Home



Friday, May 23, 2008

UE to nie USA

Unii Europejskiej bliżej do neosocjalistycznej mutacji Związku Sowieckiego, niż do niedoścignionego wzoru: Stanów Zjednoczonej Europy na wzór USA.

Kilka tygodni temu agencje informacyjne obiegła wiadomość, że Stany Zjednoczone nie są już największą gospodarką świata i utraciły swoją hegemonię na rzecz Unii Europejskiej. Jak wyliczył Goldman Sachs, zeszłoroczny PKB USA wyniósł 13,84 bln dolarów, podczas gdy PKB strefy euro 13,88 bln dolarów. Owo symboliczne zwycięstwo nie jest jednak spowodowane tym, że Europa jest bardziej innowacyjna, przedsiębiorcza i rozwija się szybciej od Ameryki. Zmiana warty, prawdopodobnie chwilowa, spowodowana była spadkiem wartości dolara.
Podczas debaty nad ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego, często pojawiał się argument, że jest to krok w stronę utworzenia Nowego Wspaniałego Świata, o którym śnili ojcowie-założyciele UE, że powstanie nowe supermocarstwo, coś na kształt Stanów Zjednoczonych Europy.
Tak jak nigdy nie byłem entuzjastą budowania kolejnego związku państw europejskich, tak często raziły mnie porównania UE do ZSRR. Niemniej warto brać pod uwagę doświadczenia tych osób, którzy żyli pod obydwoma systemami i dostrzegają w nich wiele wspólnego.
Jeden z najbardziej szanowanych radzieckich dysydentów Władimir Bukowski, na podstawie dokumentów źródłowych, udowodnił współpracę radzieckich towarzyszy za czasów Gorbaczowa z czołowymi socjalistami europejskimi, aby umożliwić ewolucję idei sowieckiej w stronę nowoczesnego socjalizmu zachodnioeuropejskiego. Bukowski znalazł kilkanaście uderzających podobieństw między dwoma systemami, w tym bezkarność i brak odpowiedzialności najwyższych urzędników, machina ideologiczno-propagandowa czy skłonność do centralnego planowania. Ten niestrudzony bojownik o prawa człowieka jest jednak spokojny, że i ta utopia, jak każda inna, w końcu upadnie.
Innego zdania wydaje się być niemal 99 proc. europejskiej elity, wyłączając symboliczną liczbę odsądzanych od czci i wiary eurosceptyków. Europejczycy są przekonani, że tworzą lepszą przyszłość, wartą tworzenia bez względu na koszty i niosącą ze sobą nowe wartości, z którymi co prawda nie wszyscy muszą się zgadzać, ale w końcu, które i tak większość zaakceptuje, tak jak zaakceptowała specyficzną formę ?pobudzania? gospodarki za pomocą mechanizmu składania wniosków i przyznawania gigantycznych eurodotacji.
Nie są jasne jednak podstawy takiego optymizmu, skoro jedynymi czynnikami świadczącymi o przewadze UE względem amerykańskiej konkurencji ma być ?sprawiedliwy społecznie? system socjalny oraz walka ?z największym wyzwaniem współczesnej ludzkości?, jakim ma być zwalczanie globalnego ocieplenia.
Często, rozmawiając z amerykańskimi partnerami, mam duży problem w wytłumaczeniu, po co tak naprawdę istnieje Unia Europejska. Czy jedynym motywem ma być wyrównywanie szans i zmniejszanie różnic między krajami Starego Kontynentu, które i tak należą już do najbardziej rozwiniętych państw świata? Czyli tym, którym jest dobrze, ma być jeszcze lepiej? Czy nie można robić tego samego bez utrzymywania kolejnej biurokracji?
Myślę, że coraz częściej z wytłumaczeniem ?europejskiej idei? mają problem sami przywódcy UE. W każdym numerze prestiżowego amerykańskiego magazynu o stosunkach międzynarodowych ?Foreign Policy? znajduje się opasła wkładka reklamowa o UE sygnowana przez delegację Komisji Europejskiej w USA. Nie wiem, czy ktokolwiek czytający tę opłacaną przez europejskiego podatnika reklamę, zrozumiał cokolwiek więcej. Nie jestem pewien także, czy owo wydawnictwo nie służy tylko poprawie wizerunku unijnych decydentów i jest jeszcze jednym przejawem owej ?propagandowej machiny?, o której mówi Bukowski.
Dlaczego Unia Europejska nigdy nie stanie się drugim USA? Po pierwsze, u podnóża powstania obu struktur leżą odmienne idee. Podczas, gdy Stany Zjednoczone powstały po to, aby chronić wolność, własność i tożsamość jednostki przed zakusami państwa, niejako oddolnie, budowane od podstaw, Unia Europejska jest od początku do końca wytworem odgórnego centralnego planowania, służąc coraz większemu uzależnianiu obywatela od państwa.
