Home



Thursday, February 26, 2009

Kryzys to zyski dla etatystów

Kryzys finansowy i gospodarczy, z którym mamy obecnie do czynienia, największe zyski przyniesie politykom.

Po raz kolejny unaocznia się konflikt indywidualnego konsumenta, zainteresowanego realizacją swoich potrzeb po rozsądnych cenach, a rządem dążącym do jak największej konfiskaty prywatnego majątku obywatela.

Zapaść wszystkim na rękę

Mimo, że to rządy spowodowały kryzys swoją interwencjonistyczną polityką, protekcjonizmem i drukiem ?do ostatniego drzewa?, papierowego pieniądza bez pokrycia media wmawiają światu, że zapaść jest spowodowana niewydolnością gospodarki rynkowej. Koniuktura gospodarcza jest zmienna. Perturbacje to okres choroby, którą należy zdiagnozować, wyleczyć i wyciągnąć wnioski.
Tymczasem bezmyślne pompowanie pieniędzy w gospodarkę powoduje, że żadna lekcja z kryzysu nie może zostać wyciągnięta. Nie przemawiają do mnie argumenty, że interwencjonizm jest konieczny, gdyż koszty pogłębionego kryzysu, mogą być dotkliwsze jeśli zaniecha się dotowania wybranych firm przez podatnika. Nic dziwnego, że w kolejce po państwowe pieniądze, po bankach i koncernach samochodowych, ustawił się np. przemysł pornograficzny, bez którego podobno współczesny człowiek żyć nie może.
Rozwiązanie kryzysu powinno być dziecinnie proste: źle zarządzane firmy bankrutują, a ich miejsce zajmują bardziej konkurencyjne.
Dzisiejsze perturbacje na rynkach to pestka w porównaniu z tym, co stanie się niechybnie. Prawdziwy kryzys czeka nas wtedy, gdy zbankrutuje pierwsza socjalna piramida finansowa, czyli system rent i emerytur. Gdy ludzie zostaną pozbawieni jedynego źródła dochodów i postawią zobowiązania budżetowe w stan natychmiastowej wymagalności, etatyzm może spodziewać się dużo poważniejszych kłopotów niż obecnie.

Zyski dla banków

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kryzys finansowy jest scenariuszem dokładnie wyreżyserowany przez najważniejszych graczy na rynku finansowym. Weźmy dwa pierwsze z brzegu przykłady z rodzimego podwórka. Rynek kredytów hipotecznych i rynek opcji. Przez wiele lat banki z powodzeniem sprzedawały kredyty denominowane we franku szwajcarskim. Denominowane czyli przeliczane w złotówkach, bo franków nikt w Polsce do ręki nie dostał. Nic więc dziwnego, że bankowcy zacierają ręce, gdy złotówka się osłabia, bowiem spływają do nich znacznie większe raty.
Zupełnie nie rozumiem biadolenia, że złotówkę osłabiają spekulanci. Przecież odpowiednie instytucje zajmujące się nadzorem finansowym mogą z łatwością sprawdzić, jakie transakcje są zawierane na rynku walutowym i czy aby gracze stojący za tymi transakcjami nie są powiązani z bankami udzielającymi kredytów walutowych.
Podobnie z opcjami. Skoro banki w bardzo krótkim okresie, latem ubiegłego roku, mamiły firmy opcjami walutowymi, mającymi przeciwdziałać dalszemu umacnianiu się złotówki, zapewne nie podpisywałyby takich umów, na których miałyby stracić. Obecnie realizują sute zyski, a przedsiębiorstwa dziwią się, że poniosły straty. Przecież i ten mechanizm można sprawdzić.
Naturalnie nie chodzi o ?anulowanie? dobrowolnie zawieranych umów, ale o sprawdzenie, czy nie mamy przypadkiem do czynienia z manipulacją na ogromną skalę, co z wolnym rynkiem ma tyle wspólnego co Platforma Obywatelska z klasycznym liberalizmem.

