Home



Thursday, September 25, 2008

Publicystyka w Rzeczpospolitej

Zamiast realizować niekorzystną dla kraju unijną politykę ograniczania emisji CO2, Polska powinna jak najszybciej zbudować własną elektrownię atomową

Absurdalna polityka ograniczania za wszelką cenę emisji dwutlenku węgla do atmosfery może oznaczać dla Polski totalną zapaść gospodarczą ? wynika z raportu przygotowanego dla Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej. Realizacja założeń z Brukseli będzie kosztowała nasz kraj w latach 2010 ? 2030 astronomiczną sumę 6,73 bln złotych, z czego 160 mld złotych to bezpośrednie koszty, które trzeba będzie ponieść w związku z niezbędnymi inwestycjami, a pozostała kwota to pośrednie koszty związane ze spadkiem PKB, wzrostem cen na rynku, uszczupleniem realnych dochodów gospodarstw domowych i pozostałymi stratami. Jak gigantyczne spustoszenie może wywołać uleganie ekologicznej poprawności? Wystarczy porównać owe niewyobrażalne kwoty do kosztów inwestycji w energetykę jądrową. Według ekspertów ds. atomistyki koszt budowy przeciętnego reaktora to 4 mld euro. Właśnie tyle ma kosztować uruchomienie nowego reaktora w elektrowni Ignalina na Litwie, w co zaangażowana jest strona polska. Analogiczną kwotę zapłacą Bułgarzy Rosjanom za budową reaktora w nowej elektrowni w Belene. Z kolei budowa pierwszego w świecie reaktora termojądrowego ITER w okolicach Marsylii pochłonie 10 mld euro.

Gdyby Polska przesunęła kwoty konieczne do podjęcia walki z "globalnym ociepleniem" na budowę elektrowni atomowych, wystarczyłoby na zbudowanie co najmniej dziesięciu reaktorów atomowych. Szacując przeciętną moc nowoczesnego reaktora typu PWR (wodno-ciśnieniowy) na 1300 MWe, Polska dysponowałaby wówczas mocą 13 000 MWe, prawie dwukrotnie większą niż dzisiejsza Hiszpania.

Naturalnie powyższe obliczenia są użyteczne wyłącznie dla niniejszej publicystyki. Rodzima energetyka tak czy siak wymaga ogromnych nakładów. Wątpliwy jest sukces budowy kilku tak dużych inwestycji jednocześnie. Niemniej szacunki pokazują jasno, że kierunek obrany przez kolejne rządy, ograniczający się do spełnienia woli ośrodków decyzyjnych usytuowanych poza granicami naszego kraju, oznacza niebezpieczeństwo wywołania w Polsce kryzysu gospodarczego i dalszego uzależniania państwa od importu energii z regionów niestabilnych politycznie.

Wiecej tu

Read more »

Wywiad dla Polskiego Radia

Prezydent Kaczyński powinien zawetować ustawę zmuszającą rodziców do posyłania sześciolatków do szkół. Obniżenie wieku przymusu szkolnego jest niekorzystne dla dzieci i ich rodzin.
Read more »

Friday, September 19, 2008

Komentarz dla Gazety Polskiej

Polacy powinni zadecydować o wprowadzeniu Euro w referendum. Na Słowacji zapowiada się nieciekawie. Premier tego kraju zapowiedział wykorzystanie zmiany waluty do ręcznego sterowania gospodarką.
Read more »

Wednesday, September 17, 2008

Wywiad w Rzeczpospolitej

Jeśli spojrzymy na doświadczenia takich krajów jak Stany Zjednoczone czy Japonia, to zobaczymy, że modernizacja nie stoi w sprzeczności z ekologią. Przeciwnie, to szybki rozwój gospodarczy umożliwia tworzenie technologii przyjaznych środowisku. Kompromis może być jednak trudny, ponieważ działacze ekologiczni mają skłonność do czynienia bożka z bliżej nieokreślonej "natury".

Budowa dróg jest rzeczą zbyt ważną dla rozwoju gospodarki i poprawy życia nas wszystkich, aby podejmować decyzje motywowane ideologią.

Wiecej tu

Read more »

Op-ed w Pulsie Biznesu

Gdyby abonament telewizyjny potraktować nie jako parapodatek, lecz opłatę za konkretną usługę dostarczania Telewizji Polskiej w wersji cyfrowej, to klienci radykalnie zmieniliby swoje nastawienie i zaczęli regularnie płacić.
Read more »

Wywiad dla Polskiego Radia

Kolejnym krokiem po wprowadzeniu dokumentów biometrycznych, może być pokusa polityków do wszczepiania obywatelom bioczipów, w celu totalnej elektronicznej inwigilacji.
Read more »

Tuesday, September 16, 2008

Polska we władzy urzędników

Mimo konstytucyjnych i prawnych gwarancji wolności prowadzenia działalności gospodarczej, Polska jest krajem, w którym przedsiębiorczość jest reglamentowana przez państwo.

Konstytucja RP sankcjonuje funkcjonowanie społecznej gospodarki rynkowej. W myśl ustawy o działalności gospodarczej, podmioty mogą wykonywać taką działalność, która nie jest zabroniona. Niemniej ograniczenie wolności gospodarczej może nastąpić tylko ze względu na ważny interes społeczny. Nie wiadomo tylko, jaki to interes społeczny powoduje, że państwo ogranicza dostęp do ponad 300 zawodów, utrzymuje państwowe monopole, ogranicza dostęp do rynku za pomocą zezwoleń, koncesji i innych regulacji.

