Zdrowie POczeka
Rzekomo wolnorynkowa Platforma Obywatelska przyjęła najbardziej zabójczą strategię wobec rynku ochrony zdrowia. Zamiast zapowiadanych reform, politycy rządzącego ugrupowania wolą powstrzymywać się od jakiegokolwiek działania.
Taktyka, aby nie robić nic, tak aby rządzącą koalicję nie spotkały głosy krytyki, bo to negatywnie wpływa na wyniki sondaży opinii publicznej, odbija się na zdrowiu Polaków. Rząd premiera Tuska uważa, że zdrowie może poczekać, a chorują tylko ci, którzy głosują na opozycję. Jak wygląda rodzima służba zdrowia, każdy widzi. Od lat nie zmienia się nic. Korzystanie z usług państwowej opieki zdrowotnej może być niebezpieczne dla życia. Natomiast najpewniejszym sposobem podniesienia jakości usług pozostają łapówki.
Jest źle
Suchej nitki na środkowoeuropejskich systemach opieki zdrowotnej nie pozostawiają w najnowszym raporcie naukowcy z londyńskiego think-tanku Stockholm Network, który to raport ma być przyczynkiem do dyskusji o konieczności reform systemów ochrony zdrowia w tej części Europy. Polska obok Rumunii ma jeden z najgorszych systemów opieki zdrowotnej i to nie tylko w opinii pacjentów, ale także coraz większej liczby zewnętrznych ekspertów.
Trzeba jasno powiedzieć, że ochrona zdrowia zarówno w Polsce, jak i na Bałkanach to relikt komunizmu. Mniej więcej od lat 60. czas jakby zatrzymał się w miejscu. Dogłębny interwencjonizm, monopol centralnego planowania, despotyzm uprzywilejowanych kast lekarzy, przetrwał w systemach niemal w zakonserwowanej formie. Przejawy ?urynkowienia?, czy ?prywatyzacji?, wiążą się głównie z tym, że mimo powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, za dostęp do dobrej opieki zdrowotnej trzeba słono płacić, i to z roku na rok coraz więcej.
Według Stockholm Network sytuację w Europie Środkowej można opisać jako pogłębiającą się stagnację. W instytucjach zdrowia publicznego nowoczesne metody zarządzania są praktycznie nieznane. Monopole konserwują system zamieniając codzienną pracę w rutynę. Brakuje nawet wiarygodnych danych, żeby zacząć cokolwiek zmieniać.
W rezultacie w Europie Środkowej mimo mniejszej liczby łóżek szpitalnych czy lekarzy przypadających na pacjenta, notuje się znacznie więcej wizyt lekarskich czy dni hospitalizacji niż w krajach Europy Zachodniej. Nie znaczy to, że jesteśmy mnie zdrowi, czy częściej potrzebujemy pomocy lekarskiej. Choruje cały system.
Gdzie są nasze pieniądze?
Generalnie publiczne wydatki na zdrowie w Europie Środkowej są na przyzwoitym poziomie. W porównaniu ze średnią w krajach OECD, gdzie nakłady na zdrowie wynoszą 1,5 proc. Produktu Krajowego Brutto, Polska plasuje się powyżej średniej z 1,7 proc., podobnie jak Czechy z 1,8 proc. czy Węgry 2,4 proc.
Polska należy jednak do krajów gdzie całościowe wydatki zdrowotne (publiczne i prywatne) są na relatywnie niższym poziomie. W Polsce wydaje się na ten cel 6,2 proc. PKB, podczas gdy w Rumunii 5,5 proc., ale w Czechach już 7,1 proc., a w Słowenii nawet 8,5 proc.
Polacy wydają najwięcej z własnej kieszeni na usługi zdrowotne. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia wydatki prywatne w Polsce stanowią aż 31 proc., podobnie jak w Rumunii, Węgrzech czy Słowenii. Czesi prywatnie płacą zaledwie 11 proc. Według Stockholm Network 30 proc. prywatnych wydatków na zdrowie w Polsce to łapówki.
Mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej ryzyko związane z ochroną zdrowia biorą więc na siebie. Wciąż ułamki procent wydatków na ochronę zdrowa pokrywane są z prywatnych polis ubezpieczeniowych. Związane jest to z monopolem płatnika czyli Narodowego Funduszu Zdrowia. Dopóki nie zlikwiduje się tej fundamentalnej bariery dla reformy służby zdrowia, nie ma co marzyć, że modernizacja rodzimej opieki zdrowotnej posunie się choć krok na przód.