Zyski dla funduszy

Jeszcze lepiej mają się wszelkiego rodzaju fundusze. Fundusze komercyjne, inwestujące w akcje, mogą być zainteresowane pogłębianiem nastroju paniki na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych w nieskończoność. Przestraszeni niepewną sytuacją inwestorzy, wycofują się z ryku i odkupują od funduszy udziały za ułamek cen, które płacili wcześniej. Tym samym fundusze gromadzą gotówkę na zakupy po atrakcyjnych wycenach. Naturalnie im akcje są niżej, tym lepiej dla funduszy, bo to oznacza większe zyski w przyszłości.
Podobnie dzieje się w OFE. Nasze przymusowe fundusze emerytalne podały niedawno szokującą informację, która niestety okazała się prawdziwa, że w długoterminowej, ponad dziesięcioletniej perspektywie, to właśnie inwestycje OFE okazały się dla ubezpieczonych najbardziej zyskowne.
Okazuje się więc, że jeśli najbardziej intratne jest inwestowanie za pomocą przymusowego ubezpieczenia, bardzo drogiego w zarządzaniu, to w zasadzie należy unikać wszelkich pośredników na rodzimym rynku finansowym. Jeśli w funduszach można tylko stracić, albo zyskać niewiele, czyli zarządzający portfelami potrafią ten portfel tylko oskubać, pozostaje inwestowanie indywidualne, a to nie każdy potrafi.
Odwrotnie jest np. w USA, gdzie większość amerykanów inwestuje za pomocą funduszy inwestycyjnych. Jednak w Stanach Zjednoczonych konkurencja jest bardzo duża, zaufanie do rynku finansowego większe, a wiedzy ekonomicznej inwestorów nie wspominając.

Zyski dla rządów

Jednak grupą, która na kryzysie ugra najwięcej są rządy. Ostatnimi czasy biurokraci otrzymali bardzo dużo pożywki ideologicznej i propagandowej, nie tylko dla usprawiedliwienia swojego istnienia, ale także dla podejmowanych interwencji.
Rządy ?walczą?, ?pomagają?, ?interweniują?, ?wyciągają z kryzysu?, ?pobudzają? i w ogóle, gdyby nie urzędnicy, świat zapewne pogrążył się w chaosie i w anarchii. Rodzima opozycja bardzo zazdrości, że akurat teraz nie znalazła się u steru władzy. PiS cały czas trąbi o konieczności ?pobudzenia? gospodarki i właściwie mówi już językiem Baracka Obamy i całej socjalistycznej Europy, bowiem Polska jedyny kraj Unii zapowiada cięcia wydatków, a nie ich zwiększanie, za co gabinetowi Tuska uczciwie należy się maleńki plus.
Tak więc opinia publiczna otrzymała potężną dawkę kłamstw i manipulacji, jakoby to właśnie rządy były instytucjami, które powinny zajmować się regulowaniem gospodarki, ustalaniem cen, a nawet poziomów produkcji w określonych branżach.
Równocześnie rugowana jest gospodarka rynkowa oraz przedsiębiorstwa. Poszczególni politycy chcą ugrać na kryzysie jak najwięcej dla siebie. Premierzy, prezydenci, czy ministrowie finansów i gospodarki, kreują się na zbawców narodów, podczas, gdy w rzeczywistości to oni są winni za spowodowanie kryzysu.
To rządy zachęcały przecież do nieodpowiedzialnej konsumpcji i do udzielania pożyczek na nieracjonalnych zasadach, każdemu kto o to poprosi. Jeśli w tak nieefektywnie działającą gospodarkę wpompuje się kolejne miliardy, kolejny kryzys o znacznie większej sile, jest tylko kwestią czasu.