Odmienne są także wartości, na których opierają się oba twory. Podczas, gdy za Oceanem ceniona jest przedsiębiorczość, indywidualny sukces czy religijność, Europa chełpi się pomocą socjalną, kolektywizmem i ateizmem.
Naturalnie są też podobieństwa i nie powinniśmy tworzyć tutaj przeciwieństw, ani idealizować modelu amerykańskiego. W odróżnieniu od pokojowo tworzonego modelu europejskiego, superpaństwo amerykańskie powstało zgodnie z egzogeniczną teorią austriackiego socjologa Oppenheimera, gdzie państwo powstaje w wyniku wojny i przemocy, podbicia jednej grupy przez drugą. Nie można także naiwnie przyjmować spontanicznego charakteru powstania potęgi amerykańskiej. Wystarczy sięgnąć po jakąkolwiek monografię (np. ?Historię Stanów Zjednoczonych? G.B. Tindalla i Davida E. Shi), aby unaocznić sobie ogromną rolę rządów (wpierw brytyjskiego, potem władz lokalnych) w powstaniu Nowego Świata. Nie powinniśmy także dłużej pielęgnować także mitu wolnej gospodarki USA, której regulacje nie są mniejsze niż te znane z UE.
Jednak wciąż niemożliwe jest do wyobrażenia, że pewnego dnia europejscy biurokraci oświadczą, że UE jest jednym państwem. Nawet jeśli różnice między poszczególnymi narodami sprowadzi się do konkurencji produktów regionalnych i rywalizacji między drużynami piłkarskimi. Bardziej optymistyczna i zarazem realistyczna, byłaby wizja związku w pełni suwerennych państw, bez celów politycznych, za to z doskonale funkcjonującym jednolitym wolnym rynkiem europejskim. Zważywszy na kombinacje polityków z ratyfikacją traktatu ustanawiającego superpaństwo europejskie, oczekiwania zwykłych obywateli są odwrotne od celów polityków, zamykając się w sprawach dotyczących codziennego funkcjonowania: dobrze funkcjonujących mechanizmów rynkowych, swobodnego przepływu osób, towarów i kapitału oraz perspektyw na przyszłość, czego UE w obecnym kształcie nie jest niestety w stanie zagwarantować Europejczykom.
Wystarczy spojrzeć na podstawowe wskaźniki ekonomiczne, aby przekonać się, że Europa nie jest dziś konkurencyjna wobec USA. Europa musi być konkurencyjna wobec Azji, która deszcze Staremu Kontynentowi po piętach. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego, udział rozwijających się krajów azjatyckich w produkcji globalnego PKB przekroczył już 30 proc.
Natomiast porównując UE z USA, lepiej tego nie robić, aby nie popaść we frustrację. USA są bardziej otwarte na globalizację. Według OECD Europa jest społecznością znacznie starszą, gdzie odsetek emerytów zbliża się do 70 proc., podczas, gdy dla USA wskaźnik ten przekracza zaledwie 40 proc. Do tego zatrudnienie w USA przekracza 70 proc. populacji w wieku produkcyjnym, a średnia Europejska oscyluje wokół 65 proc. Wzrost zatrudnienia w USA jest znacznie szybszy niż w Niemczech, Danii czy Austrii. Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych szczycą się większą wolnością na rynku pracy, niż w przesocjalizowanej Europie. Wydatki socjalne we Francji, Belgii czy we Włoszech są procentowo znacznie wyższe niż za oceanem.
Nic więc dziwnego, że Amerykanie są bogatsi i dysponują większą siłą nabywczą. Wskaźnik PKB na mieszkańca jest o kilka tysięcy dolarów wyższy niż w krajach piętnastki. Szybciej rozwija się także amerykańska gospodarka. Większa jest także efektywność sektora publicznego.
Wreszcie, Amerykanie cieszą się lepszym samopoczuciem, bowiem wydatki na zdrowie w USA są niemal dwukrotnie większe niż w Europie. Są lepiej wyedukowani, bowiem aż 18 z 20 najlepszych uniwersytetów na świecie znajduje się w USA. Blisko 2/3 z 15 letnich uczniów ma dostęp do komputera w USA. We Włoszech, w Polsce, Irlandii czy Austrii, tylko co trzeci.
Wszystkie te dane są w dużej mierze efektem polityki prowadzonej przez rządy w ciągu ostatniego półwiecza. Nie oznacza to, że UE będzie rozwijała się lepiej dzięki traktatowi konstytucyjnego, bądź dzięki przymusowej integracji politycznej. Wręcz przeciwnie, podporządkowanie gospodarki celom politycznym spowoduje, że z ekonomią będzie coraz gorzej. Dzieje się tak zawsze, gdy politycy nie liczą się ani z kosztami, ani ze zdaniem zwykłych obywateli.
Read more »

