Felieton w miesięczniku Nowy Przemysł

Po odrzuceniu przez UE pomysłu paktu energetycznego, rząd Kazimierza Marcinkiewicza powinien skupić się na przeciwdziałaniu ograniczania rozwoju europejskiego przemysłu pod przykrywką tzw. globalnego ocieplenia.
Marzec miał okazać się przełomowy w kwestiach europejskiej polityki energetycznej. Tak się jednak nie stało. Ogłoszona w połowie marca "zielona księga" nie przyniosła nowych rozwiązań, jedynie powielając stare schematy. Reasumując - brukselskie układy z Rosją, czemu trudno się przecież dziwić, są o wiele ważniejsze niż kwestia suwerenności energetycznej poszczególnych członków Wspólnoty. Mimo pełnych zrozumienia deklaracji, zarówno José Manuel Barroso - przewodniczący UE, jak i Andris Piebalgs - unijny komisarz ds. energii, potwierdzili, że strategia energetyczna Brukseli nie zboczy z raz obranego kursu. Europa pozostanie obszarem, gdzie robaki wciągają kury pod ziemię - gospodarka musi dostosować się do polityki, a nie odwrotnie. UE nie zamierza konfliktować się z Rosją, nawet za cenę postępującego uzależnienia od dostaw surowców z tego kierunku. Opinię publiczną mają zadowolić mityczne "prace nad nowymi technologiami", w których w opłacalność i efektywność mało kto dzisiaj wierzy. Narzędzi politycznych próbował użyć także rząd premiera Marcinkiewicza. Jednak jego wysiłki spełzły na niczym i premier zapewne "yesować" nie będzie. Należy pochwalić dążenia prezesa Rady Ministrów za dążenia do dywersyfikacji dostaw surowców strategicznych. Trudno było jednak sądzić, że Bruksela przystanie na coś w rodzaju energetycznego paktu na wzór NATO. Jak w praktyce miałaby wyglądać energetyczna solidarność Europy? Czy w razie zakręcenia kurka z gazem, Polska mogłaby liczyć na charytatywne dostawy ze strony zachodnioeuropejskich prywatnych firm, które wysyłałyby tankowce do naszego fantomowego gazoportu? Zbyt wiele pojawiało się pytań i niejasności, które z pewnością zaważyły na niepowodzeniu solidarnościowego projektu. Tymczasem Bruksela nie ustaje w bombardowaniu opinii publicznej propagandą Protokołu z Kioto. Globalne ocieplenie wpływa na zmianę klimatu, perorowali wspólnie Barroso i Piebalgs na łamach największych europejskich dzienników w przeddzień ogłoszenia zielonej księgi, powtarzając do znudzenia slogan, który dotąd nie znalazł żadnego uzasadnienia w badaniach naukowych, abstrahując już od faktu, że nawet zagorzali euroentuzjaści przyznają, że cele Protokołu są nierealne do osiągnięcia.

« Home