Zyski dla firm

Paradoksalnie kryzys da także zarobić źle zarządzanym przedsiębiorstwom. Cóż z tego, że akurat teraz ponoszą one straty. Wielu inwestorów, zarówno instytucjonalnych i indywidualnych, i tak zachowa udziały, nie chcąc pozbywać się ich za bezcen. Natomiast zarządy źle zarządzanych firm, nie mają wstydu prosić się o rządowe wsparcie. Przypomina to migawki z telewizyjnych ?Wiadomości?, gdzie w czasie jakichkolwiek problemów na rynku, pytany przez dziennikarza przedstawiciel danej branży bez namysłu opowiada: ?bez pomocy rządu czeka nas bankructwo?.
Więc rządy wypłacają podatnicze miliardy, według własnego uznania, zapewne kierując się względami wizerunkowymi i układami. Jak bowiem wytłumaczyć, że firma A dostaje wsparcie, a firma B nie.
Przedsiębiorstwa chwalą więc rząd za rewelacyjną politykę, w kuluarach obiecując pieniądze na polityczne kampanie. Natomiast w swoich firmach robią dalej to samo. Wypłacają sobie milionowe premie, jak co roku, z tą różnicą, że nie jest to procent od wypracowanego zysku, ale procent od podatków skonfiskowanych podatnikom przez rządy. Zarządy wielu firm jednego dnia urządzają sobie rauty w luksusowych SPA, drugiego zwalniając setki ludzi, co tłumaczą kryzysem.
W ten sposób umacnia się socjalistyczno-etatystyczny niewolniczy system wyzyskiwania jednostki przez biurokratów pracujących w rządach, instytucjach międzynarodowych, największych bankach i korporacjach.

Tekst ukazal sie w Najwyzszym Czasie.
Read more »

Wednesday, February 25, 2009

Będzie jeszcze gorzej

Kryzysy ekonomiczne towarzyszą ludzkości od zarania gospodarki rynkowej. Nie są niczym strasznym, przypominają raczej coś w rodzaju choroby. Pozwalają gospodarce oczyścić się od działań nieefektywnych i nieracjonalnych.

Źle zarządzane firmy bankrutują, a na ich miejsce pojawiają się nowe, oferując usługi czy produkty na lepszych warunkach. Naturalnie podczas kryzysów ludzie tracą pracę, a rodziny źródła dochodów i jest to tragedia. Tragedia, której niestety, tak jak wypadków drogowych, nie da się niestety uniknąć.
Obecny kryzys nie jest jednak bankructwem kapitalizmu, jak się słyszy, lecz bankructwem socjalizmu rynkowego. Owej ?trzeciej drogi? państwowego interwencjonizmu, polegającej na zasilaniu pieniędzmi podatnika projektów nieopłacalnych, korupcjogennych i złych. To przecież właśnie pożyczanie każdemu i za wszelką cenę pieniędzy gwarantowanych przez państwo spowodowało lawinę bankructw, która rozlała się na cały świat.
Niestety, o ironio, chorobę zaczęto leczyć, tym czym się ją spowodowało. Zamiast pozwolić na oczyszczenie się i ozdrowienie rynku, szefowie rządów zdecydowali się wpompować dodatkowe pieniądze w ten nieefektywny system. Jak można słusznie zauważyć, niczego to nie rozwiązuje, lecz tylko odracza skutki kryzysu w czasie. Nieefektywne zarządzanie pogłębi się. Nieracjonalne decyzje będą dalej podejmowane. Można przecież robić wszystko. W razie kłopotów ? podatnik zapłaci.
Dlatego można spodziewać się, że za kilka lat sytuacja będzie się powtarzać. Kiedyś jednak można zabraknąć drzew na dodrukowywanie pieniędzy w bogatych krajach. Kryzys finansowy, kryzysem, jednak największym zagrożeniem może być pierwsze bankructwo systemu socjalnego. Gdy w końcu zbankrutuje ZUS, a oszukani ludzie nie będą mieli na chleb, może się skończyć tragicznie.

Felieton został opublikowany w miesięczniku Kariera

Read more »

Wednesday, February 11, 2009

Epatowanie mitami

Globalne ocieplenie to największe pseudo naukowe kłamstwo współczesności, po dziurze ozonowej, globalnym ochłodzeniu, porównywaniu elektrowni atomowych do bomby nuklearnej i delegalizacji środków ochrony roślin w imię ratowania życia komarów.


