Prywatni pomagają więcej

Prywatni darczyńcy przeznaczają 3,5 raza więcej środków na pomoc międzynarodową niż instytucje państwowe.
Gdy na pytanie: Jakie funkcje społeczne powinno spełniać współczesne państwo, odpowiadam bez wahania: Żadne, moi rozmówcy kiwają głową z politowaniem, aby następnie przejść do litanii zarzutów o skazywanie słabych i biednych na śmierć z głodu i chorób. Tymczasem to właśnie ślepa wiara w mit socjalnej efektywności państwa wynika z uprzedzeń oraz ignorancji. Zgodnie z najnowszymi danymi Centrum dla Globalnego Dobrobytu prywatna filantropia jest fundamentem współczesnej dobroczynności i opieki nad bliźnimi radzącymi sobie gorzej od nas. Z raportu amerykańskich naukowców można wyciągnąć jeszcze jeden bardzo ważny wniosek. Globalizacja sprzyja biednym. Wzrost gospodarczy oraz dobroczynność stanowią dwa główne czynniki, dzięki którym dużo szybciej ubogim regionom udaje się podnieść poziom dobrobytu i osiągnąć wyższy poziom cywilizacyjny, przejawiający się m.in. wzrastającą długością życia, lepszym zdrowiem, mniejszym poziomem analfabetyzmu i rzadszą umieralnością niemowląt. Zatem wiedza zadaje kłam propagandzie alterglobalistów wprowadzających opinię publiczną w błąd twierdzeniami, że globalna integracja świata nieuchronnie prowadzi do pogłębienia biedy. Według Hudson Institute, prywatnej placówki naukowej zajmującej się m.in. badaniami nad rolą przedsiębiorstw prywatnych w wytwarzaniu światowego dobrobytu, prywatni przedsiębiorcy przeznaczają na dobroczynność 3,5 raza więcej niż przedsiębiorstwa państwowe. Najnowszy raport tego Instytutu opiera się na danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Wynika z niego, że aż 72 proc. (71,2 mld dol.) pomocy międzynarodowej Stanów Zjednoczonych pochodzi z prywatnej kieszeni, natomiast 22 proc. (21,3 mld dol.) stanowi pomoc instytucji państwowych. 6 proc. reszty dopełnia 6,5 mld dol. prywatnych pożyczek oraz inwestycji. Zatem czy w ogóle istnieje coś takiego jak dobroczynność państwowa? Przecież państwo dysponuje prywatnymi pieniędzmi ściągniętymi pod groźbą kary więzienia od podatników. Trudno więc mówić tu zarówno o dobroczynności (oparty na przymusie akt jest pozbawiony czynnika wolnej woli), jak i o tym, że państwo wytwarza jakikolwiek kapitał dobroczynny ? są to przecież prywatne pieniądze w dyspozycji urzędników. Tak więc prawidłowa teza naszych rozważań powinna brzmieć ? sektor prywatny pokrywa 100 proc. amerykańskiej dobroczynności i zaledwie 22 proc. tej sumy jest zarządzane przez państwowych urzędników. Gdyby badać efektywność wykorzystania funduszy przez dobroczyńców prywatnych i zarządzających cudzym majątkiem biurokratów, okazałoby się, że najlepiej dla potrzebujących byłoby, gdyby sektor prywatny zarządzał całym swoim majątkiem przeznaczonym na działania filantropijne. Tezę potwierdzają studia nad efektywnością programów pomocowych prowadzone przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy w 2005 r. Wynika z nich, że państwowe pożyczki i dotacje powodują spadek konkurencji i nieefektywność na rynku pracy. Zresztą przyznają to sami odbiorcy międzynarodowej pomocy, którzy mówią: ? Pomóżcie nam nauczyć się, jak mamy sobie radzić sami. Dobroczynność polegająca wyłącznie na niekontrolowanym rozdawaniu pieniędzy podatników to droga donikąd. W ostatnim półwieczu bogate kraje przyznały biednym ponad 2,3 tryliona dol. pomocy humanitarnej. Owa liczba dla milionów ludzi, którzy muszą przeżyć za 1 dolara dziennie, jest niewyobrażalna. Urzędnicy powinni wiedzieć, gdzie podziały się owe pieniądze.
Więcej w najnowszym Ozonie

« Home