Home



Thursday, May 25, 2006

O dywersyfikacji dostaw energii w Ozonie

Właśnie pojawił się nowy projekt dostaw gazu dla Polski. Jest szansa podłączenia się do gazociągu biegnącego z Norwegii do Szwecji. A że gazociągi nie mogą się krzyżować, rozbudowa norweskiej rury ma szansę pomieszać szyki Moskwie i Berlinowi.

Wahające się ceny surowców wprowadzają zamieszanie na rynkach i doprowadzają polityków do białej gorączki.

Nakaz dywersyfikacji dostaw surowców powoduje, że w bieżącym roku urzędnicy są nadzwyczaj aktywni w poszukiwaniu dostawców gazu, ropy, węgla czy metali.

Jak bumerang powróciła kwestia dostaw gazu ze złóż Morza Północnego. W maju rząd ponowił negocjacje z Norwegami w sprawie importu surowca przez stronę polską. W jaki sposób Polska miałaby się zaopatrywać w norweski gaz? Za sprawą udziału w budowie gazociągu z Norwegii do południowej Szwecji, a ściślej rurociągu Karsto?Oslo?okolice Göteborga. Strona polska zainwestowałaby w przedłużenie nitki z miejscowości Bua do Niechorza. ? Dzięki temu, że udało nam się przekonać Gassco, aby dopuściło nas do projektu, będziemy partnerami w konsorcjum kilkunastu firm ze Szwecji i Norwegii, takich jak Gassco czy Shell ? triumfuje Piotr Woźniak, minister gospodarki. W zamian otrzymalibyśmy szansę na bezpieczne, choć wcale nie tanie, dostawy norweskiego gazu.

Rosja czy Norwegia?
Budowa gazociągu ze Szwecji obejmuje kilka ważnych kwestii. Po pierwsze, powrót do negocjacyjnego stołu z Norwegami, którym w 2002 roku ekipa Leszka Millera zarzucała zawyżanie cen, wskutek czego kontrakt był oceniany jako nieopłacalny. Jednak choć bezpieczeństwo jest najdroższe, opłaca się zawsze, dlatego pewnie rząd Marcinkiewicza nie będzie się długo targował. Ekipie SLD następcy zarzucają błędy, które teraz będą się starali naprawić. I znów w najgorszej sytuacji będą odbiorcy detaliczni, którym nie pozostanie nic innego, jak dostosować się do warunków narzuconych przez politykę. Po wtóre, prawo mówi, że gazociągi nie mogą się krzyżować, dlatego rozbudowa norweskiej rury może pokrzyżować szyki Moskwie i Berlinowi. Nasz rząd protestuje też przeciw inwestycji ponad naszymi głowami. Inną sprawą jest koszt inwestycji przedłużenia gazociągu z Norwegii. Można szacować, że to zaledwie ułamek sumy, którą mają wydać Niemcy i Rosjanie.

Rosjanie zaczęli się ponadto obawiać pozwów prawnych, które mogłyby być wnoszone przez państwa wykluczone z inwestycji i niezadowolone z polityki zagranicznej Kremla ? głównie Polskę i kraje bałtyckie. W sądzie leży już pozew amerykańskiej firmy Moncrief Oil International, zarzucającej Gazpromowi bezprawną eksploatację złóż gazu, który ma być transferowany gazociągiem bałtyckim. Amerykanie twierdzą, że to oni nabyli prawa do wydobycia tych złóż, co zresztą Kreml potwierdził. Odszkodowanie ? o ile zostanie zasądzone ? może być porównywalne z kosztami całej rosyjsko-niemieckiej inwestycji i znacznie utrudnić budowę podwodnej rury.
Są też eksperci, którzy w ogóle nie wierzą, żeby doszło do wybudowania rurociągu. W niedawnym wywiadzie dla ?Dziennika? Aleksander Gudzowaty, od lat robiący interesy z Rosjanami, mówi, że inwestycja nie dojdzie do skutku, bo jest zwyczajnie nieopłacalna. Z kolei znany dysydent Władimir Bukowski w felietonie dla tej samej gazety zwraca uwagę, że podstawowym problemem jest monopol zarządzanego przez polityków Gazpromu. Bukowski sugeruje, żebyśmy nie ustawali w surowcowej dywersyfikacji.

