Home



Friday, March 31, 2006

Wielki Brat w gospodarce


Im więcej państwa w gospodarce, tym lepiej dla rządzących, ale gorzej dla obywateli. Rządzący deklarują powstanie komisji śledczej ds. zbadania prywatyzacji. Przy okazji jednak wmawia się opinii publicznej, że nacjonalizacja (upaństwowienie prywatnej własności), regulacje rynku (ograniczenie wolności gospodarczej) i wreszcie, że monopolizacja (skupienie podaży w jednym ręku) są korzystne dla konsumentów!

Otóż jest dokładnie odwrotnie. Im więcej władzy, to znaczy majątku zarządzanego przez urzędników, uzależnienia gospodarki od polityki, tym lepiej dla rządzących. Dla przeciętnego obywatela o wiele lepszą sytuacją jest, gdy państwa jest jak najmniej w gospodarce, na rynku funkcjonuje konkurencja cenowa i mają oni jak największy wybór dostępnych towarów i usług. Polska jest nadal państwem monopoli: energetycznego, gazowego, wydobywczego, paliwowego, transportowego, kolejowego, lotniczego, stoczniowego, loteryjnego, pocztowego itp. Politycy są z tego zadowoleni ? mogą obsadzać stanowiska swoimi poplecznikami, krewnymi i znajomymi królika. Konsumenci są zadowoleni mniej. Jak można być szczęśliwym, czekając rok w kolejce na operację, płacąc krocie za bilet czy znaczek i pijąc brudną wodę, której skład przypomina tablicę Mendelejewa? Jak byśmy mieli mało problemów, pod znakiem zapytania stawia się niezależność banku centralnego. Czyżby po to, aby ręcznie sterować kursami walut, co publicznie deklarowali specjaliści po zawodówkach z LPR i Samoobrony? Mimo iż generalnie nie jestem zwolennikiem prowadzenia aktywnej polityki monetarnej przez państwo, niezależność banku centralnego jest pewną formą równoważenia się władzy. A tylko równoważenie się władzy sprzyja stabilizacji rządów i uniemożliwia monopolizację rządów w jednym ręku. Czy podobna jak w Polsce sytuacja mogłaby zdarzyć się w Stanach Zjednoczonych? Wątpliwe. Niech za przykład posłuży najdłużej, bo blisko dwie dekady, urzędujący prezes banku centralnego Alan Greenspan. Z pożytkiem dla rynku opierał się on zarówno zakusom demokratów, jak i republikanów. Jego prezesowanie określano mianem efektywnej kohabitacji. Za jego kadencji Amerykanie stali się zamożniejsi, giełdowe indeksy poszybowały w górę, a oprocentowanie kredytów spadło niemal dwukrotnie. Nie byłoby prosperity, gdyby bank centralny był marionetką w rękach polityków. Greenspan namówił prezydenta Billa Clintona do przyjęcia przez Kongres pakietu ustaw zmierzających do redukcji deficytu budżetowego. Właśnie współpraca demokraty Clintona i republikanina Greenspana opisywana jest w literaturze ekonomii jako modelowy przykład wyrzeczenia się władzy nad gospodarką z pożytkiem dla obywateli.
Read more »

Wednesday, March 29, 2006

TT w encyklopedii


Biografia Dra Tomasza Teluka znajdzie się w najnowszym wydaniu encyklopedii Who is Who prestiżowego szwajcarskiego wydawnictwa Verlag für Personenenzyklopädien AG. Pierwsza tego typu encyklopedia osobowa została wydana w Wielkiej Brytanii w 1849 r. Wydawnictwo Hübners Who is Who ujrzało światło dzienne w 1976 r. W Polsce ukaże się właśnie piąta edycja encyklopedii.
Read more »

