Home



Tuesday, January 27, 2009

Komentarz w Super Expressie

Cyfryzacja telewizji to przejście z przestarzałego nadawania analogowego na nadawanie cyfrowe. To cywilizacyjny krok naprzód, jak zastąpienie telewizji czarno-białej telewizją kolorową.

Niestety, cyfryzacja w Polsce może kojarzyć się wkrótce z kolejnym podatkiem. Tym razem na prywatne telewizje. Z informacji o stanie cyfryzacji w Polsce, przedstawionej przez gabinet Donalda Tuska, wynika bowiem, że rząd zamierza skupić się na budowie telewizji naziemnej. Jest to najwyraźniej prezent dla dominujących na rynku nadawców satelitarnych, którzy w ten sposób rozszerzą swój zasięg nadawania. Tylko dlaczego mają za to płacić podatnicy? Rząd jak na razie nie ujawnił, ile będzie wynosił nowy podatek. Wiemy tylko, że na samo dofinansowanie zakupu set-top-boksów (specjalnych przystawek do odbioru naziemnej telewizji cyfrowej) będzie kosztowało kilkaset milionów złotych.

To, co się dzieje w Polsce, to skandal! Kto chce oglądać publiczną telewizję w cyfrowej jakości, musi zapłacić komercyjnym platformom cyfrowym kilkadziesiąt złotych, mimo że płaci abonament radiowo-telewizyjny! Tym samym telewizja publiczna nie wywiązuje się z ustawowego obowiązku rozpowszechniania swoich programów. Cyfrowe programy TVP nie są rozpowszechniane, tylko sprzedawane za podwójną opłatą (abonament + opłata za platformę cyfrową).

Dlatego podstawową kwestią dla udanej cyfryzacji Polski nie jest budowa telewizji naziemnej. Bez tej możemy się obejść. Kluczowe jest zbudowanie powszechnie dostępnej, obejmującej zasięgiem cały kraj, niekodowanej i nieodpłatnej narodowej platformy cyfrowej TVP. Wówczas każdy Polak będzie mógł cieszyć się urokami cyfrowej telewizji, zresztą nie tylko telewizji, bo cyfryzacja to także dostęp do szerokopasmowego Internetu, usług interaktywnych czy telefonii internetowej.

To niemożliwe, tego nie da się zrobić? Nieprawda. Brytyjska BBC uruchomiła w zeszłym roku nowoczesną platformę cyfrową FreeSat. Przykład Wielkiej Brytanii jest wzorcowy.

Nie dajmy się zwieść politykom, którzy wmawiają opinii publicznej, że najlepsza jest budowa telewizji naziemnej. Oni się na tym po prostu nie znają. Telewizję cyfrową można rozpowszechniać na wiele sposobów: poprzez kabel, Internet, satelitę czy telefon komórkowy. W dzisiejszych czasach każdy powinien wybrać to, co mu odpowiada. Nie ma alternatywy: albo telewizja naziemna, albo telewizja internetowa. Na świecie wykorzystuje się wszystkie technologie jednocześnie.

Trzeba zadać jasne pytanie rządowi: co z narodową platformą cyfrową TVP, którą buduje się od kilku lat? Czy będziemy oglądać mecze EURO 2012 w standardzie HD? Jeśli nie, pozostaje emigracja na Białoruś. Tam już w 2010 r. będzie możliwy odbiór cyfrowej telewizji na 80 proc. powierzchni kraju.

Read more »

I ty jesteś potencjalnym terrorystą!

Dawniej do kartotek trafiali wyłącznie przestępcy. Dziś wrogiem polityków jest każdy obywatel. Za pieniądze podatnika rządy zamierzają tworzyć gigantyczne bazy danych z tak intymnymi danymi jak kształt twarzy, dłoni, tęczówki oka czy linii papilarnych.

Na sali porodowej słychać krzyk dziecka. Narodził się nowy człowiek. Po standardowym myciu, ważeniu i mierzeniu, noworodek zostaje odebrany matce i przekazany w ręce pielęgniarki, która w obecności urzędnika, wszczepia malcowi dwa bioczipy. Jeden na czoło, drugi na wierzchnią część prawej dłoni. Zabieg jest bezbolesny, a czip ? mały jak ziarnko maku. Urzędnik za pomocą skanera aktywizuje jednostkę.
Od tej pory mały Jasiu stał się migającym punktem na ekranie urzędnika w urzędzie miejskim. Dane o jego narodzeniach trafiły także do urzędu stanu cywilnego, urzędu paszportowego, ZUS, urzędu lokalizacji obywateli, wskazanego przez rodziców banku, przychodni rejonowej i mimo, że dzidziuś nie zdążył jeszcze uczynić cokolwiek złego, do policji i służb specjalnych.
Nie, wszczepianie bioczipu nie było obowiązkowe, jednak rodzice mają świadomość, że ich dziecko bez czipu, nie byłoby po prostu obywatelem, nie mogłoby korzystać ze świadczeń społecznych, a potem normalnie pójść do przedszkola i do szkoły. Lekarze wytłumaczyli, że dzięki wbudowanemu nadajnikowi GPS dziecko nigdy się nie zgubi, a czip pozwoli na gromadzenie danych o jego stanie zdrowia, przez co szpital będzie mógł go otoczyć większą troską.

Obywatel czyli wróg publiczny

Niestety, powyższy fragment nie jest początkiem mojej najnowszej powieści science-fiction, lecz próbą naszkicowania całkiem prawdopodobnego scenariusza, który szykują swoim poddanym, politycy z największych biurokracji świata - Unii Europejskiej, i rządu Stanów Zjednoczonych.
Już teraz bioczipy znajdują zastosowanie komercyjne. Firma VeriChip opracowała wyposażony w GPS bioczip oparty na technologii RFID (Radio Frequency Identification Device - identyfikacji za pomocą fal radiowych), który jest wszczepiany dzieciom i starcom. Dzieciom ? bowiem zapobiega np. pomyleniu bądź zgubieniu noworodka, a zgodnie z ulotką informacyjną "w USA zdarza się ponad 20 tys. takich przypadków rocznie". Sędziwi wiekiem czipują się, aby w razie zasłabnięcia czy utraty przytomności, lekarz za pomocą skanera mógł pobrać z bioczipa, kartę choroby pacjenta, aby zareagować jak najszybciej i skierować delikwenta na odpowiednią terapię.
W Europie czipuje się na razie tylko zwierzęta. Bioczipy służą naszym czworonożnym pupilom jako elektroniczne paszporty, ale nie sposób nie dostrzec tutaj prób testowania na zwierzętach systemu tego typu kontroli w praktyce. Po co zwierzętom implanty, przecież poświadczenie odbycia odpowiednich szczepień, poświadczają zwykłe papierowe książeczki zdrowia?
Bioczipy lansuje się także jako ostatni krzyk mody. Tak jak w dyskotece Baja Beach Club w Barcelonie, gdzie od kilku lat klientom ze strefy VIP, implantuje się bioczipa w ramieniu. Po uruchomieniu specjalnego konta, czip służy jako karta kredytowa i automatycznie reguluje płatności za drinki. Kelnerzy stają się zbędni, a klient czuje się wyjątkowo i może zabawić się do woli.


