Home



Tuesday, January 02, 2007

Podatek od fantazji

Jeśli nie będziemy przeciwstawiać się pazerności państwa, niedługo gorliwi urzędnicy opodatkują nasz wolny czas.

Dla każdego, kto kiedykolwiek grał w gry komputerowe, ta wiadomość nie mogła ubiec uwagi. Jeden z polityków w USA wezwał władze do opodatkowania transakcji zawieranych w cyfrowym świecie. Stało się to po tym, jak jeden gracz sprzedał drugiemu kurort utworzony w grze za sporą kwotę realnych pieniędzy. Kurort, który nie istniał realnie, lecz był wytworem fantazji twórcy cyfrowego świata i pomysłowości gracza.
Jak wyobrażał sobie opodatkowanie polityk media milczą. Czy chodziło o podatek od wzbogacenia nabywcy, czy podatek od nieruchomości sprzedawcy? Czyżby kurort został postawiony bez wirtualnych pozwoleń na budowę?
Tak, tak. W elektronicznym świecie obraca się dużymi pieniędzmi. Jeśli kogoś stać na wszystko w ?realu?, w ?wirtualu? wydaje kasę na uzbrojenie ulubionych postaci ze strzelanek, a nawet markowe ubrania dla ulubionych postaci. Firmy płacą za pozycjonowanie produktów i reklamy tylko w grach. Więc nic dziwnego, że politycy chcą się dobrać także do tych pieniędzy.
W moim przekonaniu jest to próba opodatkowania naszego wolnego czasu. Co urzędnikowi do tego, czy dla relaksu gram w piłkę na boisku, czy w grę komputerową FIFA 2007? Jak tak dalej pójdzie to urzędasy opodatkują moje każdorazowe wyjście do ogródka, bowiem uprawiając go zwiększam wartość nieruchomości (a może pracuje nielegalnie i powinienem od tego odprowadzać ZUS?).
Politycy doprowadzają swoją nadgorliwością do absurdów. Weźmy pod lupę rozrywkę online. Zakłady sportowe prowadzone za pośrednictwem internetu są w Polsce nielegalne, mimo, że każdy kibic może obstawiać wyniki nie ruszając się sprzed monitora, w dodatku po polsku. Ustawodawca udaje więc, że problem nie istnieje, a rzesze kibiców są nieświadomymi przestępcami.
Opodatkowanie zakładów to także opodatkowanie rozrywki. Gdybyśmy spytali Murraya Rothbarda, co o tym sądzi, stwierdziłby, że ingerencja państwa w dobrowolne zakłady między wolnymi i dorosłymi osobami jest pozbawiona uzasadnienia. Bo przecież, czy jest uzasadnieniem ochrona konsumenta przed nim samym?
Gdy przeciętny kibol chce przepuścić wypłatę, zanim zrobi to jego żona, ma do wyboru nieskończenie wiele sposobów pozbycia się pieniędzy, które przyniosą mu satysfakcję. Oprócz piwa, wina, wódki i 100 zakładów na zwycięstwo Górnika Zabrze nad Legią Warszawa, może przecież pójść kilkadziesiąt razy pod rząd na operę, balet lub koncert symfoniczny. Ochrona konsumenta jest więc pozbawiona sensu, a przyjmując tę optykę (dobrowolnego pozbawienia się dochodów) wizyta w filharmonii może być równie szkodliwa od pragnienia zobaczenia piłki w siatce przeciwnika.
Zresztą dzisiejsze firmy bukmacherskie, szczególnie te działające online, mają żelazny kodeks etyczny, który chroni ich klientów. Stosują one nie tylko maksymalne stawki zakładów, monitorują patologiczne zachowania konsumenckie, a w kwestiach uzależnienia współpracują nawet z naukowcami. Ktoś powie, że to nie usługa lecz hazard. Jaki hazard? Największym hazardem jest w tym kraju prowadzenie działalności gospodarczej. Bez wyjątku.

« Home