Mit globalnego ocieplenia, znajdujący poklask na najwyższych szczeblach władzy, służy ograniczaniu wolności gospodarczej i nakładaniu kolejnych podatków na biznes. Przeciwko ekologicznym kłamstwom bezskutecznie protestują naukowe autorytety z całego świata.


Jeszcze w latach siedemdziesiątych klimatolodzy debatowali nad zagrożeniami wynikającymi z nadmiernego? oziębiania się klimatu Ziemi. W ciągu niespełna dwudziestu lat doszli jednak do wniosku, że to efekt cieplarniany grozi katastrofą. Co łączy obie grupy naukowców? Są sponsorowani przez państwo. Są opłacani tak hojnie, że gotowi są zapomnieć o podstawowej naukowej prawdzie: ochłodzenie i ocieplenie następują po sobie, ponieważ klimat ma charakter zmienny.

Międzynarodowa biurokracja pod egidą Organizacji Narodów Zjednoczonych to grupa urzędników kierujących się nie kryterium prawdy, lecz szkodliwą ideologią pod szczytnymi hasłami ochrony środowiska. W poszukiwaniu nowego wroga, by nas zjednoczył, wpadliśmy na pomysł, żeby wykorzystać zanieczyszczenie środowiska naturalnego, niedobór wody, głód itp., to powinno spełnić tę rolę? Wszystkie wymienione zagrożenia są wywołane ludzką ingerencją? Prawdziwym wrogiem, wobec tego, jest sama ludzkość1 ? oficjalnie deklarowali notable z Klubu Rzymskiego.

Międzynarodówka urzędników zaczęła więc określać człowieka mianem rozrastającego się nowotworu. Głównym sprzymierzeńcem polityków zostały media, ochoczo podchwytujące kasandryczne przepowiednie naukowców z urzędowego nadania. Obecnie mamy zdecydowanie zbyt wielu ludzi na tej planecie. Całkowita liczba ludzi na poziomie 250-300 milionów, czyli 95-procentowa redukcja obecnego poziomu, byłaby idealna2 ? twierdził Ted Turner, właściciel CNN. Jednocześnie biurokraci życzliwym okiem zaczęli patrzeć na ekoterrorystyczne działania takich organizacji, jak Greenpeace czy Animal Liberation Front, stosujące przemoc wobec ludzi i mienia pod hasłami ochrony środowiska naturalnego.

Strategia redukcji obecnego poziomu populacji postulowana przez Turnera sprawdziła się w Afryce. Delegalizacja DDT ? silnego środka owadobójczego zapobiegającego rozprzestrzenianiu się malarii, doprowadziła do ponownej epidemii tej choroby w najbiedniejszych państwach świata. Malaria znów zaczęła zbierać krwawe żniwo. Mimo że ekologicznymi hasłami skazano na śmierć wiele milionów niewinnych ludzi, żaden z decydentów nie odpowiedział dotąd za zbrodnię ludobójstwa.

Najbardziej niebezpieczne decyzje dla dalszego rozwoju cywilizacji zapadły podczas Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 r. Czyż nie jest jedyną nadzieją dla całej planety, aby ta zindustrializowana cywilizacja upadła? Czyż nie jest to naszą odpowiedzialnością, by dopełnić tego dzieła?3 ? nie krył swoich intencji kanadyjski multimilioner Maurice Strong, Podsekretarz Generalny ONZ i Sekretarz Generalny podczas Szczytu Ziemi.

Właśnie tam globalne lobby ekologiczne, skupione wokół sponsorowanych przez ONZ: Międzynarodowej Komisji ds. Zmian Klimatu, Światowej Organizacji Meteorologicznej, Programu Środowiskowego Narodów Zjednoczonych, zapoczątkowały wdrażanie strategii ograniczania wzrostu gospodarczego oraz wywoływania panicznego lęku przed mającymi nastąpić katastrofami: zamienieniem Ziemi w pustynię, bądź jej całkowitym zalaniem wskutek roztopienia się lodowców.

