Podwyżka od pacjenta
Legalizacja dobrowolnych gratyfikacji lekarzy jest najszybszym sposobem na podwyżki w służbie zdrowia.
Służba zdrowia w Polsce sięgnęła dna. Pacjenci są ewakuowani ze szpitali. Korzystanie z państwowej opieki zdrowotnej zagraża zdrowiu i życiu pacjentów. Skoro państwo nie pozwala na wolną konkurencję w podstawowej opiece zdrowotnej i zapewnia, że każdemu obywatelowi dostarczy usługi zdrowotne, a następnie chorzy odsyłani są z kwitkiem,
nie trudno zrozumieć irytację pacjentów.
Jedynym pomysłem na służbę zdrowia Zbigniewa Religii jest permanentne podwyższanie podatków, co świadczy o tym, że minister nie chce reformy, tylko konserwacji obecnego systemu wyzysku pacjentów przez lobby urzędnicze, lekarskie i farmaceutyczne.
Konflikt w służbie zdrowia sprowadził się w zasadzie do konfliktu płacowego. Lekarze chcą więcej zarabiać. Zapewne dla wielu z nich nie ma znaczenia skąd będą pochodziły dodatkowe pieniądze. Jedni chcą ustawowych gwarancji płacowych, inni ? prywatyzacji służby zdrowia. Wśród nich są też i tacy, którzy nie wahają przyjmować od chorych dowodów wdzięczności.
Tymczasem nagonka na "skorumpowanych" lekarzy, należy do jedynych medialnych "sukcesów" Centralnego Biura Antykorupcyjnego. CBA traktuje lekarzy niczym funkcjonariuszy państwowych. Ci lekarze, którym nie udało się zainkasować gratyfikacji po cichu, musieli w świetle kamer zaprezentować swoje imponujące kolekcje koniaków, markowych piór i zegarków.
Pomysł legalizacji kopert nie jest nowy. Pionierami tego pomysłu są Łotysze. W tym jednym z najbardziej skorumpowanych krajów Europy, wręczanie gratyfikacji lekarzom jest czymś normalnym. Lekarzom, mimo niewielkich płac oficjalnych, żyje się w tym kraju dobrze. Głośno o pozabudżetowych dochodach łotewskich medyków zaczęto mówić w trakcie wyborów prezydenckich w maju tego roku. Prezydentem tego kraju został nikomu nie znany chirurg Valdis Zatlers.
Przy okazji wyborów wyszło na jaw, że Zatlers, jak większość tamtejszych lekarzy, przyjmował koperty od wdzięcznych pacjentów. Ku zdziwieniu mediów Zatlers przyznał, że dostawał gratyfikacje i jest gotów od tych kwot zapłacić podatek.
Przy okazji padła propozycja legalizacji tego typu dochodów, o których wiedzą przecież wszyscy. Zaproponowano, aby zalegalizować tylko koperty brane po wyświadczeniu usługi, do wysokości 150 łat (1 łat = 5,5 zł) i wręczane wyłącznie przez członków rodziny.
Na Zatlersa rzuciła się prasa oraz Transparency International. Tamtejszy Urząd Zapobiegania i Walki z Korupcją (KNAB) zaatakował prezydenta, ale złamania prawa nie stwierdził. Ostatecznie Zatlers zapłacił urzędowi skarbowemu 250 łatów zaległych podatków.
Naturalnie można dyskutować, czy określanie maksymalnej wysokości dopuszczalnej gratyfikacji ma sens i czym różni się wręczenie koperty przez chorego bądź członka rodziny, nie przesłania to jednak faktu, że Łotysze mają odwagę rozmawiać o istniejącym zjawisku i nie uprawiają hipokryzji, udając, że ich to nie dotyczy.
Nikt nie oburza się, gdy dajemy napiwek ładnej kelnerce, fryzjerowi czy listonoszowi. Dlaczego więc dyskryminowanym ma być lekarz? Z lekarzami sprawa prosta nie jest. Są przecież pracownikami firmy państwowej. Wobec powyższego, podobnie jak w przypadku urzędników, koperta może być łapówką za załatwienie pewnej sprawy. Zachodzi niebezpieczeństwo, że w przypadku uzależnienia wykonania usługi od łapówki, część pacjentów nie będzie miała możliwości skorzystania z tych samych usług, co inna część, którą na koperty nie stać.
