Słoweński debiut
Kilkadziesiąt milionów euro będzie kosztowała europejska prezydencja pierwszego z krajów Nowej Europy czyli Słowenii. Największym zyskiem z przewodnictwa w Unii będzie promocja tego niewielkiego kraju w Europie.
Do najważniejszych wydarzeń 1-go stycznia 2008 w Unii Europejskiej było nie przyjęcie wspólnej waluty przez dwa nowe kraję: Maltę i Cypr, lecz objęcie półrocznego przewodnictwa we wspólnocie przez Słowenię, niewielki, niespełna dwumilionowy kraj, powstały po rozpadzie Jugosławii.
Promocja za miliony
Tym samym Słoweńcy będą pierwszym państwem obejmującym przewodnictwo z krajów przyłączonych w 2004 r., z grupy w której znalazła się także Polska. Słowenia zastępuje Portugalczyków, którzy szczycą się, że dzięki im zabiegom UE zyskała ważny dokument ? traktat reformujący.
Trudno spodziewać się po obecnym przywództwie równie istotnych zmian w Unii. Na największe korzyści z przewodnictwa liczy rząd Słowenii. Ponad 62 miliony euro będzie kosztowało sprawowanie funkcji lidera Unii przez kolejne sześć miesięcy. Największe koszty pochłonęła nowa infrastruktura, w tym budowa nowego centrum konferencyjnego w Brdo w okolicach Lublany, gdzie odbywać się będą spotkania ministerialne. Kolejne miliony to zatrudnienie ok. 2 tys. nowych pracowników, którzy będą obsługiwać unijne imprezy.
Co Słoweńcy zyskają w zamian? Wydaje się, że największą korzyścią będzie medialna promocja tego adriatyckiego kraju. Turystyka jest mocną stroną tej niewielkiej republiki i można się spodziewać się, że zainteresowanie Słowenią znacznie się zwiększy. Zyska zapewne gospodarka. Lepsza polityka informacyjna może przyczynić się do większego zainteresowania inwestorów zagranicznych.
Słoweńcy od roku płacą w euro. Dochód narodowy na mieszkańca jest najwyższy spośród wszystkich unijnych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, a takie wskaźniki jak inflacja czy wzrost gospodarczy, plasują Słoweńców powyżej europejskiej średniej.
Mimo znacznych sukcesów na tle innych krajów Europy: przyzwoitego poziomu wolności gospodarczej, wysokiej konkurencyjności czy dobrej integracji z gospodarką światową, problemem Słowenii jest niska rozpoznawalność. Kłopoty z identyfikacją mogą zniknąć właśnie za sprawą obecnego przewodnictwa w UE. Słowenia ma niepowtarzalna okazję, żeby zerwać także z wizerunkiem kraju bałkańskiego, kojarzonego z wojną w byłej Jugosławii.
Bez rewolucji
Po debiucie trudno spodziewać się rewolucji. Bardziej realne jest raczej dostosowywanie się nowego kraju do zwyczajów i modelu prezydencji obowiązującego ongiś tylko dla krajów piętnastki. Stara Europa liczy, że nauczy się czegoś nowego o Bałkanach, co być może przyczyni się to do rozwiązania konfliktu wokół Kosowa.
Najbardziej istotne problemy, naprzeciw których staje ten kraj w ciągu najbliższych sześciu miesięcy to liberalizacja rynku energii oraz nieszczęsna Strategia Lizbońska, która chyba już dawno powinna być zutylizowana w niszczarce do dokumentów. W sprawie energii odbędą się dwa spotkania ministerialne. Natomiast szczyt Strategii Lizbońskiej planowany jest na wiosnę.
Słoweńcy zapowiadają także, że będą walczyć z biurokracją za pomocą? bardziej efektywnych regulacji. Można więc sądzić, że poprawa będzie co najwyżej symboliczna. Nowym liderom leży też na sercu stabilność rynków finansowych oraz wyłudzeń podatku VAT, sięgających w UE aż 50 mld euro rocznie. Wydaje się, że najprostszą drogą do rozwiązania tego drugiego problemu byłaby likwidacja VAT-tu, lecz naturalnie nie ma na to co liczyć.
Z reform, zapowiadane jest także usprawnienie rynku telekomunikacyjnego. Bruksela będzie walczyć z konsolidacją na rynku.