Hasłem przewodnim stał się ?efekt cieplarniany?, a ekologowie pozyskali sojuszników w najwyższych kręgach władzy. Synonimem zagrożenia ze strony fanatycznych obrońców środowiska, a zarazem niskiego poziomu wiedzy naukowej, stał się wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Al Gore. To właśnie on w swojej książce pt. ?Ziemia na szali? porównał człowieka do nowotworu.

Jak niski poziom naukowy reprezentuje ta pozycja, niech świadczy cytat poświęcony Polsce: Dowiedzieliśmy się, że w niektórych rejonach Polski regularnie sprowadza się dzieci pod ziemię do głębokich kopalń, żeby je chronić od różnych gazów i zanieczyszczeń powietrza. Można sobie wyobrazić, jak nauczyciele ostrożnie wychylają się z tych kopalń i sprawdzają, czy można już bezpiecznie wyjść na powierzchnię4.

Sukcesem ekologów zakończyła się VI Konferencja do Spraw Klimatu, zakończona uchwaleniem protokołu z Kioto. Protokół ten, który podpisały kraje Unii Europejskiej, w tym również Polska, nakłada poważne ograniczenia na przemysł, związane z redukcją tzw. gazów cieplarnianych. Protokół z Kioto jest oparty na jednym z największych fałszerstw współczesności ? micie globalnego ocieplenia. Naukowcy ze zdumieniem przyglądali się kłamstwom wypływającym z ust polityków, rozpowszechnianym dalej przez sympatyzujące z lewicą media.
W 1992 r. został opublikowany Apel Heidelberski, podpisany przez ponad cztery tysiące najwybitniejszych przedstawicieli nauki ze 106 krajów świata, w tym 72 noblistów. Ekologowie zablokowali rozpowszechnianie treści apelu, który zawierał troskę o rzetelne przedstawianie naukowych faktów.

Na progu XXI w. jesteśmy zaniepokojeni pojawieniem się irracjonalnej ideologii, która sprzeciwia się postępowi naukowemu i technicznemu oraz hamuje rozwój ekonomiczny i społeczny. Jesteśmy zdania, że nie istnieje stan naturalny, tak idealizowany przez organizacje ekologiczne zwracające się ku przeszłości, i prawdopodobnie nie istniał od momentu pojawienia się człowieka w biosferze. (...) Największymi zagrożeniami ludzkości są ignorancja i ucisk, a nie nauka, technologia i przemysł5 ? perorowali sygnatariusze Apelu Heidelberskiego.

Po odrzuceniu ustaleń Protokołu przez USA, w 1998 r. ponad 17 tysięcy uczonych z całego świata podpisało Petycję Oregońską, w której stwierdzają, że nie istnieją naukowe dowody, iż gazy uwalniane do atmosfery w wyniku działalności człowieka spowodują zmiany klimatu i doprowadzą do globalnej katastrofy.

Według dr. Józefa Szymczyka z Politechniki Śląskiej w Gliwicach, cały naukowy świat aż kipiał z oburzenia. ? Profesor Frederic Seitz, były prezydent Amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk, nazwał raport ONZ o globalnym ociepleniu największym korupcyjnym wyborem danych złożonych do druku. Z kolei prof. Richard Lindzen, klimatolog z Massachusetts Institute of Technology, uznał dokument za manipulację badaniami naukowymi ? relacjonuje Szymczyk.

W podobnym duchu przebiegał II Szczyt Ziemi w Johannesburgu w 2002 r. ? Na szczycie spisano wielostronicowe deklaracje, np. jak dostarczyć czystą wodę ludności Ziemi. Niektórzy twierdzili, że lepiej powierzyć ten problem nie urzędnikom z ONZ, ale koncernowi Coca-Cola, który swoje produkty potrafi dostarczyć do każdego punktu na kuli ziemskiej ? dodaje dr Józef Szymczyk.