Wednesday, May 21, 2008

Cyfrowy kartel

Z błogosławieństwem wszystkich partii politycznych powstaje kartel, który podzieli między siebie rynek telewizyjny w Polsce między TVP, Polsat i TVN.

Abonenci w ostatnich tygodniach przecierali oczy ze zdumienia. Nie za sprawą fantastycznego programu telewizyjnego, lecz wskutek oglądania spektaklu, którzy fundują im decydenci: politycy, urzędnicy i włodarze największych stacji telewizyjnych w naszym kraju.

W ostatnim czasie doszło do bezprecedensowych wydarzeń. Nie tylko ścisłej współpracy opozycji ? PiS i SLD ? za sprawą powołania do Rady Programowej TVP Piotra Gadzinowskiego przez prezesa Andrzeja Urbańskiego. Czołowi prywatni nadawcy telewizyjni ? Polsat i TVN ? opowiedzieli się za zachowaniem abonamentu radiowo-telewizyjnego, z którego finansowane są państwowe radio i telewizja. Ponadto Polsat i TVN zgodnie zaproponowały dofinansowanie programu socjalnego budowanego przez rząd w ramach przejścia z nadawania analogowego na nadawanie cyfrowe.

Polsat wraz z TVN zdeklarowały że dopłacą do rozdawanych przez państwo dekoderów do odbioru telewizji cyfrowej, jeśli Urząd Komunikacji Elektronicznej zamknie dla konkurencji rynek telewizyjny co najmniej do 2012 roku, powierzając im monopol na obsługę nadawania cyfrowego w Polsce. W tym celu kartel TVP-TVN-Polsat, chce pozyskać jeszcze polityków partii rządzącej. O co toczy się gra
Cyfryzacja oznacza wyłączenie nadajników nadawania analogowego i przejście w całości na nadawanie cyfrowe. Jest to z jednej strony proces przymusowy, narzucony przez wymogi Komisji Europejskiej
wobec nadawców publicznych. Zgodnie z zaleceniami KE, państwa członkowskie powinny wyłączyć nadawanie analogowe do 2012 roku.

?Sukcesem?, który wynegocjowała sobie Warszawa, jest przedłużenie okresu przejściowego do 2015 roku, a może nawet później, bowiem przy obecnej strategii mamy marne szanse szybkiego uporania się z cyfryzacją. Z drugiej strony cyfryzacja jest procesem wymuszanym przez rynek. Postęp technologiczny, podaż nowych programów cyfrowych, zwłaszcza tematycznych (informacyjnych, sportowych, filmowych, pogodowych itd.), powoduje, że starsze technologie wypierane są przez nowsze, tak jak kiedyś obraz kolorowy wyparł obraz czarno-biały, co jest w zasadzie praktyczną
realizacją prawa Saya, mówiącego że to podaż tworzy rynek.