Interes urzędnika

W Polsce najwyższą instancją władzy pozostaje urzędnik. Urzędnicze lobby jest w stanie zablokować reformy ograniczające ich władzę. Urzędnik jest dla obywatela namacalnym dowodem na istnienie represyjnego państwa socjalnego. Chociaż element uznaniowości urzędniczej jest powoli ograniczany, ma on tyle władzy, aby zabierać obywatelowi przysługujące mu wolności.
Jeśli ograniczanie wolności argumentuje się interesem społecznym, tym interesem społecznym musi być interes urzędniczy. Bezpośrednim efektem limitowania swobody prowadzenia interesów dla obywatela jest przecież zmniejszenie konkurencji, mniejsza wolność wyboru, wzrost cen i niższa jakość produktów i usług. Społeczeństwo nie ma więc w tym żadnego interesu, ponosi natomiast bardzo wysokie koszty regulacji.
Ograniczanie wolności gospodarczej jest w interesie urzędnika. Urzędnik zyskuje władzę nad przedsiębiorcą. Regulacje tworzą miejsca pracy dla biurokratów. Biurokracja przynosi niemałe zyski z regulacji. Koncesjonowanie, licencjonowanie i limitowanie, to kilkaset milionów złotych rocznie dla budżetu państwa.
Klasycznym przykładem reglamentowania gospodarki przez państwo jest dostęp do zawodów. W Polsce ogranicza się dostęp do ponad 140 grup zawodowych, czyli przeszło 300 rodzajów wykonywanej pracy. Ponadto polityka miłości Słońca Peru przejawia w planach ograniczenia dostępu do kolejnych zawodów np. opiekunek do dzieci. Dalsze ograniczenia planują korporacje zawodowe np. dziennikarze. Jeszcze gorzej może być, gdy do władzy dorwie się PiS. Zapewne wszyscy pamiętają, jak to socjalistyczne ugrupowanie próbowało wprowadzić egzaminy państwowe dla fryzjerów i dekarzy. Gdyby ustawa nie przepadła w Senacie, urzędnicy zyskaliby władze nad 1,5 mln rzemieślników.

W gąszczu regulacji

Państwo reguluje prowadzenie działalności gospodarczej rozmaitymi narzędziami. Najbardziej drastyczne są koncesje, wymagające dużego kapitału początkowego, długotrwałe i wybitnie korupcjogenne. Dla obywateli najbardziej odczuwalnymi regulacjami są wspomniane dopuszczenia do wykonywania zawodu oraz wymóg otrzymania zezwolenia na prowadzenie działalności gospodarczej.
Gdy jednak znajdzie się w końcu pracę lub uzyska wymarzony wpis do ewidencji, kłopoty z urzędami mogą się dopiero rozpocząć. Urzędy mogą wymagać dopuszczenia do obrotu konkretnych produktów lub usług. Dopuszczenia, po spełnieniu określonych norm i wymogów, mogą też wymagać urządzenia oraz instalacje, używane w prowadzeniu określonego rodzaju działalności gospodarczej. Konieczne mogą okazać się atesty, zaświadczenia czy certyfikaty.
Gdy jednak zgromadzimy określone pozwolenia, dopiero pojawią się schody. Może okazać się, że uzyskane papiery w niczym nam nie pomogą, ponieważ nasza działalność podlega ograniczeniom. Ograniczenia mogą dotyczyć limitu produkcji, bądź obrotu. Innymi słowy, nie dość, że państwo mówi nam co, jak, kiedy i pod jakim warunkami możemy działać, to jeszcze wskaże nam w jakiej ilości, albo z kim, możemy produkować, handlować czy jak i komu świadczyć usługi.
Nie wykluczone, że po spełnieniu wyżej wymienionych wymagań, będziemy musieli się jeszcze ubiegać o specjalną licencję. Na każdym etapie walki z urzędami może nam się nie powieść, a wtedy całe starania wezmą w łeb.

W szponach lewiatana

Najmniej bolesna dla podatnika jest konieczność zgłoszenia określonego rodzaju działalności gospodarczej w konkretnej instytucji np. w przypadku wydawania gazety czy uprawy chmielu. Dodatkowo zarejestrować trzeba także śródlądowy statek czy rozbudowaną instalację przemysłową.
Gorzej jednak, gdy chcemy robić biznes z rozmachem. Budowa autostrad, firma transportowa, turystyczna czy telekomunikacyjna, wymaga koncesji, startowania w przetargach i gigantycznego haraczu na rzecz państwa (opłata koncesyjna) plus łapówek dla decydentów, nieujawnionych w oficjalnej ewidencji.
Lżejszy ciężar od koncesji mają zezwolenia, obejmujące rynek farmaceutyczny, spirytusowy, tytoniowy, sportowy, pocztowy czy telekomunikacyjny. Na rynku wciąż funkcjonuje kilkaset zezwoleń i koncesji w rozmaitych obszarach gospodarki, od energetyki po sprzedaż detaliczną alkoholu. Niestety ilość regulacji zwiększa się, zamiast zmniejszać i jest to podstawowy problem dla rodzimej przedsiębiorczości.
Utrzymywane regulacje są tak absurdalne, że nie da się ich obronić logicznymi argumentami. Prowadzenie szkoleń medycznych jest przecież niemożliwe bez posiadania odpowiedniej wiedzy, a uzyskanie pozwolenia od państwa, nic nie zmienia. Podobnie z badaniami technicznymi pojazdów, które wymagają specjalistycznej aparatury. Gdy nie ma się odpowiedniego sprzętu, profesjonalne wykonywanie badań jest niemożliwe.
Naturalnie obywatelowi nie powinno zabierać się także wolności wyboru i prawa do popełniana błędów. Jeśli ktoś chce leczyć nowotwór u znachora, a nie w szpitalu onkologicznym, to ma do tego prawo, ryzykując swoim życiem.