Trochę techniki i człowiek się gubi

Nowe technologie zawdzięczają swoje powodzenie wielkiemu biznesowi. RFID jest z powodzeniem wykorzystywane w handlu hurtowym i wielkopowierzchniowym. Takie marki jak Metro AG, Daimler-Chrystler, Dell Computer czy Wal-Mart, nie wyobrażają sobie zarządzania zapasami bez tagów RFID. Technologia jest doskonalsza od kodu kreskowego, gdyż umożliwia skanowanie bez konieczności zbliżania towaru do czytnika. W ten sposób wszelkie informacje o ruchu produktów, trafiają wprost do odpowiednich programów komputerowych, a zarządzanie zapasami przypomina dobrze ułożone puzzle.
Dzięki RFID skrócił się czas dostaw, towary gromadzone są zawsze na czas, spadły koszty magazynowania, a kradzieże czy zwykłe pomyłki należą do rzadkości. Na co liczą więc politycy? Dla polityków RFID, wykorzystywany w tzw. dokumentach biometrycznych: paszportach czy dowodach osobistych, umożliwiają szybszy i łatwiejszy dostęp do danych. Dostęp często wbrew woli zainteresowanych, bo nie możemy mieć gwarancji, że czytnik fal radiowych nie będzie umiejscowiony na ulicy czy w przejeżdżającym radiowozie.
W bioczipach można gromadzić wiele danych. Specjaliści przewidują łączenie funkcji identyfikacyjnych, prawa jazdy, paszportu, karty ubezpieczenia społecznego, karty kredytowej, elektronicznego podpisu, elektronicznych kluczy, GPS, czy telefonu komórkowego.
Jeszcze więcej pokus dostarcza mariaż technologii RFID z biometrią, czyli identyfikacji za pomocą indywidualnych cech ludzkiego organizmu: odcisków palców, geometrii dłoni, barwy głosu, struktury tęczówki oka czy układu naczyń krwionośnym. Tego typu formy identyfikacji w krajach rozwijających się znane są głównie z filmów science-fiction, w krajach rozwiniętych stanowią codzienność wielkich korporacji, gdzie dostęp do określonych zasobów jest silnie spersonalizowany.
O ile można zrozumieć stosowanie tak zaawansowanych technologii np. na lotniskach ? w San Francisco czy izraelskim Ben Turion podobne zabezpieczenia są stosowane od lat 90. ubiegłego wieku ? to pokusa gromadzenia najintymniejszych cech obywateli w gigantycznych bazach danych, wzbudza poważne zaniepokojenie. Jeśli urzędnik będzie miał nasze odciski palców, będzie nas w stanie z nas zlokalizować, będzie wiedział wszystko o naszym stanie zdrowia, preferencjach konsumenckich i nawykach, czy będzie zasadne mówić jeszcze o wolności człowieka?

Szatańskie technologie

Naturalnie w samych technologiach nie ma nic zdrożnego. Sęk w tym, w jaki sposób z nich korzystamy. Na wprowadzanie dokumentów identyfikacyjnych łączących technologie biometryczne z RFID zgodziło się niewiele krajów Unii Europejskiej, w tym niestety Polska. W innych krajach, szczególnie tam gdzie żywa jest tradycyjna religijność chrześcijańska, wierni wylegli na ulice i stawiali czynny opór władzy. Protesty przeciw sprowadzaniu człowieka do nośnika elektronicznej metki wstrząsnęły Rosją i Grecją. Do wiernych przyłączyli się najwyżsi hierarchowie. Do opamiętania wzywał władzę m.in. niedawno zmarły zwierzchnik Greckiego Kościoła Ortodoksyjnego metropolita Chrystodulos.
Ortodoksi powoływali się fragment Apokalipsy św. Jana (Ap 13, 16-18), według którego w czasach ostatecznych, wszyscy będą musieli przyjąć znak antychrysta, trzy szóstki, ?na prawą rękę lub czoło, i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia ? imienia Bestii lub liczby jej imienia?.
Grzegorz Górny z magazynu Fronda zauważa, że dziś największym oponentem zastosowania bioczipów w praktyce jest? jego twórca Carl Sanders. Sanders odkrył, że masowe stosowanie czipów biologicznych daje możliwość manipulacji człowiekiem poprzez regulowanie częstotliwości fal radiowych.
Jest też faktem, że implant musi być wszczepiany bądź na rękę, bądź na czoło, gdyż zasilany jest z biopola (różnic temperatur), a właśnie na tych częściach ciała wahania są najlepsze. Liczba 666 jest też stałym elementem elektronicznego kodowania całego systemu, co działa na wyobraźnie, nie mniej od nazwy globalnego systemu identyfikacji GPS ? Digital Angel, czy powiązań firmy produkującej bioczipy Veri Chip z IBM, korporacji, która przecież współpracowała z III Rzeszą przy opracowaniu systemu numerowania ludzi stosowanego w obozach zagłady.
Gdy George Bush po zamachach z 11 września, ogłosił plany wprowadzenia dowodów identyfikacyjnych, liczne zgromadzenia konserwatywne i tradycjonalistyczne, uznały prezydenta Stanów Zjednoczonych za prekursora antychrysta. Podobne oskarżenia dotykały administrację prezydenta Putina, podczas wymiany dokumentów w Rosji.

POPiS na usługach antychrysta?

