Home



Friday, February 29, 2008

Ręce precz od moich dzieci!

W związku z tak daleko idącymi propozycjami zmian w tak ważnej sprawie jak przyszłość edukacyjna najmłodszego pokolenia Polaków, domagamy się od Pani Minister Katarzyny Hall rozpoczęcia publicznej debaty na ten temat z udziałem przede wszystkich rodziców, którzy poniosą największe koszty ewentualnych zmian. Poprzyj akcję na www.prawarodzicow.pl
Read more »

Komentarz dla TVP3

Uwolnienie cen energii powinno być sygnałem do konkurencji cenowej. Paradoksalnie, ponieważ mamy niewielu dostawców, może być pretekstem do drastycznych podwyżek cen energii. Ma to związek z dużym popytem, wzrastającymi cenami surowców, a przede wszystkim ze zbyt niskimi limitami na emisję gazów cieplarnianych.
Read more »

Op-ed w Pulsie Biznesu

Rządowa strategia cyfryzacji jest zła. Tylko postawienie na nowoczesny format kompresji MPEG-4 T2 oraz na satelitarną dystrybucję sygnału cyfrowego zmniejszyłoby koszty projektu nawet dziesięciokrotnie i pozwoliło na objęcie sygnałem całego kraju.
Read more »

Wednesday, February 27, 2008

Nieuczciwa polemika

Ze zdumieniem przeczytałem tekst prof. Jacka Bartyzela pt. "Pilnuj szewcze kopyta", w którym zarzuca mi "konfabulacje", "insynuacje", "wylewanie żółci" na środowiska tradycjonalistyczne i co najdziwniejsze: przypisywanie przygotowania drugiego zamachu na Jana Pawła II przez lefebrystów!

Przejdźmy do faktów, bowiem polemika, napisana ze sporym ładunkiem agresji, jest nieuczciwa. Mianowicie przypisuje mi rzeczy, których nie napisałem, co warto sprawdzić zapoznając się z moim tekstem pt. "Anarchokapitalista w Brukseli". Najbardziej nieuczciwe (JB napisałby, że jest to "nikczemne i głupie", przyp. autora) ze strony polemisty jest przypisanie mi głównej tezy tekstu, jakobym twierdził, że "tradycjonalistyczni schizmatycy" przygotowali zamach wykonany przez Juana Fernandeza Krohna.

Tę tezę wymyślił Jacek Bartyzel na użytek swojej polemiki. Ja napisałem: "Szulc w powieści stawia karkołomną tezę, że Krohn działał w porozumieniu z Lefebvrem, ale należy ją włożyć między bajki, gdyż nie należał już w tedy do Bractwa. Ponadto przeczy temu postawa Benedykta XVI, który mimo wszelkich ran zadanych Kościołowi, dąży do pojednania z radykalnymi tradycjonalistami". Myślę, że jaśniej wyłożyć tego nie można.

Wypada więc jeszcze przypomnieć o czym był mój artykuł, który tak wstrząsnął profesorem Bartyzelem, że wzywa do cenzurowania moich tekstów na łamach prasy. Mianowicie opisałem w nim losy Juana Fernandeza Krohna: od jego doświadczeń jako zbuntowanego księdza, poprzez zamach na życie Karola Wojtyły w Fatimie, kolejny nieudany zamach na króla Alberta II i życie księgowego w Brukseli. Jedyną spójną tezą tekstu jest jego podsumowanie, w którym wysuwam przypuszczenie, że delikwent jest opętany (z czym JB wydaje się zgadzać, przyp. autora) i dobrze czuje się z tym czuje, mieszkając obecnie w stolicy UE.

Co więc tak wzburzyło prof. Bartyzela, że posunął się nawet do dość tanich i mało eleganckich chwytów, przyrównując mnie łaskawie do Tomasza Grossa czy Joanny Senyszyn? Zapewne fakt, że śmiałem przypomnieć związki Juna Fernandeza Krohna z Bractwem Kapłańskim św. Piusa X oraz sedewakatystami. Takie są jednak fakty i nie można ich zamieść pod dywan. Jeśli było inaczej polemista powinien przedstawić dowody, czego jednak nie czyni.

Jako publicysta dostaję dużo listów, w tym od członków różnych sekt. Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że listy od sedewakantystów i sympatyków FSSPX nie różnią się zbytnio w swej treści od listów od członków sekt protestanckich czy buddyjskich. Nie tolerują żadnej krytyki i są przekonane o wyłącznej słuszności swoich przekonań. Czasem są bardziej poruszające. Jeden z wiernych sedewakantystów przypomniał mi ostatnio, że zamach na papieża był tylko ostrzeżeniem za napisanie przez Jana Pawła II heretyckich encyklik i natychmiast odesłał mnie do swojej strony internetowej, na której poucza, że posoborowe msze św. to ohyda, składanie hołdu szatanowi i demonom. Musi mi więc prof. Jacek Bartyzel wybaczyć, że nie podzielam fascynacji dorobkiem tego nurtu.

Muszę rozczarować mojego polemistę, że nie żywię niechęci do środowisk tradycjonalistycznych. Chodzę na indultowe Msze Trydenckie i staram się o ich uruchomienie w moim mieście. Natomiast to, iż nie korzystam z posługi FSSPX, w odróżnieniu od prof. Bartyzela, bierze się z przekonania, że cnota posłuszeństwa w wierze jest czymś bardzo ważnym dla katolika. Wielu świętych, nie sięgając daleko: św. Siostra Faustyna czy św. Ojciec Pio, musiało znieść dużo cierpień ze strony Kościoła, zanim dowiedli swych cnót. Żadne z nich nie zbudowało swej świętości na pysze i postawie ?non serviam? wobec Kościoła Rzymskokatolickiego. Jest w tym coś z heroicznego cierpienia Abrahama zanoszącego w ofierze swego syna Izaaka, czy wierności Hioba.

