Hazard dobry i zły
W miejsce państwowego monopolu na organizowanie gier losowych online, mamy projekt całkowitego zakazu dostarczania tego typu rozrywki za pośrednictwem Internetu.
Tym samym politycy jako drudzy po Amerykanach na świecie, planują wprowadzić internetową prohibicję. Na graczy, którzy po wejściu noweli zdecydują się postawić kilka złotych np. na awans polskich piłkarzy do najbliższych Mistrzostw Europy, czekają represje ze strony policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz urzędu skarbowego. Grzywna może sięgnąć blisko ćwierć miliona złotych!
Co zabawne uzasadnienie projektu ma charakter moralny. Po pierwsze: autorzy noweli uznają, że legalizacja e-hazardu, nie zlikwidowałaby nielegalnego biznesu. Po drugie: e-hazard stwarza zagrożenie uczestnictwa nieletnich. Po trzecie: e-hazard należy zakazać, bo jest obsługiwany przez podmioty mające swe siedziby w rajach podatkowych. Po czwarte: e-hazard powoduje wzrost uzależnionych od tego rodzaju rozrywki.
Oczywiście wszystkie wymienione argumenty są fałszywe i stanowią tylko przykrywkę dla umocnienia monopolistycznej pozycji Totalizatora Sportowego, który ma wybudować Narodowe Centrum Sportu, naturalnie nie tylko dzięki wpływom z hazardu, ale także z kieszeni podatnika, który zapłaci za walkę z e-biznesem.
Przejdźmy jednak do przesłanek, które rzekomo zadecydowały o delegalizacji zakładów internetowych. Planowana nowelizacja wyraźnie dzieli hazard na dobry i zły. Zły hazard jest dostępny za pomocą internetu. Natomiast dobry hazard mieści się w budkach należących do państwowego monopolisty. Gry w Internecie demoralizują i uzależniają nieletnich, natomiast wypełnianie kuponów przez dzieci jest jak najbardziej w porządku jeśli robią to w firmie namaszczonej przez państwo, przez co ewentualne uzależnienia też są do akceptowania, bowiem szczytnie łatają budżetowe dziury.
Internetowa prohibicja jest nie tylko niemożliwa do wprowadzenia, lecz jest zachętą dla nielegalnego biznesu. Gracze i tak znajdą sposoby na omijanie prawa np. zakładając konta w innych krajach, natomiast operatorzy będą dalej oferowali swoje usługi z serwerów leżących poza granicami naszego kraju. Co jest szczególnie niemoralne, wszystkie formy represji ze strony ABW, policji czy skarbówki, obciążą podatników, także tych, którzy z hazardem nie chcą mieć nic wspólnego.
Jak hipokryzja brzmi argumentacja, że e-hazard powinno się zakazać, ponieważ stwarza zagrożenie uczestnictwa nieletnich, skoro uczestnictwo dzieci w państwowym hazardzie jest tolerowane. Gdyby chcieć zakazać uczestnictwa nieletnich w grach w sieci, nic łatwiejszego: wystarczy nałożyć obowiązek identyfikacji gracza na podstawie numeru PESEL. Zresztą takie jest doświadczenie innych europejskich krajów, gdzie firmy bukmacherskie otrzymują zezwolenie na działalność tylko, gdy udowodnią, że nie dostarczają usług dzieciom.
Oczywiście dobre praktyki nie będą dotyczyły państwa polskiego, które będzie demoralizowało nieletnich, wmawiając im, że duże pieniądze można albo ukraść, albo wygrać w totka.
Więcej od jutra w Najwyższym Czasie!
Tym samym politycy jako drudzy po Amerykanach na świecie, planują wprowadzić internetową prohibicję. Na graczy, którzy po wejściu noweli zdecydują się postawić kilka złotych np. na awans polskich piłkarzy do najbliższych Mistrzostw Europy, czekają represje ze strony policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz urzędu skarbowego. Grzywna może sięgnąć blisko ćwierć miliona złotych!
Co zabawne uzasadnienie projektu ma charakter moralny. Po pierwsze: autorzy noweli uznają, że legalizacja e-hazardu, nie zlikwidowałaby nielegalnego biznesu. Po drugie: e-hazard stwarza zagrożenie uczestnictwa nieletnich. Po trzecie: e-hazard należy zakazać, bo jest obsługiwany przez podmioty mające swe siedziby w rajach podatkowych. Po czwarte: e-hazard powoduje wzrost uzależnionych od tego rodzaju rozrywki.
Oczywiście wszystkie wymienione argumenty są fałszywe i stanowią tylko przykrywkę dla umocnienia monopolistycznej pozycji Totalizatora Sportowego, który ma wybudować Narodowe Centrum Sportu, naturalnie nie tylko dzięki wpływom z hazardu, ale także z kieszeni podatnika, który zapłaci za walkę z e-biznesem.
Przejdźmy jednak do przesłanek, które rzekomo zadecydowały o delegalizacji zakładów internetowych. Planowana nowelizacja wyraźnie dzieli hazard na dobry i zły. Zły hazard jest dostępny za pomocą internetu. Natomiast dobry hazard mieści się w budkach należących do państwowego monopolisty. Gry w Internecie demoralizują i uzależniają nieletnich, natomiast wypełnianie kuponów przez dzieci jest jak najbardziej w porządku jeśli robią to w firmie namaszczonej przez państwo, przez co ewentualne uzależnienia też są do akceptowania, bowiem szczytnie łatają budżetowe dziury.
Internetowa prohibicja jest nie tylko niemożliwa do wprowadzenia, lecz jest zachętą dla nielegalnego biznesu. Gracze i tak znajdą sposoby na omijanie prawa np. zakładając konta w innych krajach, natomiast operatorzy będą dalej oferowali swoje usługi z serwerów leżących poza granicami naszego kraju. Co jest szczególnie niemoralne, wszystkie formy represji ze strony ABW, policji czy skarbówki, obciążą podatników, także tych, którzy z hazardem nie chcą mieć nic wspólnego.
Jak hipokryzja brzmi argumentacja, że e-hazard powinno się zakazać, ponieważ stwarza zagrożenie uczestnictwa nieletnich, skoro uczestnictwo dzieci w państwowym hazardzie jest tolerowane. Gdyby chcieć zakazać uczestnictwa nieletnich w grach w sieci, nic łatwiejszego: wystarczy nałożyć obowiązek identyfikacji gracza na podstawie numeru PESEL. Zresztą takie jest doświadczenie innych europejskich krajów, gdzie firmy bukmacherskie otrzymują zezwolenie na działalność tylko, gdy udowodnią, że nie dostarczają usług dzieciom.
Oczywiście dobre praktyki nie będą dotyczyły państwa polskiego, które będzie demoralizowało nieletnich, wmawiając im, że duże pieniądze można albo ukraść, albo wygrać w totka.
Więcej od jutra w Najwyższym Czasie!

« Home