Unia Europejska chce wprowadzić zielony podatek
Unia Europejska chce wprowadzić zielony podatek
Komisja Europejska chce nałożyć nowy podatek na wszystkie kraje świata, które nie wprowadziły przymusowego systemu handlu pozwoleniami na emisję gazów cieplarnianych do atmosfery.
Groźba, przed którą ostrzegałem od dobrych kilku lat ma niestety szansę stać się faktem. Chodzi o podatek ekologiczny, który zostanie prawdopodobnie nałożony na kraje, odcinające się od histerii związanej z globalnym ociepleniem. Komisja Europejska pracuje nad projektem wprowadzenia ceł na dobra importowane z krajów, które nie przystąpiły do Protokołu z Kioto.
Projekt Komisji Europejskiej należy ocenić dwojako: jako próbę ratowania skompromitowanego systemu handlu emisjami (emisje dwutlenku węgla zwiększają się zamiast się zmniejszać, pozwolenia na emisję tracą na wartości zamiast zyskiwać) oraz jako zastrzyk gotówki na rzecz finansowania biurokratycznej otoczki tego socjalistycznego rozwiązania.
W pierwszym przypadku może to być straszak na wszystkie kraje, w tym Polskę, które próbowałyby alternatywnych rozwiązań niż ETS (Emissions Trading Scheme). W drugim przypadku jest to kolejny przejaw krótkowzrocznego protekcjonizmu wobec 155 krajów, które mają ekologicznych fanatyków w głębokim poważaniu i nie przystąpiły do ustaleń Protokołu z Kioto.
Nowy ekologiczny podatek ma mieć formę ceł nakładanych na produkty importowane z krajów spoza Europy. Komentatorzy oceniają, że jest to próba nacisku na Stany Zjednoczone, Indie i Chiny ? głównych emitentów gazów cieplarnianych. Sceptycy zwracają uwagę, że tego rodzaju desperackie posunięcie zwolenników centralnego sterowania emisjami nie tylko nie ma szans powodzenia, ale może zostać zmiażdżone w ramach negocjacji Światowej Organizacji Handlu.
Zwolennicy wymuszania ochrony środowiska przymusem i podatkami nie biorą też pod uwagę konsekwencji takiego posunięcia, głównie zmniejszenia konkurencyjności europejskiego rynku energii na tle globalnym.
Nie zdziwiłbym się, aby opisywane działania były inspirowane przez służby specjalne Moskwy, skoro polityka energetyczna UE zmierza ku uzależnieniu Starego Kontynentu od surowców energetycznych importowanych z Rosji. Jest przecież coś kompletnie irracjonalnego w propozycjach, które padły po spotkaniu europejskich komisarzy, ministrów przemysłu państw członkowskich oraz szefów firm energetycznych z Europy, na którym podejmowano decyzje w sprawie nowego podatku.
Swoją drogą przecież do Brukseli jeżdżą także politycy Prawa i Sprawiedliwości ? czy ta ongiś eurosceptyczna partia ? na fali promowania solidarności europejskiej, stała się już częścią pro-ekologicznego establishmentu? Na szczęście nie są to dokumenty ostateczne i miejmy nadzieje opozycyjna część europarlamentu doprowadzi do wycofania się z opisywanych pomysłów.
Wiemy jednak na co może pójść część środków ze zrabowanych pod przykrywką ochrony środowiska pieniędzy. Równolegle do wprowadzonego podatku ma powstać Globalny Fundusz Wystarczalnej i Odnawialnej Energii. Biurokraci zażądali na ten cel 100 mln euro i narzekają, że to kropla w morzu potrzeb. Fundusz ma pokrywać inwestycje w nowe, czyste technologie w krajach Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej. Część pieniędzy na ten cel zostanie pobranych także od polskiego podatnika. Oczywiście ani rynek energii, ani tym bardziej środowisko na tym nie skorzysta. Zyski zainkasują prawie na pewno łasi na stanowiska urzędnicy.
Ponieważ czytelnicy zainteresowali się szansą Polski na przystąpienie do Partnerstwa dla Rozwoju i Czystej Energii pod przywództwem Stanów Zjednoczonych, muszę dodać, że według moich informacji ze źródeł zbliżonych do administracji Jerzego Busha, wynika, że w końcu października do Warszawy przybędzie delegacja z Białego Domu, aby namawiać Polaków do ściślejszej współpracy energetycznej, równolegle do uczestnictwa w zobowiązaniach z Kioto (podobnie zachowała się Japonia). Dla dobra konsumentów, środowiska naturalnego i bezpieczeństwa energetycznego kraju, miejmy nadzieje, że z pozytywnym skutkiem.