Można być wiernym tradycji w zgodzie z Kościołem i można zapewne organizować się poza strukturami Kościoła. Pytanie tylko, czy zbytnie przekonanie o nieomylności swojego nieposłuszeństwa nie prowadzi na manowce, tak jak zaprowadziło nieszczęsnego Juana Fernandeza Krohna.

Przypuszczam także, że przeświadczenie o własnej nieomylności, nie pozwalało także inaczej odczytać mojego artykułu przez polemistę. W przypisywaniu złych intencji przy pisaniu artykułu czy imputowanie mi cudzej tezy autor posunął się jednak za daleko, co pozostawiam ocenie czytelników.

Może to jednak nie mnie skusił diabeł, tyko Pana profesora?

Read more »

Monday, February 25, 2008

Artykuł we Wprost

W 2007 r. Polacy kupili ponad 1,5 mln nowoczesnych telewizorów plazmowych i LCD. To najwięcej w UE. Pod względem zakupów najnowocześniejszych telewizorów przystosowanych do odbioru sygnału HD w Europie wyprzedzają nas tylko słynący ze skłonności do nowinek Rosjanie. Niestety, są to pieniądze wyrzucone w błoto. Okazuje się bowiem, że polski rząd tworzy przestarzałą telewizję cyfrową marnej jakości.


Zostaniemy prawdopodobnie rekordzistami Europy w udostępnianiu sygnału cyfrowego jak najmniejszej liczbie odbiorców za najwyższą cenę. Rząd w przedstawionej w 2008 r. strategii cyfryzacji mówi wyłącznie o budowaniu nadajników naziemnych, a to nie dość, że jest drogie, to na dodatek zapewni odbiór tylko części abonentów. Skutek? Według Europejskiej Unii Nadawców, do 2012 r. tylko co czwarty Polak będzie miał możliwość odbioru telewizji cyfrowej. Podatnik zapłaci za to około dziesięciu razy więcej, niż powinien. Rządowy projekt będzie najdroższym i najmniej skutecznym projektem cyfryzacji w UE. Ci, którzy jeszcze nie wydali pieniędzy na zakup kosztownych telewizorów HD, powinni odłożyć tę decyzję do 2015 r.
Read more »

Sunday, February 24, 2008

Anarchokonserwatysta z Brukseli

Nienawidził posoborowego Kościoła Katolickiego i współczesnej władzy monarszej. Były kapłan Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X i późniejszy sedewakantysta Juan Fernández Krohn próbował w Fatimie zabić Jana Pawła II. Dziś mieszka na stałe w Brukseli.

Tym tradycjonalistom, którzy w walce z posoborowym modernizmem w Kościele oraz o prawo do zachowania tradycyjnej liturgii, bezkrytycznie jednoczą się z ruchami schizmatyckimi, pozostającymi poza strukturami Kościoła Katolickiego, należy przypomnieć epizod z byłym hiszpańskim księdzem, wyświęconym przez Monsignore Lefebvra, członka sekty sedewakantystów, który, skoro Bóg tak chciał, zapisał się w kartach historii, jako sprawca nieudanego zamachu na Karola Wojtyłę.

Ożenić kosę papieżowi

Był 12 maja 1982 r. Papież Jan Paweł II przybywa do Fatimy, aby złożyć dziękczynienie wstawiennictwu Matce Bożej i Bogu, które pozwoliło mu przeżyć zamach na jego życie w Rzymie rok wcześniej. Właśnie odbywa się procesja. Nagle z tłumu wyskakuje szaleniec z bagnetem. ?Precz z papieżem. Precz z Soborem Watykańskim II? ? krzyczy. Ojca Świętego osłania własnym ciałem Camillo Cibin. Został draśnięty ostrzem. Napastnika obezwładniły służby ochrony. Sam Cibin po 35 latach służby odszedł na emeryturę w połowie 2006 r. Ochraniał także Benedykta XVI podczas pielgrzymki do Polski.
Zamachowcem okazał się ksiądz Juan Fernndez Krohn. Krohn urodził się w Hiszpanii w 1950 r. Został wyświęcony przez biskupa Lefebvre?a w końcu lat 70., lecz wkrótce opuścił Bractwo Piusa X na rzecz sedewakantystów, którzy wydali mu się bardziej radykalni. Krohn nienawidził posoborowego Kościoła Katolickiego za ekumenizm i zbliżenie z Żydami. Nie uznawał także posoborowych papieży i nie traktował ich jako sukcesorów Kościoła Rzymskokatolickiego.
Jak na ironię, gdy Jan Paweł II przybył do fatimskiego sanktuarium podziękować za uratowanie od kuli wystrzelonej przez Ali Agcę na Placu Św. Piotra w Rzymie, na jego życie czekał kolejny niedoszły morderca. Magazyn ?The Time? pisał: ?Policyjne śledztwo wykazało, że Fernández był, tak jak wyglądał, księdzem ? ale anarchokonserwatywnym?. Sedewakantyści, uważają, że Stolica Piotrowa, pozostaje nieobsadzona od czasów śmierci Papieża Piusa XII w 1958 r. W ich rozumieniu, zamach był więc przygotowany na kogoś, kto tylko podawał się za papieża. Istnieją opinie, że zamachowiec uważał Karola Wojtyłę za sowieckiego agenta, który dostał stanowisko dzięki? komunistom. Dziś zarówno lefebryści, jak i sedewakantyści odcinają się od Krohna. Niewątpliwie był on jednak ?produktem? szerzonej przez oba nurty ideologii.

