Wielki Brat w gospodarce

Im więcej państwa w gospodarce, tym lepiej dla rządzących, ale gorzej dla obywateli. Rządzący deklarują powstanie komisji śledczej ds. zbadania prywatyzacji. Przy okazji jednak wmawia się opinii publicznej, że nacjonalizacja (upaństwowienie prywatnej własności), regulacje rynku (ograniczenie wolności gospodarczej) i wreszcie, że monopolizacja (skupienie podaży w jednym ręku) są korzystne dla konsumentów!
Otóż jest dokładnie odwrotnie. Im więcej władzy, to znaczy majątku zarządzanego przez urzędników, uzależnienia gospodarki od polityki, tym lepiej dla rządzących. Dla przeciętnego obywatela o wiele lepszą sytuacją jest, gdy państwa jest jak najmniej w gospodarce, na rynku funkcjonuje konkurencja cenowa i mają oni jak największy wybór dostępnych towarów i usług. Polska jest nadal państwem monopoli: energetycznego, gazowego, wydobywczego, paliwowego, transportowego, kolejowego, lotniczego, stoczniowego, loteryjnego, pocztowego itp. Politycy są z tego zadowoleni ? mogą obsadzać stanowiska swoimi poplecznikami, krewnymi i znajomymi królika. Konsumenci są zadowoleni mniej. Jak można być szczęśliwym, czekając rok w kolejce na operację, płacąc krocie za bilet czy znaczek i pijąc brudną wodę, której skład przypomina tablicę Mendelejewa? Jak byśmy mieli mało problemów, pod znakiem zapytania stawia się niezależność banku centralnego. Czyżby po to, aby ręcznie sterować kursami walut, co publicznie deklarowali specjaliści po zawodówkach z LPR i Samoobrony? Mimo iż generalnie nie jestem zwolennikiem prowadzenia aktywnej polityki monetarnej przez państwo, niezależność banku centralnego jest pewną formą równoważenia się władzy. A tylko równoważenie się władzy sprzyja stabilizacji rządów i uniemożliwia monopolizację rządów w jednym ręku. Czy podobna jak w Polsce sytuacja mogłaby zdarzyć się w Stanach Zjednoczonych? Wątpliwe. Niech za przykład posłuży najdłużej, bo blisko dwie dekady, urzędujący prezes banku centralnego Alan Greenspan. Z pożytkiem dla rynku opierał się on zarówno zakusom demokratów, jak i republikanów. Jego prezesowanie określano mianem efektywnej kohabitacji. Za jego kadencji Amerykanie stali się zamożniejsi, giełdowe indeksy poszybowały w górę, a oprocentowanie kredytów spadło niemal dwukrotnie. Nie byłoby prosperity, gdyby bank centralny był marionetką w rękach polityków. Greenspan namówił prezydenta Billa Clintona do przyjęcia przez Kongres pakietu ustaw zmierzających do redukcji deficytu budżetowego. Właśnie współpraca demokraty Clintona i republikanina Greenspana opisywana jest w literaturze ekonomii jako modelowy przykład wyrzeczenia się władzy nad gospodarką z pożytkiem dla obywateli.

« Home