Szklana pogoda


Współczesny świat tkwi z nosem przylepionym do telewizora nadającego prognozę pogody. Niestety, dostępność informacji nie sprzyja podejmowaniu racjonalnych decyzji, lecz postawom skrajnym: od histerii, do zaniedbania.
Gdy wyruszam w podróż, przygotowania zaczynam od sprawdzania prognozy pogody. Najlepiej z kilku źródeł jednocześnie, aby porównać uzyskane dane. Cierpię prawdopodobnie na to samo natręctwo, co miliony ludzi na całym świecie. W ciągu ostatnich lat, liczba osób oglądających prognozy pogody zwiększyła się kilkukrotnie. Co tu dużo mówić ? skoro istnieją nawet w Polsce specjalne kanały pogodowe. Pogodynka to ciężki zawód w Ameryce Południowej. Za przepowiedzenie złej pogody można stracić życie.
W stu procentach pogody przewidzieć się nie da. Gdyby okazało się to możliwe, nie bylibyśmy świadkami spustoszenia czynionego przez zjawiska naturalne. Pełne wykluczenie ryzyka jest niemożliwością. Niemniej to człowiek, jako jedyna istota, zdołał okiełznać siły natury, wyzwalając się z konieczności dostosowania się do środowiska. Przeświadczenie o całkowitej niezależności może jednak okazać się zwodnicze. Pogoda wywiera i będzie wywierała ogromny wpływ na gospodarkę.
Pozostajemy jeszcze w cieniu chorzowskiej tragedii, gdy w Polsce walą się kolejne dachy. Zadajemy sobie pytanie, czy można było temu zapobiec? Prawdopodobnie tak, ale niestety przez wiele lat wykazywano najwyższą pogardę wobec człowieka. Podobnie jak w Sowietach, indywidualny człowiek znaczył niewiele, a jego istnienie podporządkowane było nadrzędnym celom społeczeństwa. Podstawowym problemem jest brak odpowiedzialności. Gdy wsiadałem do windy w jednym z hoteli w Nowym Jorku, zauważyłem tabliczkę, na której widniała data badania technicznego i wyraźny podpis osoby dopuszczającej urządzenie do użytku. Zyskałem pewność, że ów pracownik dołożył wszelkich starań, aby nie znaleźć się w sądzie.
Nieprzypadkowo wiele z tragedii rozgrywa się na Śląsku. Właśnie w tym, moim rodzinnym regionie, do cna eksploatowano ludzkie masy i środowisko naturalne. Zawalenia dachów są z pewnością pierwszymi z mających nastąpić katastrof budowlanych. Przecież wiele miast i miasteczek leży na terenach górniczych, gdzie pokłady wydobywanego węgla łatano piaskiem, gdzie zapadnięcie się drogi czy kamienicy nie robi na nikim wielkiego wrażenia. Budowniczowie socjalizmu musieli być świadomi, że za ich brawurę Ślązakom przyjdzie kiedyś zapłacić.
Innym problemem, który łączy Polaków, są drogi. Zwolennikom pozostawienia infrastruktury transportowej w rękach państwa właściwie pozostają wyłącznie argumenty natury militarnej ? nieodzowności kontroli nad trasami w czasie wojny. Jak stwierdził niedawno przebywający w Polsce Argentyńczyk Alejandro Chafuen, prezes jednego z największych amerykańskich think-tanków Atlas Foundation, polskie drogi przypominają do złudzenia te ze skorumpowanych do cna krajów Ameryki Południowej. Nie korzystamy z dróg za darmo. Jeździmy po jednych z najdroższych dróg na świecie, opłacanych z podatków (drogowych, transportowych, ukrytych w cenie paliwa), których wybudowanie kilometra kosztuje tyle, ile kilka, równej jak stół, autostrady w USA.
Piszę te słowa w chwili, gdy moja żona ugrzęzła w korku spowodowanym "kolejnym atakiem zimy", jakby zima przyszła do nas po raz pierwszy. Patrząc, jak Polacy dostosowują się do wybryków natury, czytam, jak inne narody kształtują warunki naturalne do swoich potrzeb. W Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, mimo że na skutek ostatecznej nieprzewidywalności pogody, również tam zdarzają się zaskakujące sytuacje, prognozowanie zdarzeń pogodowych odgrywa zasadniczą rolę w gospodarce każdego kraju. Według naukowców z Uniwersytetu Illinois, lżejsza zima przekłada się w USA na dodatkowe oszczędności. Szacuje się, że obywatele oszczędzają ponad 20 mld dolarów na kosztach ogrzewania, transportu i odśnieżania. Z drugiej strony 0,5 mld dolarów traci branża turystyczna i odzieżowa, naturalnie ta nastawiona na produkty zimowe.
W raporcie Amerykańskiego Towarzystwa Meteorologicznego (ATM) na temat wpływu pogody na gospodarkę, wymienione są także inne korzyści mniej uciążliwej zimy. W gospodarce rynkowej, wskutek niższego popytu na surowce energetyczne, spadają ceny gazu. Władze federalne i stanowe, operatorzy autostrad, oszczędzają niebagatelne kwoty na braku konieczności odśnieżania dróg i chodników. Z czego cieszą się podatnicy, martwi właścicieli prywatnych firm świadczących usługi oczyszczania. Brak popytu odbija się na wynikach finansowych ich przedsiębiorstw.
Sprzyjające warunki pogodowe zadowalają budownictwo, można iść do przodu z zaplanowanymi projektami. Miesięczne obroty firm budowlanych w okresie lekkiej zimy rosną o ponad 6 proc. Wniebowzięte są firmy transportowe. Przewoźnicy, linie lotnicze i kolejowe notują mniej awarii i opóźnień. Kilka miliardów dolarów zostaje w kieszeniach właścicieli nieruchomości, zakładów przemysłowych i towarzystw ubezpieczeniowych, którzy mogą liczyć na mniejszą ilość szkód. Reasumując, pogoda wywiera bezpośredni wpływ z pewnością w takich dziedzinach jak transport, utrzymanie infrastruktury czy energetyka, a mniej bezpośredni na sprzedaż czy turystykę. Stanley Changnon, emerytowany profesor Uniwersytetu Illinois, który przygotował raport dla ATM, stwierdza nawet, że klimat przyszłości z cieplejszymi zimami w Stanach Zjednoczonych ? oczekiwany przez wiele modeli prognozujących globalne ocieplenie ? miałby pozytywny wpływ na gospodarkę.
Pogodę traktuje się serio w Wielkiej Brytanii. Na wyspach nikt nie pozwoli sobie na ignorancję czy zaniedbania w kwestii przygotowań do ekstremalnych warunków. Powody są nadzwyczaj praktyczne: prewencja ratuje życie, wpływa na komfort codziennego funkcjonowania i przynosi oszczędności finansowe. Drożność i stan dróg monitorowany jest na bieżąco. Drogi główne są utrzymywane całodobowo. W samym tylko wyżynno-górskim regionie Highland w północnej Szkocji automatyczne stacje pogodowe za pomocą czujników przekazują non-stop informacje o temperaturze powietrza i stanie nawierzchni. Odśnieżaniem zajmują się konkurujące firmy prywatne. Na posypywanie szos solą w hrabstwie Hampshire wydaje się rocznie blisko 1,5 mln funtów. To taniej niż konsekwencje zaniedbania.
Read more »

Wednesday, March 22, 2006

Nowości w Najwyższym Czasie


Tydzień temu w Najwyższym Czasie omawiałem Zieloną Księgę poświęconą energetycznej strategii UE. W bieżącym numerze piszę o interesach korporacyjnych lekarzy korumpowanych przez firmy farmaceutyczne.

Tygodnik zamieścił też odpowiedź Jana Pińskiego na moją polemikę pt. Marketing zabija czy leczy?. Redaktor "Wprost" w żenującej formie po raz kolejny małpuje Marksa i powtarza, że konsumentów wyzyskują firmy prywatne, a nie państwo.

Zgodnie z mainstreamową retoryką, zamiast argumentów zarzuca mi "bolszewizm i głupotę". Tą głupotą jest pewnie żądanie prywatyzacji służby zdrowia. Co nowego proponuje p. Piński? Żeby państwo wzięło się za prywaciarzy, a socjal pozostał.

W komentarzu Janusz Korwin-Mikke przyznaje mi w "90 proc. rację".
Read more »

Friday, March 17, 2006

Seminarium w Polskiej Akademii Nauk


Dr Tomasz Teluk wystąpi podczas seminarium naukowego w Instytucie Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Seminarium będzie nosiło tytuł: "Czy możliwa jest solidarna gospodarka rynkowa" i będzie nawiązywało do myśli społecznej Jana Pawła II.

Obok dyrektora Instytutu Globalizacji w dyskusji wezmą udział o. Krzysztof Madel z Centrum im. Dzielskiego z Krakowa, teolog prof. Michał Wojciechowski, prof. Zbigniew Hockuba z Uniwersytetu Warszawskiego i inni.

Seminarium odbędzie się30 marca 2006 r. o godz. 11.15 w Sali Okrągłego Stołu w Pałacu Staszica, ul. Nowy Świat 72 w Warszawie. Będzie to spotkanie z cyklu "Ekonomia i etyka", organizowane dorocznie przez INE PAN.
Read more »

Thursday, March 16, 2006

Infoterror


Kataklizmy, które prawdopodobnie nie nadejdą nigdy: tak politycy wyciągają pieniądze z naszych kieszeni.

