Home



Monday, February 26, 2007

Życiodajny rynek

Zbyt restrykcyjne regulacje rynku transplantacyjnego kosztują pacjentów życie. Biurokracja, niska podaż organów, państwowy monopol w ochronie zdrowia, to najważniejsze czynniki skracania życia pacjentów oczekujących na przeszczep.

Dar w postaci naszych wewnętrznych organów potrzebującemu jest z pewnością jednym z najpiękniejszych darów, który możemy ofiarować bliźniemu. Kościół katolicki zachęca wiernych do deklarowania zgody na przeszczep. Niemniej to, co zapewne zniechęca potencjalnych dawców, jest cienką linią dzielącą życie od śmierci, związana z orzeczeniem o śmierci mózgowej. Zapewne wiele rodzin obawia się po ludzku, że lekarze mogą zaniechać ratowania życia dawcy, na rzecz zapewnienia organom biorcy.
Wydarzenia w państwowym szpitalu MSWiA sprowokowały dyskusję o zwyczajach panujących wśród transplantologów. Chyba nikogo nie zdziwiło łapówkarstwo w przypadku tak deficytowego towaru jak ludzkie serce do przeszczepu. Nie można także nie zauważyć, że lekarz biorący łapówki jest tylko ofiarą niemoralnego systemu firmowanego przez Ministerstwo Zdrowia (naturalnie nie komentując zarzutów o zabójstwo pacjenta, co podlega jednoznacznej ocenie, jednak na dzień dzisiejszy o winie lekarza nie orzeczono, na co wielu dziennikarzy nie zwraca uwagi).
Równolegle z wydarzeniami w Polsce, ukazała się analiza waszyngtońskiego CATO Institute o rynku transplantacji w Stanach Zjednoczonych, autorstwa prof. Davida E. Herringtona i ekonomisty Edwarda A. Sayre. Okazuje się, że także w Ameryce funkcjonuje czarny rynek organów ludzkich, spowodowany nadmierną biurokracją. Autorzy analizy, opublikowanej w periodyku ?Regulation?, uważają, że finansowa motywacja do oddawania narządów i pozostawienie regulacji rynkowi, nie tylko ukróciłoby niecne praktyki, ale także uratowałoby wiele ludzkich istnień.
Podobne uregulowania mogłyby funkcjonować także w Polsce. Zasadne byłoby na przykład zniesienie zasiłku pogrzebowego, nie tylko z racji swojej absurdalności (odprawa z ZUS dla nieboszczyka za niewykorzystaną pulę emerytalną?), ale i oszczędności dla budżetu. Gdyby biorca organu pokrywał koszty pogrzebu dawcy, zapewne udałoby się uratować wielu pacjentów, przy jednoczesnej satysfakcji obu stron.

Więcej w Czasie.

« Home