Słoweńcy znajdą się po presją, ponieważ muszą znaleźć rozwiązanie jak pogodzić nowe ograniczenia, które nałożyli sobie Europejczycy w imię walki z ociepleniem klimatu, z rozwojem gospodarczym Starego Kontynentu. 20. procentowe cięcia emisji gazów cieplarnianych do 2020 r. oraz 20. procentowe zwiększenie udziału energii odnawialnej w bilansie energetycznym UE są w dalszym ciągu utopijne. Jakiekolwiek porozumienie może być bardzo trudne do osiągnięcia, choćby z tego powodu, że w dwa największe kraje UE ? Francja oraz Niemcy rządzone są przez prawicę, która w odróżnieniu od lewicy odnosi się sceptycznie do kwestii globalnego ocieplenia, jako rzekomo głównego problemu cywilizacyjnego współczesnego świata.
Unia na bocznym torze
Płonne są też nadzieję, że Słowenia może choć trochę zawrócić Unię z kierunku wyznaczonego przez Traktat Reformujący i interwencjonistyczną praktykę gospodarczą. Europa zmierza w stronę superpaństwa federacyjnego opartego na kruchych fundamentach ekonomicznych i moralnych. Zapewne wiosną, podczas okresowego przeglądu wyników Strategii Lizbońskiej, dowiemy się, że Chiny czy Indie depczą po piętach Europejczykom, albo są już pół kroku przed nami. Zamiast deregulacji gospodarki, unijni eksperci znów zapewne zaproponują nowe cele, deklaracje i ?usprawnienia?.
Rozszerzona strefa Schengen będzie natomiast nowym wyzwaniem w kwestii swobodnego przepływu towarów i osób. Większa wolność poruszania się wewnątrz Unii może przyczynić się do pewnego ożywienia gospodarczego. Nie bez wpływu na przywództwo Słoweńców pozostanie skład rządu tego kraju. Słowenia rządzą socjaldemokraci, a więc to z czego cieszy się Bruksela, nie musi być koniecznie dobre dla obywateli.
Po Słowenii, Unią rządzić będą Francuzi, natomiast w 2009, z czym można wiązać większe oczekiwania, Czesi. Sami Słoweńcy nie są rozentuzjazmowani nową rolą w UE. Mają nadzieją, że w końcu przestaną być myleni ze Słowakami.
Do najważniejszych wydarzeń 1-go stycznia 2008 w Unii Europejskiej było nie przyjęcie wspólnej waluty przez dwa nowe kraję: Maltę i Cypr, lecz objęcie półrocznego przewodnictwa we wspólnocie przez Słowenię, niewielki, niespełna dwumilionowy kraj, powstały po rozpadzie Jugosławii.
Promocja za miliony
Tym samym Słoweńcy będą pierwszym państwem obejmującym przewodnictwo z krajów przyłączonych w 2004 r., z grupy w której znalazła się także Polska. Słowenia zastępuje Portugalczyków, którzy szczycą się, że dzięki im zabiegom UE zyskała ważny dokument ? traktat reformujący.
Trudno spodziewać się po obecnym przywództwie równie istotnych zmian w Unii. Na największe korzyści z przewodnictwa liczy rząd Słowenii. Ponad 62 miliony euro będzie kosztowało sprawowanie funkcji lidera Unii przez kolejne sześć miesięcy. Największe koszty pochłonęła nowa infrastruktura, w tym budowa nowego centrum konferencyjnego w Brdo w okolicach Lublany, gdzie odbywać się będą spotkania ministerialne. Kolejne miliony to zatrudnienie ok. 2 tys. nowych pracowników, którzy będą obsługiwać unijne imprezy.
Co Słoweńcy zyskają w zamian? Wydaje się, że największą korzyścią będzie medialna promocja tego adriatyckiego kraju. Turystyka jest mocną stroną tej niewielkiej republiki i można się spodziewać się, że zainteresowanie Słowenią znacznie się zwiększy. Zyska zapewne gospodarka. Lepsza polityka informacyjna może przyczynić się do większego zainteresowania inwestorów zagranicznych.
Słoweńcy od roku płacą w euro. Dochód narodowy na mieszkańca jest najwyższy spośród wszystkich unijnych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, a takie wskaźniki jak inflacja czy wzrost gospodarczy, plasują Słoweńców powyżej europejskiej średniej.