Read more »

O planie Religi w Najwyższym Czasie!

Ja już nie mam więcej pieniędzy! krzyczał profesor Zbigniew Religa, prezentując program dobijania pacjentów i rodzimej służby zdrowia. Szef resortu zdrowia wyglądał w telewizji jakby się najadł szaleju. Najwyraźniej zaczęły mu się mieszać zasoby prywatne z publicznymi.
Profesor Religa zbłądził podwójnie. Po pierwsze ma sporo pieniędzy. Z udostępnionych danych majątkowych wynika, że należy do najbogatszych posłów w parlamencie i prawdopodobnie jest najbogatszym ministrem w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, posiadając ponad 1,1 mln złotych oszczędności (z czego połowa w obligacjach) plus 50 tys. dolarów i 30 tys. euro, nie licząc 113 metrowego apartamentu i działki z domem letniskowym. Notabene minister jest lekarzem, majątku dorobił się pracując w zawodzie.
Tak więc pan profesor zapędził się mówiąc "ja już nie mam więcej pieniędzy!" przed kamerami. Chyba, że szef resortu zdrowia uważa pieniądze podatników za "swoje" i był to rozbrajający przypływ szczerości pana ministra. Chciał on po prostu powiedzieć, że nie można zrabować więcej pieniędzy podatnikom, aby rozdysponować je na służbę zdrowia, chyba, że wdroży się jego plan.
Jak nie trudno się domyśleć ? najważniejszym elementem planu są lekarze. Oni muszą zarabiać więcej, aby dorobić się przynajmniej ułamku, będącego obiektem korporacyjnej zazdrości, majątku profesora. Pacjenci są tylko surowcem systemu służby zdrowia, niepożądanym elementem, gdy korzystają ze świadczeń, ulgą dla systemu, gdy umierają i wrogami, gdy dopominają się o swoje prawa.
Jakie jest naczelne hasło ?planu Religi?? Nie, nie żadne niebezpieczne i wywrotowe reformy. Ani słowa o wilczym kapitalizmie (wszak o zdrowie chodzi), konkurencji czy prywatyzacji. Po prostu wyłącznie zwiększenie opodatkowania na służbę zdrowia i zwiększenie budżetowych wydatków na ten cel do poziomu "europejskiego", czyli ok. 8 proc. produktu krajowego rocznie.
Ministerstwo zdrowia planuje zaciśnięcie pętli na szyjach pacjentów. Składka na ubezpieczenie zdrowotne ma wzrosnąć do 9 proc. dochodów każdego Polaka. Na co poszłaby podwyżka składki? Na lepsze usługi zdrowotne, nowoczesne leki i zabiegi? Źle. Na pensje dla strajkujących lekarzy.
Dodatkowo każdy podatnik odprowadzałby w ramach solidarności, czyli socjalizmu, 1,2 proc. dochodów na leczenie starszych i niepełnosprawnych. Za ofiary wypadków płaciłyby firmy ubezpieczeniowe. Młodzi i bogaci, zgodnie z ideą wielokrotnego opodatkowania, płaciliby za leczenie z własnej kieszeni np. 10 zł za każdy dzień pobytu w szpitalu czy 5 zł za wizytę o specjalisty. Ci, którzy chcieliby się opodatkować po raz trzeci ? mogliby wykupić jeszcze ubezpieczenie dodatkowe.
Tak wygląda w skrócie "plan Religi". Projekt jest służalczy wobec trzech grup wspólnie wyzyskujących pacjentów: polityków, urzędników i establishmentu lekarskiego. Minister zachował stanowisko, a wraz z nim jego współpracownicy. Urzędnikom obiecuje więcej pieniędzy do defraudacji: ok. 15 mld więcej, z czego lwia część wypłynie z dziurawego systemu. Wreszcie lekarze ? oni dostaną podwyżki w tym roku 800 mln i w przyszły 3 mld złotych. A co dostaną pacjenci? Podwyżkę cen usług zdrowotnych, zwiększony drenaż ich kieszeni, kolejki i umieranie w poczekalniach ? jak zwykle.
Zapoznając się z innymi ostatnimi pomysłami degradacji służby zdrowia można dostać gęsiej skórki. Ministerstwo Zdrowia proponuje karać kilkoma latami więzienia aptekarzy za stosowanie rabatów i promocji w aptekach (notabene oznacza to wprowadzenie urzędowych cen na leki). W nowelizowanym prawie farmaceutycznym nie ma ani jednego zapisu o zapobieganiu chorobom poprzez podnoszenie wiedzy medycznej w społeczeństwie. Jedynego, czego mogą spodziewać się pacjenci to ograniczenie dostępu do nowoczesnej terapii i coraz większych cen za żenującej jakości usługi zdrowotne dostarczane przez państwo.
Lekarze z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego wydają się być uspokojeni, pacjenci ? od lat w apatii ? spodziewają się wyłącznie najgorszego. Jedyna nadzieja w minister finansów, wicepremier Zycie Gilowskiej, która jest świadoma niebezpieczeństw omawianego projektu dla budżetu i może zablokować nierealne projekty podsuwane jej przez nieudacznych kolegów z rządu.
Read more »

