Home



Monday, August 13, 2007

Nadbałtycki kapitalizm

Wolny rynek przemienił kraje bałtyckie w poradzieckie oazy dobrobytu. W dawnych sowieckich republikach żyje się dobrze, chociaż sceptycy przepowiadają, że najlepsze czasy mają już za sobą.

Zawsze, gdy mijam zabytkowy Tykocin, skracając sobie drogę z Warszawy do Augustowa, próbuję sobie wyobrazić, jak owe ziemie wyglądały dawniej, gdy przemierzało się je konno lub pieszo. Ten nieogarnięty las, który zaczyna się gdzieś za Białymstokiem, a kończy się pod Petersburgiem. Te ziemie, gdzie granice zmieniały się nader często, a ongiś stanowiły o potędze Rzeczpospolitej.

Tym razem zmieniam kurs i zamiast tam, gdzie Uciany czy Jeziorasy, w Kownie kieruje się na drugie najważniejsze miasto na Litwie ? Kłajpedę. Jadę tak szybko, na ile pozwala mi wiatr, moje Audi łamie lokalne przepisy. Dobra, czteropasmowa autostrada zachęca do jazdy, mimo, że mandaty podobno drogie. Wraz ze mną w niedzielne przedpołudnie tłumy turystów, prawie wszyscy z przyczepionymi rowerami i prawie wszyscy do jednego celu: Parku Narodowe Mierzei Kurońskiej, obok Połągi, najpopularniejszego litewskiego kurortu nad Bałtykiem.
Kłajpeda, będąca obecnie jedną wielką strefą ekonomiczną, robi wrażenie. Witając przyjezdnych zamaszystym rondem, otwiera się nowymi fabrykami, centrami handlowymi, apartamentowcami, roztaczając aurę miasta nowoczesnego i rozwijającego się z impetem. Po raz kolejny odczuwam wyraźną niechęć Litwinów do Polaków. Kasjerka w banku upiera się, że chcę wymienić fałszywe dolary (potem na Łotwie wymieniam je bez problemu). Młody cieć, który wpuszcza auta na przeprawę promową na Mierzeję Kurońską, przepuszcza wszystkie samochody, oprócz naszego, karząc czekać na kolejny prom.

Litwa jak Riwiera

Mimo wszelkich niedogodności i długiej podróży, miasteczka położone na tym wąskim pasie lądu, otoczonego z jednej strony zalewem, a otwartym morzem z drugiej, wydają się jak z innego świata. Tubylcy już dawno ustąpili tu miejsca turystom. Po obu stronach drogi domki jak malowane ? stare drewniane rybackie chaty, odnowione, kryte gontem, z niebieskimi okiennicami.
Wśród nich zachwyca Nida, niegdyś ulubiony kurort niemieckich ekspresjonistów i pisarzy. Właśnie tu, na wzgórzu, Tomasz Mann napisał w latach 30. ubiegłego wieku powieść ?Józef i jego bracia?. Z domu pisarza roztacza się piękny widok na zalew, który przesłaniają jedynie wysokie sosny. To niesamowite, że na tym kawałku północnej ziemi, latem panuje klimat znany z południa Europy. Ponad tysiąc kilometrów od Śląska, czujemy się jak późną wiosną we Włoszech: na niebie nie ma ani chmurki, kwitną kwiaty, pachną zioła, a turyści zbierają się na pokryte białym piaskiem plaże.
W najlepszych lokalizacjach trudno o wolne łóżko, mimo iż ceny są wyższe niż w krajach Śródziemnomorskich. Ceny wynajmu za pokój tuż przy morzu, zaczynają się od 80 euro za noc ze śniadaniem. Litwini naciągają także amatorów pamiątek. Sklecione z drewna, kilkudziesięciocentymetrowe czuby masztów osadzanych na łodziach, charakterystyczne dla regionu, sprzedawane są za równowartość 100 euro.
Wszędzie słychać język Hitlera i Marksa. Nasi zachodni sąsiedzi tłumnie odwiedzają dawne Prusy Wschodnie. Nasi gospodarze Grażyna i Alfred, mieszkający nad zalewem od ponad 20 lat, z przesadnym i żenującym uniżeniem traktują swoich gości z Niemiec, którzy jak mniemam, stanowią ich stałą klientelę.
Litwini pewnie cieszą się z globalnego ocieplenia i nie boją się konkurencji tradycyjnych europejskich kurortów. Gdy słabnie wiatr jest uroczo, choć temperatura wody przypomina, że jest się nad Bałtykiem. Przepiękne plaże Nidy przyciągają przede wszystkim rodziny z dziećmi. Choć nie tylko, przecież tu rok temu na okolicznej plaży nudystów przyłapano z kochanką samego Guntera Verheugena.
Wieczorem można zjeść dobrą kolację w którejś z restauracji z widokiem na morze. Mięsne cepeliny smakują dobrze z lokalnym piwem. Wieczorny spacer po miasteczku, kończy się tam, gdzie zaczynają gigantyczne wydmy. Ten księżycowy krajobraz sprawia wrażenie nierealnego. Tu na północy Europy, wydaje się, że słońce nigdy nie zachodzi, a krótkie noce są płytkie i dezorientujące.
Po udanym wypoczynku postanawiam zwiedzić Żmudź. Podróż przez Szawle i Poniewież jest monotonna. Niebo jest nisko tuż nade mną, pola wydają się nie mieć kresu, a nad samochodem raz po raz przelatują bociany. Znużenie przerywa przystanek na Górze Krzyży, świętym wzgórzu, gdzie katolicy z całego świata postawili już kilkadziesiąt tysięcy krucyfiksów.
Miejsce, będące symbolem przywiązania do wiary, robi niesamowite wrażenie. Krzyże stawiano tu po powstaniach listopadowym i styczniowym. Były to przede wszystkim krzyże wotywne oraz te, postawione w hołdzie ofiarom moskalskich prześladowań. Komuna próbowała wielokrotnie zniszczyć górę. W latach 60. i 70. socjalistyczne władze stały za bezczeszczeniem miejsca spychaczami i buldożerami, lecz wciąż potajemnie dodawano nowe. Dziś, w wolnej Litwie, i ja mogłem dodać tam swój krzyż.

Więcej w Najwyższym Czasie

« Home