O energetyce w Najwyższym Czasie

Energetyka będzie światowym problemem numer jeden tak długo, jak politycy będą wyręczać w tym sektorze siły wolnego rynku.
Ostatnie miesiące to nieustanna debata nad globalnymi problemami związanymi z energią. Dzieje się tak nie tylko za sprawą szalejących cen ropy i innych surowców, czy dlatego, że tematy z omawianej branży stanowią główny przedmiot debat grupy G-8, w tym roku pod przewodnictwem Rosji. Gorączka rośnie także dlatego, iż energetyka, jako sektor strategiczny, stanowi szczególny przedmiot zainteresowania polityków całego świata.
Celne porównanie porozumienia między Rosją a Niemcami w sprawie gazociągu biegnącego po dnie Bałtyku do paktu Ribbentrop-Mołotow, przez ministra obrony Radka Sikorskiego (przyznaje, że jest to jeden z niewielu polityków PiS, którego darzę sympatią i szacunkiem), odbiło się głośnym echem na brukselskich salonach.
Sikorski skrytykował chadecką kanclerz ? Angelę Merkel za brak reakcji na porozumienie zawarte przez jej poprzednika w sprawie 1200 km gazociągu, który ma kosztować przeszło 6 mln dolarów. Naturalnie najmniej trafne w wypowiedzi Sikorskiego było powołanie się na europejską solidarność, czyli tłumacząc z pisowskiego na nasze ? na socjalizm.
Sikorski zauważył, że konsekwencją budowy podwodnej rury będą wyższe ceny energii dla konsumentów. Rządy Niemiec i Rosji nie będą się liczyć przecież z wysokimi kosztami budowy. Sikorskiego wsparł Łotysz ? unijny komisarz ds.energii Andris Piebalgs, przyznając, że podjęcie decyzji w sprawie gazociągu powinno zostać poprzedzone ogólnoeuropejską debatą. Pakt Putin-Schroeder pogłębił uzależnienie Europy od monopolu Gazpromu.
UE ma problem przede wszystkim z rosyjskim monopolistą, który z rozmachem inwestuje w Europie i kontynuuje ekspansję na rynek amerykański i azjatycki. Gazprom jest aktywny m.in. w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Co spotyka się z aplauzem w Berlinie, wzbudza zaniepokojenie Londynu.
Podczas, gdy Rosja dostarcza 30 proc. gazu do Francji, Niemiec czy Włoch, nowe kraje UE są uzależnione od Gazpromu już w 90 proc. Jednocześnie brukselscy politycy obawiają się, że gdy Rosja podpisze nowe kontrakty w Azji, mogą zostać zakłócone dostawy do Europy. Nietrudno zauważyć w tym oczywistą sprzeczność: mimo realnych zagrożeń, UE brnie dalej w konszachty z Rosją.
Więcej w wydaniu drukowanym.

« Home