Wednesday, May 24, 2006

Felieton w miesięczniku Nowy Przemysł

Politykom z Brukseli potrzeba zdrowego rozsądku. Jak długo można zanudzać opinię publiczną bajkami, że wkrótce większość energii będzie pochodziła ze źródeł czystych i odnawialnych? Spoglądając chłodnym okiem na statystyki, europejska energetyka to ropa, gaz, węgiel i elektrownie atomowe. Źródła odnawialne stanowią zaledwie 6 proc. wszystkich dostaw. Zastanawiające dlaczego Stany Zjednoczone mają ponad pięciokrotnie mniej instalacji wiatrowych niż UE. Czyżby w USA nie wiało? A może to się po prostu nie opłaca?
Na razie różnic jest zbyt wiele, aby Unia Europejska mówiła jednym głosem. Jest mało prawdopodobne, aby UE szybko prowadziła jednolitą politykę energetyczną.
Przewodnictwo Austrii w Brukseli w dużej mierze koncentruje się na problemach z pogranicza energetyki i ochrony środowiska. Niedawna konferencja tygodnika ?European Voice? obnażyła swoiste rozdwojenie europejskich polityków. Mimo, iż nawołują oni zgodnie do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych i troski o środowisko naturalne, zgadzają się także, że tradycyjne źródła energii są najbardziej efektywne.
O ile wspólne stanowisko w negocjacyjne w sprawie negocjacji z zewnętrznymi dostawcami może być trudne do osiągnięcia, o wiele istotniejsze wydaje się zniesienie barier i stworzenie jednolitego rynku energetycznego UE. Energia musi swobodnie płynąć ponad granicami poszczególnych państw członkowskich z korzyścią dla rynku i dla konsumentów. Politycy powinny raczej skoncentrować się na usunięciu przeszkód integracji gospodarczej Europy, a nie na centralizacji polityki dotyczącej tego newralgicznego sektora.
Komisarz ds. konkurencyjności Neelie Kroes będzie miała nie lada orzech do zgryzienia, borykając, czy godzić się na coraz większą koncentrację w energetyce, czy przeciwdziałać kolejnym przejęciom i fuzjom.
Tymczasem Europa staje się coraz bardziej uzależniona od? Gazpromu. To państwo w państwie ? gigant o kapitalizacji ok. 166 mld euro z armią 300 tys. pracowników, posiadający licencję na eksploatację 55 proc. złóż w Rosji, produkujący 90 proc. gazu pochodzącego z tego kraju. Czy któryś z polityków zawróci Unię z obranego kursu? Już 1/3 Europy jest całkowicie zależna od jednej firmy.
Read more »

