Problemy z konkurencją

Komisja Europejska cierpi na poważny problem. Jest nim konkurencja, podstawowy termin w ekonomii. Strategią unijnych biurokratów jest doprowadzanie do erozji poszczególnych pojęć w zależności od aktualnych potrzeb.
Determinacja UE w gnębieniu Microsoftu woła o pomstę do nieba. Zakaz sprzedaży systemu operacyjnego Windows wraz z odtwarzaczem multimedialnym jest jawnym ograniczeniem wolności gospodarczej. Czy wyobrażają sobie państwo, że pewnego dnia urzędnik wyda nakaz wymontowania wszystkich odtwarzaczy samochodowych z Toyoty, bo firma sprzedaje zbyt dużo samochodów, a feralne radia zbyt dobrze grają?
Niestety taka jest europejska taktyka zwalczania konkurencji, promowana oczywiście pod hasłem? ochrony konkurencyjności. Blisko półmiliardowa grzywna (w euro) nałożona na informatycznego giganta, wraz z nakazem ujawnienia swojej własności intelektualnej (kodu źródłowego) można śmiało uznać za rozbój w biały dzień. Analogicznie nasza feralna Toyota mogłaby dostać podobną karę za wypuszczenie nowego samochodu hybrydowego wraz z nakazem ujawnienia technologii produkcji pojazdu.
Tak, przecież model Prius jest prawdopodobnie jedynym modelem o napędzie hybrydowym dostępnym dla masowego klienta na europejskim podwórku. Stąd już krok do oskarżenia Toyoty o próbę monopolizacji "doskonale konkurencyjnego" rynku UE. Oczywiście jest to wierutna bzdura. Zgodnie z klasyczną definicją, monopolista to wyłączny producent lub dostawca usług. W tym przypadku nikt jednak nie zabrania, aby konkurencja dołączyła do rywalizacji o klientów.
I tak się dzieje. Wkrótce na rynku pojawią się hybrydy innych marek. Nie istnieje także wyłączny producent i dostawca informatycznych systemów operacyjnych. Osobom profesjonalnie zajmującym się informatyką nie trzeba wymieniać mnogości dostępnych rozwiązań. Naturalnie pozycja Windows na rynku systemów operacyjnych wykorzystywanych w komputerach domowych jest dominująca, ale w żadnym razie nie monopolistyczna.
Owa strategia deprecjacji innowacyjnych firm za pomocą manipulacji terminami wkracza także do samego pojęcia konkurencyjności. Wiemy już, że w języku biurokratów "protekcjonizm" znaczy "ochrona konkurencyjności", "innowacyjna" ? "monopolistyczna", a jak nowomowa określa "konkurencję cenową"? Odpowiedź jest prosta: "dumping". Wystarczy sobie przypomnieć oskarżenie wobec Polski o "dumping socjalny", czyli to, że rodzimi pracownicy są po prostu tańsi!
Drodzy państwo, nie dajmy ogłupić się biurokratom, którzy za wszelką cenę starają się ograniczyć konkurencję szafowaniem na prawo i na lewo oskarżeniami o monopolizowanie i dumping. Nie jest tajemnicą, że UE traci swoją konkurencyjną pozycję, a urzędnicy chwytają się wszystkiego co popadnie, aby zachować status quo. Status nie Starego Kontynentu, ale swój.
Problemem Europy nie jest konkurencja, lecz brak konkurencji. Nie są nimi prywatne firmy innowacyjne, lecz państwowe monopole. Społeczeństwo nie cierpi z powodu dumpingu socjalnego nowoprzyjętych członków, lecz z powodu socjalnego charakteru Europy. Wspólnym mianownikiem problemów z którymi boryka się UE nie jest więc konkurencja, lecz coś zupełnie przeciwnego ? państwowy interwencjonizm.

« Home