Home



Monday, June 19, 2006

Przerwa urlopowa

Blog nie był ostatnio zbyt często uzupełniany ze względu na zasłużoną przerwę urlopową. O planach na najbliższe miesiące czytaj poniżej.

Wkrótce nowe teksty w blogu Teluk.net. Czy Unia Europejska jest dziełem szatana? Niewykluczone. Czy istnieją negatywne aspekty globalizacji? Jasne, że tak, skoro człowiek traktowany jest niczym towar. Kolejne teksty o służbie zdrowia. Dlaczego mamy częściej umierać niż obywatele krajów UE15?

A także wiele innych kwestii związanych z działalnością Instytutu Globalizacji. Już wkrótce nowe projekty, nowi eksperci i sprawozdanie z wiedeńskiej konferencji wolnorynkowych instytutów z całego świata.

Read more »

Friday, June 02, 2006

Strach się bać

Nie lękajcie się! takimi słowy Jan Paweł II zachęcał Polaków do stawienia czoła rzeczywistości. Niestety, można jedynie ubolewać, że wezwanie JP II nie zagościło na trwale w sercach rządzących. O lękach Polaków w najnowszej Opcji na Prawo.

Mistrzowie zmarnowanych szans

Zmiany. Tego najbardziej obawiają się uzależnieni od stołków politycy. Efekt widać jak na dłoni. We wszelkich rankingach, które dotarły do opinii publicznej w ostatnich tygodniach, opierająca się reformom Polska gościła na szarym końcu. W Europie, także na tle nowo przyjętych członków UE, jesteśmy maruderami pod względem konkurencyjności, innowacyjności, informatyzacji.

Według danych Unii Europejskiej, Polacy mają najtrudniejszy oprócz Greków dostęp do szerokopasmowego Internetu. Raport londyńskiego Centre for European Reform stawia Polskę na szarym końcu pod względem reform gospodarczych. Jesteśmy za to liderami bezrobocia, korupcji i zmarnowanych szans. Nie jest to powód do narodowej dumy. A przecież Polacy są jednym z najbardziej przedsiębiorczych narodów Europy!

Wspólnym mianownikiem naszych kłopotów jest lękliwy opór władzy wobec zmian, podczas gdy zmiana jest immanentnym czynnikiem gospodarki rynkowej. Władza, obawiając się utraty wpływów, nie chce zdjąć kajdan, którymi skuła rodzimą gospodarkę. Nie sposób uciec przed reformami, które i tak upomną się o swoje w odpowiednim czasie. Jak tak dalej pójdzie, wkrótce zostawią nas w tyle nie tylko nowi członkowie UE, ale także aspirujący do tej organizacji, na przykład: Bułgarzy czy Rumuni.

Agresywni Polacy tracą wpływy i przyjaciół ? przestrzegają w jednym z ostatnich numerów redaktorzy lewicującego tygodnika "The European Voice". Warszawa jest krytykowana za blokowanie europejskich reform, budżetu, europejskiej konstytucji. Jakkolwiek artykuł utrzymany jest w histerycznym tonie, zmianom nie pomoże bowiem eurokonstytucja, trudno nie podzielać zdziwienia, że rząd z jednej strony walczy z europejskim centralizmem, z drugiej zaś domaga się... wspólnej polityki energetycznej.

Podobne niekonsekwencje odnajdujemy w polityce wewnętrznej. Z jednej strony rządzący przy każdej okazji powołują się na katolicką naukę społeczną, z drugiej zaś sprzeniewierzają się zasadzie pomocniczości, która krytykuje interweniowanie władzy centralnej w kompetencje niższych szczebli, bez wyższej konieczności, a co, przecież każdy się zgodzi, obserwujemy nagminnie.

Gospodarczy nacjonalizm

Przy okazji debaty o przyszłości energetycznej Starego Kontynentu, rozgorzała dyskusja, w której najczęściej powtarzanym terminem jest "gospodarczy nacjonalizm". W europejskiej polityce patriotyzm jest rzeczą niezbędną. W Brukseli krzyżują się rozmaite interesy, dlatego interes narodowy powinien przyświecać każdemu z eurodeputowanych. Dlatego z nadzieją należy patrzeć na powstanie nowego konserwatywnego ugrupowania pod przywództwem Brytyjczyków, które mogłoby sprzeciwić się dominacji socjalistów w Brukseli. Gdy jednak jest mowa o nacjonalizmie gospodarczym, nie chodzi o żaden szczytny cel, lecz o zwykły, szkodliwy dla obywateli, narodowy protekcjonizm.

Kapitał nie ma narodowości i dla konsumenta jest właściwie bez znaczenia, czy kupuje od Włocha czy Hiszpana. Konsument chce kupić dużo i tanio. Jeśli ogranicza się mu wybór, powołując się na enigmatyczny interes narodowy, jest to zwykły szwindel, na którym zyskuje klasa rządząca. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że od czasów średniowiecza, w tradycji scholastycznej, monopol (a taką formę mają zwykle narodowe molochy) był traktowany jako oszustwo, wyrafinowaną formę kradzieży. Czy pamiętają o tym politycy?