W zasadzie można być pewnym jednego. Jeśli dostajemy do ręki raport, który straszy nas niewyobrażalnymi katastrofami, jest on na ogół sponsorowany przez państwo. Największymi sojusznikami polityków w pogłębianiu atmosfery paniki są dziennikarze, gotowi do powielania każdej informacji, noszącej choćby śladowe cechy proekologicznej sensacji. Weźmy np. raport pewnego państwowego uniwersytetu australijskiego, powielany przez agencję Associated Press oraz telewizję CNN. Mówi on, że w epidemii wywołanej ptasią grypą zginie wkrótce 142 mln ludzi na całym świecie, pochłaniając koszty przekraczające 330 mld dolarów. Wykrycie wirusa H5N1 w Polsce zbiegło się z drugim wydaniem bodaj najlepszego opracowania dotyczącego manipulowania informacją naukową pt. Ekologiczne kłamstwa ekowojowników utytułowanego wrocławskiego chemika prof. Przemysława Mastalerza. W książce dostaje się i ekologom, i politykom, i dziennikarzom, a całość jest okraszona ?kwiatkami? z najważniejszych światowych tytułów prasowych. Techniki manipulacji wyjaśniają sami zainteresowani. ? Prawda nie jest rzeczą istotną. Ważne jest tylko to, co w oczach ludzi uchodzi za prawdę ? z rozbrajającą szczerością mówi David McTaggard, współzałożyciel Greenpeace. ? Aby opanować wyobraźnię publiczności, musimy składać uproszczone i dramatyczne oświadczenia i nie wspominać o żadnych naszych wątpliwościach. Każdy z nas musi znaleźć równowagę między skutecznością działania a uczciwością ? dodaje Stephen Schneider, autor propagandowej książki ?Laboratorium Ziemia?. Mastalerz przypomina, że ignorancja była już przyczyną wielu ludzkich tragedii. Przykładowo wycofanie w latach 60. owadobójczego DDT, co przyczyniło się do ponownej epidemii malarii, porównuje do zbrodni ludobójstwa. W 1991 r. na żądanie ekologów władze Peru zrezygnowały z chlorowania wody wodociągowej. ? Zaowocowało to natychmiastowym wybuchem epidemii cholery, podczas której zachorowało ponad milion ludzi, a dwieście tysięcy zmarło ? wyjaśnia Mastalerz. W produkcji kłamstw przodują jednak politycy. Były wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Al Gore w książce ?Ziemia na szali? (1992) tak opisuje stan środowiska naturalnego w Polsce: ?W niektórych rejonach Polski regularnie sprowadza się dzieci pod ziemię do głębokich kopalń, żeby je chronić od różnych gazów i zanieczyszczeń powietrza. Można sobie wyobrazić, jak nauczyciele ostrożnie wychylają się i sprawdzają, czy można już bezpiecznie wyjść na powierzchnię?. Co na to czytelnicy? Najnowszym przykładem manipulacji naukowej jest ostatnia kampania przeciw aspartamowi ? substancji słodzącej, używanej przez cukrzyków, dietetyków i od 20 lat masowo stosowanej w przemyśle spożywczym. Niedawno włoska fundacja za 100 mln dolarów rządowej dotacji prowadziła badania na szczurach, faszerując je końskimi dawkami tego bezpiecznego dla człowieka produktu. Gdyby konsument chciał przyjąć podobną dawkę aspartamu na każdy kilogram masy ciała, musiałby wypić kilkaset puszek napoju dietetycznego dziennie! Gdy szczury zaczęły umierać, politycy zaczęli postulować? delegalizację aspartamu.
Więcej tylko w drukowanej wersji tygodnika.
Read more »

Monday, March 13, 2006

Libertarianizm. Wstęp cz. II


Tydzień temu opublikowałem pierwszą część wstępu mojej nowej książki Libertarianizm. Teoria Państwa. Część druga i ostatnia zostaje przedstawiona poniżej. Sprzedaż ruszy na przełomie marca i kwietnia.

