Home



Wednesday, July 19, 2006

Projekt dla CATO Institute

Dr Tomasz Teluk, jako jedyny ekspert z Polski, został zaproszony do projektu realizowanego przez CATO Institute. Projekt dotyczy transformacji gospodarczej Polski od lat 90. do obecnych. CATO Institute jest wiodącym instytutem wolnorynkowym, mającym swoją siedzibę w Waszyngtonie.
Read more »

Thursday, July 13, 2006

O handlu emisjami w Ozonie

Polskie firmy od środy mogą handlować prawami do emisji dwutlenku węgla. A jednak na nich nie zarobią, bo ceny praw do emisji drastycznie spadły po ujawnieniu informacji, że 11 tys. unijnych firm w ub. roku wyemitowało do atmosfery 44 mln ton dwutlenku węgla mniej, niż dostały pozwoleń. A w tym roku nadwyżka w Unii będzie jeszcze większa. W skali całego rynku europejskiego wyniesie 100 mln ton.

Po ujawnieniu tych danych i wejściu na rynek pozwoleń z naszego kraju, efekt na europejskiej giełdzie prawa do emisji może być tylko jeden ? dalsza przecena pozwoleń na emisję CO2. Handel emisjami polega na sprzedaży kontraktów terminowych na pozwolenia na emisję dwutlenku węgla w tonach. Firma, która uważa, że otrzymała ich więcej, niż potrzebuje, może je sprzedać tym, które trują bardziej. Przekroczenie przyznanych limitów oznacza wysokie kary, więc teoretycznie handel powinien iść na całego. Prawo do handlu emisjami ma 900 polskich firm.
Niestety, nie tylko na nich nie zarobimy, ale nawet stracimy. Polacy dostali mniej pozwoleń, niż zakładali w pierwotnym planie. Elektrociepłownie już wykorzystały posiadane nadwyżki. Nic dziwnego ? gospodarka rośnie i konsumuje coraz więcej energii. Efekt może być tylko jeden ? wzrost cen energii ? takie są skutki przystąpienia Polski do Protokołu z Kioto. Prezes Towarowej Giełdy Energii SA Grzegorz Onichmowski uważa, że po uruchomieniu handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla ceny energii elektrycznej mogą wzrosnąć nawet o 40 proc. Onichmowski wyjaśnia, że cena emisji wejdzie jako składnik do cen energii elektrycznej, tak jak jest na Zachodzie, a ceny energii w krajach UE-15 są wyższe o 60?70 proc. i długo tej różnicy nie da się utrzymać. Wzrost oznacza nie tylko wyższe rachunki dla klientów, lecz także dodatkowe koszty dla całej gospodarki.
Read more »

Odsiecz wiedeńska 2006

Oblężonej przez socjalistów w Europie ruszyli na ratunek przedstawiciele najważniejszych think-tanków Starego Kontynentu. Po wielu latach, Wiedeń na moment znów stał się stolicą idei wolnego rynku.