Read more »
Komisja Europejska chce nałożyć nowy podatek na wszystkie kraje świata, które nie wprowadziły przymusowego systemu handlu pozwoleniami na emisję gazów cieplarnianych do atmosfery.
Groźba, przed którą ostrzegałem od dobrych kilku lat ma niestety szansę stać się faktem. Chodzi o podatek ekologiczny, który zostanie prawdopodobnie nałożony na kraje, odcinające się od histerii związanej z globalnym ociepleniem. Komisja Europejska pracuje nad projektem wprowadzenia ceł na dobra importowane z krajów, które nie przystąpiły do Protokołu z Kioto.
Projekt Komisji Europejskiej należy ocenić dwojako: jako próbę ratowania skompromitowanego systemu handlu emisjami (emisje dwutlenku węgla zwiększają się zamiast się zmniejszać, pozwolenia na emisję tracą na wartości zamiast zyskiwać) oraz jako zastrzyk gotówki na rzecz finansowania biurokratycznej otoczki tego socjalistycznego rozwiązania.
W pierwszym przypadku może to być straszak na wszystkie kraje, w tym Polskę, które próbowałyby alternatywnych rozwiązań niż ETS (Emissions Trading Scheme). W drugim przypadku jest to kolejny przejaw krótkowzrocznego protekcjonizmu wobec 155 krajów, które mają ekologicznych fanatyków w głębokim poważaniu i nie przystąpiły do ustaleń Protokołu z Kioto.
Nowy ekologiczny podatek ma mieć formę ceł nakładanych na produkty importowane z krajów spoza Europy. Komentatorzy oceniają, że jest to próba nacisku na Stany Zjednoczone, Indie i Chiny ? głównych emitentów gazów cieplarnianych. Sceptycy zwracają uwagę, że tego rodzaju desperackie posunięcie zwolenników centralnego sterowania emisjami nie tylko nie ma szans powodzenia, ale może zostać zmiażdżone w ramach negocjacji Światowej Organizacji Handlu.
Zwolennicy wymuszania ochrony środowiska przymusem i podatkami nie biorą też pod uwagę konsekwencji takiego posunięcia, głównie zmniejszenia konkurencyjności europejskiego rynku energii na tle globalnym.
Nie zdziwiłbym się, aby opisywane działania były inspirowane przez służby specjalne Moskwy, skoro polityka energetyczna UE zmierza ku uzależnieniu Starego Kontynentu od surowców energetycznych importowanych z Rosji. Jest przecież coś kompletnie irracjonalnego w propozycjach, które padły po spotkaniu europejskich komisarzy, ministrów przemysłu państw członkowskich oraz szefów firm energetycznych z Europy, na którym podejmowano decyzje w sprawie nowego podatku.
Swoją drogą przecież do Brukseli jeżdżą także politycy Prawa i Sprawiedliwości ? czy ta ongiś eurosceptyczna partia ? na fali promowania solidarności europejskiej, stała się już częścią pro-ekologicznego establishmentu? Na szczęście nie są to dokumenty ostateczne i miejmy nadzieje opozycyjna część europarlamentu doprowadzi do wycofania się z opisywanych pomysłów.
Wiemy jednak na co może pójść część środków ze zrabowanych pod przykrywką ochrony środowiska pieniędzy. Równolegle do wprowadzonego podatku ma powstać Globalny Fundusz Wystarczalnej i Odnawialnej Energii. Biurokraci zażądali na ten cel 100 mln euro i narzekają, że to kropla w morzu potrzeb. Fundusz ma pokrywać inwestycje w nowe, czyste technologie w krajach Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej. Część pieniędzy na ten cel zostanie pobranych także od polskiego podatnika. Oczywiście ani rynek energii, ani tym bardziej środowisko na tym nie skorzysta. Zyski zainkasują prawie na pewno łasi na stanowiska urzędnicy.
Ponieważ czytelnicy zainteresowali się szansą Polski na przystąpienie do Partnerstwa dla Rozwoju i Czystej Energii pod przywództwem Stanów Zjednoczonych, muszę dodać, że według moich informacji ze źródeł zbliżonych do administracji Jerzego Busha, wynika, że w końcu października do Warszawy przybędzie delegacja z Białego Domu, aby namawiać Polaków do ściślejszej współpracy energetycznej, równolegle do uczestnictwa w zobowiązaniach z Kioto (podobnie zachowała się Japonia). Dla dobra konsumentów, środowiska naturalnego i bezpieczeństwa energetycznego kraju, miejmy nadzieje, że z pozytywnym skutkiem.
Read more »