Na podkreślenie zasługuje fakt, że libertarianizm, jako jedyny nurt współczesnej filozofii polityki, stanowi kontynuację liberalizmu w postaci klasycznej. Jego koncepcja bazuje na indywidualizmie metodologicznym, prymacie wolności i praw własności. Filozofowie libertariańscy opowiadają się za państwem minimalnym, którego funkcje zostają sprowadzone do roli ?stróża nocnego? oraz ładem społecznym, nadrzędnym w stosunku do instytucji państwa, opartym na mechanizmach rynkowych i dobrowolnych umowach między zainteresowanymi lub za społeczeństwem bezpaństwowym utworzonym spontanicznie dzięki konkurencji podmiotów prywatnych.
Tego postulatu nie spełniają inne współczesne nurty liberalizmu, bazujące na koncepcji umowy społecznej i odchodzące od osiągnięć austriackiej szkoły ekonomii. Adaptując poszczególne elementy kolektywistyczne, interwencjonistyczne i etatystyczne, liberalizm stał się terminem zawłaszczonym przez ideologie lewicowe. Libertarianizm, jako jedyny nurt, kontynuuje najlepsze tradycje klasyczne swoich ?ojców założycieli?.
Nieuprawniona jest krytyka libertarianizmu zarzucająca tej filozofii polityki marginalność i utopijność. Jak dowodzi literatura przedmiotu, libertarianizm marginalizowany w Europie, należy do wpływowych nurtów w amerykańskiej filozofii polityki. Jego oddziaływanie jest silne, a tłumienie wynika z etatystycznej postawy środowisk naukowych i mediów. Postulat utopijności musi odnosić się nie tylko do libertarianizmu, ale do każdej filozofii polityki, bez względu na to, czy jest nią socjalizm, konserwatyzm, czy liberalna demokracja. Utopijność nie musi wynikać bezpośrednio ze skrajności poglądów. Wyważone doktryny środka są tak samo utopijne, bowiem dostosowanie rzeczywistości do oczekiwanego idealnego modelu teoretycznego jest równie nierealne, jak w przypadku ideologii skrajnych. Każdy pogląd dotyczący polityki, który nie może uciec od kreowania wyobrażeń, wartościowania i formułowania uwarunkowań należałoby uznać za utopijny. Przekonanie, że państwo jest powołane dla utrzymania pokoju, podczas gdy ludzkość nie zaznała ani dnia bez walki od czasu powstania pierwszego rządu, jest przecież nie mniej utopijne od postulowania zniesienia rządu i zastąpienia go ładem anarchicznym, utożsamianym z katastrofą i chaosem, mimo że ludzkość właściwie nigdy nie doświadczyła tego stanu.
Do sklasyfikowania libertarianizmu na mapie filozofii polityki nie wystarcza tradycyjny podział na lewicę i prawicę. Postulat metodologicznego indywidualizmu nakazuje spojrzeć na teorię państwa poprzez pryzmat jednostki i określić stosunek poszczególnych nurtów do wolności osobistej, gospodarczej i politycznej. W ten sposób kształtuje się nowy, trójwymiarowy podział doktryn politycznych, z których najbardziej wolnościowe to libertarianizm oraz anarchokapitalizm. Na przeciwległym biegunie znajdują się totalitaryzmy: komunizm i faszyzm.
W ujęciu zaprezentowanym w niniejszej książce libertarianizm jest radykalną filozofią wolnościową posiadającą własną metodologię, opartą na założeniach ontologicznych i epistemologicznych. Filozofia libertariańska odwołuje się do koncepcji samoposiadania i do aksjomatu o nieagresji, z których wywodzi absolutyzację wolności jednostki, praw własności i niechęć do państwa, łamiącego fundamentalne zasady filozoficzne i tym samym będącego instytucjonalnym przejawem zła. Przyglądając się ewolucji idei libertariańskiej, można wyodrębnić filozoficzny rdzeń tej doktryny politycznej. Wywodzi się on z arystotelizmu, tomizmu i znajduje rozwinięcie w szkole ekonomii austriackiej.
Warto podkreślić w tym miejscu pogląd, który będzie szczegółowo analizowany w dalszym toku pracy, że ekonomia szkoły austriackiej ma swoje korzenie w filozofii późnoscholastycznej. To właśnie jezuici i franciszkanie z Półwyspu Iberyjskiego stworzyli podstawy ekonomii jako nauki, w myśl najnowszych odkryć okazali się ojcami ekonomii rynkowej, nie uciekając także od krytycznego stosunku wobec uprawnień państwa, tak charakterystycznego dla późniejszego klasycznego liberalizmu. Współcześnie wspólne korzenie chrześcijaństwa i liberalizmu rozwijane są w nurcie personalizmu ekonomicznego.
W ramach libertarianizmu zachodzi wyraźny podział na gruncie stosunku do idei rządu. Podział ten częściowo wynika z podejścia do genezy państwa. Zwolennicy kontraktariańskiej genezy rządu, rozwijając koncepcję Johna Locke?a, znajdują uzasadnienie istnienia państwa. Z kolei zwolennicy genezy egzogenicznej i ewolucyjnej uważają państwo za twór powstały w wyniku przemocy, podboju oraz w celu usankcjonowania wyzysku grupy podbitej przez zwycięską.
Filozofowie wywodzący się z tradycji austriackiej opowiadają się zarówno za istnieniem rządu (Mises, Hayek, Milton Friedman) lub zdecydowanie przeciw (Rothbard, Hoppe). Hoppe ponadto jest zwolennikiem egzogenicznej genezy państwa i utożsamia się z tradycją późnoscholastyczną. Z kolei autorzy oryginalnych koncepcji metodologicznych bądź państwo przyjmują (Rand, Nozick), bądź je negują (David Friedman). Przegląd koncepcji państwa kreowanych przez poszczególnych filozofów unaocznia bogactwo filozofii libertariańskiej.
W niniejszej książce uwzględniłem filozofów najbardziej reprezentatywnych dla poszczególnych nurtów oraz tych, którzy wywarli największy wpływ na współczesną filozofię polityki.
Koncepcja państwa Friedricha Augusta von Hayeka wywodzi się wprost z tradycji austriackiej. Jednak Hayek, będący uczniem Misesa, w pewnej mierze sprzeniewierzył się swemu nauczycielowi, odrzucając demokrację jako wzór idealny, gdyż zapewne był świadomy nienależytej ochrony społeczeństwa przed ideologiami totalitarnymi. Jakkolwiek Hayek jest krytykowany przez libertarian za zbyt rozległe uprawnienia nadawane rządowi, szczególnie w późnym okresie twórczości filozofa, jego teoria państwa nie traci na oryginalności. Hayek, jako twórca idei ładu samorzutnego, opowiadał się za instytucjonalną, lecz spontaniczną organizacją społeczeństwa na zasadach rynkowych. Liberalne państwo powinno opierać się na konstytucji wolności, elitarnych rządach oraz procesach integracyjnych i federacyjnych.
Z kolei Robert Nozick przedstawił genezę państwa opartą na oryginalnej metodologii bazującej na filozofii Johna Locke?a. Według Nozicka państwo powstaje w wyniku monopolizacji usług bezpieczeństwa na danym terenie. Ultraminimalny rząd Nozicka ogranicza swoje funkcje wyłącznie do usług bezpieczeństwa i zdecydowanie przeciwstawia się przymusowym praktykom redystrybucyjnym naruszającym prawa własności. Nozick wywarł duży wpływ na kontraktariańskich filozofów libertariańskich, np. Jana Narvesona. Jego prace spotkały się z radykalną krytyką anarchokapitalistów (Childs, Rothbard). Najpoważniejszym zarzutem wysuwanym przez Rothbarda wobec teorii Nozicka był brak odwołań historycznych do przedstawionej genezy państwa.
Za państwem minimalnym opowiadał się także Milton Friedman, jeden z twórców ekonomicznej szkoły z Chicago. Friedman uważa, że państwo powstaje w wyniku dobrowolnej współpracy między jednostkami, a funkcje rządu powinny ograniczyć się do stosowania przymusu w celu zapewnienia ładu społecznego. Rząd ograniczony nie posiada funkcji stanowienia prawa, bowiem zasady współżycia między jednostkami opierają się na rozwoju prawa zwyczajowego. Mimo że generalnie Friedman protestuje przeciw interwencjonizmowi państwa, to jednak dopuszcza pewne elementy ingerencji rządu, przede wszystkim w zakresie polityki finansowej.
Stworzenie leseferystycznej utopii na bazie oryginalnej filozofii obiektywizmu postulowała Ayn Rand. Państwo minimalne miało być oparte na wartościach obiektywnych, racjonalnych oraz etyce kapitalistycznej. Jednak miałoby ono charakter elitarny, bowiem obejmowałoby wyłącznie zbiorowość identyfikującą się z obiektywistycznym spojrzeniem na świat, odrzucającym religię, altruizm i słabość. Rząd powstaje w sposób dobrowolny i jest utrzymywany z dobrowolnych danin. Jego wyłączną funkcję stanowi ochrona wolnego społeczeństwa.
Podsumowując poglądy zwolenników państwa minimalnego, stwierdzić należy, że dominuje przekonanie o konieczności powołania rządu. Funkcją rządu, na jaką zgadzają się wszyscy libertarianie, których należałoby nazwać minarchistami za jednym z twórców ruchu libertariańskiego Samuelem Konkinem, jest monopol na stosowanie przymusu, stworzony do ochrony obywateli. Wyraźna jest też krytyka obecnych ? rozbudowanych ? form państwowości, którą polaryzuje przekonanie o możliwości powołania takiego rządu, który będzie ochraniał wolność obywateli.
Przeciwnikami minarchistów są anarchokapitaliści, odżegnujący się od powołania rządu. Państwo jawi się w ich koncepcjach jako źródło absolutnego zła, zaś minarchiści traktowani są jako relatywiści etyczni nieodróżniający przemocy państwa od zwykłej przemocy. Anarchokapitaliści zarzucają minarchistom hipokryzję i utopijność, dowodząc, że rząd wykazuje stałą tendencję do rozrastania się i oczekiwanie na samoograniczenie się państwa jest pozbawione sensu. Twierdzą oni, że państwo powstało w wyniku przemocy, a na co dzień zajmuje się głównie łamaniem praw własności, co dobitnie świadczy o niemoralności tej instytucji.
Nieprzejednanym wrogiem państwa był Murray Rothbard, którego filozofia jest fundamentem współczesnego anarchokapitalizmu. Rothbard uważał, że etatyzm to centralnie planowany system, na który pracują wspólnie rząd, intelektualiści i korporacje czerpiące zyski z regulacji rynków. Państwo jest instytucją zorganizowanego zła, opartą na przemocy i wywłaszczaniu obywateli. Jedynym rozwiązaniem pozwalającym na powstrzymanie eksploatacji jednostki przez rząd jest radykalna prywatyzacja władzy. Pierwszy krok do wolności stanowi wyzwolenie ideowe, natomiast rynek samoistnie jest w stanie zastąpić wszelkie funkcje państwa, włącznie z dostarczaniem usług bezpieczeństwa, jak nazywa je Rothbard.
Jeszcze dalej idzie David Friedman, który sprzeciwia się jakiejkolwiek monopolizacji norm prawnych czy etycznych. Lekarstwem na uzdrowienie archaicznej i niepotrzebnej instytucji państwa jest jego sprzedaż małymi częściami. Nawet najdrobniejszy ułamek infrastruktury powinien stracić swoją publiczną funkcję i należeć do prywatnego właściciela. Rząd jest, według tego filozofa, zalegalizowaną agencją łamiącą prawa jednostki, dlatego utopijne postulaty minarchistyczne chciałby zastąpić wolną konkurencją agencji ochrony.
Konkurencji usług dostarczania bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego domaga się także uczeń Murraya Rothbarda ? Hans-Hermann Hoppe. Jest on, co prawda, zwolennikiem ewolucyjnej genezy państwa, sądzi, że monarchia miała nieporównywalnie więcej zalet od demokracji, uważa jednak, że każde państwo jest socjalistyczne, a socjalizm dopóty nie zniknie, dopóki będzie istniało państwo. Hoppe opowiada się za secesją i prywatyzacją, w celu zniesienia rządów. Państwo nie posiada żadnego usprawiedliwienia, więcej, jest tylko niebezpiecznym agresorem, monopolistą terytorialnym zajmującym się przemocą, wywłaszczaniem i wyzyskiem obywateli. Społeczeństwo posiada naturalne mechanizmy kształtowania elit, jego organizacja wymaga konkurencji między ośrodkami władzy. W filozofii Hoppego można odnaleźć także elementy konserwatywne, takie jak pochwała tradycyjnych wartości.
Libertarianizm z nadzieją spogląda na rewolucję informatyczną, na odejście od epoki przemysłowej na rzecz gospodarki opartej na wiedzy, jak określił to zjawisko w latach 60. austriacki ekonomista Fryderyk Machlup. Filozofia libertariańska staje się coraz bardziej popularna, a jej ekspansja wiąże się z wykorzystaniem nowych mediów elektronicznych jako alternatywy dla proetatystycznych kanałów tradycyjnych. Za postulatami libertarianizmu przemawia także kryzys gospodarczy, do którego doszło w wielu państwach opiekuńczych, mający swoje źródło w interwencjonizmie i protekcjonizmie ze strony rządów.
Wydaje się, że w pewnych częściach świata naturalne procesy globalizacyjne oraz integracyjne są sztucznie hamowane przez rządy, współpracujące z nimi korporacje oraz instytucje międzynarodowe. Co prawda, nowe technologie informacyjne dają poczucie większej wolności wypowiedzi, ale owa wolność jest pozorna i zostaje sprowadzona wyłącznie do sfery informacji. Rzeczywistość gospodarcza integruje się w sposób sztuczny, a dominującą rolę odgrywa wciąż polityka.
Globalizacja, jak dowodzą badania, przynosi ludziom wiele korzyści. Proces ten następuje wyłącznie dzięki technologiom. Jednak libertariański anarchistyczny raj staje się nierzeczywisty i coraz bardziej odległy. Silne tendencje polityczne zmierzające do zrzekania się suwerenności państw na rzecz organizacji międzynarodowych nieuchronnie prowadzą do powstania rządu globalnego. Wówczas wolność jednostki znajdzie się w punkcie krytycznym, a regulacja jedynej anarchistycznej przestrzeni ? ładu międzynarodowego ? będzie ostatecznym zwycięstwem etatyzmu.
Read more »