W Polsce druzgocącą krytykę ideologizowania nauki przez rządy przeprowadził prof. Przemysław Mastalerz, niekwestionowany autorytet w dziedzinie chemii, związany z Uniwersytetem Wrocławskim. Ten naukowiec zarzuca mediom podszyte niekompetencją wprowadzanie w błąd opinii publicznej. Rezultatem nieodpowiedzialnych publikacji proekologicznych jest wpajanie ekofilozoficznego poczucia winy za niszczenie naszej planety. Okresowe wahania średnich temperatur występują w naturze od zarania, natomiast największy wpływ na klimat na Ziemi ma słońce, nie zaś człowiek.

W doskonałej książce ?Ekologiczne kłamstwa ekowojowników?, której drugie wydanie ujrzało niedawno światło dzienne, profesor Mastalerz obala wszelkie tezy stawiane przez radykalnych obrońców środowiska naturalnego, począwszy od rzekomej szkodliwości używania urządzeń elektronicznych, a skończywszy na bezzasadnym dążeniu do delegalizacji konkretnych substancji chemicznych.

Tym samym do najbardziej idiotycznych przepisów należą rządowe normy zawartości substancji rakotwórczych czy promieniotwórczych. Profesor Mastalerz stoi na stanowisku, że ciało celnika zza wschodniej granicy jest bardziej napromieniowane od konfiskowanych na granicy ?radioaktywnych? grzybów, a warzywa i owoce przed wycofaniem z legalnego obrotu chroni jedynie fakt, że nie są produktami firm. Inaczej bowiem ich naturalne zawartości substancji uznawanych powszechnie za szkodliwe musiałyby zostać uznane przez urzędników za niedopuszczalne.

Naukowcy doradzają, aby nie ulegać ekologicznej histerii sponsorowanej z kieszeni podatników i uspokajają, że człowiek doskonale sobie radzi z problemami ochrony środowiska. Przykładem są np. elektrownie atomowe, od lat pracujące w pobliżu ogromnych skupisk ludności (Niemcy, Francja), czy spalarnie stojące w centrach stolic największych europejskich miast, np. w Wiedniu.

Ekologiczny psychoterror
Ekologowie wraz z państwowymi urzędnikami straszą nas globalną klęską głodu, potopem wskutek ocieplenia klimatu i innymi katastrofami naturalnymi. Większość z tych kasandrycznych przepowiedni wyssana jest z palca. Celem informacyjnego terroru jest zwiększanie podatków pod pretekstem ochrony środowiska. Naukowcy mają już dość propagandy akademickiej lewicy. Na całą tę ideologię znaleźli odpowiednie określenie ? junk science, czyli pseudonauka, dla której odpowiednie miejsce znajduje się w koszu na śmieci. Katastroficzne mity rozwiewa raport ?O skutkach globalnej zmiany klimatu?, przygotowany przez ceniony instytut opiniotwórczy International Policy Network z Londynu6. Autorami opracowania są naukowcy i futurolodzy związani z takimi ośrodkami, jak American Enterprise Institute, Danish Academy for Future Studies oraz uniwersytetami w Cambridge i Sztokholmie.

Autorzy raportu, wśród których jest dr Madhav L. Khandekar, związany z naukowymi wydawnictwami ?Natural Hazards? i ?Climate Research?, oraz prof. William Keatinge, autor ponad 200 prac naukowych z medycyny, dowodzą, że teoria względności obowiązuje również wśród intelektualistów. Modele zmian klimatycznych różnią się w zależności, czy zostały przygotowane przez inżynierów związanych z przemysłem lotniczym, zatrudnionych przez sektor prywatny, z których projektów korzysta transport publiczny, czy przez naukowców opłacanych przez państwo, którzy są wynagradzani, jeśli ich modele są użyteczne dla polityków i ich otoczenia. Od czasu, gdy politycy coraz chętniej finansują badania naukowe, ich wyniki stanowią wymówkę dla wprowadzania regulacji rynku i zwiększonego opodatkowania. Nie możemy się więc dziwić, że [zatrudniani przez państwo naukowcy] wyolbrzymiają [negatywny] wpływ człowieka na klimat7 ? czytamy we wstępie.