Nie tylko im bogatszy kraj, tym większe wydatki na zdrowie i coraz lepsza kondycja obywateli. Prawdziwe jest stwierdzenie, iż więcej kapitalizmu oznacza lepsze zdrowie. Polska jest tego najlepszym przykładem. Podczas, gdy w latach 70. i 80. zeszłego stulecia, przeciętna długość życia obywateli kurczyła się, od czasów transformacji gospodarczej, średnia oczekiwana długość życia rośnie, a śmiertelność noworodków zmniejszyła się o połowę.
Kapitalizm leczy
Kraje Europy Środkowej stoją obecnie u progu zmian demograficznych, analogicznych do tych, które nastąpiły na zachodzie. Nasze społeczeństwo będzie się stopniowo starzeć, z tym, że odsetek pracujących będzie dużo niższy, głównie za sprawą niskiego odsetka imigrantów. Innymi słowy, nie będzie miał kto pracować na nasze emerytury, a wydatki na ochronę zdrowia, mogą stać się dla państwowego budżetu nie do udźwignięcia. Dlatego jak najszybsza reforma służby zdrowia jest kwestią tak palącą.
Zarządzanie obecnym systemem jest nieracjonalne. 2/3 rodzimych placówek służby zdrowia jest zadłużonych, a za złe zrządzanie płaci podatnik. Największym wydatkiem polskich pacjentów są leki. Po Łotwie, mamy najdroższe leki w Europie. Tym samym ogranicza się dostęp pacjentów do nowoczesnej farmakoterapii.
W Polsce oszczędza się głównie na pacjentach, nie licząc się z ich zdrowiem. Jak wykazują liczne kontrole placówek publicznych, zakupy nowych technologii i urządzeń idą w parze z łapówkami dla podejmujących decyzje inwestycyjne, a nie z potrzebami pacjentów. Na to nigdy nie ma pieniędzy. W istocie polscy pacjenci, w porównaniu do obywateli państw zachodnich, są dyskryminowani i mają gorszy dostęp do nowoczesnej medycyny.
Być może możliwość otrzymywania usług medycznych w innych krajach Unii Europejskiej, czego wdrażanie jest forsowane przez Brukselę, otrzeźwi rodzimych decydentów, gdy przyjdzie płacić za leczenie Polaków w klinikach w Wielkiej Brytanii czy Niemczech.
W ocenie pacjentów, uwzględnionej w Europejskim Indeksie Zdrowia, Polska ma jeden z najmniej przyjaznych konsumentowi systemów opieki zdrowotnej. Prawa pacjentów respektowane są w niskim stopniu, pomoc medyczna nie zawsze dociera na czas, dostęp do informacji jest znikomy, a wolność wyboru ? ograniczona.
Reforma ? teraz!
Służba zdrowia stała się zakładnikiem polityki. Niestety opozycja straszy pacjentów morderczą ?prywatyzacją?, która uderzy głównie w emerytów i rencistów. Nie jest prawdą, że prywatyzacja ograniczy dostęp do usług medycznych. Jest dokładnie odwrotnie. Im większa konkurencja, im większy udział podmiotów prywatnych w rynku, tym usługi stają się bardziej powszechne, a tym samym tańsze. Prawdą jest natomiast, że nie wystarczy sprywatyzować szpitale i od razu będzie lepiej. Gruntownie zreformować potrzeba cały system.
Klasycznym modelem udanej reformy służby zdrowia jest nasz południowy sąsiad ? Słowacja, gdzie pacjent sam wybiera sobie ubezpieczyciela, a obok polisy na podstawową opiekę medyczną, za dodatkowe usługi ? takie jak specjalistyczne badania czy hospitalizację, ponoszone są niewielkie opłaty. Gdy wprowadzono opłaty Słowacy cudownie ozdrowieli. Nie oznacza to, że nie mają kilku złotych za dzień w szpitalu. Po prostu przestali chodzić do lekarzy na towarzyskie pogaduszki, a szpitale traktować jak hotel.
Model Słowacki jest prosty, efektywny i godny naśladowania. W Polsce natomiast debata na temat służby zdrowia sprowadza się do udowadniania wyższości socjalistycznego planowania nad wolnorynkową konkurencją. Polacy mają prawo być zdrowi. Obecnie zaś są najsłabszym ogniwem systemu ochrony zdrowia. Najważniejsi wydają się być politycy, lobby lekarskie, urzędnicze i farmaceutyczne. Najwyższy czas odwrócić tę absurdalną piramidę do góry nogami.