Friday, March 10, 2006

Problemy z konkurencją


Komisja Europejska cierpi na poważny problem. Jest nim konkurencja, podstawowy termin w ekonomii. Strategią unijnych biurokratów jest doprowadzanie do erozji poszczególnych pojęć w zależności od aktualnych potrzeb.

Determinacja UE w gnębieniu Microsoftu woła o pomstę do nieba. Zakaz sprzedaży systemu operacyjnego Windows wraz z odtwarzaczem multimedialnym jest jawnym ograniczeniem wolności gospodarczej. Czy wyobrażają sobie państwo, że pewnego dnia urzędnik wyda nakaz wymontowania wszystkich odtwarzaczy samochodowych z Toyoty, bo firma sprzedaje zbyt dużo samochodów, a feralne radia zbyt dobrze grają?
Niestety taka jest europejska taktyka zwalczania konkurencji, promowana oczywiście pod hasłem? ochrony konkurencyjności. Blisko półmiliardowa grzywna (w euro) nałożona na informatycznego giganta, wraz z nakazem ujawnienia swojej własności intelektualnej (kodu źródłowego) można śmiało uznać za rozbój w biały dzień. Analogicznie nasza feralna Toyota mogłaby dostać podobną karę za wypuszczenie nowego samochodu hybrydowego wraz z nakazem ujawnienia technologii produkcji pojazdu.
Tak, przecież model Prius jest prawdopodobnie jedynym modelem o napędzie hybrydowym dostępnym dla masowego klienta na europejskim podwórku. Stąd już krok do oskarżenia Toyoty o próbę monopolizacji "doskonale konkurencyjnego" rynku UE. Oczywiście jest to wierutna bzdura. Zgodnie z klasyczną definicją, monopolista to wyłączny producent lub dostawca usług. W tym przypadku nikt jednak nie zabrania, aby konkurencja dołączyła do rywalizacji o klientów.
I tak się dzieje. Wkrótce na rynku pojawią się hybrydy innych marek. Nie istnieje także wyłączny producent i dostawca informatycznych systemów operacyjnych. Osobom profesjonalnie zajmującym się informatyką nie trzeba wymieniać mnogości dostępnych rozwiązań. Naturalnie pozycja Windows na rynku systemów operacyjnych wykorzystywanych w komputerach domowych jest dominująca, ale w żadnym razie nie monopolistyczna.
Owa strategia deprecjacji innowacyjnych firm za pomocą manipulacji terminami wkracza także do samego pojęcia konkurencyjności. Wiemy już, że w języku biurokratów "protekcjonizm" znaczy "ochrona konkurencyjności", "innowacyjna" ? "monopolistyczna", a jak nowomowa określa "konkurencję cenową"? Odpowiedź jest prosta: "dumping". Wystarczy sobie przypomnieć oskarżenie wobec Polski o "dumping socjalny", czyli to, że rodzimi pracownicy są po prostu tańsi!
Drodzy państwo, nie dajmy ogłupić się biurokratom, którzy za wszelką cenę starają się ograniczyć konkurencję szafowaniem na prawo i na lewo oskarżeniami o monopolizowanie i dumping. Nie jest tajemnicą, że UE traci swoją konkurencyjną pozycję, a urzędnicy chwytają się wszystkiego co popadnie, aby zachować status quo. Status nie Starego Kontynentu, ale swój.
Problemem Europy nie jest konkurencja, lecz brak konkurencji. Nie są nimi prywatne firmy innowacyjne, lecz państwowe monopole. Społeczeństwo nie cierpi z powodu dumpingu socjalnego nowoprzyjętych członków, lecz z powodu socjalnego charakteru Europy. Wspólnym mianownikiem problemów z którymi boryka się UE nie jest więc konkurencja, lecz coś zupełnie przeciwnego ? państwowy interwencjonizm.
Read more »