Zabić króla

Krohnowi groziło nawet 20 lat więzienia. Ostatecznie skończyło się na sześciu. Po trzech latach wyszedł na wolność. Pobyt w odosobnieniu nie oznaczał końca kłopotów, a jedynie pewne korekty w relacji wyznawanych poglądów względem postawy codziennej. W czasie odsiadki, jak przystało na anarchokonserwatystę, ożenił się z rozwódką, redaktorką lokalnej bulwarówki, zafascynowanej pewnie nietuzinkową osobowością, która pojawiła się w okolicy. Jak często się dzieje, postawa radykalna oznacza duże wymagania wobec innych, z wyjątkiem siebie samego.
W 1985 r. wychodzi z więzienia i powraca do Madrytu, gdzie mieszkają jego rodzice. Następnie, gdy Francja zamyka przed nim drzwi, wybiera sobie nową siedzibę. Jest nią stolica Unii Europejskiej ? Bruksela. Krohn w mieście, gdzie status Papieża jest raczej ciekawostką kulturoznawczą niż najwyższą funkcją kościelną, zrobił spektakularną karierę jako adwokat. Słynął z ostrych, ciętych potyczek na sądowych salach i ponadprzeciętnej inteligencji. Nie zaprzestał także walki ideologicznej. Jak donosiły media, publicznie pochwalał walkę z Żydami, nie tylko przez hiszpańskich władców, ale także przez faszystów, co spotykało się z ostrymi reakcjami poprawnie politycznej Brukseli. Spoliczkował także jednego z sędziów.
W 2000 r. znów zdecydował się na akcję bezpośrednią. Przerwał policyjny kordon niedaleko Pałacu Królewskiego w stolicy Belgii i rzucił się na belgijskiego monarchę króla Alberta II z małżonką, który oczekiwał na zbliżającego się króla Hiszpanii Juana Carlosa z królową Zofią. Ponownie został oskarżony o usiłowanie zabójstwa. Dostał pięć lat bez zawieszenia.

Księgowy i dziennikarz

Sprawą Krohna zajmowało się dwóch biografów Jana Pawła II.: Eugeniusz Guza i Tad Szulc. Pierwszy wydał dwa lata temu książkę ?Zamach na Papieża ? mroczne siły nienawiści?, natomiast Szulc, dziesięć lat wcześniej napisał biografię Wojtyły oraz powieść pt. ?Zabić papieża?. Szulc w powieści stawia karkołomną tezę, że Krohn działał w porozumieniu z Lefebvrem, ale należy ją włożyć między bajki, gdyż nie należał już wtedy do Bractwa. Ponadto przeczy temu postawa Benedykta XVI, który mimo wszelkich ran zadanych Kościołowi, dąży do pojednania z radykalnymi tradycjonalistami.
Z kolei Guza twierdzi, że przypadek sedewakantysty ma charakter przede wszystkim kryminalny i psychiatryczny. Nie można się z tym zgodzić. Czyny popełniane przez Krohna wyglądają na starannie przemyślane i wyreżyserowane. Napastnik jest nie tylko świadomy tego co robi, ale potrafi także dokładnie uzasadnić swoje postępowanie. Jest także doskonałym obrońcą swoje sprawy. ?Incydent? w Fatimie określa nie jako próbę zabójstwa, lecz ?gest? protestu.
Od trzech lat Juan Fernández Krohn prowadzi w Internecie swój hiszpańskojęzyczny blog pt. Juan Fernández Krohn z Belgii (http://juanfernandezkrohn.blogspot.com/). Pisze o sobie, że jest księgowym i mieszka w prestiżowej dzielnicy Brukseli Ixelles. Zamieszcza nawet swoje zdjęcie w ciemnych okularach. Jest bardzo płodnym autorem. Pisze często, porusza sprawy współczesne, jego artykuły są pełne wylewnych komentarzy. Pisze także o Polsce. Wałęsie, Geremku i Macieju Giertychu.
Czym naprawdę kierował się Krohn, gdy będąc w wieku chrystusowym zamierzał się na następcę św. Piotra? Ksiądz doktor Gabriel Amorth, egzorcysta diecezji rzymskiej i przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów, w książce ?Egzorcyści i psychiatrzy? w rozdziale o rozróżnieniu chorób psychicznych od opętania, czyni znamienną uwagę, że naczelną cechą opętania jest niepohamowana awersja do świętości. Jeśli Jan Paweł II zostanie wkrótce uznany świętym, powinniśmy poznać prawdziwą przyczynę czynu zamachowca.
Dlatego Krohna i jemu podobnych nie należy spuszczać z oka. Zagrożenie najwyraźniej może przychodzić tak z lewa, jak i z prawa. Zastanawiające jest także, dlaczego Krohn tak dobrze czuje się akurat w Brukseli. Być może nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Read more »

