Świat bez Kościoła
Usilne starania, aby usunąć Kościół z życia publicznego, są próbą ukrycia faktu, że współczesna cywilizacja zachodu nie istniałaby bez Kościoła Katolickiego, tak jak bez Boga, nie istniałby świat.
Zapewne wielu z nas, zadaje sobie pytanie, jak wyglądałby świat, gdyby nie było Kościoła Katolickiego? Może Europa przypominałaby współczesne kraje Afryki albo Azji? Bez uniwersytetów, bez nauki, bez rozwijającej się gospodarki, bez szpitali, bez dobroczynności, bez sztuk pięknych, bez nadziei na lepszy żywot.
Antyklerykalizm to socjalizm
Dominującym nurtem antykościelnym jest tzw. antyklerykalizm tramwajowy, polegający na bezmyślnym powtarzaniu nieuzasadnionych pretensji wobec Kościoła, działający na zasadzie przedszkolnego głuchego telefonu. Najczęstszymi banałami powtarzanymi przez tramwajowych antyklerykałów są: utożsamianie Kościoła Katolickiego wyłącznie z krwawą inkwizycją, krucjatami oraz nawracaniem ogniem i mieczem. Jest to pokłosie skutecznego działania komunistów, którzy właśnie w ten sposób przedstawiali Kościół w czasach realnego socjalizmu. Zapewne każdy pamięta tego typu antykatolickie wątki w wielu filmach, podręcznikach, a nawet w skierowanych do dzieci komiksach.
Kolejnym zarzutem jest zestawianie bogactwa Kościoła z istniejącą biedą. Jest to bezpośredni efekt myślenia socjalistycznego, tak jakby bieda automatycznie zniknęła, gdyby majątek Kościoła rozdać potrzebującym, co jest oczywistą bzdurą. Nie jest też prawdziwa teza o nieskończonych bogactwach materialnych Kościoła, skoro na Zachodzie do codzienności należą licytację majątku, którego Kościół nie jest w stanie utrzymać. Jest to również efekt socjalizmu, a mianowicie podatku kościelnego. Wierni buntując się przeciw kolejnemu podatkowi dokonują aktu apostazy, a księża mający zagwarantowane wpływy podatkowe, nie troszczą się o zwiększanie grupy wiernych. Ten problem nie istnieje tam, gdzie istnieje bezpośredni związek liczby wiernych z dobrowolnymi datkami na tacę.
Wreszcie, kolejna grupa antyklerykałów tramwajowych permanentnie utożsamia poszczególnych księży z Kościołem jako całością. Tak więc, jeśli zdarzy się ksiądz pedofil, to trzeba się odwrócić od Kościoła, bo jest pedofilski. Jeśli ksiądz pije, to Kościół jest pijacki. Jeśli trafi się rozpustnik, to jest rozpustny. Zapomina się o ludzkiej stronie posługi kapłańskiej oraz o indywidualnej odpowiedzialności posługujących za swe czyny. W porównaniu z dobrem czynionym przez Kościół jako całość, poszczególne incydenty nie mają znaczenia dla Kościoła jako jedności.
Rozbijanie Kościoła
Wśród wielu nurtów zderzających się w Kościele Katolickim, najbardziej przeciwstawne wydają się być nurt tradycjonalistyczny i ultrapostępowy. Katolicy zastanawiają się, czy nie żyjemy przypadkiem w czasach ostatecznych, gdzie nie będzie można odprawiać Mszy św., a Kościół zacznie rozpadać się na wiele odłamów.
Zapewne wielu tradycjonalistów uważa, że pierwszym znakiem była posoborowa reforma, a właściwie reformacja liturgii. Natomiast ci, którzy manifestują otwartą niechęć do Kościoła Katolickiego: sedekwantyści i lefebryści, biorą na siebie odpowiedzialność za niszczenie jedności Kościoła (oczywiście ze szkodą dla samych siebie, a nie np. dla wiernych przywiązanych do tradycyjnej formy liturgii).
Dlatego jakże ważnym posunięciem ze strony Benedykta XVI stał się powrót Mszy Trydenckiej, która nie tylko jednoczy Kościół, ale inspiruje wielu katolików do pogłębiania swojej duchowości, pielęgnowania tradycji i przywracania szacunku i świętości Eucharystii. Miejmy nadzieje, że właśnie dzięki nim Msza Św. pozostanie ostoją niekwestionowanego klasycznego piękna, zanikającego w mszach posoborowych.
