Home



Wednesday, December 27, 2006

Zgazowany Śląsk

Można pogodzić pozostawienie węgla kamiennego, jako głównego surowca energetycznego kraju, z niskimi emisjami gazów cieplarnianych do atmosfery. Na kompromis pozwala technologia zgazowania węgla.

Instalacja pracująca w cyklu gazowo-parowym zintegrowanym z zgazowaniem węgla (IGCC ? integrated Gasification Combined Cycle), umożliwia oszczędne wykorzystanie węgla kamiennego oraz zmniejszanie emisji dwutlenku węgla. Dzięki tej nowoczesnej technologii z węgla uzyskuje się gaz syntezowy, składający się z gazu i tlenku węgla. Elektrownie pracujące w tej technologii mają znacznie większą moc od elektrowni tradycyjnych. Kilka tego typu instalacji już dziś pracuje w Europie. Niewykluczone, że instalacja IGCC powstanie także w Polsce. Jeśliby się tak stało nasz kraj, i traktowany po macoszemu Śląsk, miałby szansę dalej rozwijać się dzięki wydobyciu i utylizacji węgla.
Co prawda technologia zgazowania paliw kopalnych znana jest już od XIX w., dopiero sto lat później, udało się wdrożyć pierwszą linię technologiczną. W rozwijaniu IGCC prym wiodą oczywiście Amerykanie. Pierwsza elektrownia powstała więc na Florydzie. Obecnie technologia jest stosowana we Włoszech, Holandii, Hiszpanii i w Niemczech. Jedna z największych instalacji w świecie znajduje się obecnie na Sycylii.
Dlaczego technologia zgazowania węgla jest aż tak korzystna? Przede wszystkim energię nie uzyskuje się z bezpośredniego spalania węgla. W ten sposób drastycznie zmniejsza się emisja gazów cieplarnianych. Gaz syntezowy jest oczyszczany, a większość zanieczyszczeń jest bezpiecznie usuwana. Dwutlenek węgla jest redukowany nawet o 90 proc. Ponadto technologia pozwala na łatwe wychwytywania pozostałego dwutlenku węgla, co sprzyja jego składowaniu np. w złożach geologicznych.
Prawdopodobnie dlatego rozwiązanie zyskuje poklask biurokratów zarówno z Komisji Europejskiej, jak i z Banku Światowego. Wszystko wskazuje na to, że dobrze układa się także współpraca między prywatnymi firmami, oferującymi opisywane rozwiązania a władzami RP. Zalety technologii wychwalał podczas wrześniowej wizyty w Waszyngtonie premier Jarosław Kaczyński. Wydatki na badania i rozwój w dziedzinie IGCC wzrastają w tempie kilkudziesięciu procent rocznie. Oprócz Ameryki, technologią zainteresowane są wszystkie kraje, które swą gospodarkę energetyczną opierają na węglu: Chiny, Australia, Indie oraz oczywiście Polska.
W Polsce w elektrownie nowego typu chce zainwestować kilka czołowych globalnych koncernów. Technologie zgazowania węgla należą obok energetyki atomowej do czołowych strategii zmniejszania emisji gazów cieplarnianych, przy jednoczesnym zaspokajaniu zwiększającego się popytu na energię elektryczną. Elektrownia, która jest planowana w Polsce, miałaby moc 600 MW, a koszt jej budowy inwestor ? General Electric ? szacuje się na ok. 700 mln euro. Podobne plany mają także Stell oraz ThyssenKrupp, z tym, że planują oni zainwestować nawet 3 mld euro. Przedstawiciele koncernów zapewniają, że w ok. 3 lata są w stanie wybudować konkretny obiekt.
Co zyskałby Górny Śląsk? Przede wszystkim górnictwo zyskałoby solidny rynek zbytu, a górnicy byliby spokojni o swoje miejsca pracy. Elektrownia nowego typu zużywałaby 2-3 mln ton węgla rocznie. Na razie, wszystko wskazuje na to, że Ślązaków wyprzedzą Gdańszczanie. Grupa Lotos zapowiedziało instalacji IGCC już w przyszłym roku. Dzięki zgazowaniu ropy naftowej, nafciarze będą pozyskiwali wodór i dodatkową energię. Jeśli Polsce zależy na dostępie do nowych technologii powinna jak najszybciej wstąpić do amerykańskiego Partnerstwa dla Czystego Rozwoju i Klimatu (tzw. AP6).

Autor jest dyrektorem Instytutu Globalizacji (www.globalizacja.org), ekspertem Centre for the New Europe w Brukseli (www.cne.org).
Read more »

Monday, December 18, 2006

Bon to zdrowie

Dzięki programowi bonu zdrowotnego Polska ma szansę mieć jeden z najlepszych systemów ochrony zdrowia w Europie. Jeśli reforma zostanie wprowadzona w życie, pacjenci zyskają lepszy dostęp do leków i świadczeń.