Friday, February 22, 2008

Komentarz dla Dziennika

Wprowadzanie do polskiego prawa instytucji upadłości konsumenckiej nie jest niezbędne. Traktujmy upadłość konsumencką jako przywilej socjalny, a nie jako prawo człowieka. Dobrze, że proces upadłościowy będzie odbywał się pod kontrolą sądu.
Read more »

Thursday, February 21, 2008

Na żywo w Radio PIN

Dziś ok. godz. 17.00 wezmę udział na żywo w dyskusji w Radio PIN. Audycja będzie poświęcona problemowi upadłości konsumenckiej.
Read more »

Friday, February 15, 2008

Op-ed w Pulsie Biznesu

Bajka małych skrzyneczkach. W połowie września ubiegłego roku ówczesny rząd podpisał porozumienie między TVP, Polskim Radiem i Polkomtelem w sprawie współpracy w zakresie cyfryzacji. Szef rządu nazwał to porozumienie "przełomem", który doprowadzi do "radykalnego" zwiększenia dostępu Polaków do nowoczesnych usług multimedialnych. Wkrótce każdy obywatel miał dysponować magicznym urządzeniem, "malutką skrzyneczką", dzięki której będzie się łączył z dziesiątkami kanałów telewizyjnych, bez żadnych "talerzy", obiecywał premier.

W efekcie tego "przymierza" na rynku miały pojawić się tanie dekodery, umożliwiające masowy odbiór programów radiowych i telewizyjnych cyfrowej jakości czy dostęp do internetu, za pomocą infrastruktury operatora telefonii komórkowej.

Od tego czasu minęło już pół roku, a "małych skrzyneczek" w domach, jak nie było, tak nie ma. Dlaczego? Powód ciszy w eterze i na wizji jest prawdopodobnie "przyziemny". Technika rządzi się swoimi prawami. Maszty telefonii komórkowej są po prostu zbyt krótkie, aby nadawać sygnał cyfrowy. Oczywiście mądry Polak po szkodzie powie: nie ma problemu podwyższmy maszty! Niestety wiąże się to z bardzo wysokimi kosztami, czyniąc przedsięwzięcie z gruntu nieopłacalnym.

Co z tego wynika? Możemy zapomnieć o Olimpiadzie w Pekinie pokazywanej w jakości HD w telewizji publicznej. Nie zobaczymy także EURO 2012. Chyba, że u naszych sąsiadów: Czechów i Niemców, którzy już w 2010 r. wyłączą nadawanie analogowe.

A rząd niech nie opowiada bajek, że w odróżnieniu od całego świata, który korzysta głównie z "talerzy", zbudujemy telewizję cyfrową "malutkimi skrzyneczkami". Kłamstewko ma krótkie nóżki.
Read more »

Monday, February 11, 2008

Medycyna bez granic

Polska nie tylko powinna zreformować służbę zdrowia, ale bezwzględnie musi uczynić rodzimy system ochrony zdrowia konkurencyjnym w Europie.

Medyczna bomba tyka. Największym problemem służby zdrowia w Polsce nie jest czas pracy lekarzy, podwyższenie składki zdrowotnej czy zbliżenie budżetowych nakładów na medycynę do średniej europejskiej. Wyzwaniem nie jest kontynuacja wegetacji obecnego systemu. Dlaczego? W styczniu czeka nas prawdziwa rewolucja. Komisja Europejska opublikuje długo oczekiwaną dyrektywę o międzygranicznej dostępności do usług zdrowotnych.
Mijają kolejne miesiące a w rządzie Platformy Obywatelskiej cisza nad medycyną jak nad grobem. Nie ma szczegółów zapowiadanej reformy służby zdrowia. Jedynym konkretem jaki wyrzuciła z siebie minister Ewa Kopacz była obietnica horrendalnych podwyżek dla lekarzy. Polska służba zdrowia, oceniana przez pacjentów jako najgorsza w Europie, nieustannie brnie ku przepaści. Każdy dzień zwłoki przybliża nas do krachu.

Pacjenci chcą reform

Tymczasem rynkowy impuls po raz kolejny pochodzi z Brukseli. Naciskani przez grupy pacjentów biurokraci w końcu opracowali tekst dyrektywy o miedzypaństowym dostępie do służby zdrowia. Dyrektywa pozwalająca pacjentom korzystać z niektórych usług medycznych w innym kraju członkowskim (naturalnie pod pewnymi warunkami) może stać się zalążkiem rewolucji, która obali europejski socjalizm w służbie zdrowia. Gdyby tak się stało, ochrona zdrowia, dałaby nowy impuls do wzrostu europejskiej gospodarki, bowiem potencjał tej innowacyjnej dziedziny jest niewykorzystany.
Biurokraci z Warszawy powinni zacząć się bać. Polska medycyna jest oceniania przez pacjentów jak najgorzej i można być pewnym, że chorzy nie będą godzić się na umieranie na szpitalnych korytarzach, powiedzą także ?dość!? lekarzom wymuszającym łapówki i masowo zaczną wyjeżdżać na leczenie zagranicę. Sęk w tym, że w myśl dyrektywy, lokalni płatnicy świadczeń zdrowotnych ? w naszym przypadku NFZ, będzie zobowiązany zwrócić ubezpieczonym koszty. Nie jest tajemnicą, że ceny lecznictwa w Europie Zachodniej są dużo wyższe niż w Polsce. Będzie to więc ogromne obciążenie dla budżetu, w zależności od skali zjawiska. Bankructwo systemu w obecnym kształcie stało się bardziej prawdopodobne niż kiedykolwiek.
Możliwa jest też sytuacja odwrotna. Posiadając nowoczesny system opieki zdrowotnej, będziemy ściągać pacjentów z całej Europy. Naturalnie dziś nie wyobrażamy sobie Francuzów czy Niemców chodzących po skierowanie, zapisujących się w kolejce na zabiegi czy wrzucających żetony do szpitalnego telewizora. Rodzima służba zdrowia nie jest w stanie zapewnić należytej opieki zdrowotnej obywatelom RP, a co dopiero wymagającym klientom z zagranicy.