Zapewne tym, co przyciąga do nadzwyczajnego rytu rzymskiego są liczne nadużycia liturgiczne występujące obecnie w Kościele. Osobiście byłem świadkiem wielu przykładów takich nadużyć. W Kościele Redemptorystów (sic!) widziałem zamiast kazania rozgrywającą się na ołtarzu scenę teatralną, jak w szkolnym przedstawieniu. W innym zaś ksiądz czytał dowcipy z Gościa Niedzielnego typu: przychodzi baba do lekarza. Zaś w diecezjalnej katedrze podczas drogi krzyżowej w Wielkim Poście, jeden z koncelebrujących podrostków zaczął cytować rozważania o śmierci autorstwa? lidera satanistycznego zespołu heavy metalowego.
Zagrożeniami dla jedności Kościoła mogą być także rozmaite ruchy posoborowe typu: neokatechumenat czy ruchy charyzmatyczne. Świadkowie mówią o tworzeniu się z nich sekt, bądź przechodzeniu ich byłych członków na protestantyzm. Z ruchami charyzmatycznymi, gdzie członkowie wpadają w trans i zaczynają np. mówić niezrozumiałymi językami niektórzy księża doszukują się pierwszych objawów opętania. Natomiast zupełnie niezrozumiałe jest pobłażanie dla neokatechumenatu. Tez założony przez dwoje świeckich (!!!) ruch, działa obecnie na wariackich papierach bez zatwierdzonego przez Watykan regulaminu. W poprzednich wersjach dostrzeżono mnóstwo błędów teologicznych i dogmatycznych. Ruch stawia na głowę ofiarę Mszy Św. odprawiając ją w soboty, przy stole, z komunią przyjmowaną na siedząco i na rękę, z katechezami przygotowywanymi przez osoby bez kompetencji. Podobno działa tak niezmiennie, mimo nawoływania do porządku przez hierarchów. Ta liczna wspólnota stanęła przed niebezpieczeństwem schizmy, a niektóre zgromadzenia noszą już cechy sekty, której członkowie boją się opuścić wspólnotę, będąc przekonani, ?że stanie się coś złego?.
Kościół zbudował cywilizację
Tymczasem to jedność Kościoła zawsze stanowiła o jego sile. Największe osiągnięcia Kościoła pochodzą z czasów, gdy na jego potęgę i jedność składali się katolicy z wielu krajów. Cywilizacja zawdzięcza Kościołowi więcej niż się to nam wydaje, a katolicy byli od wieków inspiratorami rozwoju moralnego ludzkości. Nic innego jak leprozoria św. Łazarza, przeznaczone dla opieki nad trędowatymi, okazały się pierwszymi szpitalami i zaczątkami służby zdrowia. Trynitarze, mercedariusze zajmowali się wykupywaniem niewolników i przywracaniem im wolności. Siostry magdalenki dały przykład wielkoduszności i dobroczynności, kontynuowanej przez zakony po dziś dzień.
Bez Kościoła Katolickiego nie byłoby rozwoju nauki. Jak zauważa prof. Thomas Woods, do czasu reformacji z 81 uniwersytetów, 33 posiadały edykt nadany przez papieża, zaledwie 15 edykt cesarski lub królewski, a 20 szczyciło się obydwoma dokumentami. Oznacza, to, że 2/3 uniwersytetów miało rodowód kościelny.
Nikt nie jest w stanie zakwestionować wkładu we współczesną naukę benedyktynów, jezuitów czy dominikanów. Zakonnicy ocalili i rozwinęli nie tylko wiele dzieł klasycznych, ale wnieśli ogromny wkład w rozwój filozofii, logiki, fizyki, geologii, kosmologii, astronomii, prawa międzynarodowego i nauk społecznych, w szczególności ekonomii.
Nikt chyba nie wyobraża sobie klasycznej sztuki najwyższego lotu bez Kościoła Katolickiego: najpiękniejszych dzieł muzyki klasycznej, literatury, malarstwa czy rzeźby.
Jakże uboga byłaby architektura, gdyby nie piękno katedr, kolegiów, kościołów i klasztorów. Zapewne byłaby tym, czym muzyka przez psalmów, chorałów, mszy i nabożeństw bądź sztuki piękne bez tematów biblijnych i religijnych.
Zamiast zżymać się na Kościół Katolicki współcześni Europejczycy powinni zrobić rachunek sumienia i odświeżyć zatęchła pamięć. Może wówczas nie byli skazani wyłącznie na hołdowanie ateistycznej, lewackiej ideologii, bądź na pseudosztukę w rodzaju ukrzyżowanego penisa. Również katolicy nie szukaliby Boga w świeckich i liturgicznych nowinkach, które niszczą wiekowy dorobek Kościoła, a w skrajnych przypadkach doprowadzają dorobek Soboru Watykańskiego II do śmieszności. Bo jakże nie śmiać się, gdy widzi się zwyczaje rozpowszechnione na zachodzie Europy: postmodernistyczną architekturę sakralną czy ministrantów przebranych za Myszkę Miki.