Coraz więcej regulacji

Niestety regulacje obejmują swoim zasięgiem coraz większe obszary. Zezwoleniom podlegają już nie tylko rynki finansowe czy hazard, ale także badania naukowe, zarządzanie informacją czy e-biznes. Nie lepiej ma się z dopuszczeniem do obrotu produktów czy usług. Wejście na rynek tysięcy produktów wymaga zezwolenia odpowiednich władz czy instytucji. Dotyczy to produktów zwierzęcych i roślinnych, kosmetyków lub przyrządów pomiarowych.
Reglamentacja dopuszczająca do eksploatacji urządzenia i instalacje obejmuje natomiast infrastrukturę transportową, urządzenia górnicze, energetyczne, telekomunikacyjne, a nawet strzelnice sportowe czy automaty do gier. Urzędnicy patrzą także na ręce producentom i handlowcom. Limitami produkcji objęte są m.in. rolnictwo, przemysł spożywczy.
Nie lepiej mają się przedstawiciele wolnych zawodów. W łaski urzędników musi się wkupić prawnik, lekarz, ale także ochroniarz, detektyw, sportowiec czy sędzia. Tu także ze świecą szukać logiki prawodawcy. Jak wykonywać bez głębokiej wiedzy zawody geologa czy hydrologa? Dlaczego na grzybach może znać się jedynie dopuszczony do zawodu grzyboznawca? Jakie specjalne umiejętności wymaga sprzedaż polis ubezpieczeniowych, czy nauczanie kogoś prowadzenia samochodu?
Państwo ingeruje także w ceny i prawa własności. Akcyza na paliwa i używki skutecznie winduje ceny tych produktów. Ceny i taryfy na rynkach energetycznych i telekomunikacyjnych zatwierdzają urzędy. Przepisy mogą także ograniczać prawa własności legalnych właścicieli. Doskonale widać to na rynku nieruchomości. Umowy najmu czy obrotu nieruchomościami działają na niekorzyść właścicieli, na tyle, aby można mówić o ograniczaniu praw własności przez państwo.

Podpowiedź dla Palikota

Podczas, gdy nad usankcjonowaniem wolności gospodarczej pracuje już cała komisja i niezliczone rzesze urzędasów, ich praca, jak każda urzędnicza praca jest pasożytnicza i zbędna. Zamiast dłubać w przepisach i nanosić jakieś kosmetyczne poprawki, które i tak pewnie nie zostaną wprowadzone, znam lepszy sposób na to w jaki sposób zwrócić wolność gospodarczą narodowi. Mianowicie należy jednym ruchem znieść te nieskończone ilości koncesji, zezwoleń, licencji, pozwoleń, opłat i ewidencji.
Korzyść z takiego posunięcia będzie potrójna. Po pierwsze ograniczy się kosztowny w utrzymaniu aparat biurokratyczny. Po drugie nastąpi eksplozja przedsiębiorczości, która uczyni z Polski jeszcze bardziej dynamiczną gospodarkę. A po trzecie, społeczeństwo uświadomi sobie, że najdonioślejszym interesem społecznym jest dlań pozbycie się szkodliwych dla przedsiębiorczości polityków pokroju Kaczyńskich, Tuska czy Palikota.
Etatyzm Platformy Obywatelskiej jest niemniejszym zagrożeniem dla społeczeństwa obywatelskiego, niż Jarosław Kaczyński, wzywający z bolszewickim zacięciem do walki z liberalizmem.
Read more »

Monday, September 15, 2008

Ekonomia rodziny

Polityka Unii Europejskiej w zakresie równouprawnienia jest prowadzona wbrew naturze i może nieść za sobą bardzo negatywne skutki ekonomiczne w przyszłości.

Nawet niezbyt uważnemu obserwatorowi polityki UE wobec rodziny, rzuciła się zapewne w oczy obsesja biurokratów na punkcie zniszczenia tradycyjnej rodziny i naturalnych funkcji kobiety i mężczyzny. Urzędnicy nie tylko dążą do całkowitego zniesienia różnic między płciami, ale także do zmiany ich tradycyjnych funkcji, takich jak wychowywanie potomstwa czy utrzymanie rodziny. Według rewolucjonistów, których najnowszym owocem jest urodzenie dziecka przez mężczyznę ? transseksualistę, to ojcowie powinni zajmować się niemowlętami, a matki poświęcać się robieniu kariery.
Rewolucja postawiła współczesny świat na głowie, nie tylko zamieniając rolę męża i żony, ale także hamując naturalne potrzeby kobiety i mężczyzny. Nikt przecież nie zaprzeczy, że to kobieta jest najlepiej wyposażona przez naturę do opieki nad niemowlęciem po porodzie. Podobnie mężczyzna, od wieków, jest obdarzony większą motywacją do pracy dla utrzymania rodziny po urodzeniu dziecka. Terror rewolucji kulturowej zmusza współczesnych mężczyzn i kobiety do zamiany ról. Kobiety są rozdarte, ponieważ muszą porzucać swoje nowo narodzone dzieci, aby pracować na podatki utrzymujące socjalne państwo dobrobytu. Panowie zaś przymusowo wspomagają zdesperowane matki, kosztem długoterminowych strat finansowych dla domowego budżetu. Na dłuższą metę zamiana tradycyjnych ról ojca i matki może okazać się katastrofalna.