Lepiej być zdrowym i bogatym

Poziom opieki zdrowotnej w krajach UE jest zróżnicowany. Świadczą o tym nie tylko oceny pacjentów, ale także wskaźniki cywilizacyjne. Oczekiwana długość życia dla mężczyzny żyjącego w Krajach Bałtyckich jest ok. 12 lat krótsza od męskiego mieszkańca Hiszpanii czy Szwecji. Statystyczny Polak będzie żył o co najmniej sześć lat krócej niż Grek, Włoch czy Irlandczyk. Naturalnie opieka zdrowotna nie jest jedynym czynnikiem rzutującym na długie życie, lecz z pewnością nie jest bez znaczenia.
Pacjenci postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Już w 1998 r. Luksemburczyk Raymond Kohll po wizycie u niemieckiego ortodonty pozwał swój rząd przed Europejski Trybunał Sprawiedliwości i wygrał. W 2006 r. Brytyjka Yvonne Watts udała się na operację biodra do Francji. Zwrotu kosztów nie otrzymała, ale ETS otworzył furtkę dla pacjentów, którzy nie mogą doczekać się zabiegu we własnym kraju.
Zapewne dyrektywa, którą poznamy w styczniu nie wniesie harmonizacji przepisów, ułatwi jednak pacjentom egzekwowanie praw wynikających z ubezpieczenia zdrowotnego. Szczególnie tym pacjentom, którzy podobnie jak dzieje się to w Polsce, płacąc ubezpieczenie pod przymusem, nie mają zapewnionej należytej opieki medycznej.
Pacjentów najbardziej interesuje, jakie zabiegi będą mogli wykonać zagranicą, pod jakimi warunkami i jak będzie wyglądała sprawa refundacji kosztów. Jak państwo dba o zdrowie obywateli będziemy mieli okazję się przekonać wkrótce. Możemy być pewni, że rodzimi biurokraci będą utrudniać życie pacjentom jak mogą i zapewne nie obejdzie się bez ostrych potyczek sądowych.

Gdzie się schowałaś Platformo?

Służba zdrowia zachowała uprzywilejowany status w krajach Unii Europejskiej. W 2005 r. Komisja Europejska wyłączyła usługi ochrony zdrowia z dyrektywy usługowej. Obecnie usługi międzygraniczne stanowią zaledwie 1 proc. publicznych wydatków na ten cel, czyli niespełna 10 mld euro. Przy obecnej mobilności Europejczyków, liczba międzynarodowych usług medycznych znacznie się zwiększy.
Wygrają najbardziej konkurencyjne państwa. Czy znajdzie się wśród nich Polska? Mało na to wskazuje, zwłaszcza, że rządzący pochowali głowy w piasek. Nie istnieje już dylemat: służba zdrowia prywatna czy państwowa. Tylko sprawnie funkcjonujący rynek może sprostać rodzącej się w Europie konkurencji.
Jeśli reforma służby zdrowia znów okaże się tylko wyborczym sloganem, wkrótce za zabiegi, plomby i protezy Austriaków, Belgów czy Słoweńców zapłacą polscy podatnicy. Polskich pacjentów spotkamy u polskich lekarzy ale za to w szpitalach w? Londynie, Glasgow czy Dublinie.
Read more »

Friday, February 08, 2008

Świat bez Kościoła

Usilne starania, aby usunąć Kościół z życia publicznego, są próbą ukrycia faktu, że współczesna cywilizacja zachodu nie istniałaby bez Kościoła Katolickiego, tak jak bez Boga, nie istniałby świat.

Zapewne wielu z nas, zadaje sobie pytanie, jak wyglądałby świat, gdyby nie było Kościoła Katolickiego? Może Europa przypominałaby współczesne kraje Afryki albo Azji? Bez uniwersytetów, bez nauki, bez rozwijającej się gospodarki, bez szpitali, bez dobroczynności, bez sztuk pięknych, bez nadziei na lepszy żywot.