Tegoroczna światowa konferencja libertariańskich i klasyczno-liberalnych instytutów spraw publicznych odbyła się w Wiedniu, ongiś światowego centrum, gdzie narodziły się teoretyczne podwaliny Szkoły Ekonomii Austriackiej. Na przełomie czerwca i lipca znów dyskutowało się w tym mieście wyłącznie o Mengerze czy Hayeku.
Impreza zorganizowana przez tamtejszy Frederich von Hayek Institute zgromadziła ok. 300 osób z czołowych think-tanków z całego świata oraz stowarzyszeń podatników na odbywającym się równolegle zlocie World Taxpayers Association.
Debatowali przedstawiciele m.in. najważniejszych instytutów Ameryki: (ATLAS, Heritage, CATO, CEI, CGEG, TCS) oraz Europy (Centre for the New Europe, Ludwig von Mises Institute Europe, Instituto Bruno Leoni, International Policy Network, Stockholm Network, Lithuanian Free Market Institute).
Prezentowały się nawet tak egzotyczne organizacje jak Instytut Misesa z Rumunii czy Związek Podatników Kenii. Polskę reprezentowali: Instytut Globalizacji, Centrum im. Adama Smitha oraz Stowarzyszenie im. Ks. P. Skargi, czyli w zasadzie najbardziej obiecujące ośrodki kształtowania przyszłej polityki publicznej.
Napięty program, renomowani prelegenci, a przede wszystkim wyjątkowy klimat sprzyjający nawiązywaniu formalnych i nieformalnych kontaktów, to wymarzone środowisko dla entuzjastów wolnego rynków. Niewątpliwie była to jedna z najbardziej zdyscyplinowanych konferencji, w jakich przyszło mi uczestniczyć. Wszyscy starali się do maksimum wykorzystać stwarzane przez organizatorów możliwości.
Spotkanie otworzył lunch w Federalnym Ministerstwie Spraw Ekonomicznych. Gmach przypominał budynki z powieści Kafki, gdzie nie sposób było trafić do właściwych drzwi. Po prezentacji uczestników i wymianie uprzejmości goście konferencji mogli udać się na wycieczkę po Wiedniu śladem twórców Szkoły Ekonomii Austriackiej.
Dwie godziny potem czekało oficjalne przyjęcie otwierające imprezę, zorganizowane w reprezentacyjnym Palais Kaiserhaus, w samym sercu starego miasta. Niestety ta perełka architektury była pozbawiona klimatyzacji, co powodowało, że przy 30 stopniowym upale, tłum gotował się we własnym sosie. Wykłady powitalne wygłosili prof. Julian Morris, dyrektor londyńskiego International Policy Network, Johan Norberg z Centre for the New Europe i John Fund, waszyngtoński komentator The Wall Street Journal.
Julian Morris skupił się na ukazaniu zagrożeń płynących z aktywności międzynarodówki socjalistycznej skupionej współcześnie wokół haseł ekologicznych: antyglobalistów, ekstremistów ekologicznych i antykorporacyjnych, których niestety pełno także na prawicy, szczególnie w Polsce.
Doskonała mowę wygłosił nowy nabytek brukselskiego CNE ? Johan Norberg, autor doskonałej, wydanej w 24 krajach świata książki: ?W obronie globalnego kapitalizmu? (u nas opublikowanej przez Janka Fijora, niestety pod dużo mniej trafnym tytułem). Norberg zauważył, że dzięki globalizacji każda upływająca sekunda to postęp cywilizacyjny, każdej chwili o 30 s. wydłuża się nasze życie, tysiące ludzi wyciąga się z biedy i może walczyć z chorobami. Rewelacyjny dowcip obnażający głupotę ekologów przypomniał potem Fred Smith, prezydent Competitive Enterprise Institute z Waszyngtonu: ?Przed jamą siedzi dwóch jaskiniowców. ?Cholera, coś jest nie tak!? ? mówi pierwszy. ?Żyjemy w stanie natury, pijemy krystalicznie czystą wodę, wsuwamy organiczne jedzenie. Dlaczego więc umieramy w 35 roku życia??. Norberg zauważył, że wolnorynkowcy mają doskonały dostęp do faktów i statystyk, których nie umieją dobrze sprzedać. Jemu udaje się to znakomicie, więc zaapelował do większej kreatywności liderów ruchu wolnościowego. Bo właśnie od zgromadzonych liderów zależy przyszłość wolności w świecie. Potwierdził to wpływowy sympatyk ruchu ? John Fund z Wall Street Journal oraz inni znamienici dziennikarze m.in. z The Economist, Frenkfurter Allgemeine Zeitung czy Die Presse. ?Musimy wstawać wcześniej niż socjaliści? ? zauważył Norbert.
Kolejne dni upłynęły pod znakiem warsztatów z zakresu kierowania organizacją, metodologii i strategii instytutów spraw publicznych. Obrady zorganizowane były w wiedeńskim centrum konferencyjnym Reiffeisen Bank.