Nowoczesna medycyna jest trudno dostępna dla Polaków. Jak wynika z Europejskiego Indeksu Konsumentów, przygotowanego przez brukselski HealthConsumerPowerhouse, usługi naszej publicznej służby zdrowia należą do najgorszych w Europie. Z kolei z badań opinii publicznej, dowiadujemy się, że pacjenci dotkliwie odczuwają brak dostępności do nowoczesnych leków. Decydenci oszczędzając na lekach, oszczędzają na zdrowiu ubezpieczonych. ?Zmiana z gospodarki centralnie planowanej na ukierunkowaną na konsumenta zabiera dziesiątki lat. Czy znikomy dostęp do nowych leków jest metodą oszczędności kosztów?? ? pyta Arne Björnberg z HealthConsumerPowerhouse. Wypada zatem zapytać: czy jako pacjenci nie ponosimy zbyt wysokich i nieodwracalnych skutków nieefektywności państwowej służby zdrowia?
Na zabiegi związane z nowotworami czeka się dłużej niż 3 tygodnie. Na wszczepienie bypassów więcej niż 3 miesiące. Chorzy w szpitalach ryzykują zakażenie. Zgony na choroby układu krążenie po wyjściu ze szpitala nie należą do rzadkości. Zanim nowy lek trafi do chorego, producent musi pokonać wiele biurokratycznych barier, nawet jeśli chory nie może czekać, a nowy produkt może uratować mu życie. Wszystko to sprawia, że zdrowie obywateli jest wystawiane na szwank. Głównie dlatego, że państwo nie jest w stanie zapewnić należytej opieki zdrowotnej ubezpieczonym. Dr Wojciech Misiński, ekspert Centrum im. Adama Smitha, mówi, że coraz eksperci coraz częściej patrzą na utrzymywanie obecnego stanu służby zdrowia, jak na eksterminację społeczeństwa.
Jak uzdrowić publiczną służbę zdrowia? Rozwiązań jest wiele, natomiast autorski projekt bonu zdrowotnego dra Misińskiego, z pewnością zasługuje na uwagę, zwłaszcza, że w opinii specjalistów, poprawi on dostęp do nowoczesnej medycyny, w tym farmakoterapii, na co liczą pacjenci. Koncepcja bonu zdrowotnego rozwiązuje problem finansowania usług publicznych przez sektor prywatny. Od strony teoretycznej, Misiński podpiera się autorytetem Szkoły Wyboru Publicznego prof. Jakuba Buchanana oraz bardzo podobnym ?bonem edukacyjnym? śp. Miltona Friedmana. Bon zdrowotny byłby uprawnieniem przysługującym każdej ubezpieczonej osobie, które uruchamia rynkowe mechanizmy w zakresie ochrony zdrowia.
Jak działałby w praktyce? Przede wszystkim wprowadzał konkurencję na rynku towarzystw zajmujących się ubezpieczeniem zdrowotnym. Mimo, że płatnikiem nadal pozostawałby Narodowy Fundusz Zdrowia, pacjent miałby wybór, którego towarzystwa ubezpieczeniowego chce być klientem. Innymi słowy, decydowałby jakiej firmie powierzyłby swoją składkę na zdrowie. Dalej: towarzystwo ubezpieczeniowe pokrywałoby płatności za usługi objęte ubezpieczeniem. Rozbudowane formy świadczeń dostępne byłyby na wolnym rynku, czy to odpłatnie, czy poprzez wykup dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych.
Bon likwidowałby wiele patologii. W szczególności likwidując kontrolę polityków nad publicznymi pieniędzmi przeznaczanymi na ochronę zdrowia. Ponadto wprowadzając rynkowe mechanizmy do systemu ubezpieczeń, aktywizowałby pacjenta, aby mógł wybrać odpowiadające mu usługi zdrowotne. Element konkurencji pobudziłby innowacyjność i wzrost sektora. Polska miałaby szanse na nowoczesny system ochrony zdrowia, a pacjenci zyskaliby dostęp do nowoczesnych i tańszych leków, lepszej opieki zdrowotnej i nowoczesnej medycyny.
Read more »

Thursday, December 07, 2006

Wypowiedź dla Gazety Prawnej

Polacy nie są zadowoleni z dostępu do nowoczesnych metod leczenia. Co czwarty uważa, że nie ma wystarczających o nich informacji.

Nowoczesna medycyna jest niedostępna dla Polaków ? wynika z raportu o ochronie zdrowia w Polsce przygotowanego przez Instytut Globalizacji. Nasz kraj znalazł się na 21 miejscu wśród 26 państw Europy pod względem dostępności do świadczeń medycznych. Według pacjentów, ale również ekspertów medycznych, najlepszy system opieki zdrowotnej ma Francja, a zaraz po niej Holandia, Niemcy i Szwecja. Natomiast spośród państw Europy Środkowej, najlepiej działające systemy lecznictwa są w Słowenii, na Węgrzech i w Estonii.

Zdaniem Tomasza Teluka, dyrektora Instytutu Globalizacji, z raportu wynika również, że Polacy mają gorszy dostęp do leków w porównaniu z mieszkańcami innych krajów Unii Europejskiej.