Thursday, March 09, 2006

Gruby problem


Najwięksi producenci napojów ogłosili dobrowolny zakaz reklamy swoich produktów skierowanej do dzieci poniżej 12 lat. Reakcja gigantów wynika ze strachu przed przymusowymi regulacjami Unii Europejskiej.

Koncerny spożywcze stały się w USA kolejnymi ofiarami krucjaty radykalnych ekologów i przeciwników kapitalizmu. Ten rozwijający się za oceanem nurt hołduje marksistowskiej zasadzie, że kapitalizm to wyzysk, a im większy kapitał, tym wyzysk jest większy. Ci sami populiści próbują zbić kapitał na procesach sądowych wytaczanych największym korporacjom. Żądają także nałożenia na nie większych podatków. Po firmach tytoniowych i farmaceutycznych przyszła kolej na sektor spożywczy. Za co obwiniani są producenci żywności? Za spowodowanie u Bogu ducha winnych konsumentów "epidemii otyłości".

Naturalnie trudno spodziewać się w tym choćby odrobiny logiki. Przecież epidemia to wystąpienie w krótkim czasie dużej liczby zachorowań na chorobę zakaźną. Otyłość jest przypadłością indywidualną, na którą bogate społeczeństwa Zachodu pracowały przez pokolenia. Obwinianie producentów żywności za indywidualne przypadki otyłości przypomina oskarżanie producentów noży, że popełniane są morderstwa w afekcie bądź wyplatających konopne sznury, że zdarzają się samobójstwa. Zdumiewa także wiązanie otyłości wyłącznie z dietą. Chyba każdy wie, że waga zależy nie tylko od menu, lecz także od czynników genetycznych, trybu życia, aktywności ruchowej itd.

Lecz według wielu słodkie napoje są głównym powodem otyłości wśród dzieci. Fakt, niektóre zawierają ponoć równowartości 10 łyżeczek cukru ? dawki dziennego maksymalnego spożycia dla dorosłych. Cukier tuczy, więc jest zły. A winni są producenci żywność. I to oni teraz padają łupem prawników i rzekomych ofiar liczących na łatwy zysk. Zaczęło się w 2002 roku, gdy jeden z dziennikarzy pozwał firmę American Gourmet Foods z Nowego Jorku za to, że na swoim wyrobie umieściła nieprawdziwą informację o jakoby niskiej zawartości tłuszczu. Wygrał 4 mln dol. i podzielił się zdobyczą ze swoim prawnikiem.

Jest co łupić, bo rynek żywności wart jest ponad trylion dolarów. Bojownikom przewodzi waszyngtoński adwokat John Banzhaf, znany z poprzednich spektakularnych procesów z? koncernami tytoniowymi.

Oczywiście, otyłość jest problemem, którego nie można ignorować. Według rządowego Centrum Kontroli i Prewencji Chorób w ostatnim dziesięcioleciu liczba grubasów wzrosła o 74 proc. Problemy z nadwagą ma aż 44 mln dorosłych osób w Stanach Zjednoczonych. Koszty zdrowotne związane z tą przypadłością szacowane są na 12,7 mld dol. Lecz przerzucanie indywidualnej odpowiedzialności za swoją kondycję na firmy prywatne jest jednak przesadą. Jak tak dalej pójdzie, to za kilka lat aktywiści wezmą się za producentów wygodnych foteli czy telewizorów odciągających obywateli od uprawiania sportu.

Więcej w Ozonie
Read more »

Wednesday, March 08, 2006

Libertarianizm. Teoria państwa.