Mowę wstępną wygłosił były premier Słowacji Iwan Miklos, który ubolewał nad zwrotem rodaków w stronę socjalistyczno-nacjonalistycznej koalicji i niską konkurencyjnością wewnątrz Unii Europejskiej. Podobne obawy o przyszłość kraju miał także członek Rady Instytutu Globalizacji dr Marian Tupy z CATO Institute.
Doskonały wykład wygłosił Dan Mitchell z Heritage Foundation, nawoływując do konkurencji podatkowej w krajach UE i do sprzeciwiania się harmonizacji polityki podatkowej wewnątrz tego socjalistycznego tworu. Mitchell nie znał jednak brukselskich realiów, gdzie konkurencję nazywa się dumpingiem. Niemniej uważam, że opór przed wspólną polityka podatkową powinien być jednym z najważniejszych celów europejskich think-tanków.
Następnie odbył się panel poświęcony ochronie własności intelektualnej i trzeba stwierdzić, że znów chyba tylko w Polsce można znaleźć przeciwników tego rodzaju własności. Wśród libertarian na całym świecie panuje zgodność, że każdy typ własności ma charakter wirtualny, niematerialny, ale usankcjonowany przez prawo. Ta część programu przeszła w zasadzie bez polemik. Bardzo ciekawe były warsztaty na temat strategii instytutów, zasad i metod działania. Kolega z Litwy zwrócił uwagę na większą konieczność współdziałania i budowania ponadnarodowych koalicji.
Richard Rahn, dyrektor generalny Centre for Global Economic Growth i członek rady nadzorczej jednego z rajów podatkowych na Kajmanach porównał rządy państw do skorumpowanych firm na skraju bankructwa. Przypomniał też, że największy skandal korupcyjny dotyczył Organizacji Narodów Zjednoczonych i programu ?Ropa za żywność?. Dlatego też nie ma się co dziwić, że klienci chętnie lokują swoje aktywa na terytoriach offshore.
Wieczorem uczestnicy spotkania mogli wybierać między futbolu ćwierćfinałami Mistrzostw Świata, mocno zakrapianą imprezą w hotelu Mercure, bądź koncertem filharmoników wiedeńskim pod gołym niebem w habsburskiej posiadłości Schloss Shönbrunn pod batutą samego Placido Domingo.
Zwieńczeniem konferencji był tradycyjny Bal Wiedeński w przepięknym Pałacu Lichtenstein, będącym obecnie siedzibą muzeum. Wpuszczani byli wyłącznie goście w strojach wieczorowych, a start imprezy opóźnił się ze względów bezpieczeństwa. Nic dziwnego ? gościem wieczoru był były premier Izraela Beniamin Netaniahu.
Dostałem stolik tuż obok byłego ministra finansów w rządzie Szarona, skąd mogłem obserwować poczynania żydowskich służb bezpieczeństwa, skrupulatnie sprawdzających co podaje się premierowi. Nie znam dorobku Netaniahu jako szefa rządu. Szefowa F.A. von Hayek Institute w Wiedniu Barbara Kolm-Lamprechter przedstawiła go jako ikonę gospodarczego liberalizmu, który obniżył w Izraelu podatki, uwolnił handel i doprowadził do trwałego wzrostu gospodarczego kraju.
Sam Netaniahu jest rewelacyjnym mówcą, w swoim wystąpieniu raz po raz powoływał się to na Hayeka, na Lorda Actona i swego przyjaciela Alana Greenspana. Przypomniał, że od czasów biblijnych zmieniło się rozumienie sprawiedliwości społecznej. Dawniej była to pomoc sierotom, wdowom i chorym, a dziś to transfer od zdrowych pracujących do zdrowych niepracujących. Netaniahu opowiadał też o reformach izraelskich portów. Jego pierwszym krokiem była likwidacja portowego muzeum, które nigdy nie działało, ale jego szef, związany ze związkami zawodowymi, zarabiał 100 tys. dolarów miesięcznie, mając do dyspozycji jaguara i terenowe BMW. Premier nie omieszkał przypomnieć o wiodącej roli Izraela w świecie i zagrożeniach wynikających ze strony islamskiego terroryzmu. Następnie niepostrzeżenie się ulotnił, w tle grała orkiestra, a goście bawili się dalej.
Spędziłem uroczy wieczór w towarzystwie mojego kolegi z CNE, bardzo młodego, ale nienagannie wykształconego Włocha ? Alberto Mingardiego. Alberto bawił wszystkich opowiadaniami i urokiem Roberta de Niro. Bardzo miły był także mój sąsiad Andreas Thonhauser z nowego chrześcijańsko-liberalnego think-tanku Europa Instytut. Przyjęcie zakończyła aukcja listu Fredricha von Hayeka.
Konferencja okazała się bardzo udana. Instytuty spraw publicznych odgrywają czołową rolę w propagowaniu idei wolnorynkowych. Korzystając z doświadczeń amerykańskich będą zdobywały coraz większe znaczenie w kształtowaniu polityki publicznej. Także w Polsce zaowocuje to wkrótce nowymi programami i projektami.
Read more »