Zapewne wielu z nas, zadaje sobie pytanie, jak wyglądałby świat, gdyby nie było Kościoła Katolickiego? Może Europa przypominałaby współczesne kraje Afryki albo Azji? Bez uniwersytetów, bez nauki, bez rozwijającej się gospodarki, bez szpitali, bez dobroczynności, bez sztuk pięknych, bez nadziei na lepszy żywot.
Antyklerykalizm to socjalizm
Dominującym nurtem antykościelnym jest tzw. antyklerykalizm tramwajowy, polegający na bezmyślnym powtarzaniu nieuzasadnionych pretensji wobec Kościoła, działający na zasadzie przedszkolnego głuchego telefonu. Najczęstszymi banałami powtarzanymi przez tramwajowych antyklerykałów są: utożsamianie Kościoła Katolickiego wyłącznie z krwawą inkwizycją, krucjatami oraz nawracaniem ogniem i mieczem. Jest to pokłosie skutecznego działania komunistów, którzy właśnie w ten sposób przedstawiali Kościół w czasach realnego socjalizmu. Zapewne każdy pamięta tego typu antykatolickie wątki w wielu filmach, podręcznikach, a nawet w skierowanych do dzieci komiksach.
Kolejnym zarzutem jest zestawianie bogactwa Kościoła z istniejącą biedą. Jest to bezpośredni efekt myślenia socjalistycznego, tak jakby bieda automatycznie zniknęła, gdyby majątek Kościoła rozdać potrzebującym, co jest oczywistą bzdurą. Nie jest też prawdziwa teza o nieskończonych bogactwach materialnych Kościoła, skoro na Zachodzie do codzienności należą licytację majątku, którego Kościół nie jest w stanie utrzymać. Jest to również efekt socjalizmu, a mianowicie podatku kościelnego. Wierni buntując się przeciw kolejnemu podatkowi dokonują aktu apostazy, a księża mający zagwarantowane wpływy podatkowe, nie troszczą się o zwiększanie grupy wiernych. Ten problem nie istnieje tam, gdzie istnieje bezpośredni związek liczby wiernych z dobrowolnymi datkami na tacę.
Wreszcie, kolejna grupa antyklerykałów tramwajowych permanentnie utożsamia poszczególnych księży z Kościołem jako całością. Tak więc, jeśli zdarzy się ksiądz pedofil, to trzeba się odwrócić od Kościoła, bo jest pedofilski. Jeśli ksiądz pije, to Kościół jest pijacki. Jeśli trafi się rozpustnik, to jest rozpustny. Zapomina się o ludzkiej stronie posługi kapłańskiej oraz o indywidualnej odpowiedzialności posługujących za swe czyny. W porównaniu z dobrem czynionym przez Kościół jako całość, poszczególne incydenty nie mają znaczenia dla Kościoła jako jedności.
Rozbijanie Kościoła
Wśród wielu nurtów zderzających się w Kościele Katolickim, najbardziej przeciwstawne wydają się być nurt tradycjonalistyczny i ultrapostępowy. Katolicy zastanawiają się, czy nie żyjemy przypadkiem w czasach ostatecznych, gdzie nie będzie można odprawiać Mszy św., a Kościół zacznie rozpadać się na wiele odłamów.
Zapewne wielu tradycjonalistów uważa, że pierwszym znakiem była posoborowa reforma, a właściwie reformacja liturgii. Natomiast ci, którzy manifestują otwartą niechęć do Kościoła Katolickiego: sedekwantyści i lefebryści, biorą na siebie odpowiedzialność za niszczenie jedności Kościoła (oczywiście ze szkodą dla samych siebie, a nie np. dla wiernych przywiązanych do tradycyjnej formy liturgii).
Dlatego jakże ważnym posunięciem ze strony Benedykta XVI stał się powrót Mszy Trydenckiej, która nie tylko jednoczy Kościół, ale inspiruje wielu katolików do pogłębiania swojej duchowości, pielęgnowania tradycji i przywracania szacunku i świętości Eucharystii. Miejmy nadzieje, że właśnie dzięki nim Msza Św. pozostanie ostoją niekwestionowanego klasycznego piękna, zanikającego w mszach posoborowych.