Niniejsza książka (Libertarianizm) poświęcona jest koncepcji państwa we współczesnym libertarianizmie, a jej celem wykazanie, że libertarianizm posiada własną, oryginalną koncepcję państwa. Ze względu na stosunek do instytucji państwa można wyróżnić dwa podstawowe nurty libertarianizmu: minarchizm oraz anarchokapitalizm.
Moim zadaniem jest systematyzacja i opis każdego z nich na podstawie tekstów źródłowych, opracowań oraz analizy własnej; przy równoczesnym ukazaniu ewolucji nurtu i bogactwa koncepcji filozofii polityki.
Według Oxfordzkiej Encyklopedii Filozofii pod redakcją Teda Hondericha, "libertarianizm to teoria wolności, głosząca, że niezależnie od przeszłych wydarzeń, gdy brać pod uwagę obecny stan rzeczy i nas takich, jacy jesteśmy, możemy postąpić inaczej, niż to właśnie robimy ? nadać zatem przyszłości odmienny bieg. W opozycji więc do determinizmu libertarianizm głosi wolność woli czy inicjacji (...)"
Współczesna literatura filozoficzna i politologiczna, głównie amerykańska, wskutek zmiany kontekstu terminu liberalizm na lewicowy, używa niemal wyłącznie terminu: ?libertarianizm?. Mianem libertarian określa się zwolenników wolnego rynku, państwa minimalnego, etyki kapitalistycznej i prymatu wolności jednostki w życiu społecznym.
Pod względem filozoficznym, libertarianizm, jako współczesna wersja klasycznego liberalizmu, pojawia się przede wszystkim w naukowych teoriach państwa ultraminimalnego Roberta Nozicka, szkoły wyboru publicznego Jamesa Buchanana, czy manifestu Murraya Rothbarda. Natomiast leseferyzm Ayn Rand, anarchokapitalizm Davida Friedmana czy radykalne idee innych mniej znaczących myślicieli, skłaniają się ku temu, aby postrzegać libertarianizm jako odrębny nurt współczesnej filozofii politycznej.
Daremne są próby klasyfikowania tego zjawiska w łonie nauk politycznych w tradycyjnym jednowymiarowym podziale na lewicę i na prawicę. Libertariańska myśl polityczna jest wielowymiarowa i jej głównym wyznacznikiem jest stosunek państwo-jednostka na płaszczyźnie politycznej, ekonomicznej i moralnej. W ten sposób unika się mało precyzyjnych klasyfikacji jako np. ?nurtu prawicowego, sprzeciwiającego się lewicowym tendencjom liberalizmu?. Anarchokapitaliści, opowiadający się za dowolnością moralną, nie mogą być przecież zaliczeni do prawicy w sensie politycznym, a tym bardziej do przeciwników liberalizmu ekonomicznego.
Na płaszczyźnie politycznej libertarianizm opowiada się za państwem indywidualistycznym, swoistym megastowarzyszeniem dobrowolnych stowarzyszeń, które formują się w środowisku pozbawionym przymusu. Państwo powinno stać na straży wolności jednostki. Ujmowanie wolności, która jest ograniczona tylko zakresem wolności innych jednostek, jest zaczerpnięte z myśli anarchistycznej. W tym przypadku libertarianizm w swoich propozycjach organizacji porządku społecznego jest bliższy radykalnym odłamom skrajnie lewicowym niż konserwatywnej wizji państwa dobrobytu. Z kolei na płaszczyźnie ekonomicznej można stwierdzić, że libertarianizm jest skrajnie prawicowy, bowiem zaciekle walczy z mitami państwa opiekuńczego, podatkami i interwencjonizmem rządu. Dyktat ekonomii z jej najlepszymi tradycjami (Szkoła Austriacka) jest wszechwładny. Stosunki między podmiotami wolnego rynku opierają się na zrozumieniu obustronnych korzyści, wynikających z dobrowolności zawierania umów. Rynek jest środowiskiem doskonałym, samoregulującym się i optymalizującym współpracę.
Na płaszczyźnie moralnej libertarianizm jest zróżnicowany. W swojej najbardziej skrajnej postaci biorą górę trendy lewicowe (tzw. agoryzm). W swojej konserwatywnej ? chrześcijańskiej ? wersji filozofia ta propaguje kodeks moralny oparty na prawie naturalnym. Z innej strony można odnieść wrażenie, że niektórzy libertarianie to libertyni, skoro opowiadają się zdecydowanie przeciwko karze śmierci, a nawet karze pozbawienia wolności, postulują legalizację narkotyków, prostytucji, czy dobrowolne współżycie nieletnich. Nie jest to jednak przejaw dwuznaczności moralnej, czy etycznego relatywizmu, lecz walka z powszechną etyką zbiorowości, która pełna uprzedzeń ogranicza wolność jednostki. Można rzec, że jest to sprzeciw wobec zastępowania sumienia urzędnikiem.
Upierając się przy tradycyjnej klasyfikacji doktryn politycznych, otrzymalibyśmy ideologię pełną paradoksów i niemożliwą do zgeneralizowania. Jednakże wielowymiarowa analiza libertarianizmu pod względem stosunków jednostka-państwo na płaszczyźnie politycznej, ekonomicznej i moralnej nasuwa wniosek, że jest to filozofia postulująca niemal absolutną wolność jednostki w wymienionych sferach. Jednak w ramach ideologii libertariańskiej istnieją zasadnicze różnice, które dzielą jej zwolenników.
Podstawowy jest spór w zakresie filozofii polityki, o to, czy w ogóle konieczne jest istnienie państwa. W niniejszej książce postaram się przybliżyć problem, czy w filozofii libertariańskiej istnienie państwa jest uzasadnione, jeśli tak, to w jakim stopniu, zaś jeśli nie, to jaką alternatywną formę organizacji społecznej proponują filozofowie. Biorąc pod uwagę rozmaitość koncepcji libertariańskich niemożliwe jest podanie jednej konkretnej definicji zjawiska. Dlatego celem pracy nie będzie definiowanie libertarianizmu, lecz skoncentrowanie się i analiza podstawowej kwestii dla tej doktryny: problemu istnienia państwa.
Teza książki zawiera się w stwierdzeniu, że libertarianizm posiada charakterystyczne elementy koncepcji państwa, stanowiąc spójną teorię polityczną i filozoficzną. Libertarianizm to minimum władzy podporządkowanej bezwzględnej ochronie praw własności i wolności indywidualnej. Jakkolwiek można znaleźć wspólne elementy krytyki państwa wśród najważniejszych filozofów libertariańskich, ich koncepcje organizacji porządku państwowego są zgoła odmienne. Różnice dotyczą sposobów krytyki państwa.
Część filozofów (Friedrich von Hayek, Robert Nozick, Milton Friedman, Ayn Rand) opowiada się za koncepcją rządu ograniczonego. Inni zaś (David Friedman, Murray Rothbard, Hans-Hermann Hoppe) postulują radykalną prywatyzację wszelkich funkcji rządu i spontaniczną organizację społeczeństwa bezpaństwowego. Mimo różnic dzielących poszczególnych myślicieli oraz odmiennych koncepcji funkcjonowania państwa, można wykazać wspólny rdzeń idei wolnościowej, wywodzący się od średniowiecznej myśli scholastycznej, poprzez szkołę ekonomii austriackiej, wzbogacony przez klasyczną myśl liberalną oraz przez tendencje anarchistyczne.
Jako odrębny nurt w filozofii politycznej, libertarianizm wyróżnia się na tle innych idei, z którymi jest kojarzony: klasycznego liberalizmu, konserwatyzmu, anarchizmu, dzięki charakterystycznym elementom krytyki państwa.
Read more »