Thursday, July 06, 2006

Nowy tekst w Ozonie

Polacy, tak jak Amerykanie, są przede wszystkim indywidualistami. Nie ustępują im też pod względem przedsię-biorczości i innowacyjności.

Nigdzie indziej w Europie Amerykanie nie mogą liczyć na tyle sympatii co w Polsce. I vice versa,
odkąd pamiętam, zawsze spotykałem się z nieskrywaną, a co najważniejsze ? nieudawaną, życzliwością Amerykanów. Stany Zjednoczone to nasza druga ojczyzna ? pierwsze co do wielkości skupisko Polaków za granicą (około 10 mln!). Nie należy więc się dziwić, że to właśnie nas Amerykanie postrzegają jako ważnych sojuszników, także w sferze współpracy gospodarczej. Wreszcie łączy nas nie tylko sympatia, ale podobne przywiązanie do tradycyjnych wartości,
pracowitość i przedsiębiorczość.
Zawsze z podziwem patrzyłem na harujących w pocie czoła rodaków za oceanem. Harujących, ale szczęśliwych, bo sowicie wynagradzanych za sukces. Zarówno moja przyjaciółka, która w Nowym Jorku projektuje ubrania dla dzieci, jak
i kolega z agencji reklamowej z Waszyngtonu mówią mi to samo: ?W Ameryce nie ma urlopów. Ale czujesz się jak na wakacjach. Każdego dnia?. I pewnie wiedzą, co mówią, choć pracują po 14 godzin na dobę.
USA są jednym z niewielu krajów świata, gdzie niemal każdego obywatela stać na samorealizację. Ludzie są doceniani za swoją pracę, mogą oczekiwać dobrego słowa, nawet gdy pełnione przez nich funkcje nie wymagają szczególnych
kwalifikacji. Sukces nie jest przedmiotem drwin, podejrzeń i zawiści, a budzi szacunek, uznanie i sympatię.
Ocena na rynku pracy podlega kryteriom rynkowym, liczy się rezultat i jakość pracy, a nie folgowanie układom, pozoranctwo czy efekciarstwo.
Read more »

Unia Europejska to szatan

Tysiące Greków jest gotowych do ucieczki do klasztorów. Powód: wprowadzenie nowych dokumentów identyfikacyjnych UE. Według wiernych Kościoła Greckokatolickiego kod kreskowy unijnych paszportów biometrycznych zawiera liczbę bestii: 666.