Read more »
Taktyka, aby nie robić nic, tak aby rządzącą koalicję nie spotkały głosy krytyki, bo to negatywnie wpływa na wyniki sondaży opinii publicznej, odbija się na zdrowiu Polaków. Rząd premiera Tuska uważa, że zdrowie może poczekać, a chorują tylko ci, którzy głosują na opozycję. Jak wygląda rodzima służba zdrowia, każdy widzi. Od lat nie zmienia się nic. Korzystanie z usług państwowej opieki zdrowotnej może być niebezpieczne dla życia. Natomiast najpewniejszym sposobem podniesienia jakości usług pozostają łapówki.
Jest źle
Suchej nitki na środkowoeuropejskich systemach opieki zdrowotnej nie pozostawiają w najnowszym raporcie naukowcy z londyńskiego think-tanku Stockholm Network, który to raport ma być przyczynkiem do dyskusji o konieczności reform systemów ochrony zdrowia w tej części Europy. Polska obok Rumunii ma jeden z najgorszych systemów opieki zdrowotnej i to nie tylko w opinii pacjentów, ale także coraz większej liczby zewnętrznych ekspertów.
Trzeba jasno powiedzieć, że ochrona zdrowia zarówno w Polsce, jak i na Bałkanach to relikt komunizmu. Mniej więcej od lat 60. czas jakby zatrzymał się w miejscu. Dogłębny interwencjonizm, monopol centralnego planowania, despotyzm uprzywilejowanych kast lekarzy, przetrwał w systemach niemal w zakonserwowanej formie. Przejawy ?urynkowienia?, czy ?prywatyzacji?, wiążą się głównie z tym, że mimo powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, za dostęp do dobrej opieki zdrowotnej trzeba słono płacić, i to z roku na rok coraz więcej.
Według Stockholm Network sytuację w Europie Środkowej można opisać jako pogłębiającą się stagnację. W instytucjach zdrowia publicznego nowoczesne metody zarządzania są praktycznie nieznane. Monopole konserwują system zamieniając codzienną pracę w rutynę. Brakuje nawet wiarygodnych danych, żeby zacząć cokolwiek zmieniać.
W rezultacie w Europie Środkowej mimo mniejszej liczby łóżek szpitalnych czy lekarzy przypadających na pacjenta, notuje się znacznie więcej wizyt lekarskich czy dni hospitalizacji niż w krajach Europy Zachodniej. Nie znaczy to, że jesteśmy mnie zdrowi, czy częściej potrzebujemy pomocy lekarskiej. Choruje cały system.
Gdzie są nasze pieniądze?
Generalnie publiczne wydatki na zdrowie w Europie Środkowej są na przyzwoitym poziomie. W porównaniu ze średnią w krajach OECD, gdzie nakłady na zdrowie wynoszą 1,5 proc. Produktu Krajowego Brutto, Polska plasuje się powyżej średniej z 1,7 proc., podobnie jak Czechy z 1,8 proc. czy Węgry 2,4 proc.
Polska należy jednak do krajów gdzie całościowe wydatki zdrowotne (publiczne i prywatne) są na relatywnie niższym poziomie. W Polsce wydaje się na ten cel 6,2 proc. PKB, podczas gdy w Rumunii 5,5 proc., ale w Czechach już 7,1 proc., a w Słowenii nawet 8,5 proc.
Polacy wydają najwięcej z własnej kieszeni na usługi zdrowotne. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia wydatki prywatne w Polsce stanowią aż 31 proc., podobnie jak w Rumunii, Węgrzech czy Słowenii. Czesi prywatnie płacą zaledwie 11 proc. Według Stockholm Network 30 proc. prywatnych wydatków na zdrowie w Polsce to łapówki.
Mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej ryzyko związane z ochroną zdrowia biorą więc na siebie. Wciąż ułamki procent wydatków na ochronę zdrowa pokrywane są z prywatnych polis ubezpieczeniowych. Związane jest to z monopolem płatnika czyli Narodowego Funduszu Zdrowia. Dopóki nie zlikwiduje się tej fundamentalnej bariery dla reformy służby zdrowia, nie ma co marzyć, że modernizacja rodzimej opieki zdrowotnej posunie się choć krok na przód.
