Krach na rynku emisji
Handel pozwoleniami na emisje gazów cieplarnianych poniósł klęskę ? przez rynek jak tornado przeszedł krach. Ceny pozwoleń tylko w ciągu jednego tygodnia stopniały o połowę. Powód: poszczególne kraje zawyżyły wynegocjowane limity na emisję i zaczęły sprzedawać prawa na giełdzie, doprowadzając do drastycznej przeceny.
Polskie firmy nie zarobią, bo dopiero teraz dostały pozwolenie na handel. Elektrociepłownie już wykorzystały posiadane nadwyżki. Nic dziwnego ? gospodarka rośnie i konsumuje coraz więcej energii. Polacy dostali mniej pozwoleń niż zakładali w pierwotnym planie. Efekt może być tylko jeden ? wzrost cen energii ? takie są skutki przystąpienia Polski do Protokołu z Kioto. Cytowany przez PAP prezes Towarowej Giełdy Energii SA Grzegorz Onichmowski, uważa, że po uruchomieniu handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla, ceny energii elektrycznej mogą wzrosnąć nawet o 40 proc.! Onichmowski wyjaśnia, że cena emisji wejdzie jako składnik do cen energii elektrycznej, tak jak na zachodzie, a wytworzenie 1MWh to mniej więcej emisja 1 tony CO2. Ceny energii w krajach UE15 są wyższe o 60-70 proc. i długo tej różnicy nie da się utrzymać. Wzrost cen energii oznacza nie tylko wyższe rachunki dla klientom ale dodatkowe koszty dla całej gospodarki. Długoterminowym efektem w Polsce może być spowolnienie wzrostu gospodarczego. Taki los konsumentom i przedsiębiorcom zgotowali nieodpowiedzialni politycy.
Nadwyżka w skali całego rynku europejskiego wynosi 100 mln ton. Polacy deklarują, że mają 30 mln ton nadwyżki. Po ujawnieniu tej informacji i wejściu na rynek pozwoleń z naszego kraju, cenowy efekt na giełdzie może być tylko jeden ? dalsza przecena pozwoleń na emisję CO2.
Czy krach na rynku emisji oznacza sukces, forsowanego przez brukselską biurokrację i fanatycznych ekologów, Protokołu z Kioto? Bynajmniej. Fabryki trują jak truły. Poszczególne kraje znalazły sposoby, jak ominąć uciążliwe przepisy, nie zmniejszając produkcji i nie czyniąc żadnych inwestycji proekologicznych. Mało tego, według wszelkich możliwych prognoz, żaden z krajów Unii Europejskiej, nie dotrzyma nierealnych zobowiązań, zapisanych w tym kuriozalnym dokumencie: redukcji emisji gazów cieplarnianych o minimum 80 proc. do 2050 r. (sic!).
Hans H.J. Labohm ? duński ekonomista i wybitny znawca tematu uważa, że system handlu emisjami nie działa, ponieważ nie motywuje przedsiębiorstwa do inwestycji w ekologię. Zamiast na ochronie środowiska przedsiębiorcy skupili się na zyskach z handlu zawyżonymi limitami emisji. Zamiast inwestować w nowe, przyjazne dla środowiska technologie, uciekają od ?podatku z Kioto?. Świat nie może dojść do porozumienia, jak chronić środowisko naturalne. ?Na zeszłorocznym szczycie G-8 w Szkocji, światowi przywódcy nie doszli do porozumienia w sprawie strategii po-Kioto w 2012 r. Nie doszło do żadnych rozstrzygnięć także na światowej konferencji klimatycznej w Montrealu? ? ubolewa Labom.
Podobnego zdania jest Alan Oxley, były przewodniczący GATT i prezes World Growth, wolnorynkowego instytutu z Australii. Nic nie zdziałamy przymusem. Jeśli chcemy czystego środowiska, musimy pozwalać przedsiębiorstwom na inwestycje w nowe, zielone technologie. W przeciwnym razie, wymuszając zmniejszanie globalnej produkcji, możemy doprowadzić wyłącznie do krachu gospodarczego, podobnego do tego, który zdarzył się na rynku handlu emisjami.
