Zakrawa na absurd, że to urzędnik decyduje o tym, co ma ze swoją ziemią zrobić właściciel gruntu. Jeszcze bardziej kuriozalna jest praktyka, że ten sam urzędnik może jedną decyzją zmienić bezwartościowe pole w atrakcyjny teren inwestycyjny. Nawiązując do słynnej książki Tajemnica kapitału jednego z największych współczesnych ekonomistów Hernanda de Soto, można stwierdzić, że właśnie niewykorzystane grunty to uśpiony kapitał państw rozwijających się. Jeśliby uporządkować kwestie własności nieruchomości, gospodarka doznałaby niesamowitego przyspieszenia. Grunty byłyby nie tylko przedmiotem obrotu, lecz mogłyby także stanowić zastaw pod pożyczki i kredyty. Gdyby ziemia leżąca odłogiem uchodziła za bogactwo, najbogatszym państwem na Ziemi byłaby Rosja. O bogactwie stanowią jednak nie nieużytki, lecz prawa własności.

« Home