Klasztor Michała Archanioła niedaleko urokliwej nadmorskiej wioski Aliki opiera się na skale. W tej ortodoksyjnej twierdzy czuć mistyczną atmosferę. Została w niej złożona jedna z najcenniejszych relikwi północnej Grecji ? gwóźdź z Krzyża Chrystusa. Mimo, że złośliwi twierdzą, że gdyby zebrać do kupy wszystkie krzyże i drzazgi z miejsca kaźni Syna Bożego, można by zbudować las krzyży, ilość wotów, potwierdzających uzdrowienia w Klasztorze Archagelou robi piorunujące wrażenie.
Zgromadzone w klasztorze zakonnice przestrzegają surowych zasad. Zwiedzającym kobietom robią uwagi, gdy nie mają przykrytej głowy, nakazują im ubierać długie spódnice, a mężczyznom szerokie portki. Wiernych częstują słodyczami (żelatyna w cukrze pudrze i miodzie o aromacie płynu do mycia naczyń, niemniej całkiem smaczna).
Z okien rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków na świecie: granatowo niebieska otchłań, niewątpliwie sprzyjająca kontemplacji. Po bezkresnym błękicie płynie samotny jacht, nad nim kołuje albatros. Więc także ja odlatuję. Zastanawiam się, czy to zbieg okoliczności, że Pierwszą Komunię Świętą przyjmowałem w Kościele pod wezwaniem Michała Archanioła, teraz jestem w tym klasztorze, a wkrótce przeprowadzę się do parafii z patronem wodza Zastępów Niebieskich.
Ortodoksyjny Kościół Greckokatolicki jest niezwykle bliski katolikom rzymskim. Mieszkając w Tunezji pamiętam wspólną Wielkanoc ortodoksów i katolików w tamtejszej świątyni i przepiękne chorały podczas wspólnej mszy, podróż ognia po Świątyni odpalanego świecą od świecy.
Greckie wyspy to miejsce aktywnej działalności apostołów. Wyjątkowe miejsce zajmuje tu Patos, na której św. Jan otrzymał objawienie, które natchnęło go do napisania słów Apokalipsy. Dziś jego słowa powtarza się w Grecji bardzo często. Zarówno kler, jak i wierni są przekonani, że czas wypełnienia proroctwa jest już bardzo blisko. Są niemal pewni, że niedługo spełni się to, co napisał natchniony uczeń Chrystusa.
?I sprawia, że wszyscy:
mali i wielcy,
bogaci i biedni,
wolni i niewolnicy
otrzymują na prawą rękę lub na czoło
i że nikt nie może kupić ni sprzedać,
kto nie ma znamienia ?
imienia Bestii
lub liczby jej imienia.
Tu jest [potrzebna] mądrość.
Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
liczba to bowiem człowieka.
A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.?
Grecy są przekonani, że czas nadszedł, a wszystko za sprawą planów Brukseli zwiększenia kontroli obywateli krajów członkowskich, poprzez wprowadzenie dokumentów zawierających dane o niezmiennych cechach osobniczych. W pierwszym etapie mają to być paszporty z czipami z zakodowanymi rysami twarzy, liniami papilarnymi, mapą tęczówki oka. W dalszej ? bioczipy specjalne transpondery oparte na technologii identyfikacji częstotliwości fal radiowych (technologia RFID ? ang. Radio Frequency Identifikation Device), wszczepiane przymusowo pod skórę (jest to bezbolesny zabieg za pomocą igły).
Oba rozwiązania opierają się na kodzie służącym do odczytywania danych. Nieprzypadkowo ten kod zawiera przeklętą liczbę sześćset sześćdziesiąt sześć ? to prefiks globalnego systemu identyfikacji LUCID (dlaczego bowiem nie zaczyna się np. na trzy trójki bądź siódemki?). Bioczipy mają być wszczepiane obywatelom w prawą dłoń lub na czoło (czyli tak jak w Apokalipsie św. Jana), bo będą zasilane bioelektrycznym polem człowieka, a wahania temperatury są w tych miejscach ciałach największe.
Bałkańscy chrześcijanie, zdecydowanie opierają się znakowaniu obywateli jak krowy przez państwo. Z ostrzeżeniem przemówili hierarchowie tamtejszego Kościoła Ortodoksyjnego, a wierni spontanicznie zaczęli rozpowszechniać informacje między sobą. Podróżujący do tego pięknego kraju czują się rzeczywiście jak w czasach pierwszych chrześcijan, gdzie wierni przekazują sobie ważne informacje bezpośrednio, podczas rozmowy z drugim człowiekiem, z ust do ust.
Greccy chrześcijanie nie mają wątpliwości ? Bruksela to siedlisko szatana, a urzędnicy są tylko wykonawcami zła. Wiele tysięcy wiernych jest gotowych do ucieczki w góry, do ortodoksyjnych klasztorów, aby tylko nie odbierać nowych dokumentów identyfikacyjnych i w ten sposób mimowolnie nie stać się sługami diabła.
Mówią, że ofiara bioczipu nigdy już nie zdoła się przeżegnać (ręka i czoło), natomiast w górach nic im nie grozi. Powołują się na Biblię, w której stoi, że uciekną w góry, będą jedli piasek, który będzie zamieniał się w chleb. Mało tego, Grecy są przekonani, że Apokalipsa dokona się na ich oczach. Wielu sądzi, że czeka ich krwawa wojna z Tukami, którą poprzedzi rozpad Turcji. Twierdzą, że muzułmanie pierwsi uwierzą zwodniczej bestii.
Wierzą także, że antychryst jest już na ziemi, że już zwodzi ludzi i stara się jak największą liczbę dusz pozyskać dla piekła. Greccy charyzmatycy zaszyci na świętej górze Athos, autonomicznej republice mnichów, mają wizję, że najgorsze przyjdzie już w ciągu siedmiu najbliższych lat.
Gdyby tak było w istocie antychryst musiałby być już przed trzydziestką i uaktywnić się niebawem. Grecy przyznają jednak, że trudno jednak dokładnie go zlokalizować. Po raz pierwszy w historii karty identyfikacyjne mają wprowadzić Amerykanie w 2008 r., jednak prezydent Bush na antychrysta się nie nadaje, bo jest już zbyt stary. Nowe numery podatkowe wprowadza także Kreml, co spotyka się z podobnym, radykalnym sprzeciwem Kościoła Prawosławnego.
Czy Bruksela szykuje nam apokalipsę? O odpowiedź należy spytać charyzmatyków rzymsko-katolickich. Niewątpliwie politycy przygotowują się do położeniu kresu wolności jednostki poprzez implantowanie obywatelom narzędzi globalnej kontroli. I bez względu na argumentację należy się temu przeciwstawić.
Read more »