Nie tylko im bogatszy kraj, tym większe wydatki na zdrowie i coraz lepsza kondycja obywateli. Prawdziwe jest stwierdzenie, iż więcej kapitalizmu oznacza lepsze zdrowie. Polska jest tego najlepszym przykładem. Podczas, gdy w latach 70. i 80. zeszłego stulecia, przeciętna długość życia obywateli kurczyła się, od czasów transformacji gospodarczej, średnia oczekiwana długość życia rośnie, a śmiertelność noworodków zmniejszyła się o połowę.
Kapitalizm leczy
Kraje Europy Środkowej stoją obecnie u progu zmian demograficznych, analogicznych do tych, które nastąpiły na zachodzie. Nasze społeczeństwo będzie się stopniowo starzeć, z tym, że odsetek pracujących będzie dużo niższy, głównie za sprawą niskiego odsetka imigrantów. Innymi słowy, nie będzie miał kto pracować na nasze emerytury, a wydatki na ochronę zdrowia, mogą stać się dla państwowego budżetu nie do udźwignięcia. Dlatego jak najszybsza reforma służby zdrowia jest kwestią tak palącą.
Zarządzanie obecnym systemem jest nieracjonalne. 2/3 rodzimych placówek służby zdrowia jest zadłużonych, a za złe zrządzanie płaci podatnik. Największym wydatkiem polskich pacjentów są leki. Po Łotwie, mamy najdroższe leki w Europie. Tym samym ogranicza się dostęp pacjentów do nowoczesnej farmakoterapii.
W Polsce oszczędza się głównie na pacjentach, nie licząc się z ich zdrowiem. Jak wykazują liczne kontrole placówek publicznych, zakupy nowych technologii i urządzeń idą w parze z łapówkami dla podejmujących decyzje inwestycyjne, a nie z potrzebami pacjentów. Na to nigdy nie ma pieniędzy. W istocie polscy pacjenci, w porównaniu do obywateli państw zachodnich, są dyskryminowani i mają gorszy dostęp do nowoczesnej medycyny.
Być może możliwość otrzymywania usług medycznych w innych krajach Unii Europejskiej, czego wdrażanie jest forsowane przez Brukselę, otrzeźwi rodzimych decydentów, gdy przyjdzie płacić za leczenie Polaków w klinikach w Wielkiej Brytanii czy Niemczech.
W ocenie pacjentów, uwzględnionej w Europejskim Indeksie Zdrowia, Polska ma jeden z najmniej przyjaznych konsumentowi systemów opieki zdrowotnej. Prawa pacjentów respektowane są w niskim stopniu, pomoc medyczna nie zawsze dociera na czas, dostęp do informacji jest znikomy, a wolność wyboru ? ograniczona.
Reforma ? teraz!
Służba zdrowia stała się zakładnikiem polityki. Niestety opozycja straszy pacjentów morderczą ?prywatyzacją?, która uderzy głównie w emerytów i rencistów. Nie jest prawdą, że prywatyzacja ograniczy dostęp do usług medycznych. Jest dokładnie odwrotnie. Im większa konkurencja, im większy udział podmiotów prywatnych w rynku, tym usługi stają się bardziej powszechne, a tym samym tańsze. Prawdą jest natomiast, że nie wystarczy sprywatyzować szpitale i od razu będzie lepiej. Gruntownie zreformować potrzeba cały system.
Klasycznym modelem udanej reformy służby zdrowia jest nasz południowy sąsiad ? Słowacja, gdzie pacjent sam wybiera sobie ubezpieczyciela, a obok polisy na podstawową opiekę medyczną, za dodatkowe usługi ? takie jak specjalistyczne badania czy hospitalizację, ponoszone są niewielkie opłaty. Gdy wprowadzono opłaty Słowacy cudownie ozdrowieli. Nie oznacza to, że nie mają kilku złotych za dzień w szpitalu. Po prostu przestali chodzić do lekarzy na towarzyskie pogaduszki, a szpitale traktować jak hotel.
Model Słowacki jest prosty, efektywny i godny naśladowania. W Polsce natomiast debata na temat służby zdrowia sprowadza się do udowadniania wyższości socjalistycznego planowania nad wolnorynkową konkurencją. Polacy mają prawo być zdrowi. Obecnie zaś są najsłabszym ogniwem systemu ochrony zdrowia. Najważniejsi wydają się być politycy, lobby lekarskie, urzędnicze i farmaceutyczne. Najwyższy czas odwrócić tę absurdalną piramidę do góry nogami.
Read more »