Komisja Europejska za rewolucją

Wśród wielu programów oferujących unijne dotacje gros dotyczy aktywizacji zawodowej kobiet kosztem mężczyzn. Mężczyźni są dyskryminowani przez Brukselę, natomiast kobiety mają dostęp do znacznie większych możliwości otrzymania bezpośredniego wsparcia finansowego w formie dotacji. Oprócz korzyści ekonomicznych, zwykle przemilcza się koszty tego typu polityki dla rodziny.
Ostatnie dane mówią o tym, że kobieta, która założy nową firmę może otrzymać nawet milion euro dofinansowania na usługi doradcze, najem, opłaty, odsetki od kredytów a nawet na zatrudnienie niani. Milion euro za powierzenie opieki nad dzieckiem komu innemu jest nie lada pokusą, z której skorzystają zapewne nie tylko feministki. Niestety ów milion przypomina wygraną w totolotka. Na marzenie o głównej wygranej, opodatkowują się wszyscy kupujący losy.
Zrzeczenie się bezpośredniej opieki nad własnym dzieckiem przez matkę jest krótkowzroczne i może okazać się nieopłacalne w przyszłości. Jak przekonują badania ? karmienie niemowląt naturalnym mlekiem matki, wzmacnia odporność dzieci na choroby w przyszłości. Tak więc zamiana naturalnych ról taty i mamy, oznacza nie tylko katowanie ojca nocnym karmieniem z butelki, ale może odbić się w przyszłości na zdrowiu dziecka, które będzie częściej chorowało, będzie wymagało większej opieki w przyszłości i większych nakładów finansowych ze strony rodziny.
Jeszcze gorzej może wyglądać powierzenie opieki nad niemowlęciem obcej osobie ? niani. Nianie, podobnie jak dziadkowie, rozpieszczają, a nie wychowują. Jak wykazują badania amerykańskich pediatrów, nianie pochodzące zwykle z niskich grup społecznych, mają przeważnie niezdrowe nawyki żywieniowe, przez co dzieci w większym stopniu narażone są na ryzyko otyłości. Wiadomo ? otyłość to współcześnie największy wróg zdrowia, niosąca za sobą ryzyko cukrzycy czy śmiertelnych chorób układu krążenia.
Zdecydowanie największe zagrożenia dla porzuconego dla kariery dziecka przez matkę, leżą w sferze psychicznej. Pozbawione naturalnej troski i pewności siebie dziecko, może w przyszłości wymagać opieki psychoterapeutycznej, a w skrajnych przypadkach, może trudniej się usamodzielniać. 40-letni synalkowie nie będący w stanie opuścić swoich rodziców w krajach Europy Zachodniej, to efekt między innymi takiej a nie innej polityki rodzinnej Unii Europejskiej. Od strony ekonomicznej utrzymywanie dziecka do czterdziestki może być znacznie mniej opłacalne od pożegnania się na etapie absolwenta.

Socjalistyczna Platforma Obywatelska

Coraz więcej pomysłów, które mogą zniszczyć naturalne funkcje tradycyjnej rodziny, zaczyna padać na podatny grunt w Polsce. Platforma Obywatelska, rzekomo ugrupowanie wolnorynkowe, prześciga się w promowaniu socjalnych rozwiązań, nawiązujących do europejskiej rewolucji kulturowej. Jednym z ostatnich pomysłów, obok przyznania ojcom urlopu tacierzyńskiego, jest projekt opłacania przez podatników zawodowych niań.
Ten z pozoru prorodzinny projekt, ma w założeniu zwiększyć dzietność polskich rodzin. Państwo nie tylko będzie dofinansowywało taką ?rodzinną asystentkę?, ale szkoliło ją, przyznawało jej specjalny certyfikat i rejestrowało ją w każdej gminie. Według wiceminister pracy i polityki społecznej Agnieszki Chłoń-Domińczak, projekt ma wejść w życie do 2010 r.
Z racjonalnego punktu widzenia pomysł PO oznacza coraz większą ingerencję państwa w życie rodziny, coraz bardziej oddala matki od swoich dzieci i zmusza podatników na łożenie na kolejną funkcję socjalną państwa. Innymi słowy Platforma Obywatelska, chce, aby w Polsce były najdroższe nianie na świecie. Nikt przy zdrowych zmysłach nie sądzi chyba, aby niania wyszkolona, zarejestrowana i opodatkowana przez państwo, była tańsza od sąsiadki zatrudnianej na czarno.
Podobnie szkodliwym pomysłem jest przyznanie matkom swego rodzaju renty socjalnej w zamian za prace domowe. Wówczas praca matki również drożeje kilkukrotnie, bo przecież wypłacona renta niepracującej matce, musi być zabrana z czyjejś pensji, a następnie umniejszona o pensje pracujących nad tym polityków i urzędników, opodatkowana, a dopiero potem przekazana beneficjantowi. W tym przypadku matkę skazuje się na wyuczone bezrobocie, bowiem znacznie trudniej będzie jej wrócić na rynek pracy, gdy potomstwo pójdzie do szkoły czy przedszkola.
Pomysł renty za prace domowe opiera się na absurdalnym założeniu, że państwo zna lepiej od męża potrzeby finansowe żony!