Do tego dochodzi ogromna presja ze strony konsumentów. W Polsce istnieje niesłabnący popyt na nowoczesne telewizory, które umożliwiają odbiór kanałów cyfrowych. W zeszłym roku Polacy kupili 1,5 mln odbiorników typu plazma czy LCD. Niestety specyfi ką rodzimego rynku jest to, że na tych nowoczesnych telewizorach na ogół oglądamy zwykłe programy tworzone i przesyłane w standardowej rozdzielczości cyfrowej (SD), a nie obrazy tworzone w najwyższej rozdzielczości HD, czyli 1920 x 1080.
Polski konsument jest wyzyskiwany z jednej strony przez telewizję publiczną, na którą łoży ze swoich podatków, a która nie jest w stanie zapewnić mu usług przyzwoitej jakości (z powodu braku możliwości
nadawania w technologii HD, czego wymagał MKOl, TVP straciła wyłączność na transmisję olimpiady w Pekinie). Z drugiej strony podział rynku telewizji cyfrowej między kilku nadawców zmusza telewidzów do kupowania płatnego dostępu do marnej jakości sygnału cyfrowego. Za kilka programów w rozdzielczości HD trzeba jeszcze płacić dodatkowo.

Jak nietrudno zauważyć, rodzimym oligopolistom taka sytuacja jest jak najbardziej na rękę. Z jednej strony domagają się więc zamknięcia rynku w celu zachowania status quo, z drugiej zaś grają na
maksymalne osłabienie telewizji publicznej. Innymi słowy: zależy im na tym, aby cyfrowa telewizja publiczna była jak najgorszej jakości.

W zasadzie nie ma się czemu dziwić ? to naturalne, że firmy prywatne dążą do maksymalizacji swoich zysków. Jednak w Polsce dzieje się to poprzez wykluczenie z konkurencji innych graczy, zmowę rynkową oraz zmuszanie konsumentów do korzystania z ograniczonej oferty. Na tle innych krajów świata Polska jest technologicznym dinozaurem.

Najbardziej scyfryzowanymi krajami są Stany Zjednoczone i Japonia. Właśnie tam HD jest już standardem ? nie tylko dzięki bardzo bogatej ofercie programowej, ale także dzięki ogromnemu parciu na elektroniczne gadżety, takie jak cyfrowe kamery HD, odtwarzacze blue-ray i inne. Nad cyfryzacją Europy czuwa tradycyjnie Komisja Europejska, ale poszczególne rządy mają w tym zakresie pełną autonomię. Rynek cyfrowy rozwija się tak dynamicznie, że nie nadążają za nim analitycy.

Najpopularniejszym sposobem odbioru telewizji cyfrowej w Europie jest odbiór satelitarny. Według szacunków Instytutu Globalizacji, ok. 50 mln gospodarstw domowych na naszym kontynencie odbiera
telewizję cyfrową przez satelitę. W Wielkiej Brytanii państwowa BBC udostępniła platformę FreeSat, obejmującą 40 bezpłatnych kanałów, dostępnych dla 98 proc. ludności drogą satelitarną. Właśnie w jej ślady powinna pójść TVP. Jeśli myśli się poważnie o prywatyzacji telewizji publicznej w przyszłości, należy stworzyć jak najbardziej wartościową i konkurencyjną publiczną platformę cyfrową.

Warto zauważyć, że gdyby TVP uruchomiła nieodpłatną platformę z programami HD na wzór BBC, konkurencji nie pozostałoby nic innego niż zrezygnować z pobierania haraczu za dostęp do telewizji.
Podobnie stało się we Francji. Tamtejsza TNTSAT oferuje niekodowany dostęp nie tylko do 30 kanałów francuskojęzycznych, lecz także do 150 programów telewizyjnych z innych krajów oraz 160 stacji
radiowych z całego świata. Z punktu widzenia podatnika najtańszą i najbardziej skuteczną metodą budowania platformy cyfrowej jest cyfryzacja satelitarna.

Pozwala ona na szybki start, zasięgiem obejmuje cały kraj, a co najważniejsze ? koszty jej uruchomienia są nawet 10-krotnie niższe niż budowa nadawania naziemnego, sprawdzającego się wyłącznie w przypadku aglomeracji.