Tymczasem najnowsza wojna gospodarcza Europy przystroiła się w narodowe piórka. Polacy blokują przejęcie banku przez Włochów. W energetyce Francuzi blokują Włochów, Hiszpanie Niemców. W Polsce rząd proponuje "konsolidację" sektora energetycznego ? podzielenie rynku pomiędzy cztery grupy dużych firm. Przegrają na tym wszyscy. Dużo wyższe rachunki za energię to jedyne, czego możemy spodziewać się po tego typu transakcjach.

Podszyty lękiem gospodarczy nacjonalizm jest sprzeniewierzeniem się ideałom, które leżą u podstaw formowania się Wspólnoty Europejskiej ? stworzenia jednolitego, ponadnarodowego rynku. To przecież wspólny rynek, a nie unia polityczna był pierwowzorem integracji Europejskiej.

Dlatego europejskie instytuty spraw publicznych wzywają polityków do usunięcia barier integracji rynku energetycznego. Włoski Instituto Bruno Leoni, hiszpański Instituto De Mariana, czeski Liberalni Instytut i litewski Instytut Wolnorynkowy sugerują sprzedaż większości przedsiębiorstw energetycznych znajdujących się w rękach państwa i otwarcie rynku energetycznego dla integracji. Tylko wtedy możemy spodziewać się realizacji ideałów zjednoczenia Europy, a także niższych cen za prąd i gaz.

Read more »

Thursday, June 01, 2006

Bankructwo europejskiej służby zdrowia

Skoro urzędnicy i lobby lekarskie nie chcą reformować służby zdrowia, pacjenci sami wymuszą jej bankructwo. Z pomocą Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

W Brukseli od kilku lat mówi się o stworzeniu jednolitego, europejskiego rynku świadczeń zdrowotnych. Nikt chyba nie sądził, że zmiany wymuszą sami pacjenci, a sprawy potoczą się tak szybko, ku przerażeniu nieprzygotowanych na nie urzędników od zdrowia i prosocjalnie nastawionych polityków. Za stworzeniem europejskiego systemu redystrybucji usług zdrowotnych przemawiała idea solidarności. Jednak obecny precedens nie ma z nią nic wspólnego. Po prostu zmęczona nieudolnością narodowego systemu brytyjska emerytka Yvonne Watts skorzystała z usług szpitala francuskiego. Brytyjska Narodowa Służba Zdrowia kazała jej czekać w nieskończoność na operację biodra. Pacjentka poszukała pomocy za granicą i zdecydowała się na kosztującą cztery tysiące funtów operację we Francji. Gdy brytyjski fundusz nie zgodził się na zwrot kosztów operacji, Watts udała się do sądu. Sprawę wygrała. Europejski Trybunał Sprawiedliwości stwierdził, że pacjenci mogą domagać się zwrotu kosztów leczenia w innych krajach UE, jeśli opóźnienia w leczeniu są przez nich nie do zaakceptowania.

Przede wszystkim pacjent
Wyrok trybunału udowodnił, że priorytetowe jest zdrowie oczekującego na pomoc, bez względu na wydajność systemu opieki zdrowotnej danego kraju.

Orzeczenie stanowi niezwykły precedens, który może sprowokować lawinowe wyjazdy na zagraniczne kuracje i wręcz migracje zdrowotne wśród obywateli krajów UE. Już teraz najmniej konkurencyjne systemy opieki zdrowotnej, w tym polski, powinny mieć się na baczności, jeśli chcą jeszcze mieć klientów. Użerający się z polską służbą zdrowia pacjenci mogą zacząć masowo wyjeżdżać na Zachód w poszukiwaniu lepszej opieki, a płatnik ? Narodowy Fundusz Zdrowia ? będzie musiał pokryć leczenie polskich pacjentów za granicą. Ponieważ koszty leczenia w bogatych krajach Piętnastki są kilkakrotnie wyższe od analogicznych w Polsce, wyrok na NFZ mógłby być tylko jeden ? bankructwo. Zresztą nie byłoby to najgorszym rozwiązaniem z punktu widzenia pacjenta.

Według Instytutu Stockholm Network, który zlecił ośrodkowi badania opinii Populus przeprowadzenie w Polsce badań na temat postaw obywateli wobec służby zdrowia, aż trzy czwarte Polaków zadeklarowało, że jest gotowe wyjechać na leczenie za granicę, jeśli koszty zostaną pokryte przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Wyniki badań są powodem żartów polskiego środowiska medycznego, lecz dziś w kontekście orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości migracja polskich pacjentów (leczących się u polskich lekarzy, ale za granicą) wydaje się wysoce prawdopodobna.
Warto też zauważyć, że aż 90 proc. z nas uważa, że zagraniczne usługi medyczne są lepszej jakości. Chcemy się leczyć wszędzie, byle nie w Polsce. To powinno dać do myślenia decydentom zarządzającym naszą opieką medyczną. Polski system opieki zdrowotnej jest oceniany przez pacjentów najgorzej w Europie!
Read more »