Łapówki nie można także jednoznacznie oceniać negatywnie. Murray Rothbard uważał, że ludzie w komunizmie przeżyli tylko dzięki czarnemu rynkowi, w którym łapówki były istotną częścią jego funkcjonowania.
W przypadku gratyfikacji ?po?, a nie ?przed?, zjawisko nabiera innego wymiaru i powinno być traktowane raczej jako dobrowolny bonus za dobrze wykonaną pracę, a nie formę korupcyjną. Za tego typu rozumieniem przemawia fakt, że lekarz, który źle wykona swoją pracę nie otrzyma koperty czy prezentu. Prezent nie jest więc łapówką, lecz formą dodatkowego wynagrodzenia. Wynagrodzenia przekazywanego w sposób dobrowolny pacjentowi na rzecz lekarza.
Można więc sądzić, że przymknięcie oko na gratyfikacje lekarzy jest najszybszym sposobem na podwyżki w służbie zdrowia. Po pierwsze podatnik zaoszczędzi na bezproduktywnych działaniach CBA. Po drugie uniknie się konieczności podwyżek budżetowych. Po trzecie usankcjonuje się zjawisko już istniejące, co w przypadku legalizacji dodatkowych wynagrodzeń zwiększy wpływy do budżetu.
Relacje między lekarzem a pacjentem są skomplikowane, a obie strony prześcigają się w wymyślaniu różnych form podwyżek. Takim przypadkiem może być chodzenie do prywatnego gabinetu ginekologicznego przed porodem, mającym się odbyć w publicznym szpitalu, który odbierze ten sam lekarz. W ten sposób zamazuje się różnica między korzystaniem z usług państwowych czy prywatnych.
Oczywiście jest jeszcze prostszy sposób, aby koperty przestały być problemem. Tym sposobem jest prywatyzacja służby zdrowia. O wiele zdrowszym, niż pielęgnacja mitu, że najlepiej o zdrowie każdego z pacjentów zatroszczy się państwo.
Służba zdrowia w Polsce sięgnęła dna. Pacjenci są ewakuowani ze szpitali. Korzystanie z państwowej opieki zdrowotnej zagraża zdrowiu i życiu pacjentów. Skoro państwo nie pozwala na wolną konkurencję w podstawowej opiece zdrowotnej i zapewnia, że każdemu obywatelowi dostarczy usługi zdrowotne, a następnie chorzy odsyłani są z kwitkiem,
nie trudno zrozumieć irytację pacjentów.
Jedynym pomysłem na służbę zdrowia Zbigniewa Religii jest permanentne podwyższanie podatków, co świadczy o tym, że minister nie chce reformy, tylko konserwacji obecnego systemu wyzysku pacjentów przez lobby urzędnicze, lekarskie i farmaceutyczne.
Konflikt w służbie zdrowia sprowadził się w zasadzie do konfliktu płacowego. Lekarze chcą więcej zarabiać. Zapewne dla wielu z nich nie ma znaczenia skąd będą pochodziły dodatkowe pieniądze. Jedni chcą ustawowych gwarancji płacowych, inni ? prywatyzacji służby zdrowia. Wśród nich są też i tacy, którzy nie wahają przyjmować od chorych dowodów wdzięczności.
Tymczasem nagonka na "skorumpowanych" lekarzy, należy do jedynych medialnych "sukcesów" Centralnego Biura Antykorupcyjnego. CBA traktuje lekarzy niczym funkcjonariuszy państwowych. Ci lekarze, którym nie udało się zainkasować gratyfikacji po cichu, musieli w świetle kamer zaprezentować swoje imponujące kolekcje koniaków, markowych piór i zegarków.
Pomysł legalizacji kopert nie jest nowy. Pionierami tego pomysłu są Łotysze. W tym jednym z najbardziej skorumpowanych krajów Europy, wręczanie gratyfikacji lekarzom jest czymś normalnym. Lekarzom, mimo niewielkich płac oficjalnych, żyje się w tym kraju dobrze. Głośno o pozabudżetowych dochodach łotewskich medyków zaczęto mówić w trakcie wyborów prezydenckich w maju tego roku. Prezydentem tego kraju został nikomu nie znany chirurg Valdis Zatlers.