Obecny układ na rynku telewizji cyfrowej jest zdominowany przez kilku graczy. Największą liczbą abonentów może poszczycić się debiutujący właśnie na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych Cyfrowy Polsat z ponad 2-milionową rzeszą abonentów. Na drugim miejscu, z o połowę mniejszą widownią, plasuje się Cyfra +, a dopiero 300 tys. abonentów uzbierała od października
2006 roku. TVN-owska Platforma ?n?. Na konkurencję jest więc sporo miejsca, a właściwie można powiedzieć, że konkurencja dopiero ma szansę się rozpocząć, podobnie jak dzieje się to obecnie na
rynku telefonii komórkowej. Aby zdominować rynek telewizji cyfrowej, Polsat i TVN utworzyły oddzielną
spółkę Polski Operator Telewizyjny. POT bierze czynny udział w lobbowaniu, aby tylko ta firma była operatorem dwóch multipleksów, dzięki którym będzie nadawany sygnał cyfrowy.

Stąd walka przeciw prezesowi Urzędu Komunikacji Elektronicznej, Annie Streżyńskiej, która chciałaby
wystawić drugi z multipleksów na przetarg. Trzeci multipleks, dostępny dla konkurencji, miałby zostać uruchomiony dopiero po 2012 roku, gdy obecni gracze w pełni zdominują rynek cyfrowy w Polsce.

Operatorzy namawiają także, aby telewizja publiczna nie zawracała sobie głowy budowaniem telewizji satelitarnej i ograniczyła się do nadawania naziemnego. Byłoby to bardzo obciążające dla podatnika,
gdyż technologia naziemna ma liczne ograniczenia technologiczne w zakresie zasięgu oraz interaktywności. Jest też bardzo droga i mniej wydajna. Operatorzy dopingują więc TVP do dziadostwa, czyli do nadawania tylko programów najniższej jakości (SD) oraz skoncentrowania się na promocji programu socjalnego wokół cyfryzacji.

Chodzi o 200 tys. najuboższych, których nie stać na samodzielne nabycie dekodera do odbioru telewizji cyfrowej. Rząd planuje dotowanie dekoderów, a operatorzy zdecydowali się dopłacić do interesu po połowie. Zapewne wiedzą, co robią.

Konkurencja zamiast socjalu Rząd działa jednoznacznie na niekorzyść podatnika. Buduje się socjalną telewizję cyfrową marnej jakości, maksymalizując koszt dotarcia sygnału cyfrowego do końcowego użytkownika, nie licząc się z wydatkami oraz potęgując dwuznaczne sytuacje korupcjogenne ? czy to przy targach z multipleksami, czy poprzez planowane dotowanie dekoderów.

Przecież najprostszym sposobem ograniczenia społecznych kosztów cyfryzacji byłoby stworzenie ulgi cyfryzacyjnej ? odpisu od podatku wydatków na zakup dekodera. W ten sposób producenci konkurowaliby między sobą o klienta, zamiast walczyć o przychylność dopuszczających ich do rynku decydentów. Zakładając realistycznie, że TVP nie zostanie rychło sprywatyzowana (co nie przekreśla
tego, że jest to bardzo cenna marka), nadawca publiczny powinien stworzyć jak najbardziej konkurencyjną platformę cyfrową, po najniższych kosztach dla podatnika. Niestety działania zarządu publicznej telewizji najprawdopodobniej spowodują, że sytuacją w tej instytucji znów zainteresuje
się prokuratura. Do prasy trafi ł niedawno list otwarty jednego z pracowników TVP, w którym zwraca on uwagę na liczne nieprawidłowości i niszczenie wartości rynkowej firmy.

TVP zamówiła co prawda urządzenia donadawania w systemie Direct-to-Home (DTH), lecz wyłącznie w zakresie wysyłania sygnału. W jaki sposób abonencibędą odbierali sygnał cyfrowy z satelity, tego nie wie nikt. Natomiast wiarygodny projekt cyfryzacji powinien zawierać publicznie dostępną kalkulację budowy platformy satelitarnej, łącznie z jej wszystkimi aspektami. Zwłaszcza gdy planuje się
wydać na ten cen 2 miliony euro. Równocześnie Andrzej Urbański, Piotr Walter i Zygmunt Solorz-Żak zaczęli wspólnie wywierać naciski na prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej, w tym na marszałka sejmu Bronisława Komorowskiego. Wkrótce okaże się, czy w zamian za poparcie rządzących partii czołowe stacje otrzymają promesę zamknięcia rynku telewizyjnego na konkurencję, czy też prezes UKE Anna Streżyńska okaże się na tyle silna i niezależna, aby przeforsować komercyjną sprzedaż obsługi jednego z multipleksów na zasadzie publicznego przetargu.

