Home



Friday, September 15, 2006

Terror centralnego planowania

Komisja Europejska zapowiedziała kary dla państw, które nie przedstawiły centralnych planów handlu pozwoleniami na emisje gazów cieplarnianych. Polska może spać spokojnie. Nasze władze posłusznie dostosowują się do socjalistyczno-ekologicznych fanaberii Brukseli.

Komisja Europejska rozsierdziła się, gdy w końcu sierpnia zaledwie sześć państw członkowskich (Polska, Niemcy, Francja, Irlandia, Estonia i Luksemburg) przedstawiło plany handlu pozwoleniami na emisje dwutlenku węgla. Osiem innych krajów (Belgia, Łotwa, Holandia, Portugalia, Hiszpania, Wielka Brytania, Włochy oraz przyszły kandydat do członkostwa ? Bułgaria) udostępniło zaledwie zarys planów. Natomiast pozostałe państwa zignorowały polecenia Brukseli.
Opór wobec narzucania ograniczeń na rozwój gospodarczy doprowadziło do wściekłości zarówno socjalistów marzących o sterowaniu gospodarką jak za czasów Związku Sowieckiego, jak i fanatycznych ekologów, którzy mniemają, że dzięki nakazom, zakazom i karom można sprawić, abyśmy oddychali czystszym powietrzem. Obie połączone grupy skomasowały swoje ataki prowadząc kolejny etap propagandy o apokalipsie w wyniku globalnego ocieplenia.
Unijna Komisja ds. ochrony środowiska zapowiedziała wyciągnięcie ?konsekwencji prawnych?. Natomiast przedstawiciele organizacji ekoterrorstycznych np.
World Wildlife Fund nie kryli swojego oburzenia z powodu ekologicznej ignorancji ? uchylających się od szczytnego obowiązku wobec natury ? decydentów. Ekoterrorystów wsparli koledzy z europejskiej partii zielonych, którzy stwierdzili, jak donosi Financial Times, ?że obecna sytuacja stanowi ilustracje braku zaangażowania państw europejskich w walkę z globalnym ociepleniem?, przez co oświeceni Europejczycy, dowiedzieli się, że globalne ocieplenie nie stanowi już zagrożenia, lecz jest czymś z czym trzeba bezwzględnie walczyć.
W Polsce śpimy spokojnie, poszczególne ministerstwa w te i z powrotem latają do Brukseli, wypełniając centralne plany urzędnicze, uzależniające nasz kraj od widzimisie oderwanych od rzeczywistości biurokratów.
Jednak i ekologiczna poprawność jest powodem do narzekań przemysłowego establishmentu i dziennikarzy. Nie tak dawno ?Rzeczpospolita? opublikowała godny pożałowania tekst pt. ?Hinduski magnat zgarnie najwięcej?, w którym autorka nie kryje oburzenia, że w Polsce na handlu pozwoleniami na emisje gazów cieplarnianych do atmosfery najwięcej zarobi firma Mittal Steel Poland. Krytyce poddany został fakt, że przedsiębiorstwo wyemituje dwa razy mniej dwutlenku węgla niż wynoszą przyznane jemu limity. Zbulwersowana jest także cytowana konkurencja.
Osobiście nie widzę w tym nic zdrożnego, że indyjski potentat zagrał na nosie urzędnikom i pięć zakładów należących do Lakshmi Mittala: kombinaty hutnicze w Krakowie i Dąbrowie Górniczej, koksownia w Krakowie i elektrociepłownie w Krakowie i w Katowicach zarobią na odsprzedaży nadwyżek ok. 500 mln złotych lub zostawią je na przyszłe lata.
Widzę jednak pewne zagubienie politycznie poprawnych dziennikarzy głównego nurtu, którzy nie wiedzą już, czy cieszyć się, że dana firma truje mniej, czy wściekać się, że na ekologicznej głupocie zarabia miliony.
Spore nadwyżki mają także inne zakłady, więc sądzę, że domaganie się od Komisji Europejskiej przyznania większych limitów niż obecnie na lata 2008-2013 nie przyniesie spodziewanego efektu. Liczyć należy się raczej z sytuacją odwrotną, gdy biurokraci znacznie obetną limity emisyjne poszczególnym zakładom, które będą zmuszone marnować zyski na kupowanie pozwoleń, bądź ograniczać produkcję i wyrzucać pracowników na bruk.
Tymczasem Norwegowie, wychodząc naprzeciw manii na temat globalnego ocieplenia zaproponowali, że przyjmą całą europejską emisję dwutlenku węgla do siebie. Minister ropy i energetyki Odd Roger Enoksen zaproponował, aby wytwarzany gaz składować w? podmorskich kawernach na szelfie kontynentalnym.
Zdaniem norweskiego polityka w pozostałościach po ropie naftowej i gazie ziemnym można gromadzić przez najbliższe 400 lat cały wytwarzany przez Europę dwutlenek węgla. Na przeszkodzie stoją jedynie czynniki techniczne oraz finansowe, ale umówmy się: czego nie robi się dla planety, a już szczególnie za pieniądze podatnika. Norwegowie to rozumieją i chcą zarobić na gazach cieplarnianych.
Warto zauważyć, że nie obywatele tego kraju zupełnie nie obawiają się ekologicznych następstw dla swojego kraju. Odwrotnie zachowują się Polacy, którzy odesłali niedawno do Rosji holenderski statek, który miał być remontowany w rodzimej stoczni, tylko dlatego, że znaleziono na nim trochę azbestu.
Tak więc politycy chcieliby dwutlenek węgla albo wytępić, albo utopić, albo zakopać pod ziemię. Tylko czekać, aż odezwą się ekolodzy broniący skał i czystości mórz. Dwutlenek węgla staje się w oczach europejskiej opinii publicznej synonimem wrogiego, niszczycielskiego kapitalizmu.

« Home