Antyklerykalizm to socjalizm

Dominującym nurtem antykościelnym jest tzw. antyklerykalizm tramwajowy, polegający na bezmyślnym powtarzaniu nieuzasadnionych pretensji wobec Kościoła, działający na zasadzie przedszkolnego głuchego telefonu. Najczęstszymi banałami powtarzanymi przez tramwajowych antyklerykałów są: utożsamianie Kościoła Katolickiego wyłącznie z krwawą inkwizycją, krucjatami oraz nawracaniem ogniem i mieczem. Jest to pokłosie skutecznego działania komunistów, którzy właśnie w ten sposób przedstawiali Kościół w czasach realnego socjalizmu. Zapewne każdy pamięta tego typu antykatolickie wątki w wielu filmach, podręcznikach, a nawet w skierowanych do dzieci komiksach.
Kolejnym zarzutem jest zestawianie bogactwa Kościoła z istniejącą biedą. Jest to bezpośredni efekt myślenia socjalistycznego, tak jakby bieda automatycznie zniknęła, gdyby majątek Kościoła rozdać potrzebującym, co jest oczywistą bzdurą. Nie jest też prawdziwa teza o nieskończonych bogactwach materialnych Kościoła, skoro na Zachodzie do codzienności należą licytację majątku, którego Kościół nie jest w stanie utrzymać. Jest to również efekt socjalizmu, a mianowicie podatku kościelnego. Wierni buntując się przeciw kolejnemu podatkowi dokonują aktu apostazy, a księża mający zagwarantowane wpływy podatkowe, nie troszczą się o zwiększanie grupy wiernych. Ten problem nie istnieje tam, gdzie istnieje bezpośredni związek liczby wiernych z dobrowolnymi datkami na tacę.
Wreszcie, kolejna grupa antyklerykałów tramwajowych permanentnie utożsamia poszczególnych księży z Kościołem jako całością. Tak więc, jeśli zdarzy się ksiądz pedofil, to trzeba się odwrócić od Kościoła, bo jest pedofilski. Jeśli ksiądz pije, to Kościół jest pijacki. Jeśli trafi się rozpustnik, to jest rozpustny. Zapomina się o ludzkiej stronie posługi kapłańskiej oraz o indywidualnej odpowiedzialności posługujących za swe czyny. W porównaniu z dobrem czynionym przez Kościół jako całość, poszczególne incydenty nie mają znaczenia dla Kościoła jako jedności.

Rozbijanie Kościoła

Wśród wielu nurtów zderzających się w Kościele Katolickim, najbardziej przeciwstawne wydają się być nurt tradycjonalistyczny i ultrapostępowy. Katolicy zastanawiają się, czy nie żyjemy przypadkiem w czasach ostatecznych, gdzie nie będzie można odprawiać Mszy św., a Kościół zacznie rozpadać się na wiele odłamów.
Zapewne wielu tradycjonalistów uważa, że pierwszym znakiem była posoborowa reforma, a właściwie reformacja liturgii. Natomiast ci, którzy manifestują otwartą niechęć do Kościoła Katolickiego: sedekwantyści i lefebryści, biorą na siebie odpowiedzialność za niszczenie jedności Kościoła (oczywiście ze szkodą dla samych siebie, a nie np. dla wiernych przywiązanych do tradycyjnej formy liturgii).
Dlatego jakże ważnym posunięciem ze strony Benedykta XVI stał się powrót Mszy Trydenckiej, która nie tylko jednoczy Kościół, ale inspiruje wielu katolików do pogłębiania swojej duchowości, pielęgnowania tradycji i przywracania szacunku i świętości Eucharystii. Miejmy nadzieje, że właśnie dzięki nim Msza Św. pozostanie ostoją niekwestionowanego klasycznego piękna, zanikającego w mszach posoborowych.
Zapewne tym, co przyciąga do nadzwyczajnego rytu rzymskiego są liczne nadużycia liturgiczne występujące obecnie w Kościele. Osobiście byłem świadkiem wielu przykładów takich nadużyć. W Kościele Redemptorystów (sic!) widziałem zamiast kazania rozgrywającą się na ołtarzu scenę teatralną, jak w szkolnym przedstawieniu. W innym zaś ksiądz czytał dowcipy z Gościa Niedzielnego typu: przychodzi baba do lekarza. Zaś w diecezjalnej katedrze podczas drogi krzyżowej w Wielkim Poście, jeden z koncelebrujących podrostków zaczął cytować rozważania o śmierci autorstwa? lidera satanistycznego zespołu heavy metalowego.
Zagrożeniami dla jedności Kościoła mogą być także rozmaite ruchy posoborowe typu: neokatechumenat czy ruchy charyzmatyczne. Świadkowie mówią o tworzeniu się z nich sekt, bądź przechodzeniu ich byłych członków na protestantyzm. Z ruchami charyzmatycznymi, gdzie członkowie wpadają w trans i zaczynają np. mówić niezrozumiałymi językami niektórzy księża doszukują się pierwszych objawów opętania. Natomiast zupełnie niezrozumiałe jest pobłażanie dla neokatechumenatu. Tez założony przez dwoje świeckich (!!!) ruch, działa obecnie na wariackich papierach bez zatwierdzonego przez Watykan regulaminu. W poprzednich wersjach dostrzeżono mnóstwo błędów teologicznych i dogmatycznych. Ruch stawia na głowę ofiarę Mszy Św. odprawiając ją w soboty, przy stole, z komunią przyjmowaną na siedząco i na rękę, z katechezami przygotowywanymi przez osoby bez kompetencji. Podobno działa tak niezmiennie, mimo nawoływania do porządku przez hierarchów. Ta liczna wspólnota stanęła przed niebezpieczeństwem schizmy, a niektóre zgromadzenia noszą już cechy sekty, której członkowie boją się opuścić wspólnotę, będąc przekonani, ?że stanie się coś złego?.