Chemiofobia


Współczesny świat jest uczulony na naukowe fakty. Zamiast prawdą, zadowala się ideologią. Nic więc dziwnego, że największymi wrogami lewicujących ekologów stały się chemia, człowiek, cywilizacja przemysłowa.
Jak zauważa prof. Stanisław Mastalerz w drugim wydaniu swojej doskonałej książki "Ekologiczne kłamstwa ekowojowników" oszukiwanie jest wpisane w ekologiczną propagandę. Autor cytuje jednego z założycieli Greenpeace, który stwierdził bez ogródek "Prawda nie jest rzeczą istotną. Ważne jest tylko to, co w oczach ludzi uchodzi za prawdę". Profesor Mastalerz-utytułowany chemik ubolewa, że wśród opinii publicznej upowszechniła się hipoteza liniowa, mówiąca, że im mniej związków chemicznych wokół nas, tym lepiej. W rzeczywistości toksyczność danej substancji zależy od progowej ilości, po przekroczeniu której może być ona szkodliwa dla życia lub zdrowia człowieka.
Żyjemy wśród nieskończenie wielkiej ilości związków chemicznych, w tym wielu trucizn-tłumaczy prof. Mastalerz. Dlatego dążenie do świata idealnie czystego, pozbawionego "chemii" jest kolejną idiotyczną utopią. Jeszcze dosadniej wypowiada się Duane D. Freese, redaktor TCSDaily: "Jeśli chcesz mieć pewność, że nie zachorujesz na raka - umieraj młodo".
W książce Mastalerza dostaje się przede wszystkim dziennikarzom, którzy łatwo ulegają ekologicznej propagandzie i bez zastanowienia powielają brednie podrzucane im przez ekologów. W ostatnich tygodniach mieliśmy doskonały przykład chemiofobii, gdy New York Times odgrzebał badania na temat popularnych słodzików zastępujących cukier - aspartamu ? rzekomo powodujących raka. Natychmiast identyczna teza przewinęła się przez prasę głównego nurtu na całym świecie z Polską na czele.
Read more »

Thursday, March 02, 2006

Energetyczny haracz


Horrendalne ceny energii w Europie to efekt istnienia narodowych monopoli. Brak konkurencji oto źródło choroby. Niezbędna jest nowa strategia energetyczna i radykalne rozwiązania. Czy jednak wszyscy w Unii mają świadomość, że już czas na zasadnicze zmiany?
Gdy unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes zapowiedziała kontrole na europejskim rynku gazowym i energetycznym, w kuluarach zagrzmiało. Co prawda na monopolistów nie spadną żadne kary finansowe, ale firmom, w których wykryto nadużycia, grożą długotrwałe śledztwa i kontrole. Niewykluczone, że interwencja Kroes wywoła prawdziwą lawinę w tym newralgicznym sektorze gospodarki. Polityka energetyczna Starego Kontynentu powinna być przede wszystkim przyjazna dla konsumenta, a nie polityków, szefów korporacji czy środowiska. Oficjalna debata nad energetyczną przyszłością rozpocznie się 8 marca, jednakże burza wokół tematu trwa już od czasu szantażu Rosji wobec Ukrainy. Zaangażowanie Neelie Kroes tylko zaognia sprawę, ale jest też szansą dla rzeszy konsumentów uzależnionych od płynącego w gniazdkach prądu i gazu zasilającego piece w mroźne dni. Właśnie mieszkańcy krajów UE najwięcej tracą w wyniku monopolizacji rynku. Horrendalne ceny energii w Europie są spowodowane dominacją narodowych molochów i hermetycznym układem powiązanych ze sobą firm, funkcjonujących pod parasolem państwa bez konieczności konkurencji. Wobec europejskiej opinii publicznej odwraca się kota ogonem. Związki zawodowe uważają się za wyzyskiwane ofiary prezesów, terroryzując konsumentów strajkami, ukrywając gigantyczne odprawy "należące się" przy okazji każdej restrukturyzacji. Największą chorobę energetyki stanowi brak konkurencji, a tylko rywalizacja przedsiębiorstw może wymusić na dostawcach cenową walkę o klienta. Dlatego działania Neelie Kroes są nadzieją dla tych, którzy nie chcą dłużej płacić haraczu na rzecz spowinowaconych z rządami koncernów. Unijna komisarz ds. konkurencji zapowiedziała nową strategię energetyczną dla UE oraz upublicznienie tzw. zielonej księgi. Dokument w wersji roboczej już istnieje, zakłada jednak bezwzględne dostosowanie rynku do ideologicznych, poprawnie politycznych postulatów głębokiej ekologii "dekarbonizacji" energetyki w związku z rzekomą groźbą katastrofy wskutek globalnego ocieplenia ? oraz poszukiwania źródeł odnawialnych. Jednak mało kto wierzy, że Europie uda się rozwiązać problemy z zasilaniem za pomocą podsuwanych przez ekologów zaklęć. Dlatego coraz częściej mówi się o zwiększeniu efektywności wykorzystywania istniejących zasobów oraz poszukiwaniu nowych rozwiązań technologicznych, np. technologii wodorowych, produkcji energii wodorowej z węgla lub gazu przy użyciu istniejącej infrastruktury przesyłowej.

Więcej w drukowanej wersji tygodnika.

Read more »

Wednesday, March 01, 2006

Kusi, tuczy, truje


Jak tsunami świat przemierza kolejna fala antykapitalistycznej histerii. W poprawnej politycznie Ameryce, po firmach azbestowych, tytoniowych, farmaceutycznych, przyszła kolej na następnego jelenia: producentów żywności.
Lewacy od globalnego ocieplenia, równouprawnienia płci i praw zwierząt dla bakterii wzięli się za teraz za trucicieli faszerujących konsumentów bombami kalorycznymi. Właśnie producenci śmieciowego jedzenia (jak zręcznie porównywać jedzenie do śmieci, w czasach, gdy większość populacji głoduje?) są celem najnowszej lawiny ataków. Kapitaliści nie dość, że stosują bezwzględne techniki manipulacji, w dodatku są odpowiedzialni za wywołanie epidemii otyłości, plagi dziesiątkującej nieświadomych i naiwnych klientów.
Od kilku lat amerykańskie sądy pękają w szwach od pozwów przeciwko największym koncernom żywieniowym. Ich logika jest zwykle taka sama: biedni konsumenci nie wiedzieli czym grozi ograniczenie swojej diety do słodyczy, chipsów i gazowanych napojów. W ten sposób omamieni zrujnowali zdrowie, w czym pomogli im producenci żywności. Dlatego powinni wypłacić im gigantyczne kwoty, które niewykluczone, że zostaną przeznaczone na kolejne łakocie. I choć trudno doszukiwać się w tym logiki, właśnie na karb firm prywatnych składa się przypadłości indywidualnych osób.
Czego chcą lewacy, wykorzystując w ten sposób osobiste tragedie wielu ludzi? Tego co zwykle. Większych podatków nakładanych na żywność (fundusze mają być przeznaczane na walkę z epidemią otyłości), zakazu reklamy produktów żywnościowych uznanych za tuczące, a w rezultacie ograniczenia ich sprzedaży, regulacji i likwidacji wolnego rynku spożywczego. Prawnicy, czują łatwą kasę, wydają się zachwyceni. Zachwyceni są też czerwoni, którzy przy błysku fleszy mogą dokopać kapitalistom.
Read more »

Polsce grozi drenaż mózgów


- Jeśli rząd zaniecha niezbędnych reform Polsce może grozić drenaż mózgów np. w służbie zdrowia, powiedział Tomasz Teluk w wywiadzie udzielonemu Radiu Litewskiemu. - Otwarte rynki pracy są korzystne dla nowoprzyjętych członków UE: krajów bałtyckich i Polskich, dodał.
Read more »