Felieton w Rynku Zdrowia

Najbardziej bulwersujące, zarówno dla funkcjonujących na rynku farmaceutycznych podmiotów, jak i dla pacjentów są kwestie zakazu konkurencji na rynku leków w aptekach, zbyt krótkie okresy ochrony dla własności intelektualnej dla leków oraz zupełne pominięcie kwestii informacji i wiedzy medycznej.
Po pomyśle zaciągnięcia lekarzy w kamasze, mamy pomysł wsadzania aptekarzy do więzienia na 5 lat, gdy złamią zakaz promocji leku w aptece. Może niedługo doczekamy się przepisów, które nakładałyby kary więzienia na niepokornych pacjentów domagających się swojego w przychodniach i szpitalach?
Ministerstwo zdrowia chce w drastyczny sposób wyeliminować konkurencję na rynku farmaceutycznym. Za wszystko zapłacą pacjenci ? jeśli nie będzie konkurencji między markami leków, będą one droższe. Absurdalne, że uczestnicy całego łańcucha sprzedaży: producenci, importerzy, hurtownicy i aptekarze będą objęci zakazem stosowania promocji czy udzielania rabatów! Oznacza to nałożenie sztywnych urzędowych cen na preparaty medyczne, czego od ministerstwa domagało się lobby. Wprowadzenie przepisów może oznaczać podwyżki leków średnio o 10 proc. ? taka jest wartość wzajemnych rabatów udzielanych podczas dystrybucji medykamentów.
Przepisy dają też nowe uprawnienia kontrolne urzędnikom z NFZ. Za nieprawidłowości może grozić nawet do 5 lat więzienia. Przepisy, przypominające socjalistyczne metody walki ze spekulantami, mają zapobiegać kupowaniu większej ilości leków ?na zapas?, co było korzystne zarówno dla sprzedawców, jak i dla konsumenta.
Read more »

Thursday, May 18, 2006

Nowy felieton w OZONIE

Służba zdrowia to tykająca bomba zegarowa, która po pierwszym wybuchu może rozsadzić koalicyjny rząd Kaczyńskiego, Leppera i Giertycha.

Zbigniew Religa słowa dotrzymał. Obiecał, że jeśli ministrowanie mu nie wyjdzie ? poda się do dymisji. Podał się, ale premier podania nie przyjął. Na dziennikarskiej giełdzie zaroiło się od spekulacji na temat powodów złożenia broni przez profesora. A to konflikt z władzami Prawa i Sprawiedliwości, a to niemożność realizowania własnej wizji w zakresie reformy sektora. Ale prawda jest taka, że jedyną rzeczą, jaką udało się zrobić profesorowi, było wyszarpnięcie z budżetu większych pieniądzy na służbę zdrowia. Służbę zdrowia, czyli scentralizowany system wyzysku płatników składek i pacjentów przez urzędników, establishment lekarski, lobby aptekarskie i firmy farmaceutyczne. Całość jest przepleciona nicią korupcyjnych i towarzyskich powiązań, do których przerwania trzeba nie lada odwagi. Dlatego przy ocenie dotychczasowej działalności pana ministra Religi trzeba sobie zadać podstawowe pytanie: co resort zrobił w ciągu ostatnich miesięcy dla pacjentów? Wystarczy przyjrzeć się ostatnim ruchom Ministerstwa Zdrowia, aby zobaczyć, w czyim interesie działało. Najbardziej bulwersującym przepisem jest kolejna próba ograniczenia konkurencji na rynku farmaceutycznym. Urzędnicy chcą zabronić konkurencji leków w aptekach. Za organizowanie promocji i oferowanie zniżek aptekarzom będzie groziło nawet pięć lat więzienia! Notabene oznacza to wprowadzenie urzędowych cen na niektóre leki, czego od lat domaga się lobby aptekarskie. Wiadomo ? ceny administracyjne mogą być zawyżane do granic możliwości, ponieważ i tak wszelkie koszty poniesie podatnik. Czego mogą się więc spodziewać pacjenci? Coraz droższych medykamentów. I to mimo że aż jednej trzeciej z nich już dziś nie stać na wykupienie recept. Kolejny przepis ma znowu uderzyć w pacjentów. Ministerstwo zamierza chronić rodzimy przemysł i nie wydłużać ochrony własności intelektualnej firm innowacyjnych z 6 do wymaganych 10 lat. Oznacza to, że preparaty innowacyjne, których wynalezienie pochłania mnóstwo pieniędzy, będą pozbawione prawnej kontroli, a co za tym idzie ? staną się jeszcze droższe, bowiem producenci będą zmuszeni do skrócenia okresu uzyskania zwrotu z inwestycji. Pacjentom ograniczy się w ten sposób dostęp do osiągnięć najnowszej medycyny, a Polska stanie z pewnością przed Europejskim Trybunałem Stanu, ponieważ te przepisy są niezgodne z unijnymi. Oczywiście, urzędnicy będą się procesować także na koszt podatnika.
Read more »