Posługując się analogiami, sługusami Bestii są zarówno politycy Prawa i Sprawiedliwości, jak i rządzącej Platformy Obywatelskiej. Polska staje się krajem elektronicznego totalitaryzmu na własne życzenie. Jako jeden z niewielu krajów Unii Europejskiej za rządów PiS wprowadziliśmy biometryczne paszporty. Zgodnie z ostatnimi zarządzaniami Brukseli, mającymi ukrócić handel dziećmi, tego typu dokumenty muszą mieć także najmłodsi. Jednak pomysł wprowadzenia nowych biometrycznych dowodów osobistych, zapowiedziane przez ministra spraw wewnętrznych Grzegorza Schetynę to już apokaliptyczna nadgorliwość.
Nie chodzi już nawet o to, że prawdopodobnie jesteśmy jednym z najbogatszych krajów na świecie, biorąc pod uwagę, że co kilka lat biurokraci wymieniają nam paszporty, dowody osobiste, prawa jazdy, druki recept i dziesiątki innych oficjalnych druków. Polaków nikt się o zdanie nie pyta, a być może sami jesteśmy zbyt bierni i niedoinformowani, aby się przeciwstawiać.
Biometryczne paszporty to sprawka Ludwika Dorna. Jako szef MSWiA Dorn był nie tylko entuzjastą nowego sytemu kontroli obywateli PESEL2, ale nowe biometryczne dowody chciał wprowadzić już w tym roku. W rozwijaniu systemów kontroli i inwigilacji Bogu ducha winnego społeczeństwa, polityk PiS widział główny element ?informatyzacji kraju?. I szmieszno, i straszno.
Natomiast jego następca z PO zamierzało wprowadzać nowe dokumenty pod sztandarem postępu technologicznego. Mieliśmy szczycić się tym, że mamy najnowocześniejsze dokumenty w Europie, czytaj? daliśmy się sprowadzić do poziomu towarów, a w najlepszym przypadku zwierząt, bezkarnie inwigilowanych przez urzędników.
Oczywiście owe wspaniałe dokumenty mają być niemożliwe do podrobienia. Niestety brytyjscy dziennikarze skopiowali biometryczne paszporty w kilka sekund. Można sobie tylko wyobrazić bezkarność przestępców, którzy kradnąc tożsamość uczciwym obywatelom (tożsamość, bo zważywszy na wielość gromadzonych danych nie będzie to tylko niewinna kradzież PESEL?a), staną się anonimowi, nieuchwytni i będą siali na rynku prawdziwe spustoszenie.

Zgładzić Lewiatana

Polacy zaoszczędziliby kilka miliardów złotych, gdyby zamiast wprowadzać nowe dokumenty identyfikacyjne, po prostu znieść dowody osobiste! Samo wprowadzenie nowych dokumentów to blisko 0,5 mld złotych, nie licząc dodatkowych kosztów. Obywatele zamiast wypełniać stosy urzędowych druków, mogliby zająć się pracą i ich firmami. Gospodarka odniosłaby z likwidacji tych dokumentów nieocenione korzyści.
Warto przypomnieć, że dowody osobiste (nieznane np. w USA czy Wielkiej Brytanii) mają swój rodowód w PRL i służyły głównie do represjonowania społeczeństwa za pomocą rygoru meldunkowego. Tego typu metody szykan, podobnie jak stalinowskie izby wytrzeźwień, przetrwały do dziś tylko w Rosji, na Białorusi i w? Polsce.
Obecnie obywatel, dla którego identyfikacja leży w jego własnym interesie, może uwiarygodnić się na kilka innych sposobów: paszportem, kartą ubezpieczenia zdrowotnego, prawem jazdy czy innym dokumentem, który i tak musi posiadać w razie wyższej biurokratycznej konieczności.
Faktem jest, że żyjemy w ciekawych czasach. Z jednej strony, jak zauważa prof. Ryszard Legutko, wolność znalazła się w pogardzie, ponieważ współczesny człowiek wyżej ceni swoje bezpieczeństwo. Po drugie, jak stwierdził Warren Buffet, za nic, tak jak za bezpieczeństwo, człowiek nie jest w stanie aż tak przepłacać.
Warto jednak zastanowić się, czy cena, którą płacimy za złudne poczucie bezpieczeństwa, nie jest przypadkiem zbyt wysoka. Powierzanie tak wielu informacji urzędnikom, stworzy całkiem realną pokusę nadużyć i wykorzystania naszych osobistych danych niezgodnie z przeznaczeniem. Już teraz każdy Polak wie, że jego dane często trafiają w niepowołane ręce ? dlaczego bowiem młode matki zasypywane są gradem prezentów od życzliwych firm, a pod nasz numer telefonu raz po raz dzwonią akwizytorzy, mimo, że zastrzegliśmy nasz numer?
Wobec powyższego, przy kolejnej próbie wprowadzenia dowodów biometrycznych, każdy obywatel powinien zadać rządowi fundamentalne pytanie: po co Panu, Panie Schetyna, tak naprawdę, moje odciski palców?

Artykuł ukazał się w najnowszej Gazecie Polskiej
Read more »

Monday, January 26, 2009

Ekolodzy wywołują efekt cieplarniany

Organizacja konferencji klimatycznej w Poznaniu to zwykłe marnotrawstwo pieniędzy podatników, którego jedynym efektem okazał się wzrost efektu cieplarnianego.

Aktywiście zaangażowani w walkę z globalnym ociepleniem, mimo że otrzymują rocznie na badania ponad 10 mld dolarów, chcą wciąż coraz większych budżetów i organizacji konferencji w nowych lokalizacjach. Podczas, gdy rok temu bawili się na Bali, tym razem zjechali do Poznania. Podobnie jak rok temu konferencja zakończyła się fiaskiem. Polskie rodziny dopłaciły do dwutygodniowej fiesty ekologów ponad 90 mln złotych. Niestety jedynym widocznym efektem konferencji może być tylko wzrost globalnego ocieplenia, wskutek emisji CO2, powstałej z racji organizacji tak dużego spotkania. Dla środowiska byłoby znacznie lepiej, gdyby taka konferencja w ogóle się nie odbyła.