Kapitalizm dla rodziny

Jeśli państwo rzeczywiście chce pomóc rodzinie, powinno? wycofać się z jakiejkolwiek polityki ?prorodzinnej?. Jest to element konieczny, bowiem zmniejsza potrzebę uzyskiwania wpływów podatkowych do budżetu, a tylko wówczas rząd będzie mógł obniżyć podatki. Współczesna rodzina oddaje jedną pensję urzędnikom. Jest to jedyny prawdziwy powód, dla którego w wielu małżeństwach musi pracować i mąż, i żona. Jedna pensja jest zwyczajnie rabowana przez państwo.
Gdyby więc obniżyć podatki do poziomu, w którym pensja mężczyzny wystarczałaby na pokrycie domowego budżetu, okazałoby się, że kobieta chętnie zostałaby w domu i opiekowałaby się swoimi dziećmi. Nie potrzebne okazałoby się dofinansowanie niani, wspieranie równości płci i oferowanie dotacji. Także mężczyzna czułby radość, że po powrocie z pracy zastanie uśmiechniętą żonę i szczęśliwe dzieci.
Niestety polityka Unii Europejskiej i wielu rządów, w tym niestety polskiego, zmierza nie tylko do niszczenia tradycyjnych funkcji rodziny, poprzez zwiększony interwencjonizm państwowy, ale także rzutuje negatywnie na skutki ekonomiczne w przyszłości dla całej gospodarki.
Największymi zagrożeniami jest zmniejszenie wydajności pracy i wzrostu gospodarczego. Jeśli kobiety będą zastępować mężczyzn na rynku pracy, zmniejszy się dynamika rozwoju gospodarczego. Nie wynika to z uprzedzeń wobec kobiet, jak chciałyby tego feministki, lecz z ich natury, rozdarcia i generalnie odmiennych celów społecznych. Przecież nie są takimi celami dla kobiet: przywództwo, dominacja, rywalizacja. Gdy na rynku pojawi się pokolenie wyniańczone przez mężczyzn, będzie jeszcze gorzej.
Gospodarka odczuje także większe koszty interwencjonizmu i polityki socjalnej, finansowanej z przymusowego opodatkowania. Innymi słowy, każda rodzina będzie musiała oddać środki, które mogłaby przeznaczyć na swoje potrzeby, ?wiedzącym lepiej co dla niej jest dobre? urzędnikom. Właśnie w ten sposób polityka prorodzinna, zmienia się w inspirowaną marksistowską rewolucją społeczną, politykę antyrodzinną.

Read more »

Saturday, September 13, 2008

PO socjaldemokratyczna

Platforma Obywatelska to typowa partia władzy, nie różniąca się zbytni od poprzedników: PiS czy SLD. Jej celem jest reelekcja, a metodami: utrwalanie uzależnienia gospodarki i obywateli od polityki.

Nie zostało już nic z obietnic kampanii wyborczej z 2007 r. PO mówiła to, co chcieli usłyszeć wyborcy. Wyniesiona do władzy na hasłach konserwatywnego liberalizmu, Platforma po raz kolejny uwodniła, że dla partii politycznych nie liczy się ani obywatel, ani kraj, liczą się tylko wyniki plebiscytów.

Pinokio Donald

Gdyby premierowi, analogicznie jak Pinokio, rósł nos, gdy kłamie, kichol Donalda Tuska musieliby nosić za nim wszyscy członkowie jego świty. Gdy Platforma była jeszcze opozycją, Tusk klął się na wszystkie świętości, jakim jest liberałem, a gospodarka wolnorynkowa w najczystszej postaci zostanie wprowadzona w Polsce natychmiast, gdy tylko zasiądzie u steru władzy.
Głównym hasłem, dzięki którym Polska ma stać się miejsce cudu gospodarczego na miarę Irlandii, był podatek liniowy. Niecały rok po kampanii wyborczej, okazało się, że słowa lidera największego ugrupowania są nic nie warte. Podatek liniowy okazał się niemożliwy do wprowadzenia teraz i prawdopodobnie w przyszłości.
Kolejnym ukłonem w stronę gospodarki wolnorynkowej miało być zniesienie podatku Belki. Politycy PO zapowiadali to wielokrotnie. Niestety, opodatkowanie dochodów z inwestycji (czyli zysku wielokrotnie już opodatkowanego przed jego uzyskaniem), stoi jak najbardziej z rozumieniem wolnego rynku w rozumieniu Platformy.
Ale to nie wszystko, liberalizacja rynku ubezpieczeń społecznych, oczywiście nie zniesienie przymusu ubezpieczenia się w OFE, bo przymus jest kluczowym elementem demokratycznego socjalizmu w wydaniu Platformy, ale przynajmniej wolność wyboru emerytury małżeńskiej, okazała się niemożliwa do wprowadzenia. Aż strach się bać, co politycy PO wymyślą w związku z wypłatami emerytur z OFE. Zapewne utworzą nową agencję emerytalną i obsadzą ją dożywotnio swoimi ludźmi.
Platforma obiecywała, że gdy dojdzie do władzy rząd nie będzie wydawał więcej niż zarabia, co znów okazało się słowami rzuconymi na wiatr. Zrównoważenie budżetu to mrzonka. Za deficyt pokrywający wydatki socjalny zapłacą podatnicy.
Niemożliwa okazała się także reforma KRUS. Za rolnicą kasę wzięli się ludowcy, skutecznie blokując jakiekolwiek zmiany.

Pajacowanie Palikowa

Jednak największymi przegranymi Platformy są politycy, którzy wolnorynkowy kapitalizm mieli wcielać w życie. Adam Szejnfeld i Janusz Palikot pokazali, że są bezradni wobec urzędniczo-politycznego lobby. Gospodarki w Polsce nie można reformować po łebkach. Na Polskę dobrze działa tylko szok, wstrząs i głębokie zmiany.
Z pakietu wiceszefa resortu gospodarki zostały tylko wióry, podobnie jak wcześniej nici wyszły z pakietu Kluski. Swobody gospodarczej, która oznaczała zaledwie kilka podstawowych udogodnień dla przedsiębiorców, nie udało się zadekretować. Wszelkie zmiany miały być wyłącznie kosmetyczne, a trzon prawa krępującego ręce biznesowi, pozostanie nienaruszony. Bo tak chcieli urzędnicy.
Jeszcze bardziej komicznie wygląda aktywność Janusza Palikota, szefa komisji Przyjazne Państwo. Likwidacja 200 parapodatków brzmiała atrakcyjnie, ale gorzej wyszło z realizacją. Politykom koalicji nie smak likwidować wpływów do budżetów, niezbędnych do funkcjonowania redystrybucyjnego państwa socjalnego. Co z tego, że znikną jakieśtam opłaty, skoro obywatel i tak będzie gnębiony wysokimi podatkami i kosztami pracy?
Przyglądając się zmianom proponowanym przez Palikota, trudno nie odnieść wrażenia, że są to zmiany pozorne, które niewiele zmienią, może poza tym, że uczynią ucisk podatkowy bardziej znośnym. Próżno przecież doszukać się w propozycjach komisji Przyjazne Państwo, zmniejszenia podatków. Zmienione mają być sposoby rozliczania podatków (w szczególności VAT-u) czy likwidacja niektórych sankcji.
Co zmieni dla przedsiębiorczości w Polsce podniesienie wartości drobnych prezentów niepodlegających opodatkowaniu z 5 do 10 zł? Czy rzeczywiście skrócenie podstawowego terminu zwrotu VAT ze 180 do 60 dni jest kluczowym elementem uzdrowienia rodzimej gospodarki?

