Home



Tuesday, November 27, 2007

Felieton: Rynki Zagraniczne

Mimo, iż Marks, Engels i Lenin obrócili się w proch, ich ideologia inspiruje kolejne pokolenia. Rewolucjoniści wciąż domagają się kolektywizacji praw własności. Tym razem w medycynie.

Permanentna rewolucja.

Na początku listopada odbyła się kolejna sesja Międzyrządowej Grupy ds. Zdrowia Publicznego, Innowacji i Własności Intelektualnej, działającej pod egidą Światowej Organizacji Zdrowia. Dla rosnącej grupy przeciwników własności, była to kolejna okazja, aby podważyć prawo wynalazców do czerpania korzyści z tworzonych przez siebie innowacji.
Tajlandia, Brazylia, wspierane przez Indie, Chiny oraz skrajnie lewicowe frakcje zasiadające w Parlamencie Europejskim, domagają się, aby patenty w medycynie były przyznawane bez opłat licencyjnych na rzecz każdego państwa, a ściślej wskazanej przez urzędników firmy. Ma temu służyć instytucja ?przymusowego licencjonowania?, która wynegocjowana w ramach Światowej Organizacji Handlu, umożliwia udzielanie licencji za obustronnym porozumieniem w przypadkach szczególnego zagrożenia dla zdrowia publicznego.
Biurokracji z krajów rozwijających się idą jednak dalej i żądają, aby licencjonowanie pod przymusem stało się powszechną praktyką. Od kilku lat postulują stworzenie globalnego porozumienia, które upoważniałoby organizacje międzynarodowe (np. ONZ) do zarządzania własnością intelektualną i udzielaniem licencji według własnego uznania. Marzy im się kolejny Protokół z Kioto, tym razem regulujący kwestie związane z pracami badawczo-rozwojowymi.
Jak zwykle pod rzekomą troską o interesy chorych, kryje się pazerność biurokratów. Nie ma wątpliwości, że najbardziej prawdopodobnymi beneficjantami tej rewolucji zostałyby nowe firmy, związane z podejmującymi decyzje urzędnikami. Tak stało się w Tajlandii, gdzie na przełomie 2006 i 2007 r. wojskowa junta wywłaszczyła kilka europejskich i amerykańskich firm i przekazała licencje na produkcję leków rządowemu przedsiębiorstwu.
W rzeczywistości największymi ofiarami kolejnej rewolucji byliby pacjenci. Przedsiębiorstwa innowacyjne zostałyby pozbawione praw do tworzonych przez siebie produktów i straciłyby motywacje do poszukiwania nowych wynalazków. Nikt przecież nie ma wątpliwości, że wynalezienie nowego leku to miliony dolarów wydane na badania naukowe. Nikt chyba także nie wątpi, że oddając przyszłość medycyny w ręce polityków i biurokratów, skracamy sobie życie.
W ciągu ostatnich 40 lat, za sprawą nowoczesnej medycy, liczba przyjęć do szpitala z powodu 12 głównych chorób trapiących ludzkość (włączając choroby psychiczne i zakaźne), została zredukowana o połowę. Wszystko za sprawą prywatnych przedsiębiorstw inwestujących w badania medyczne, rozwój technologii i farmakoterapii.
Jeśli będziemy okradać innowatorów z patentów na leki wspomagające leczenie AIDS, raka czy malarii, najgroźniejsze choroby wciąż pozostaną niepokonane. Nie łudźmy się, imitatorzy z dnia na dzień nie staną się wynalazcami, tak jak urzędnicy nigdy nie zamienią wygodnych biurek na żmudna pracę w laboratoriach.

« Home