Albo podwyżki, albo pakiet klimatyczny

Od bankietów fanatycznych ekologów, dla przeciętnej polskiej rodziny ważniejsze są rachunki, które zapłaci za wodę, prąd i gaz. A te, z racji prowadzonej polityki przerzucania ekologicznych kosztów na konsumentów, są coraz wyższe.
Pakiet klimatyczny, który uchwalili przywódcy unijni, zakłada zmniejszenie emisji CO2 w Europie o 20 proc., zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii do 20 proc. i oszczędności energii do 20 proc do 2020 r. Ten nowy centralny plan Unii Europejskiej nazwano 3x20, co rzeczywiście numerologicznie ładnie wygląda. Niemniej rzeczywistymi skutkami pakietu klimatycznego może być 20 proc. bezrobotnych więcej i niższy wzrost gospodarczy o 20 proc. w Europie do 2020 r.
Kto nie wierzy w unijną numerologię musi poddać w wątpliwość realność założeń centralnego planowania Brukseli. Już sama realizacja protokołu z Kioto (redukcja 80 proc. emisji gazów cieplarnianych do 2050 r.) musiałaby skutkować nie tylko zahamowaniem wzrostu gospodarczego świata, lecz zlikwidowaniem co najmniej połowy istniejącego przemysłu.
Ekonomicznych skutków ekologicznego szaleństwa nie trzeba nikomu tłumaczyć. Założenia strategii 3x20 są równie nierealne. Zwłaszcza w obliczu recesji, która już w przyszłym roku można dotknąć Europę w wyniku kryzysu finansowego.

Kampania strachu

Jak daleko są w stanie posunąć się fanatyczni obrońcy środowiska przekonujemy się na co dzień. Jeszcze przed szczytem w Poznaniu ekolodzy z organizacji WWF wykupili drogie płatne reklamy w największych dziennikach w Polsce, w których wzywają do redukcji emisji dwutlenku węgla nie o 20, ale o 30 proc. Reklama obrazuje tonącego mężczyznę (zapewne na skutek rzekomego wzrostu poziomu mórz) i jest opatrzona dramatycznym wezwaniem ?Premierze od Pana decyzji zależy nasze życie?.
Jest to logiczna kontynuacja kampanii strachu prowadzonej przez zwolenników dogmatu efektu cieplarnianego, opierającej się na wywoływaniu irracjonalnego lęku u opinii publicznej. Warto przypomnieć takie cytaty jak ten Al?a Gore?a, że ?gatunek ludzki nie przetrwa efektu cieplarnianego? lub Starvosa Dimasa, że ?koszty wzrostu temperatury o 2 proc. będą wyższe niż wojna światowa?, co naturalnie można włożyć między bajki.
Jak jest w rzeczywistości z naszym klimatem? Wystarczy sięgnąć do danych naukowych, a nie opinii fanatycznych ideologów czy walczących o popularność polityków. Naukowcy nie zmienili zdania: klimat jest zmienny. Świadczą o tym dane NASA. Najcieplejsze lata w historii to w kolejności 1934 r., 1998 r., 1921 r., 2006 r. i 1931 r. Trudno więc znaleźć tu tendencję ocieplania się klimatu.
Nie jest prawdą, że działalność ludzka wywołuje efekt cieplarniany. Największym emitentem dwutlenku węgla do atmosfery jest woda na ziemi, odpowiedzialna w 98 proc. za emisję. Czynnik ludzki to zaledwie 0,25 proc. emisji. Nie jest też prawdą, że CO2 to trucizna. Dowiódł tego już w 1873 r. profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Emil Godlewski, wykazując, że im więcej dwutlenku węgla w atmosferze, tym cała biosfera ma się lepiej.
Nic dziwnego, że przyrost masy roślinnej w Amazonii osiągnął 42 proc. w latach 1985-2003.
Poziom wód w niektórych regionach spada. W archipelagu Malediwów obniżył się o 30 cm, w ciągu ostatniego trzydziestolecia. Takie są naukowe fakty.

Skutki dla Polski

Według fińskiego Instytutu Badań Ekonomicznych Polska zapłaci co najmniej 10 mld dolarów za kupno koniecznych praw do emisji dwutlenku węgla w najbliższych latach. Rachunki za prąd i gaz mogą wkrótce wzrosnąć nawet o 100 proc. Efektem ulegania ekologicznej politycznej poprawności może być więc wzrost cen, zahamowanie rozwoju gospodarczego, spadek konkurencyjności polskich przedsiębiorstw i większe bezrobocie, a co za tym idzie wzrost socjalnych wydatków państwa.
Warto zauważyć, że w myśl pakietu klimatycznego, Polska staje przed przymusem zmniejszenia emisji w momencie, gdy gospodarka rozwija się bardzo dynamicznie, a kraj czekają spektakularne inwestycje cywilizacyjne, szczególnie w infrastrukturę transportową w perspektywie organizacji przez nasz kraj Euro 2012.
Polskie przedsiębiorstwa dostały w ostatnich kilku latach znacznie mniej pozwoleń na emisję, niż postulowały, a których otrzymanie gwarantowało im stabilny rozwój bez perturbacji, w obliczu dynamicznego wzrostu całej gospodarki.
Niewykluczone więc, że wskutek akceptacji zapisów pakietu klimatycznego, polscy inwestorzy staną przed koniecznością zatrudniania firm z zagranicy. Polskie firmy bowiem będą musiały albo zmniejszać moce produkcyjne, albo kupować pozwolenia na emisje.
Być może dlatego tak wiele mówi się o ściąganiu do Polski firm z Chin ? kraju, który nie podlega ograniczeniom emisji dwutlenku węgla. Nie należy spodziewać się także modernizacji rodzimego przemysłu. Jeśli kupowanie pozwoleń okaże się tańsze od inwestycji w nowe rozwiązania, przedsiębiorstwa wybiorą to pierwsze, a środowisko nie zyska nic.

Deficyt przywództwa

Największym grzechem polskich polityków jest jednak grzech zaniechania. Gdy 3-4 lata temu ważyły się losy strategii wobec zmian klimatu po wygaśnięciu zobowiązań z Kioto po roku 2012, na brukselskich salonach ze świecą było szukać choćby jednego polityka, który broniłby narodowych interesów Polski. Teraz, gdy możliwe są tylko kosmetyczne poprawki, bądź odwlekanie wyroku w czasie, politycy wykazują się nadaktywnością.
Należy sobie zdać sprawę, że wspólna europejska polityka energetyczna nie musi być korzystna dla Polski. Najbardziej bolesny jest jednak fakt, że jednym z filarów europejskiej polityki energetycznej jest budowa Gazociągu Północnego omijającego Polskę. Dlatego Bruksela pozostaje głucha na nawoływania kolejnych rządów do solidarności energetycznej.
Do Gazociągu Północnego europejska opinia publiczna została przekonana również argumentami ekologicznymi. W tygodniku the European Voice, brukselska rzeczniczka projektu ?Nord Stream? Maartje van Putten argumentowała, że przebieg rurociągu po dnie Bałtyku jest korzystny ponieważ omija lasy, parki narodowe i obszary chronione. W domyśle leżące na terenie Polski. Zbieżność z argumentami ?obrońców Rospudy? jest uderzająca.
Certyfikaty energetyczne budynków, za które zapłacą właściciele domów, bez których wkrótce nie będzie można sprzedać, ani kupić nieruchomości to także efekt ekologicznego lobbingu, za którym stoją organizacje zrzeszające producentów materiałów budowlanych (EuroGypsum, EuroACE, Exiba, Eurima, Glass for Europe i wiele innych), wspierane przez organizację WWF.