Moraliści z Platformy

Podczas, gdy PO deklarowała się jako partia liberalna, z klasycznym liberalizmem ma do czynienia mniej niż SLD. W niedawnej debacie na temat zniesienia penalizacji posiadania miękkich narkotyków (uwaga: zniesienia karania, nie legalizacji ich zażywania!), politycy rządzącego ugrupowania wielokrotnie opowiadali się za totalną prohibicją, czyli za chronieniem obywatela przed samym sobą.
Zapewne nie do pojęcia jest dla polityków Platformy, że liberał wierzy w odpowiedzialność i racjonalność jednostki, a liberalne państwo opiera na tym swój ład. Natomiast w jednym z wywiadów Jarosław Gowin przekonywał, że jakiekolwiek ustępstwo wobec miękkich narkotyków równa się natychmiastowy wzrost narkomanii, czyli uzależnień także od narkotyków twardych, z heroiną włącznie.
Abstrahując już od tego, że jest to logiczny związek mniej więcej taki, jak wpływ ocieplenia klimatu na pojawienie się trąby powietrznej w opolskim (niestety ten związek jest już oczywisty dla opinii publicznej), Gowinowi jakoś nie przeszkadza nabijanie rządowej kasy akcyzą z legalnych narkotyków dziesiątkujących społeczeństwo i odciążających budżet państwa od obowiązku wypłaty świadczeń emerytalnych alkoholowo-nikotynowym denatom.
A propos trąby powietrznej. Naturalnie jest to tragedia dla wielu rodzin, które wymagają naszego wsparcia moralnego i finansowego. Jednak pomysły moralistów z Platformy, wzięcia na państwo ryzyka związanego z katastrofami naturalnymi, pokrycia 100 proc. kosztów katastrofy przez państwo, czy utworzenia specjalnego funduszu na ten cel, wypaczają sens istnienia rynku ubezpieczeniowego, prywatnego rynku charytatywnego, czy prywatnej samopomocy.
Gdy państwo bierze na siebie pełne ryzyko zdarzeń losowych po co się ubezpieczać, po co komu Caritas? Skoro państwo zmusza do dobroczynności, czy komukolwiek jeszcze będzie się chciało pomagać z własnej woli?
Być może monopol państwa na dobroczynność ma przypisać zasługi moralne wyłącznie politykom Platformy. Byłaby to kolejna po specyficznej interpretacji liberalizmu, próba nowego odczytania Katolickiej Nauki Społecznej. Pierwsze kroki reinterpretacji Katechizmu, zasygnalizowało już wcześniej Ministerstwo Zdrowia w głośnej sprawie Agaty czy resort edukacji, zabierając sześciolatki rodzinom na rzecz szkoły.

Read more »

Thursday, September 11, 2008

O socjalistycznej naturze polityki

Największym zmartwieniem polityka jest wynik partii w kolejnych wyborach. Dlatego działania polityczne są z definicji naznaczone socjalizmem.

Political fiction

Do władzy dochodzi kompetentny polityk. Obniża podatki, cierpliwie tłumacząc, że działania jego kolegów są bardzo szkodliwe dla gospodarki. Na rynku wewnętrznym redukuje interwencjonizm, na międzynarodowym ? protekcjonizm. Likwiduje przywileje dla ludzi władzy, zwalnia urzędników. Ogranicza władzę parlamentu i prezydenta do niezbędnego minimum. Likwiduje finansowanie partii z budżetu i państwowe media. Zamyka rządowe agencje, a większość funkcji państwa powierza wolnej konkurencji. Biurokratyczny majątek wystawia na licytacje. Komentuje, że działa tak jak w biznesie, gdzie osiągnął spektakularny sukces, a teraz chce podzielić się swoją wiedzą z innymi.
Zbliżają się kolejne wybory. Gospodarka rozwija się dynamicznie, wyborcy są entuzjastycznie nastawieni do samoograniczenia się władzy. Inaczej partyjni koledzy, którzy stracili wpływy, posady i rację bytu. Odsuwają niebezpiecznego rywala na bok. Wyrzucają go z partii i układają strategię na kolejną kampanię. Odkurzają stare hasła i slogany. Znów słychać o tym, że to rząd powinien wyżywić głodne dzieci i zbudować im stadiony do gry w piłkę. Dziennikarze z rozrzewnieniem wspominają wspólne wycieczki z premierem do Ameryki Południowej, zabawne lapsusy ministrów i emocje towarzyszące kolejnym intrygom.
Niestety powyższa historia to tylko polityczna fikcja. Do władzy nie pchają się ludzie kompetentni. Polityka przyciąga ludzi przeciętnych, którzy poza nielicznymi wyjątkami, nie całkiem radzą sobie w konkurencyjnej i wymagającej rzeczywistości. W układzie grup interesu, elit i koterii, działa się łatwiej, niż w środowisku, które uczciwie wynagradza za wiedzę, umiejętności i ciężką pracę.