Przy okazji wyborów wyszło na jaw, że Zatlers, jak większość tamtejszych lekarzy, przyjmował koperty od wdzięcznych pacjentów. Ku zdziwieniu mediów Zatlers przyznał, że dostawał gratyfikacje i jest gotów od tych kwot zapłacić podatek.
Przy okazji padła propozycja legalizacji tego typu dochodów, o których wiedzą przecież wszyscy. Zaproponowano, aby zalegalizować tylko koperty brane po wyświadczeniu usługi, do wysokości 150 łat (1 łat = 5,5 zł) i wręczane wyłącznie przez członków rodziny.
Na Zatlersa rzuciła się prasa oraz Transparency International. Tamtejszy Urząd Zapobiegania i Walki z Korupcją (KNAB) zaatakował prezydenta, ale złamania prawa nie stwierdził. Ostatecznie Zatlers zapłacił urzędowi skarbowemu 250 łatów zaległych podatków.
Naturalnie można dyskutować, czy określanie maksymalnej wysokości dopuszczalnej gratyfikacji ma sens i czym różni się wręczenie koperty przez chorego bądź członka rodziny, nie przesłania to jednak faktu, że Łotysze mają odwagę rozmawiać o istniejącym zjawisku i nie uprawiają hipokryzji, udając, że ich to nie dotyczy.
Nikt nie oburza się, gdy dajemy napiwek ładnej kelnerce, fryzjerowi czy listonoszowi. Dlaczego więc dyskryminowanym ma być lekarz? Z lekarzami sprawa prosta nie jest. Są przecież pracownikami firmy państwowej. Wobec powyższego, podobnie jak w przypadku urzędników, koperta może być łapówką za załatwienie pewnej sprawy. Zachodzi niebezpieczeństwo, że w przypadku uzależnienia wykonania usługi od łapówki, część pacjentów nie będzie miała możliwości skorzystania z tych samych usług, co inna część, którą na koperty nie stać.
Łapówki nie można także jednoznacznie oceniać negatywnie. Murray Rothbard uważał, że ludzie w komunizmie przeżyli tylko dzięki czarnemu rynkowi, w którym łapówki były istotną częścią jego funkcjonowania.
W przypadku gratyfikacji ?po?, a nie ?przed?, zjawisko nabiera innego wymiaru i powinno być traktowane raczej jako dobrowolny bonus za dobrze wykonaną pracę, a nie formę korupcyjną. Za tego typu rozumieniem przemawia fakt, że lekarz, który źle wykona swoją pracę nie otrzyma koperty czy prezentu. Prezent nie jest więc łapówką, lecz formą dodatkowego wynagrodzenia. Wynagrodzenia przekazywanego w sposób dobrowolny pacjentowi na rzecz lekarza.
Można więc sądzić, że przymknięcie oko na gratyfikacje lekarzy jest najszybszym sposobem na podwyżki w służbie zdrowia. Po pierwsze podatnik zaoszczędzi na bezproduktywnych działaniach CBA. Po drugie uniknie się konieczności podwyżek budżetowych. Po trzecie usankcjonuje się zjawisko już istniejące, co w przypadku legalizacji dodatkowych wynagrodzeń zwiększy wpływy do budżetu.
Relacje między lekarzem a pacjentem są skomplikowane, a obie strony prześcigają się w wymyślaniu różnych form podwyżek. Takim przypadkiem może być chodzenie do prywatnego gabinetu ginekologicznego przed porodem, mającym się odbyć w publicznym szpitalu, który odbierze ten sam lekarz. W ten sposób zamazuje się różnica między korzystaniem z usług państwowych czy prywatnych.
Oczywiście jest jeszcze prostszy sposób, aby koperty przestały być problemem. Tym sposobem jest prywatyzacja służby zdrowia. O wiele zdrowszym, niż pielęgnacja mitu, że najlepiej o zdrowie każdego z pacjentów zatroszczy się państwo.

« Home