Pakiet klimatyczny jest zabójczy dla Polski

Europejska polityka wobec zmian klimatu bazująca na dogmacie ?dekarbonizacji? została uchwalona już w 2006 r. Takie kraje jak Francja, Niemcy, Wielka Brytania czy Hiszpania, wiążą swoją przyszłość z energetyką jądrową, dlatego nie muszą bać się drastycznych ograniczeń emisji. Co innego Polska, gdzie energetyka jest, i jeszcze przez dziesiątki lat pozostanie, uzależniona od węgla.
Polska energetyka wymaga podjęcia strategicznych decyzji, przede wszystkim w zakresie budowy elektrowni atomowych oraz zastąpienia istniejących bloków energetycznych, bezemisyjnymi technologiami zgazowywania węgla, co pozwoli jeszcze przez długi czas korzystać elektrowniom z węglowego bogactwa.
Nie możemy dopuścić do tego, aby środki, które mogą zostać przeznaczone na modernizację Polskiej energetyki zostały zmarnotrawione bądź na kupno wirtualnych pozwoleń na emisję dwutlenku węgla od spekulantów, bądź na zmniejszenie mocy produkcyjnych, spowolnienie wzrostu gospodarczego i wyższe rachunki dla każdej polskiej rodziny.
Są to kwestie fundamentalne dla kraju, w odróżnieniu od tego, o czym mówiło się na konferencji klimatycznej w Poznaniu.

Artykuł ukazał się w dwumiesięczniku Polonia Christiana
Read more »

Thursday, January 22, 2009

Gorzej niż na Białorusi

Rządy biurokratyczne w Polsce powodują, że w niektórych dziedzinach rozwoju technologicznego, zaczynamy ustępować socjalistycznej Białorusi.

Podczas, gdy Polska, jako jeden z niewielu krajów europejskich, nie posiada wciąż cyfrowej telewizji naziemnej, w 2010 r. Białoruś będzie w 80 proc. pokryta sygnałem telewizji cyfrowej. Już teraz dostęp do naziemnego sygnału cyfrowego na Białorusi jest dwukrotnie większy niż w Polsce. Już na początku przyszłego roku rozpocznie się na Białorusi produkcja set-top-boxów, specjalnych odbiorników sygnału cyfrowego. Według zapewnień władzy, ich niska cena sprawi, iż każdy obywatel będzie mógł w miarę tanio podłączyć się do cyfrowej telewizji. Na Białorusi lepsza telewizja niż w Polsce? Tak to jest, gdy procesy cywilizacyjne powierza się urzędnikom?

Wstyd i hańba

Jeśli Białoruś ? autorytarny, socjalistyczny kraj, pod rządami dyktatora Łukaszenki ? stanie się w zakresie cyfryzacji, bardziej zaawansowany od Polski, będzie to międzynarodowy skandal, za który odpowiedzialny jest rodzima biurokracja.
Biurokracja w Warszawie toczy wojnę między sobą, uniemożliwiając konsumentom korzystanie z zalet telewizji cyfrowej nad Wisłą. Naturalnie każdy telewidz może sobie wykupić usługę w komercyjnej platformie, niemniej jest niezrozumiałe, dlaczego za proces jakby nie było przymusowy i narzucony odgórnie przez Komisję Europejską, powinni bezpośrednio płacić podatnicy.
Jak wyglądała wojna w biurokracji w 2008 r.? Jeszcze w połowie listopada ubiegłego roku, Urząd Komunikacji Elektronicznej i Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji poinformowały, że są w stanie osiągnąć porozumienie w zakresie stworzenia naziemnej telewizji cyfrowej. KRRIT miała przedstawić UKE plan zagospodarowania dwóch pierwszych multipleksów, gdzie na każdym z nich miało się zmieścić po kilka kanałów cyfrowych.
UKE proponował udostępnienie pierwszego z multipleksów dotychczasowym nadawcom: m.in. TVP, TV Puls, Polsatowi i TVN, pod warunkiem rezygnacji z nadawania analogowego przed wygaśnięciem koncesji w 2015 r.
Tymczasem KRRiT chciało rozszerzenia koncesji dla dotychczasowych nadawców, bez zmiany warunków częstotliwości, postulowanych przez UKE. KRRiT sprzeciwiło się także rozpisaniu przetargu na obsługę drugiego z multipleksów. Kolejne negocjacje wydawały się przedłużać w nieskończoność.
Między czasie sojusz TVP, Polsatu i TVN, wspólnie apelujących do marszałka sejmu o zachowanie abonamentu, rozsypał się jak worek z kart. TVP już w czerwcu ubiegłego roku złożyła wniosek o rezerwację częstotliwości w pierwszym multipleksie, natomiast Polsat i TVN poinformowały, że zrezygnują z wcześniejszej koncesji na nadawanie analogowe, jeżeli telewizja naziemna będzie dostępna dla 95 proc. gospodarstw domowych, co z technologicznego punktu widzenia jest nie do spełnienia.