Wszystko dla polityki

Trudno liczyć, że do władzy dojdzie kiedyś polityk, którego jedynym celem będzie radykalne ograniczenie władzy. A nawet jeśli taki wariat się zdarzy, na pewno nikt mu na to nie pozwoli. W naturze współczesnej polityki jest coś zupełnie odwrotnego ? mianowicie rozrost władzy, a co się z tym wiąże: rozrost funkcji, wpływów i przywilejów. W interesie każdego polityka jest sytuacja, w której jak najwięcej od niego zależy. Politycy muszą wmawiać wyborcom, jak bardzo są im potrzebni. Jak niewiele rzeczy może zdarzyć się bez udziału i jak bezradni są obywatele bez polityki. Stąd nieustanne propozycje regulacji, mających to ulepszać, to zapobiegać, to chronić. Politycy chronią nas współcześnie nie tylko przed najbardziej wyimaginowanymi zagrożeniami, które prawdopodobnie nigdy się nie zdarzą, ale mają ogromny wpływ na naszą wyobraźnie (nadmierne ocieplenie/ochłodzenie klimatu, niekontrolowane mutacje organizmów, nieuchronne konflikty zbrojne, zbyt duża/mała aktywność słońca, nieprawdopodobne epidemie, globalne katastrofy wskutek zaburzeń działania urządzeń elektronicznych itp.).
Coraz częściej politycy chronią nas także przed samymi sobą lub przed zwykłymi sytuacjami społecznymi: np., że potencjalnie mógłby ktoś coś powiedzieć lub zrobić tak, by ewentualnie jakaś jednostka lub grupa, poczuła się urażona. Godząc się, sami wpadamy w zastawione sidła.
Natura współczesnej polityki jest socjalistyczna. Oznacza to mniej więcej tyle, że rolą polityka jest wmówienie społeczeństwu konieczności prowadzenie prze zeń przymusowej redystrybucji dóbr, ograniczeniu praw własności i limitowaniu wolności gospodarczej, politycznej i osobistej.

Coraz mniej wyboru

Podstawowym narzędziem redystrybucji jest coraz bardziej ekspansywna polityka podatkowa ? nałożenie danin na najbardziej pospolite wycinki rzeczywistości, takie jak kupno paczki papierosów czy posiadanie psa. Naturalnie cel tego typu działań jest zawsze szlachetnie umotywowany.
Kolejną metodą jest konsekwentne ograniczanie praw legalnych właścicieli poprzez wywłaszczanie i ograniczanie ich prywatnej własności. Właściciel ziemi nie może dziś decydować o jej przeznaczeniu, a o zgodę urzędnika musi ubiegać się nawet w przypadku zamiaru wycięcia drzewa czy remontu domu.
Politycy specjalizują się także w limitowaniu wolności w wymiarze ekonomicznym, politycznym i osobistym. Tony regulacji nakładanych na przedsiębiorców są tego najbardziej widocznym przykładem. Politycy chcą decydować kto, co, w jaki sposób, w jakiej ilości, po co, dla kogo i gdzie produkuje, komu co, po co, ile, po ile i kiedy sprzedaje oraz co z tym klient powinien, jak, gdzie i w jaki sposób robić. W rezultacie o większości zdarzeń ekonomicznych nie decyduje rynek, lecz polityka, a uzależnienie rynków od polityki staje się coraz bardziej widoczne.
Dlatego utopijne jest sądzić, nie tylko, że kiedyś pojawi się polityk lub partia, którzy wyeliminują się z gry. Naiwne jest sądzenie, że nawet, gdy jakakolwiek partia dojdzie do władzy na sloganach wolnorynkowych, będzie się z tych wolnorynkowych obietnic wywiązywać. Doskonałym przykładem jest Platforma Obywatelska, która omamiła młodszą część społeczeństwa obietnicą wywołania cudu gospodarczego i zbudowania dobrobytu na miarę Irlandii, po którym każdy emigrant będzie mógł szybko wrócić do domu.
Niestety dziś widać jasno, że PO jest taką samą socjalistyczną partią władzy jaką było SLD. Nie tylko nie zamierza uwalniać gospodarki, ale wprowadza coraz więcej nowych regulacji. Emigranci natomiast nie zamierzają rezygnować z zagranicznych wolności. Zamiast pracować na kolejną zmianę polityków, wolą pracować dla swoich dzieci.

Chcemy Europy dwóch prędkości!