Thursday, May 11, 2006

Prywatni pomagają więcej


Prywatni darczyńcy przeznaczają 3,5 raza więcej środków na pomoc międzynarodową niż instytucje państwowe.

Gdy na pytanie: Jakie funkcje społeczne powinno spełniać współczesne państwo, odpowiadam bez wahania: Żadne, moi rozmówcy kiwają głową z politowaniem, aby następnie przejść do litanii zarzutów o skazywanie słabych i biednych na śmierć z głodu i chorób. Tymczasem to właśnie ślepa wiara w mit socjalnej efektywności państwa wynika z uprzedzeń oraz ignorancji. Zgodnie z najnowszymi danymi Centrum dla Globalnego Dobrobytu prywatna filantropia jest fundamentem współczesnej dobroczynności i opieki nad bliźnimi radzącymi sobie gorzej od nas. Z raportu amerykańskich naukowców można wyciągnąć jeszcze jeden bardzo ważny wniosek. Globalizacja sprzyja biednym. Wzrost gospodarczy oraz dobroczynność stanowią dwa główne czynniki, dzięki którym dużo szybciej ubogim regionom udaje się podnieść poziom dobrobytu i osiągnąć wyższy poziom cywilizacyjny, przejawiający się m.in. wzrastającą długością życia, lepszym zdrowiem, mniejszym poziomem analfabetyzmu i rzadszą umieralnością niemowląt. Zatem wiedza zadaje kłam propagandzie alterglobalistów wprowadzających opinię publiczną w błąd twierdzeniami, że globalna integracja świata nieuchronnie prowadzi do pogłębienia biedy. Według Hudson Institute, prywatnej placówki naukowej zajmującej się m.in. badaniami nad rolą przedsiębiorstw prywatnych w wytwarzaniu światowego dobrobytu, prywatni przedsiębiorcy przeznaczają na dobroczynność 3,5 raza więcej niż przedsiębiorstwa państwowe. Najnowszy raport tego Instytutu opiera się na danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Wynika z niego, że aż 72 proc. (71,2 mld dol.) pomocy międzynarodowej Stanów Zjednoczonych pochodzi z prywatnej kieszeni, natomiast 22 proc. (21,3 mld dol.) stanowi pomoc instytucji państwowych. 6 proc. reszty dopełnia 6,5 mld dol. prywatnych pożyczek oraz inwestycji. Zatem czy w ogóle istnieje coś takiego jak dobroczynność państwowa? Przecież państwo dysponuje prywatnymi pieniędzmi ściągniętymi pod groźbą kary więzienia od podatników. Trudno więc mówić tu zarówno o dobroczynności (oparty na przymusie akt jest pozbawiony czynnika wolnej woli), jak i o tym, że państwo wytwarza jakikolwiek kapitał dobroczynny ? są to przecież prywatne pieniądze w dyspozycji urzędników. Tak więc prawidłowa teza naszych rozważań powinna brzmieć ? sektor prywatny pokrywa 100 proc. amerykańskiej dobroczynności i zaledwie 22 proc. tej sumy jest zarządzane przez państwowych urzędników. Gdyby badać efektywność wykorzystania funduszy przez dobroczyńców prywatnych i zarządzających cudzym majątkiem biurokratów, okazałoby się, że najlepiej dla potrzebujących byłoby, gdyby sektor prywatny zarządzał całym swoim majątkiem przeznaczonym na działania filantropijne. Tezę potwierdzają studia nad efektywnością programów pomocowych prowadzone przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy w 2005 r. Wynika z nich, że państwowe pożyczki i dotacje powodują spadek konkurencji i nieefektywność na rynku pracy. Zresztą przyznają to sami odbiorcy międzynarodowej pomocy, którzy mówią: ? Pomóżcie nam nauczyć się, jak mamy sobie radzić sami. Dobroczynność polegająca wyłącznie na niekontrolowanym rozdawaniu pieniędzy podatników to droga donikąd. W ostatnim półwieczu bogate kraje przyznały biednym ponad 2,3 tryliona dol. pomocy humanitarnej. Owa liczba dla milionów ludzi, którzy muszą przeżyć za 1 dolara dziennie, jest niewyobrażalna. Urzędnicy powinni wiedzieć, gdzie podziały się owe pieniądze.