Walka biurokratów trwa

Nieoczekiwanie 19 listopada 2008 r. UKE poinformował, że? wycofuje się częściowo z projektu uruchomienia telewizji naziemnej w Polsce i rezygnuje z konkursu na operatora drugiego multipleksu. Jej kompetencje przejęła KRRiT, która ustaliła założenia konkursów na oba pierwsze multipleksy. Rada ma ogłosić konkurs już w styczniu 2009 r. Przesunęła także datę wyłączenia nadawania analogowego z grudnia 2012 na lipiec 2013 r.
W grudniu UKE ogłosiła, że na telewizję naziemną zostanie przeznaczonych tylko trzy multipleksów z planowanych siedmiu. Reszta pójdzie na telewizję mobilną i szerokopasmowy internet. KRRiT chcę, aby dla telewizji cyfrowej, multipleksów było co najmniej cztery. Zaskoczeni zostali nadawcy, którzy widzieliby jeszcze więcej miejsca dla siebie.
Tymczasem Polska Izba Radiodyfuzji Cyfrowej, zrzeszająca producentów sprzętu do telewizji cyfrowej, zaapelowała do premiera o powołanie pełnomocnika rządu ds. cyfryzacji, bowiem sytuacja wymyka się spod kontroli. PIRC uważa, że głos ekspercki jest pomijany w całym procesie. Debata publiczna, faktycznie nie istnieje, bowiem wszelkie decyzje podejmowane są z góry.
Niestety zbyt dużego interwencjonizmu państwa żąda szefowa PIRC Krystyna Rosłan-Kuhn. Postuluje ona powołanie rządowej fundacji do celów informacyjnych. Ponadto opowiada się ona za opłacaniem set-top-boxów przez państwo. To już pomysł z czasów realnego socjalizmu, gdzie PRL fundowało obywatelom rozrywkę. Nie można zapominać, że państwo wydaje pieniądze podatnika, a podatnik nie powinien ponosić tak dużych kosztów cyfryzacji. Proces cyfryzacyjny oparty na monopolu państwa, a nie wolnej konkurencji np. producentów set-top-boxów to najdroższe i najgorsze rozwiązanie.

Po co komu telewizja naziemna?

Biurokraci ujawnili już ile będzie kosztowała cyfryzacja w ich wydaniu. Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zapowiedział, że koszty dofinansowania kupna dekoderów do odbioru telewizji naziemnej wyniosą ok. 400 mln złotych. Oznacza to, że urzędnicy będą starali wymusić na rządzie sfinansowanie dekoderów dla kilkuset tysięcy Polaków.
Otwarte pozostaje pytanie, po co komu telewizja naziemna, skoro uruchomienie przez TVP satelitarnej platformy cyfrowej byłoby nie tylko tańsze, ale także mniej uciążliwe dla podatnika, ponieważ programy można by oglądać korzystając z już posiadanego sprzętu?
Najbardziej absurdalnym uzasadnieniem, które ostatnio usłyszałem, jest kwestia? bezpieczeństwa narodowego. Podobno krąży opinia, a podała mi ją analityczka bardzo poważnej firmy, że telewizja naziemna jest bardziej użyteczna dla rządu na wypadek wojny. Cóż za kompletna bzdura! Przecież nie ma nic łatwiejszego niż zniszczenie kilku węzłów przesyłowych, o nadajnikach nie wspominając. A jak zakłócić nadawanie satelitarne? Rozpętać gwiezdne wojny?
Tutaj należy politykom patrzeć uważnie na ręce, jaka firma produkująca dekodery otrzyma to gigantyczne państwowe zamówienie, skoro rządzący zamierzają pozbawić telewidzów możliwości wyboru zakupu dekodera na wolnym rynku.
Read more »

Monday, January 19, 2009

Co z tym klimatem?

Globalne ocieplenie atakuje! Tegoroczna zima zaczęła się od minus 20. stopniowych mrozów, a meteorolodzy zastanawiają się, czy czeka nas kolejna zima stulecia.

Skorumpowani rzecznicy klimatycznej apokalipsy oczywiście szukają przyczyn mrozów w? ociepleniu klimatu, natomiast naukowcy dziwią się: ile jeszcze stuleci Ziemia ma się ochładzać, aby przekonać ludzkość, że glob się nie nagrzewa?

Globalne ochłodzenie jest faktem

Z wykresami temperatur jest jak z wykresami funduszy inwestycyjnych. Gdy chcemy zareklamować wzrosty funduszu inwestycyjnego, opublikujemy jego wyniki finansowe z okresu hossy, aby pokazać imponujący wzrost. Ukryjemy jednak okresy bessy, pod czas których wartość udziałów malała.

Podobnie jest z wykresami temperatury na Ziemi. Aby przekonać sceptyków do ideologii globalnego ocieplenia, chętnie pokazuje się lata 90. ubiegłego wieku, gdzie rzeczywiście temperatura wzrosła w 1998 r. w sposób imponujący. Przyglądając się jednak wykresowi średnich temperatur nad lądami i morzami, sporządzonego przez UK Hadley Climate Research Unit, okazuje się, że badając lata 1998-2008, można mówić o wyraźnej tendencji spadku temperatur, której minimum przypada na styczeń 2008.
Podobne dane przynosi Światowa Organizacja Meteorologiczna, według której rok 2007 był najchłodniejszy, nie tylko od dekady, ale od 100 lat! Czy nie należałoby się zatem zastanawiać raczej nad konsekwencjami ochładzania się klimatu?

Jak drzewiej bywało

Rozszerzając jednak obszar badawczy do wieków ubiegłych, naturalnie zdając sobie sprawę, że mamy znacznie bardziej ograniczony dostęp do danych historycznych, otrzymujemy całą prawdę o ziemskim klimacie. Wykres sporządzony przez klimatologa Cliffa Harrisa i meteorologa Randy Mann jest rozciągniętą w czasie sinusoidą.

Ktoś, kto po raz pierwszy zdaje sobie sprawę, ze zmienności klimatu może czuć się zaszokowany. Mała epoka lodowcowa skończyła się przecież dopiero w połowie XIX w. Obecnie trudno mówić nawet o okresie gorącym, gdyż tendencja nie jest jeszcze wyraźnie wykształcona. Jednak, gdyby oczekiwać zachowania cykliczności następujących po sobie okresów zimniejszych i cieplejszych, powinniśmy oczekiwać okresowego ocieplenia się klimatu.

Nie jest to jednak anomalia. Europa doświadczyła znacznie cieplejszego okresu w okolicach milenium. Było to jednak nic w porównaniu z okresem mniej więcej 1000 lat przed Chrystusem gdzie temperatury były jeszcze wyższe. Obecne ocieplenie może osiągnąć poziom porównywalny z okresem wielkości Imperium Rzymskiego.
W ostatnim stuleciu najcieplejszy był rok 1934.

Dwutlenek węgla nie wpływa na zmiany klimatu

Naukowcy powiązali wykres z częstotliwością erupcji wulkanów. Jak wiadomo wybuch wulkanu Krakatau wyemitował więcej dwutlenku węgla niż cała cywilizacja przemysłowa razem wzięta. Trudno znaleźć jakikolwiek związek między zjawiskami erupcji wulkanicznych, a ocieplaniem się lub ochładzaniem klimatu.

Stąd już prosty wniosek, potwierdzany przez czołowych naukowców, specjalizujących się w kwestiach klimatycznych, że poziom emisji dwutlenku węgla ma się nijak do zmian temperatur na Ziemi.