Mimo znacznych sukcesów na tle innych krajów Europy: przyzwoitego poziomu wolności gospodarczej, wysokiej konkurencyjności czy dobrej integracji z gospodarką światową, problemem Słowenii jest niska rozpoznawalność. Kłopoty z identyfikacją mogą zniknąć właśnie za sprawą obecnego przewodnictwa w UE. Słowenia ma niepowtarzalna okazję, żeby zerwać także z wizerunkiem kraju bałkańskiego, kojarzonego z wojną w byłej Jugosławii.
Bez rewolucji
Po debiucie trudno spodziewać się rewolucji. Bardziej realne jest raczej dostosowywanie się nowego kraju do zwyczajów i modelu prezydencji obowiązującego ongiś tylko dla krajów piętnastki. Stara Europa liczy, że nauczy się czegoś nowego o Bałkanach, co być może przyczyni się to do rozwiązania konfliktu wokół Kosowa.
Najbardziej istotne problemy, naprzeciw których staje ten kraj w ciągu najbliższych sześciu miesięcy to liberalizacja rynku energii oraz nieszczęsna Strategia Lizbońska, która chyba już dawno powinna być zutylizowana w niszczarce do dokumentów. W sprawie energii odbędą się dwa spotkania ministerialne. Natomiast szczyt Strategii Lizbońskiej planowany jest na wiosnę.
Słoweńcy zapowiadają także, że będą walczyć z biurokracją za pomocą? bardziej efektywnych regulacji. Można więc sądzić, że poprawa będzie co najwyżej symboliczna. Nowym liderom leży też na sercu stabilność rynków finansowych oraz wyłudzeń podatku VAT, sięgających w UE aż 50 mld euro rocznie. Wydaje się, że najprostszą drogą do rozwiązania tego drugiego problemu byłaby likwidacja VAT-tu, lecz naturalnie nie ma na to co liczyć.
Z reform, zapowiadane jest także usprawnienie rynku telekomunikacyjnego. Bruksela będzie walczyć z konsolidacją na rynku.
Słoweńcy znajdą się po presją, ponieważ muszą znaleźć rozwiązanie jak pogodzić nowe ograniczenia, które nałożyli sobie Europejczycy w imię walki z ociepleniem klimatu, z rozwojem gospodarczym Starego Kontynentu. 20. procentowe cięcia emisji gazów cieplarnianych do 2020 r. oraz 20. procentowe zwiększenie udziału energii odnawialnej w bilansie energetycznym UE są w dalszym ciągu utopijne. Jakiekolwiek porozumienie może być bardzo trudne do osiągnięcia, choćby z tego powodu, że w dwa największe kraje UE ? Francja oraz Niemcy rządzone są przez prawicę, która w odróżnieniu od lewicy odnosi się sceptycznie do kwestii globalnego ocieplenia, jako rzekomo głównego problemu cywilizacyjnego współczesnego świata.
Unia na bocznym torze
Płonne są też nadzieję, że Słowenia może choć trochę zawrócić Unię z kierunku wyznaczonego przez Traktat Reformujący i interwencjonistyczną praktykę gospodarczą. Europa zmierza w stronę superpaństwa federacyjnego opartego na kruchych fundamentach ekonomicznych i moralnych. Zapewne wiosną, podczas okresowego przeglądu wyników Strategii Lizbońskiej, dowiemy się, że Chiny czy Indie depczą po piętach Europejczykom, albo są już pół kroku przed nami. Zamiast deregulacji gospodarki, unijni eksperci znów zapewne zaproponują nowe cele, deklaracje i ?usprawnienia?.
Rozszerzona strefa Schengen będzie natomiast nowym wyzwaniem w kwestii swobodnego przepływu towarów i osób. Większa wolność poruszania się wewnątrz Unii może przyczynić się do pewnego ożywienia gospodarczego. Nie bez wpływu na przywództwo Słoweńców pozostanie skład rządu tego kraju. Słowenia rządzą socjaldemokraci, a więc to z czego cieszy się Bruksela, nie musi być koniecznie dobre dla obywateli.
Po Słowenii, Unią rządzić będą Francuzi, natomiast w 2009, z czym można wiązać większe oczekiwania, Czesi. Sami Słoweńcy nie są rozentuzjazmowani nową rolą w UE. Mają nadzieją, że w końcu przestaną być myleni ze Słowakami.

« Home