Kościół zbudował cywilizację

Tymczasem to jedność Kościoła zawsze stanowiła o jego sile. Największe osiągnięcia Kościoła pochodzą z czasów, gdy na jego potęgę i jedność składali się katolicy z wielu krajów. Cywilizacja zawdzięcza Kościołowi więcej niż się to nam wydaje, a katolicy byli od wieków inspiratorami rozwoju moralnego ludzkości. Nic innego jak leprozoria św. Łazarza, przeznaczone dla opieki nad trędowatymi, okazały się pierwszymi szpitalami i zaczątkami służby zdrowia. Trynitarze, mercedariusze zajmowali się wykupywaniem niewolników i przywracaniem im wolności. Siostry magdalenki dały przykład wielkoduszności i dobroczynności, kontynuowanej przez zakony po dziś dzień.
Bez Kościoła Katolickiego nie byłoby rozwoju nauki. Jak zauważa prof. Thomas Woods, do czasu reformacji z 81 uniwersytetów, 33 posiadały edykt nadany przez papieża, zaledwie 15 edykt cesarski lub królewski, a 20 szczyciło się obydwoma dokumentami. Oznacza, to, że 2/3 uniwersytetów miało rodowód kościelny.
Nikt nie jest w stanie zakwestionować wkładu we współczesną naukę benedyktynów, jezuitów czy dominikanów. Zakonnicy ocalili i rozwinęli nie tylko wiele dzieł klasycznych, ale wnieśli ogromny wkład w rozwój filozofii, logiki, fizyki, geologii, kosmologii, astronomii, prawa międzynarodowego i nauk społecznych, w szczególności ekonomii.
Nikt chyba nie wyobraża sobie klasycznej sztuki najwyższego lotu bez Kościoła Katolickiego: najpiękniejszych dzieł muzyki klasycznej, literatury, malarstwa czy rzeźby.
Jakże uboga byłaby architektura, gdyby nie piękno katedr, kolegiów, kościołów i klasztorów. Zapewne byłaby tym, czym muzyka przez psalmów, chorałów, mszy i nabożeństw bądź sztuki piękne bez tematów biblijnych i religijnych.
Zamiast zżymać się na Kościół Katolicki współcześni Europejczycy powinni zrobić rachunek sumienia i odświeżyć zatęchła pamięć. Może wówczas nie byli skazani wyłącznie na hołdowanie ateistycznej, lewackiej ideologii, bądź na pseudosztukę w rodzaju ukrzyżowanego penisa. Również katolicy nie szukaliby Boga w świeckich i liturgicznych nowinkach, które niszczą wiekowy dorobek Kościoła, a w skrajnych przypadkach doprowadzają dorobek Soboru Watykańskiego II do śmieszności. Bo jakże nie śmiać się, gdy widzi się zwyczaje rozpowszechnione na zachodzie Europy: postmodernistyczną architekturę sakralną czy ministrantów przebranych za Myszkę Miki.
Read more »

Monday, February 04, 2008

Architekci neomarksistowskiego raju

Na świecie przybywa architektów utworzenia Państwa Bożego już na ziemi, przekonanych, że poznali recepty na rozwiązanie wszelkich problemów ludzkości. Wrogiem publicznym numer jeden staje się neoliberalizm, odsądzany od czci i wiary za archaiczność. Jako antidotum proponuje się natomiast neomarksizm.


Niezwykle interesujące pisarstwo Włodzimierza Sołowjowa staje się rzeczywistością naszych czasów. Ten polonofil był zwolennikiem zbliżenia katolicyzmu oraz prawosławia. Polska nie zginęła i nie zginie! ? mawiał. Trzeba przyznać, że za sprawą Benedykta XVI Kościoły Wschodu i Zachodu są bliskie, jak nigdy dotąd. Najciekawsze rozważania ? o nadejściu Antychrysta ? Sołowjow zawarł w napisanym w 1899 r. dziele Trzy rozmowy. Szkic tej postaci jest zastanawiająco zbieżny z proroctwami biblijnymi.

Na marginesie warto zauważyć, że Apokalipsa wg św. Jana to jedyna księga, która nie jest czytana w cerkwi prawosławnej, natomiast ruchy apokaliptyczne są bardzo popularne wśród rozmaitych prawosławnych sekt. Niektóre z nich upatrywały bestii w caracie, władzy świeckiej i kościelnej, spychając się na margines życia publicznego i wyrzekając się swojej ojczyzny.

Wizja Sołowjowa przedstawia Antychrysta jako dobroczyńcę ludzkości. Co ciekawe, Antychryst zostaje wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych Europy, a następnie namiestnika Kościoła. Jego światopogląd cechuje otwarcie na dialog, bezinteresowność, umiarkowanie, umiłowanie pokoju i natury, dobrobytu, wolność myśli, ale także mistycyzm oraz tolerancja wobec zła.

Antychryst stara się wyciągać rękę do wszystkich i wszystkich łączyć w zasadzie w jednym celu: budowania humanistycznego ładu na ziemi. Czyż Benedykt XVI w swojej najnowszej encyklice Spe Salvi, nie pochyla się nad tym samym problemem, przestrzegając nas przed pokusą tworzenia raju już za życia? Czyż nie jest analogiczna budowa nowego wspaniałego świata przez Marksa oraz przez neomarksistowskich kontynuatorów jego myśli w Europie?

Właściwy stan rzeczy ludzkich i zdrowie moralne świata nie mogą być nigdy zagwarantowane przez struktury ? pisze Benedykt XVI. (...) Ponieważ człowiek zawsze pozostaje wolny, a jego wolność jest zawsze krucha, nigdy na tym świecie nie zaistnieje definitywnie ugruntowane królestwo dobra. Kto obiecuje lepszy świat, który miałby nieodwołalnie istnieć na zawsze, daje obietnicę fałszywą; pomija ludzką wolność ? dodaje.