Obecne stężenia CO2 w atmosferze są na poziomie tych z początku XIX wieku. Tendencja również jest zmienna, z obecną ? malejącą. Trudno też doszukiwać się związku miedzy stężeniem dwutlenku węgla a stanem lodowców.

Wybitny uczony prof. Zbigniew Jaworowski przypomina, że naturalna emisja oceanów, lądów i wulkanów wynosi 175 mld ton węgla rocznie. Tymczasem łączna emisja powodowana przez człowieka z racji funkcjonowania przemysłu, rolnictwa, ruchu transportowego czy ludzkiego oddychania to zaledwie 8,81 mld ton.
Wobec powyższego, naturalna emisje są blisko 20 razy większe od emisji powodowanych przez człowieka, z czego wynika, że teza o ocieplaniu się klimatu z powodu aktywności człowieka jest jednym wielkim kłamstwem.

Kompromitacja państwowej nauki

Po raz kolejny okazuje się, że nauka sponsorowana przez państwo skompromitowała się. Przez ostatnie miesiące brałem udział w wielu debatach, w których uczestniczyli rozmaici profesorowie na państwowych etatach, bądź prowadzący badania za pieniądze podatnika. Wszyscy zarzekali się, że zgodnie z głęboką wiedzą ich oraz ich kolegów, globalne ocieplenie to bardzo poważny problem dla ludzkości.

Zastanawiałem się, jakie inne czynniki prócz finansowego, powodują, że intelektualiści są gotowi zaprzeczać podstawowej wiedzy z zakresu biologii, fizyki czy chemii. Jedyna odpowiedź, która przyszła mi do głowy jest taka, że ci sami ludzie przez ostatnie dziesięciolecia robili wiele jeszcze gorszych świństw i w okresie realnego socjalizmu ze swoich katedr głosili jeszcze bardziej kłamliwe i absurdalne tezy.

W porównaniu z wychwalaniem PZPR, Marksa i Stalina, kłamstwo cieplarniane jest naprawdę małego kalibru.

Read more »

Tuesday, January 13, 2009

Debata w TVP Kultura

Tomasz Teluk był gościem debaty w programie Wojna postu z karnawałem. Emisja programu nastąpi w I lub II czwartek lutego br. o godz. 18.30. Tematem dyskusji był spór: Ekolodzy czy ekoterroryści. Jednym z uczestników był Dariusz Szwed, przewodniczący Zielonych 2004.
Read more »

Monday, January 12, 2009

Wilczek zamiast Palikota

Politycy mają manię reform. Chcą wciąż reformować, a wygląda na to, że sami są niereformowalni. Zamiast dekretować wolność gospodarczą i uchwalać tony nowych ustaw, wystarczy przecież znieść tysiące obowiązujących przepisów krępujących przedsiębiorczość.

W imię ratowania wolności gospodarczej rząd stworzył do tego celu specjalną komisję, która miesiącami ślęczy nad poprawianiem istniejących przepisów. Robi to w dodatku tak nieudolnie i po łebkach, że nóż się w kieszeni otwiera. Cóż bowiem przedsiębiorcy po tym, skoro na zwrot VAT-u będzie czekał krócej, albo będzie mógł dać droższy prezent bez wpisywania go do ewidencji? Nie prościej zlikwidować niektóre podatki i znieść biurokratyczne ewidencje? Wówczas właściciele firm nie głowiliby się jak obejść utrudniające życie przepisy, a zajęli by się zarządzaniem i tworzeniem miejsc pracy.
W dodatku komisja wzięła sobie za twarz, dość ekscentrycznego posła Palikota. Poseł Palikot nie dość, że sprawia wrażenie, że nigdy nie miał do czynienia z biznesem, to jeszcze skupia bardziej uwagę na sobie, niż na efektach swojej pracy.
A przecież zamiast komisji Palikota, lepiej przypomnieć sobie, co postawiło Polskę na nogi. To tzw. Ustawa Wilczka, przywracająca wolność gospodarczą w wolnej Polsce, likwidująca nieuczciwą konkurencję ze strony protegowanych firm państwowych. To właśnie za sprawą Ustawy Wilczka Polska rozwijała się szybciej niż Irlandia, ponad 7 proc. rocznie, a Polacy stworzyli kilka milionów miejsc pracy, bez żadnych dotacji czy pomocy rządu.
Dlaczego politycy tak naprawdę boją się zwrócić wolność gospodarczą Polakom widać gołym okiem. Najwyraźniej posłowie obawiają się bezrobocia. A łgali, że chcą, aby żyło się lepiej.

Felieton pochodzi z najnowszego miesiecznika "Kariera"
Read more »

Friday, January 09, 2009

Ekolodzy wywołują efekt cieplarniany

Organizacja konferencji klimatycznej w Poznaniu to zwykłe marnotrawstwo pieniędzy podatników, a jej jedynym efektem okazał się wzrost efektu cieplarnianego.

Aktywiści zaangażowani w walkę z globalnym ociepleniem, mimo że otrzymują rocznie na badania ponad 10 mld dolarów, chcą wciąż coraz większych budżetów i organizowania konferencji w nowych lokalizacjach. Podczas gdy rok temu bawili się na Bali, tym razem zjechali do Poznania. Podobnie jak poprzednio, konferencja zakończyła się fiaskiem. Polskie rodziny dopłaciły do dwutygodniowej fiesty ekologów ponad 90 mln złotych. Niestety, jedynym widocznym efektem konferencji może być tylko wzrost globalnego ocieplenia wskutek emisji CO2, powstałej z racji organizacji tak dużego spotkania.

Dla przeciętnej polskiej rodziny od bankietów fanatycznych ekologów ważniejsze są rachunki, które zapłaci za wodę, prąd i gaz. A te, z racji prowadzonej polityki przerzucania ekologicznych kosztów na konsumentów, są coraz wyższe.

Pakiet klimatyczny, który uchwalili przywódcy unijni, zakłada zmniejszenie emisji CO2 w Europie o 20 proc., zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii do 20 proc. i oszczędności energii do 20 proc do 2020 r. Ten nowy centralny plan Unii Europejskiej nazwano 3×20, co rzeczywiście numerologicznie ładnie wygląda. Niemniej, rzeczywistymi skutkami pakietu klimatycznego może być 20 proc. bezrobotnych więcej i niższy o 20 proc. wzrost gospodarczy w Europie do 2020 r.