Jeszcze wyraźniej widać socjalistyczną naturę polityki na arenie międzynarodowej. Doprawdy zadziwiające jest z jakim zapałem polska ?prawica? rzuca się do budowy Unii Europejskiej jako państwa, zapominając, że UE we współczesnym kształcie jest projektem socjalistów. Posiada nie tylko socjalistyczne cechy, ale zajmuje się promowaniem interwencjonistycznej gospodarki i podporządkowaniu polityki skrajnie lewicowym ideologiom.
Socjalistom z UE, a szczególnie tym z Niemiec i Francji, coraz bardziej nie podoba się demokracja. Mimo, że badania prowadzone w krajach członkowskich dowodzą, że mieszkańcy Starego Kontynentu chcieliby Unii takiej jak za czasów Schumana: jednolitego rynku bez celów politycznych, eurokraci uporczywie forsują swój model ? biurokratycznego molocha opartego na ideologii poprawności politycznej, swoistego megapaństwa socjalnego dobrobytu.
Socjaliści z Brukseli nie chcą nawet przyjąć do wiadomości, że ktokolwiek może stanąć im na drodze. Dlatego tak srodze oburzyli się na suwerenną decyzję narodu Irlandii i szantażem starają się wywrzeć presję, aby Irlandczycy tym razem zagłosowali po ich myśli.
Te same metody wywierane są wobec Polski. Gdy prezydent Lech Kaczyński słusznie zwleka z ratyfikacją Traktatu z Lizbony, bowiem w sensie prawnym ten dokument jest martwy, zaraz posypały się nań gromy, że rozbija jedność Europy, jest izolacjonistą i chce ?Europy dwóch prędkości?.
Prezydent RP nie jest izolacjonistą. Swój sceptycyzm wobec Traktatu Reformującego wyrazili nie tylko Irlandczycy, ale także Czesi i Brytyjczycy. Wahają się Austriacy. Wcześniej eurokonstytucję pogrzebali Francuzi i Holendrzy. Gdyby pozwolić na organizację plebiscytów w każdym z krajów Europy, okazałoby się z pewnością, że do sceptyków dołączyłoby większość państw.
Lecz Kaczyński powinien znaleźć odwagę i nie podpisywać traktatu. Natomiast Polacy muszą powiedzieć jasno i dosadnie: TAK CHCEMY EUROPY DWÓCH PRĘDKOŚCI, dynamicznie rozwijających się krajów o konkurencyjnej gospodarce, do której należą Polska, Czechy, Irlandia, Wielka Brytania i Europy starzejących się maruderów, pogrążonych w stagnacji o niskim poziomie wzrostu gospodarczego, coraz mniej sprawnych systemach socjalnych a coraz wyższej inflacji.
Jeśli rozmawiamy o ?Europie dwóch prędkości? to patrząc w przyszłość, Polska jest w tej lepszej Europie, gdzie złoty umacnia się wobec euro, kraj rozwija się znacznie szybciej niż konkurencja z zachodu, a bezrobocie maleje. Jeśli trend się zachowa a ten cały socjalny eksperyment nie zawali się z hukiem, to do Polski naszych dzieci będą przyjeżdżać imigranci z krajów piętnastki.
Read more »

Monday, September 08, 2008

Nowy artykuł we Wprost

Międzynarodowe korporacje pokonały państwa dobrobytu. "Obywatelstwo" amerykańskiego koncernu General Electric jest dziś więcej warte niż czeskie czy węgierskie.

Oznacza ono nie tylko bycie członkiem firmy, której roczne przychody są wyższe niż PKB Węgier i Czech oraz dziesiątków innych państw. Często oznacza też znacznie lepszą ochronę socjalną i bezpieczeństwo finansowe. Programy emerytalne, ubezpieczenia życiowe i medyczne, dotacje do studiów, refundacje kosztów wychowania dzieci, upusty przy zakupie wielu towarów i usług ? to tylko część przywilejów (tzw. employee benefits), którymi kuszą dziś pracowników międzynarodowe korporacje. Niektóre, jak GE, na swoich stronach internetowych zawierają opis tych korzyści w części zatytułowanej właśnie "obywatelstwo".
Read more »

Unia dwóch prędkości

Miejmy odwagę powiedzieć, że chcemy "Europy dwóch prędkości". Całe szczęście Polska znajduje się w tej grupie krajów, które rozwijają się najszybciej.

Przez Europę ciągnie się lament po odrzuceniu Traktatu Lizbońskiego przez Irlandię. Polityczne elity Unii Europejskiej są oburzone, że ktokolwiek śmie opierać się ich wizji kontynentu: biurokracji podporządkowanej celom politycznym największych krajów. Niezadowoleni są nie tylko Irlandczycy. Wcześniej swój sprzeciw wyrazili Francuzi i Holendrzy. Eurosceptyczni są Brytyjczycy, Czesi i Polacy.
Tymczasem politycy zaczęli straszyć opinię publiczną "Europą dwóch prędkości". W ogólnym rozumieniu: lepsze i szybsze będą te kraje, które opowiedzą się za Traktatem, a te, które się sprzeciwią będą maruderami, spychanymi na margines Unii.
Na szczęście o rozwoju ekonomicznym nie decyduje biurokrata, odizolowany od świata budynkiem ze szkła i stali, lecz mozolna praca milionów obywateli, którzy wstają rano, by dołożyć się do produkcji majątku narodowego. Właśnie w tym współzawodnictwie, zarówno Polacy, jak i Irlandczycy, Brytyjczycy i Czesi wypadają dużo lepiej od konkurencji.
Jeśli mówimy o "UE dwóch prędkości", to myślimy o tkwiących w gospodarczej stagnacji Francji i Niemczech, dynamicznie rozwijającej się Europie Środkowej i trzymających kurs wyspiarzach. "Dwie prędkości" nie są przekleństwem, lecz faktem, który działa na korzyść Polski.
Jeśli tempo rozwoju naszej gospodarki się utrzyma, za 20-25 lat przegonimy tych, którzy tkwią w marazmie i udzielają nam rad z pozycji wyższości. Starajmy się ich jednak zrozumieć. Zrozumieć stres i obawy, że ich dzieci będą wyjeżdżać za chlebem do Polski. Kraju, który rozwija się dynamicznie, a ludzie mówią bardzo trudnym do nauczenia się językiem.
Read more »

Wywiad w Polast News

Największą winę za fatalną sytuację polskich stoczni ponosi rząd SLD, który z zrenacjonalizował zakłady i uzależnił je od państwowych pieniędzy.
Read more »

Tuesday, September 02, 2008

Komentarz dla Polskiego Radia

Miejmy nadzieję, że proces prywatyzacji polskiego przemysłu stoczniowego zakończy się sukcesem. Na polu bitwy o polskie stocznie pozostali znani inwestorzy, co może napawać optymizmem, powiedział TT w wywiadzie dla PR 1.
Read more »