Druga możliwość jest szansą nie tylko na wzbogacenie rynku medialnego. Gdy zwiększy się konkurencja, zyskają głównie konsumenci, poznając, jakie naprawdę zalety niesie ze sobą cyfrowa telewizja.

Read more »

Monday, May 19, 2008

Artykuł we Wprost

Gdyby wierzyć bzdurnym międzynarodowym rankingom, Polacy powinni szybko wyemigrować do Omanu Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze?

Przeglądając kolejne rankingi szacownych światowych instytutów ekonomicznych czy firm doradczych, przekonujemy się, że żyjemy w totalnie skorumpowanym kraju. Porzucił on reformy gospodarcze, wlecze się w ogonie postępu, jest autarkiczną wyspą odciętą od globalizującego się świata. I jest wylęgarnią nacjonalistycznych fobii oraz biurokratyczną dyktaturą gnębiącą biznes. W zestawieniach lądujemy gdzieś za Bhutanem, Omanem czy Bahrajnem. "Outsider" to najlepszy z epitetów, jakie Polsce serwują zachodni dziennikarze lub autorzy raportów o naszej gospodarce.
Read more »

Tuesday, May 13, 2008

Op-ed w Pulsie Biznesu

Wspólne działania TVP, Polsatu i TVN są przede wszystkim szkodliwe dla indywidualnych konsumentów, którzy przez zmowę usługodawców mogą być zmuszani do akceptowania usług niskiej jakości za wygórowaną cenę. W przypadku wolnej konkurencji konsumenci zyskaliby dostęp do różnorodnej oferty programów cyfrowych oraz zaoszczędziliby wskutek konkurencji cenowej między nadawcami.
Read more »

Monday, May 05, 2008

Klimat cenniejszy niż życie

W walce z globalnym ociepleniem, tak naprawdę chodzi o redukcję populacji największego szkodnika środowiska naturalnego jakim jest człowiek.