Wiecej w najnowszym numerze dwumiesiecznika "Polonia Christiana"
Read more »

Monday, January 05, 2009

Jak ekolodzy wykorzystują piar

Większość historii na temat globalnego ocieplenia to bujdy, przyznają sami ekolodzy.



Jak oszukiwać opinię publiczną, uczy raport pt. ?Gorące słowa: jak opowiadać klimatyczne historie i jak robić to lepiej?, przygotowany przez firmę ds. public relations. Raport firmuje postępowy Instytut Badań Polityki Publicznej (Institute for Public Policy Research) z Londynu. Dokument ma wspierać ?zachowania przyjazne klimatowi?. W efekcie jest to podręcznik taniej ekologicznej propagandy rodem z najczerwieńszych czasów komunizmu. Autorzy raportu nawołują wprost do bicia na alarm. ? Mówcie o ?końcu świata?, ?Apokalipsie?, ?że jest za późno?, ?wszyscy umrzemy? ? doradzają eksperci: Gill Ereaut oraz Nat Segnit, na co dzień eksperci ds. komunikacji


To nie jedyny podręcznik ekologicznego manipulatora. Podobny raport stworzony przez firmę Futerra zajmującą się komunikacją społeczną powstał w lutym 2005 r. na zlecenie Grupy Roboczej ds. Komunikacji o Zmianie Klimatu (Climate Change Communication Working Group), na użytek brytyjskiej DEFRA ? Departamentu na Rzecz Środowiska, Żywności i Wsi oraz takich organizacji, jak Carbon Trust, Energy Saving Trust, Environment Agency czy UK Climate Impact Program.

Owa psychoza strachu jest strategią od lat stosowaną przez fanatycznych obrońców środowiska i skutecznie wyczuliła na problemy zmian klimatu większości polityków i dziennikarzy. Niestety, żaden z entuzjastów dogmatu globalnego ocieplenia (potęgowanego przez ?ekspansywną kapitalistyczną gospodarkę przemysłową?) nie zadał sobie jednak trudu wyjaśnić, czy to, o czym mówią ekolodzy, jest prawdą.

Manipulatorzy z Londynu radzą organizacjom ekologicznym, jakimi metodami napędzić odbiorcom stracha przed skutkami ocieplenia klimatu. Postulują powtarzanie do znudzenia katastrofalnych przepowiedni, aż do skutku, czyli gdy trafią do mediów i znajdą się w zasięgu opinii publicznej.

Praca ekologicznych dezinformatorów przynosi skutki. Świadczą o tym choćby cytaty z największych brytyjskich gazet. Klimat strachu ? ?Sunday Times?. Światowa spirala klimatycznego chaosu wymyka się spod kontroli ? ?Independent?. Zwariowana pogoda zmienia świat dosłownie jak z katastroficznego filmu ? ?Daily Express?. Pomyśl, że jesteś w łódce i płyniesz z prądem. Nagle zdajesz sobie sprawę, że jest już zbyt późno i zmierzasz w kierunku wodospadu ? ?Financial Times? i autor wcale nie miał na myśli niefortunnego zakupu akcji, które zaczynają gwałtownie tracić na wartości.

Oczywiście, dziennikarze ustępują zawodowym propagandystom. James Lovelock autor mistycznej książki ?Teoria Gai? uważa, że Ziemia przekroczyła punkt, z którego nie ma już odwrotu oraz, że poważna zmiana klimatu jest dziś nieunikniona. Z kolei Lord May, były prezes Royal Society, uznał, że nigdy przedtem nie musieliśmy się zmierzyć z takim globalnym zagrożeniem.

O co toczy się walka? O główny nurt opinii publicznej, który niezależnie od tego, czy dane na temat globalnego ocieplenia są prawdziwe, czy nie, musi wyrobić sobie zdanie. Gdzie znajdujemy się teraz? Eksperci wynajęci przez ekologów twierdzą, że w fazie ?niezdecydowania i dyskusji?. Na bieżącym etapie wszystkie chwyty są dozwolone.

Naturalnie ekolodzy mają wielu wrogów. Przede wszystkim są to osoby racjonalnie podchodzące do informacji, czyli sprawdzające, czy coś jest zgodne z prawdą, czy też nie. Ale są także inne zagrożenia. Konsultanci wymieniają: społeczny nihilizm, sceptycyzm retoryczny, naukowe opinie, że ocieplenie klimatu nie jest groźne, a przede wszystkim zbytnia wiara pokładana w rozwój technologiczny, powodujący spadek emisji gazów cieplarnianych oraz ochrona wolnego rynku, czyli zezwolenie przemysłowi na dobrowolne inwestycje proekologiczne i samodzielne rozwiązanie problemu.

Społeczny nihilizm polega na nieuleganiu ekologicznej propagandzie i niewystarczającym entuzjazmowaniu się klimatycznymi zagrożeniami. Sceptycyzm retoryczny to z kolei odporność na przyswajanie kłamstw o niechybnej katastrofie klimatycznej spowodowanej działalnością człowieka.

Jednak najgorszymi grzechami nihilistycznego społeczeństwa industrialnego ogarniętego sceptycyzmem retorycznym jest wiara w technologiczny rozwój i samoistne uporanie się cywilizacji z problemem globalnego ocieplenia. Tutaj wyróżniamy dwojakie zagrożenia: ?opinie establishmentu? i ?opinie nieestablishmentu?. Jak sądzę, te drugie formowane są z pierwszych, choć jak wynika z dalszych studiów, mogą być niezależne.

Jednym z narzędzi ekologicznej manipulacji może być przedstawienie nierównej walki obrońców środowiska i establishmentu. Jest to taktyka Dawida i Goliata. Przekaz jest jasny: ?mała grupa może zmienić świat? i celują w niej wiodące organizacje ekologiczne: Greenpeace, Friends of Earth czy World Wild Fund. Ekofanatycy zachęcają też do podejmowania małych kroków w wielkiej sprawie, czyli do lokalnych z pozoru spontanicznych akcji. Stąd nachalne promowanie indywidualnej postawy odpowiedzialności wobec środowiska typu ?zmienianie świata rozpocznij od siebie?.

Ekolodzy są zgodni ? sojuszników należy szukać przede wszystkim w lewicowym audytorium. Media chętnie publikują wiadomości w alarmistycznym tonie, natomiast prawicowi komentatorzy są już bardziej podejrzliwi i sceptyczni. Dlatego eksperci od ekologicznego prania mózgów wzywają do nasilenia perswazji.

Read more »