? Zdaniem naszych rodaków łatwiejszy dostęp do medykamentów spowodowałby zmniejszenie zachorowalności i poprawę zdrowia społecznego ? dodaje dyrektor Tomasz Teluk.

Do tego dochodzi jeszcze niezadowolenie, szczególnie z publicznego systemu ochrony zdrowia. Taką opinie prezentuje ponad 50 proc. Polaków, a co trzeci chciałby wyjechać na leczenie za granicę, gdyby miał gwarancję, że Narodowy Fundusz Zdrowia zapłaci za to. To, zdaniem Adama Sandauera, prezesa Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere, wynika z tego, że w kraju czeka się zbyt długo nawet na te zabiegi, które powinny być wykonane bardzo szybko.

? Na ponad 50 proc. operacji związanych z nowotworami czeka się ponad 21 dni, a w przypadku zabiegów kardiologicznych ? np. wszczepienia bypassów, jeszcze dłużej, bo 90 ? dodaje Adam Sandauer.

Równie słabo radzi sobie Polska, jeżeli chodzi o efektywność w medycynie. Jak podkreśla Wojciech Misiński, ekspert ds. ochrony zdrowia Centrum im. Adama Smitha, główne problemy to wysoki wskaźnik zgonów z powodu chorób układu krążenia oraz wysoka śmiertelność noworodków.

? Pozytywne jest to, że udało się znacznie zredukować zapadalność na nowotwory piersi wśród Polek ? dodaje Wojciech Misiński.

Dominika Sikora
Read more »

Monday, December 04, 2006

Komentarz dla Pulsu Biznesu

Na konferencji w Kioto w 1997 r. wynegocjowano uzupełnienie Ramowej
Konwencji Narodów Zjednoczonych dotyczącej Zmian Klimatycznych, które w
powszechnym obiegu funkcjonuje pod nazwą Protokołu z Kioto. Traktat wszedł w
życie 16 lutego 2005 r. Ma doprowadzić do takiej redukcji pięciu gazów
(określanych mianem cieplarnianych), która do 2050 r. zredukuje średnią
temperaturę na Ziemi o 0,02-0,28 stopnia Celsjusza.

"Nie istnieją naukowe dowody na to, że działalność człowieka, w tym gazy
cieplarniane, powodują ocieplenie klimatu. Wpływa na to przede wszystkim
aktywność Słońca. Jeszcze 20 lat temu obawiano się przecież ochłodzenia
klimatu" - uważa dr Tomasz Teluk, ekspert fundacji Instytut Globalizacji.
Nie jest to odosobniona opinia. Na to, że nie wiadomo, co naprawdę stanowi
dla człowieka stan naturalny już na początku lat 90. XX wieku zwrócili uwagę
sygnatariusze tzw. Apelu Heidelberskiego. Kilkudziesięciu noblistów napisało
w nim, że "największym zagrożeniem dla Ziemi jest ignorancja i ucisk, a nie
nauka, technologia - ani nawet przemysł. Te ostatnie są natomiast
niezastąpionymi narzędziami, zdolnymi do ukształtowania przyszłości
ludzkości, wolnej od głównych problemów świata, takich jak przeludnienie,
głód i choroby." Zrobili to w bezpośrednim nawiązaniu do tzw. Szczytu Ziemi,
który odbył się w 1992 r. w Rio de Janeiro i przygotował Ramową Konwencję
Narodów Zjednoczonych dotyczącą Zmian Klimatycznych, będącą podwaliną dla
Protokołu z Kioto.
Samego protokołu nie podpisały m.in. Stany Zjednoczone, Chiny i Australia.
Różni je bardzo wiele - od systemów politycznych, przez położenie
geograficzne, po liczbę ludności - ale mają tez cechę wspólną. Węgiel jest
ważnym elementem bilansu energetycznego ich gospodarek.
- Protokół z Kioto całą winę za ocieplenie klimatu zrzuca na gazy
cieplarniane. Te zaś wiążą się głównie z przetwórstwem węgla. Przetwórstwo
ropy i gazu wiąże się z mniejszą emisją gazów cieplarnianych, więc
naturalnym sposobem redukcji ich emisji wydaje się być przestawienie
gospodarek na te paliwa. Tymczasem, istnieją nowoczesne technologie
pozwalające na uzyskiwanie energii z węgla i jednoczesne ograniczenie emisji
gazów cieplarnianych. Stanowią one ogromną szansę dla krajów takich jak
Polska, czyli dysponujących dużymi złożami węgla. Należy bowiem pamiętać, że
w naszym przypadku dalsze przestawianie gospodarki na gaz i ropę oznacza po
prostu coraz większą zależność energetyczną od Rosji, a niezależnie od tego
czy wierzymy we wpływ gazów cieplarnianych na ocieplenie klimatu czy nie, to
naturalne jest, że każdy z nas chciałby oddychać czystym powietrzem -
podkreśla Tomasz Teluk.
"Nie łódźmy się. Wiatraki itp., nie zrekompensują Polsce rezygnacji
z wykorzystania węgla" - twierdzi dr Tomasz Teluk, ekspert fundacji Instytut
Globalizacji.
Read more »