Polskie firmy nie zarobią, bo dopiero teraz dostały pozwolenie na handel. Elektrociepłownie już wykorzystały posiadane nadwyżki. Nic dziwnego ? gospodarka rośnie i konsumuje coraz więcej energii. Polacy dostali mniej pozwoleń niż zakładali w pierwotnym planie. Efekt może być tylko jeden ? wzrost cen energii ? takie są skutki przystąpienia Polski do Protokołu z Kioto. Cytowany przez PAP prezes Towarowej Giełdy Energii SA Grzegorz Onichmowski, uważa, że po uruchomieniu handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla, ceny energii elektrycznej mogą wzrosnąć nawet o 40 proc.! Onichmowski wyjaśnia, że cena emisji wejdzie jako składnik do cen energii elektrycznej, tak jak na zachodzie, a wytworzenie 1MWh to mniej więcej emisja 1 tony CO2. Ceny energii w krajach UE15 są wyższe o 60-70 proc. i długo tej różnicy nie da się utrzymać. Wzrost cen energii oznacza nie tylko wyższe rachunki dla klientom ale dodatkowe koszty dla całej gospodarki. Długoterminowym efektem w Polsce może być spowolnienie wzrostu gospodarczego. Taki los konsumentom i przedsiębiorcom zgotowali nieodpowiedzialni politycy.
Nadwyżka w skali całego rynku europejskiego wynosi 100 mln ton. Polacy deklarują, że mają 30 mln ton nadwyżki. Po ujawnieniu tej informacji i wejściu na rynek pozwoleń z naszego kraju, cenowy efekt na giełdzie może być tylko jeden ? dalsza przecena pozwoleń na emisję CO2.
Czy krach na rynku emisji oznacza sukces, forsowanego przez brukselską biurokrację i fanatycznych ekologów, Protokołu z Kioto? Bynajmniej. Fabryki trują jak truły. Poszczególne kraje znalazły sposoby, jak ominąć uciążliwe przepisy, nie zmniejszając produkcji i nie czyniąc żadnych inwestycji proekologicznych. Mało tego, według wszelkich możliwych prognoz, żaden z krajów Unii Europejskiej, nie dotrzyma nierealnych zobowiązań, zapisanych w tym kuriozalnym dokumencie: redukcji emisji gazów cieplarnianych o minimum 80 proc. do 2050 r. (sic!).
Hans H.J. Labohm ? duński ekonomista i wybitny znawca tematu uważa, że system handlu emisjami nie działa, ponieważ nie motywuje przedsiębiorstwa do inwestycji w ekologię. Zamiast na ochronie środowiska przedsiębiorcy skupili się na zyskach z handlu zawyżonymi limitami emisji. Zamiast inwestować w nowe, przyjazne dla środowiska technologie, uciekają od ?podatku z Kioto?. Świat nie może dojść do porozumienia, jak chronić środowisko naturalne. ?Na zeszłorocznym szczycie G-8 w Szkocji, światowi przywódcy nie doszli do porozumienia w sprawie strategii po-Kioto w 2012 r. Nie doszło do żadnych rozstrzygnięć także na światowej konferencji klimatycznej w Montrealu? ? ubolewa Labom.
Podobnego zdania jest Alan Oxley, były przewodniczący GATT i prezes World Growth, wolnorynkowego instytutu z Australii. Nic nie zdziałamy przymusem. Jeśli chcemy czystego środowiska, musimy pozwalać przedsiębiorstwom na inwestycje w nowe, zielone technologie. W przeciwnym razie, wymuszając zmniejszanie globalnej produkcji, możemy doprowadzić wyłącznie do krachu gospodarczego, podobnego do tego, który zdarzył się na rynku handlu emisjami.

« Home