Eden w Polsce

Raj w Polsce mamy mieć co cztery lata, a ostatnio co dwa. Oprócz polityków istotną rolę w tworzeniu nowego ładu odgrywają media. Warto prześledzić aktualną linię dziennika ?Rzeczpospolita?, pod przewodnictwem red. Pawła Lisickiego, którą z punktu widzenia ekonomii należałoby określić jako neomarksistowską. Dziennik już drugi raz w krótkim odstępie czasu zamieszcza ostry tekst atakujący gospodarkę wolnorynkową. Oczywiście, jest to jasna sugestia, że Państwo Boże w Polsce mogło zostać zbudowane tylko za sprawą poprzedniej partii.

W tekście Własność to złudzenie, wydrukowanym w jednym z grudniowych numerów ?Rzeczpospolitej?, doktorant filozofii UJ doznał mistycznego olśnienia pod wpływem lektury książki Mit własności. Podatki i sprawiedliwość dwójki nowojorczyków, krytykowanej zresztą przeze mnie w mojej książce Libertarianizm. Teoria Państwa. Rewolucyjna teza, postawiona przez autorów brzmi, uwaga: PODATKI NIE ODBIERAJĄ NAM WŁASNOŚCI, TYLKO UMOŻLIWIAJĄ JEJ ISTNIENIE.

Własność funkcjonuje wyłącznie dzięki ?systemom społecznym?. Przedsiębiorczość i wolny rynek to mit. Wolny rynek pozwala jednym korzystać niemal za darmo z pracy innych. Majątek najbogatszych w gruncie rzeczy jest ?dobrem publicznym?. Dlatego bogaci muszą oddawać jak najwięcej społeczeństwu z tego, co są winni ? wywodzi autor. Jest to neomarksizm w najczystszym wydaniu.

Proszę zauważyć, że w tym przypadku utopia raju opartego na solidaryzmie społecznym, budowana jest przez redaktorów ?Rzeczpospolitej? na kompletnej negacji wiedzy ekonomicznej. Liczy się tylko służalczość wobec poprzedniej władzy (lojalność wobec neomarksistowskiego dogmatu solidaryzmu społecznego) i atakowanie fundamentów, do których odwołuje się kolejna władza, szczególnie tych związanych z funkcjonowaniem wolnej gospodarki.

Zawsze proponuję naukową weryfikację głoszonych tez. Może autor tego żenującego tekstu powinien spróbować odbierania własności czytelnikom? Wówczas przekonałby się na własnej skórze, że własność to nie jest złudzenie, lecz brak własności jest złudzeniem.

Eden w Europie

Podobna neomarksistowska retoryka przebija też ze stron komentarzy ekonomicznych. W dziennikach głównego nurtu w analogiczny sposób kwestionowany jest mechanizm przedsiębiorczości Polaków, uwypuklana jest natomiast rola redystrybucyjna państwa. ?Wzrost dzięki pieniądzom z Unii?, ?100 mld euro da nam Unia?, ?Dzięki Unii powstaną nowe drogi i mosty?. Konsument tych treści może odnieść wrażenie, że prosperujemy wyłącznie dzięki hojnym zagranicznym datkom.

Media są istotnym elementem budowaniu raju na ziemi. Służalczość wobec władzy jest kompensowana mechanizmami korupcyjnymi. Mniej zdolnym oferowane są wyjazdy zagraniczne z oficjelami. Zdolniejsi otrzymują udział we władzy, np. piastując wysokie stanowiska w państwowych firmach. Naturalnie, nie ma w tym nic zdrożnego, że dziennikarz ?obsługuje? zagraniczne tournée premiera, lecz gdyby za podróż zapłaciła prywatna firma, konkurencja napisałaby, że to lobbing i przekupstwo.

Aktualnie media zachwycają się, jak sprawnie budowana jest jedna ?wielka europejska rodzina? oraz ?wspólny europejski dom?. Polska weszła do strefy z Schengen, a wielu dziwi się, że tak późno. Przecież większość głosowała za integracją z dwóch zasadniczych powodów: następnego dnia będziemy mogli wszędzie jeździć bez paszportów i nie trzeba będzie wymieniać pieniędzy w kantorach.

Doprawdy zadziwiające, że dyżurna grupa wszędzie pojawiających się komentatorów, którzy mają wyrobione zdanie o wszystkim w sekundę po zdarzeniu (pamiętam tekst Jerzego Jachowicza z ?Dziennika? zaraz po pamiętnej konferencji Zbigniewa Ziobry, w którym przeprowadzał dokładną analizę charakterologiczną mordercy doktora G., który podły i okrutny był od zawsze), nie zająknęła się nawet, gdy w grę wchodziło uchwalenie traktatu konstytucyjnego pod zmienioną nazwą. Naturalnie wszyscy oni to konserwatyści i prawicowcy.

Nie chodzi już nawet o samą treść traktatu, która nadaje osobność prawną Unii i, wprowadzając nowe instytucje, jest zalążkiem do budowy federacyjnego państwa. Ukłuć powinna choćby perfidna metoda forsowania traktatu wbrew woli obywateli poszczególnych krajów.

Na co dzień ubolewający nad brakiem demokracji tu i ówdzie, jakby więcej demokracji było lekiem na całe zło, jakoś nie protestowali, gdy europejscy notable śmieją się w twarz całej Europie i budują swoją neomarksistowską utopię, wbrew elementarnym zasadom demokracji, wbrew milionom Europejczyków, którzy nie podzielają ich wizji szczęśliwości, opartej na rozkładzie moralnym i wyzysku przedsiębiorczych.
Read more »