Więcej w najnowszym Ozonie

Read more »

Wednesday, May 10, 2006

O energetyce w Najwyższym Czasie


Energetyka będzie światowym problemem numer jeden tak długo, jak politycy będą wyręczać w tym sektorze siły wolnego rynku.

Ostatnie miesiące to nieustanna debata nad globalnymi problemami związanymi z energią. Dzieje się tak nie tylko za sprawą szalejących cen ropy i innych surowców, czy dlatego, że tematy z omawianej branży stanowią główny przedmiot debat grupy G-8, w tym roku pod przewodnictwem Rosji. Gorączka rośnie także dlatego, iż energetyka, jako sektor strategiczny, stanowi szczególny przedmiot zainteresowania polityków całego świata.
Celne porównanie porozumienia między Rosją a Niemcami w sprawie gazociągu biegnącego po dnie Bałtyku do paktu Ribbentrop-Mołotow, przez ministra obrony Radka Sikorskiego (przyznaje, że jest to jeden z niewielu polityków PiS, którego darzę sympatią i szacunkiem), odbiło się głośnym echem na brukselskich salonach.
Sikorski skrytykował chadecką kanclerz ? Angelę Merkel za brak reakcji na porozumienie zawarte przez jej poprzednika w sprawie 1200 km gazociągu, który ma kosztować przeszło 6 mln dolarów. Naturalnie najmniej trafne w wypowiedzi Sikorskiego było powołanie się na europejską solidarność, czyli tłumacząc z pisowskiego na nasze ? na socjalizm.
Sikorski zauważył, że konsekwencją budowy podwodnej rury będą wyższe ceny energii dla konsumentów. Rządy Niemiec i Rosji nie będą się liczyć przecież z wysokimi kosztami budowy. Sikorskiego wsparł Łotysz ? unijny komisarz ds.energii Andris Piebalgs, przyznając, że podjęcie decyzji w sprawie gazociągu powinno zostać poprzedzone ogólnoeuropejską debatą. Pakt Putin-Schroeder pogłębił uzależnienie Europy od monopolu Gazpromu.
UE ma problem przede wszystkim z rosyjskim monopolistą, który z rozmachem inwestuje w Europie i kontynuuje ekspansję na rynek amerykański i azjatycki. Gazprom jest aktywny m.in. w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Co spotyka się z aplauzem w Berlinie, wzbudza zaniepokojenie Londynu.
Podczas, gdy Rosja dostarcza 30 proc. gazu do Francji, Niemiec czy Włoch, nowe kraje UE są uzależnione od Gazpromu już w 90 proc. Jednocześnie brukselscy politycy obawiają się, że gdy Rosja podpisze nowe kontrakty w Azji, mogą zostać zakłócone dostawy do Europy. Nietrudno zauważyć w tym oczywistą sprzeczność: mimo realnych zagrożeń, UE brnie dalej w konszachty z Rosją.