Zapewne tym, co przyciąga do nadzwyczajnego rytu rzymskiego są liczne nadużycia liturgiczne występujące obecnie w Kościele. Osobiście byłem świadkiem wielu przykładów takich nadużyć. W Kościele Redemptorystów (sic!) widziałem zamiast kazania rozgrywającą się na ołtarzu scenę teatralną, jak w szkolnym przedstawieniu. W innym zaś ksiądz czytał dowcipy z Gościa Niedzielnego typu: przychodzi baba do lekarza. Zaś w diecezjalnej katedrze podczas drogi krzyżowej w Wielkim Poście, jeden z koncelebrujących podrostków zaczął cytować rozważania o śmierci autorstwa? lidera satanistycznego zespołu heavy metalowego.
Zagrożeniami dla jedności Kościoła mogą być także rozmaite ruchy posoborowe typu: neokatechumenat czy ruchy charyzmatyczne. Świadkowie mówią o tworzeniu się z nich sekt, bądź przechodzeniu ich byłych członków na protestantyzm. Z ruchami charyzmatycznymi, gdzie członkowie wpadają w trans i zaczynają np. mówić niezrozumiałymi językami niektórzy księża doszukują się pierwszych objawów opętania. Natomiast zupełnie niezrozumiałe jest pobłażanie dla neokatechumenatu. Tez założony przez dwoje świeckich (!!!) ruch, działa obecnie na wariackich papierach bez zatwierdzonego przez Watykan regulaminu. W poprzednich wersjach dostrzeżono mnóstwo błędów teologicznych i dogmatycznych. Ruch stawia na głowę ofiarę Mszy Św. odprawiając ją w soboty, przy stole, z komunią przyjmowaną na siedząco i na rękę, z katechezami przygotowywanymi przez osoby bez kompetencji. Podobno działa tak niezmiennie, mimo nawoływania do porządku przez hierarchów. Ta liczna wspólnota stanęła przed niebezpieczeństwem schizmy, a niektóre zgromadzenia noszą już cechy sekty, której członkowie boją się opuścić wspólnotę, będąc przekonani, ?że stanie się coś złego?.
Kościół zbudował cywilizację
Tymczasem to jedność Kościoła zawsze stanowiła o jego sile. Największe osiągnięcia Kościoła pochodzą z czasów, gdy na jego potęgę i jedność składali się katolicy z wielu krajów. Cywilizacja zawdzięcza Kościołowi więcej niż się to nam wydaje, a katolicy byli od wieków inspiratorami rozwoju moralnego ludzkości. Nic innego jak leprozoria św. Łazarza, przeznaczone dla opieki nad trędowatymi, okazały się pierwszymi szpitalami i zaczątkami służby zdrowia. Trynitarze, mercedariusze zajmowali się wykupywaniem niewolników i przywracaniem im wolności. Siostry magdalenki dały przykład wielkoduszności i dobroczynności, kontynuowanej przez zakony po dziś dzień.
Bez Kościoła Katolickiego nie byłoby rozwoju nauki. Jak zauważa prof. Thomas Woods, do czasu reformacji z 81 uniwersytetów, 33 posiadały edykt nadany przez papieża, zaledwie 15 edykt cesarski lub królewski, a 20 szczyciło się obydwoma dokumentami. Oznacza, to, że 2/3 uniwersytetów miało rodowód kościelny.
Nikt nie jest w stanie zakwestionować wkładu we współczesną naukę benedyktynów, jezuitów czy dominikanów. Zakonnicy ocalili i rozwinęli nie tylko wiele dzieł klasycznych, ale wnieśli ogromny wkład w rozwój filozofii, logiki, fizyki, geologii, kosmologii, astronomii, prawa międzynarodowego i nauk społecznych, w szczególności ekonomii.
Nikt chyba nie wyobraża sobie klasycznej sztuki najwyższego lotu bez Kościoła Katolickiego: najpiękniejszych dzieł muzyki klasycznej, literatury, malarstwa czy rzeźby.
Jakże uboga byłaby architektura, gdyby nie piękno katedr, kolegiów, kościołów i klasztorów. Zapewne byłaby tym, czym muzyka przez psalmów, chorałów, mszy i nabożeństw bądź sztuki piękne bez tematów biblijnych i religijnych.
Zamiast zżymać się na Kościół Katolicki współcześni Europejczycy powinni zrobić rachunek sumienia i odświeżyć zatęchła pamięć. Może wówczas nie byli skazani wyłącznie na hołdowanie ateistycznej, lewackiej ideologii, bądź na pseudosztukę w rodzaju ukrzyżowanego penisa. Również katolicy nie szukaliby Boga w świeckich i liturgicznych nowinkach, które niszczą wiekowy dorobek Kościoła, a w skrajnych przypadkach doprowadzają dorobek Soboru Watykańskiego II do śmieszności. Bo jakże nie śmiać się, gdy widzi się zwyczaje rozpowszechnione na zachodzie Europy: postmodernistyczną architekturę sakralną czy ministrantów przebranych za Myszkę Miki.

« Home