Fanatyczni zwolennicy ochrony środowiska, wiążąc bez wiarygodnych naukowych dowodów okresowe ocieplanie się klimatu z działalnością człowieka (niektórzy idą znacznie dalej twierdząc, że głów w krajach Trzeciego Świata jest bezpośrednio związany z energochłonnym życiem mieszkańców Zachodu), ukuli tezę, że właściwie środowisko naturalne może zostać uratowane, gdy zredukuje się, a najlepiej całkowicie wyeliminuje się, liczebność największego wroga natury ? homo sapiens.
Największym mitem tak zwanych ?ekologów? jest ?stan natury?, okres przed pojawieniem się człowieka, gdzie woda i powietrze były czyste, pożywienie ? ?ekologiczne?, a ?Matka Ziemia? nie była gnębiona odchodami cywilizacji. Ów stan odszedł w zapomnienie, gdy człowiek ujawnił swoje ekspansywne ambicje, starając się coraz bardzie uniezależnić się od zagrożeń naturalnych. Wyznawcy świeckiej religii globalnego ocieplenia wielką nienawiścią darzą cywilizację przemysłową i człowieka, jako domniemanego sprawcę zła. Pomysłem na powrót do stanu natury jest zniszczenie zindustrializowanego świata i stopniowe wyniszczanie rodziny ludzkiej.
Wystarczy przeanalizować stanowiska współczesnych guru ?głębokiej ekologii?, aby dowiedzieć się, że celem klimatycznej histerii jest zadanie ciosu gospodarce kapitalistycznej, w której człowiek jest tylko niszczącym środowisko ?pasożytem? i ?nowotworem?, jak twierdzi laureat Pokojowej Nagrody Nobla Al Gore. Zaprawdę zadziwiające, w jaki sposób nagrodę dla walczących o pokój dostaje ideolog grupy, która nawołuje do przemocy wobec człowieka, a w zasadzie do eliminacji istot ludzkich w imię ratowania klimatu.
Najlepszym rozwiązaniem z punktu widzenia ?zielonych? byłoby zamknięcie człowieka w rezerwatach, zrównanie w prawach zwierząt i ludzi, a w przyszłości być może oddanie ludzi we władztwo zwierzęco-ludzkich hybryd, tworzonych w zaciszu laboratoriów. Zwierzęta przecież, nie mogą stać się nigdy tak niebezpieczne dla środowiska jak ludzie.
W ten sposób ekolodzy postawili na głowie naturalną hierarchię życia na ziemi. W naturalnej hierarchii człowiek jest najwyżej, natomiast niżej zwierząt jest tylko diabeł, bo trzeba przyznać, że i zwierze żyje w jakimś naturalnym porządku. Dla ekologów jest dokładnie odwrotnie.
Podczas, gdy każde dziecko wie, że globalne ocieplenie jest nie tylko bardziej groźne niż globalny terroryzm i wojna atomowa, jego skutki mogą być ?nieporównywalnie większe? od Holocaustu i II wojny światowej, mało kto zwraca uwagę na bezpośredni związek postulatu regulacji temperatury na ziemi, z regulacją populacji.
Podobnie jak ekolodzy mają ambicję regulacji globalnych temperatur, wśród nich coraz częściej odzywają się głosy nawołujące do regulacji populacji. Naturalnymi narzędziami regulacji populacji muszą być aborcja i eutanazja.
Najbardziej znanym zwolennikiem likwidacji zagrożenia zwanego człowiekiem jest właściciel telewizji CNN Ted Turner. Turner najchętniej zredukowałby obecną liczebność ludzi o połowę wszelkimi dostępnymi metodami. Jest przekonany, że ludzkość czeka zagłada, tak czy siak, twierdząc, że ci, którzy przeżyją zostaną? kanibalami, choć z pewnością nie jest to profetyzm, lecz myślenie życzeniowe.
Nie warto więc zwlekać z tym, co nieuchronne. Należy prowadzić politykę ograniczającą populację na wzór Chin, promować kulturę śmierci ? aborcję i eutanazję, pochwalać samobójstwa, alkoholizm i narkomanię, być pobłażliwym dla morderców i prowadzących agresywne wojny, utrzymywać w jak najgorszym stanie służbę zdrowia, drogi publiczne, walczyć z religią itd.
Już dziś lewackie organizacje zmierzają do wprowadzenia globalnego centralnego planowania badań i rozwoju w medycynie, po to aby w sposób humanitarny decydować, kto ma zdrowieć, a kto umierać. Nie zmienia się także nic w kwestii liberalizacji światowego handlu, a ludność biednych krajów dziesiątkowana jest głodem i chorobami, nie przez globalny kapitalizm, lecz przez brak możliwości konkurowania biednych z bogatymi na zasadach wolnej konkurencji. Należy przypominać do znudzenia, że humanitarne unicestwianie milionów ludzi w Czarnej Afryce to z jednej strony efekt socjalizmu w tych krajach, a w drugiej obwarowanie się bogatego świata zaporą gospodarczego protekcjonizmu.
Polityka ograniczania populacji jest więc wdrażana z sukcesami. Pod egidą ONZ są prowadzone przecież programy zrównoważonego rozwoju, gdzie ?redukcja liczby ludności? jest jednym z zasadniczych elementów.
W tym roku w Poznaniu odbędzie się szczyt klimatyczny. Część Poznania stanie się zamkniętą strefą, a imprezie towarzyszyć będą wycieczki, koncerty, kolacje. I właśnie o to chodzi biurokratom. Aby mieć coraz większe budżety na wystawne życie. Hasło z czym akurat walczą, czy z ociepleniem, czy z ochłodzeniem, jest drugorzędne.
Niemniej kampania przeciwko zmianom klimatu, która z dwutlenku węgla ? gazu niezbędnego dla rozwoju życia na ziemi, uczyniła największą truciznę, jest w zasadzie kampanią przeciwko życiu. Wato o tym pamiętać.
Read more »