Więcej w wydaniu drukowanym.
Read more »

Monday, May 08, 2006

Uzdrowić serca Europy


Tylko skuteczna polityka prewencyjna oraz leczenie zapobiegawcze może uchronić Europejczyków przed skutkami wysokiego cholesterolu i chorób układu krążenia, wynika raportu londyńskiego instytutu Stockholm Network (SN).

W końcu marca w Brukseli został zaprezentowany najnowszy raport w całości poświęcony polityce cholesterolowej. Autorami raportu są analitycy specjalizujący się w zagadnieniach ochrony zdrowia. O ich pracy, podkreślając wagę problemu wysokiego cholesterolu w Europie, ciepło wypowiadały się światowe sławy w tej dziedzinie m.in. prof. Alberico Catapano z Uniwersytetu w Mediolanie oraz dr Terje Pedersen z Uniwersytetu w Oslo.

Choroby serca zabijają rocznie blisko 2 miliony Europejczyków. Zbyt wysoki poziom cholesterolu, obok wysokiego ciśnienia, palenia tytoniu i otyłości jest głównym czynnikiem złej sytuacji zdrowotnej mieszkańców Starego Kontynentu. Wymienione czynniki są odpowiedzialne za powodowanie 80 proc. problemów z układem krążenia wśród osób w średnim wieku. Autorzy raportu zwracają uwagę, że polityka antycholesterolowa umyka uwadze władzom odpowiedzialnym za politykę zdrowotną. Dalsze ignorowanie zjawiska może przyczynić się nawet do kryzysu socjalnego na wysoką skalę.

Do 2020 r. 20 proc. mieszkańców Unii Europejskiej przekroczy 60 rok życia. Wymagający opieki zdrowotnej emeryci, będą stanowić coraz większe obciążenie dla budżetów krajów-członków UE. Ryzyko zachorowania na choroby układu krążenia w Europie dla osoby po 40. roku życia wynosi 50 proc. dla mężczyzn i 33 proc. dla kobiet.

W perspektywie starzejącej się populacji znacznie taniej zapobiegać jest chorobom niż je leczyć. Liczby mówią same za siebie: obecnie koszty terapii chorób układu krążenia szacuje się nawet na 169 mld euro rocznie, z czego 64 mld to straty opieki nieformalnej i utraty produktywności). Daje to astronomiczną sumę 90 tys. euro na mieszkańca. To aż 12 proc. wszystkich wydatków na ochronę zdrowia w Europie! Niemcy szacują, że choroby układu krążenia kosztują ten kraj 25 mld dolarów bezpośrednich kosztów rocznie i 48 mld kosztów utraty produktywności. Zwiększa się także populacja osób chorych na cukrzycę. Diabetyków w 2020 r. będzie w Europie aż 30 mln. Za 3 miliony zgonów wśród tej grupy odpowiedzialny jest cholesterol.

Znaczną część wymienionych kwot można byłoby zaoszczędzić, gdyby decydenci odpowiedzialni za politykę zdrowotną, zdecydowali się na wdrożenie skutecznej polityki prewencyjnej dotyczącej zbyt wysokiego poziomu cholesterolu w społeczeństwie.

Więcej w drukowanej wersji miesięcznika.

Read more »