Okazuje się, że przez wiele lat profesorowie na państwowych etatach robili wodę z mózgu opinii publicznej, kreując atmosferę lęku i zagrożenia na podstawie doniesień niemających odzwierciedlenia w rzeczywistości. Badania naukowe były chętnie finansowane przez rząd, ponieważ politycy mogli posługiwać się wygodnymi dla nich wynikami tych badań przy okazji wprowadzania kolejnych regulacji i zwiększania opodatkowania. Retoryka manipulacji pozostała niezmienna. Politycy tłumaczyli, że troszczą się o społeczeństwo i tylko państwo jest w stanie chronić obywatela przed czyhającymi nań niebezpieczeństwami. Tę tezę szybko rozchwycili niedouczeni dziennikarze państwowych mediów, ogłaszając rychłe katastrofy na lewo i prawo. Szkopuł w tym, że większość ?zagrożeń? zostało wymyślonych na zlecenie.

Państwo żeruje na lękach swoich obywateli. Spośród rozmaitych analiz dotyczących ocieplenia klimatu na kuli ziemskiej najbardziej radykalne przewidywały wzrost temperatury na Ziemi o nawet o 5,8 stopnia Celsjusza w ciągu najbliższych stu lat! Tymczasem realistyczne prognozy mówią zaledwie o dwustopniowym wzroście. Kto straszy? Oczywiście, organizacje sponsorowane bezpośrednio przez rządy. Martin Agerup, prezydent Duńskiej Akademii Studiów nad Przyszłością, zwraca uwagę, że katastroficzne przepowiednie o globalnym ociepleniu wskutek emisji dwutlenku węgla pochodzą z Międzyrządowego Panelu o Zmianach Klimatów (Intergovernmental Panel on Climate Change ? IPCC). Natomiast IPCC został powołany przez Światową Organizację Meteorologiczną i UNEP (United Nations Environment Programme).

Więcej w drukowanym wydaniu Opcji na Prawo
Read more »

Wednesday, February 04, 2009

Wywiad w Rzeczpospolitej

Ekologiczny biznes żąda ofiar z ludzi. Gdyby nie ocieplenie klimatu, to trwanie życia na Ziemi nie byłoby możliwe - mówi Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji i autor książki "Mitologia efektu cieplarnianego"

Rz: Szef brytyjskiej komisji ds. ekologii Jonathon Porritt nawołuje do wprowadzenia limitu na rodzenie dzieci, dotowania aborcji i antykoncepcji, a także zaprzestania leczenia ludzi śmiertelnie chorych. Ma się to jego zdaniem przyczynić do ograniczenia produkcji dwutlenku węgla i zmniejszenia problemu globalnego ocieplenia. To dobry pomysł?

Tomasz Teluk: Najpierw powinniśmy sobie zadać pytanie, czy taki problem w ogóle istnieje. Gdyby nie ocieplenie klimatu, to trwanie życia na Ziemi nie byłoby możliwe. Mielibyśmy warunki marsjańskie, gdzie różnica temperatury pomiędzy dniem a nocą może wynosić kilkaset stopni. Już dzieci w podstawówce się uczą, że CO2 jest gazem życiodajnym. Zawdzięczamy mu wzrost zielonej roślinności, która w procesie fotosyntezy wytwarza tlen, którym oddychamy. Tymczasem ekolodzy wmawiają ludziom, że to jest trucizna zagrażająca planecie. Teraz pojawia się postulat żądający ofiar ludzkich, które mielibyśmy składać na ołtarzu walki z nieistniejącym zagrożeniem.

Ale opinie co do roli dwutlenku węgla w globalnym ociepleniu są podzielone, a wzrost liczby ludności to większe zapotrzebowanie na produkty przemysłowe. Czy opanowanie przyrostu naturalnego nie może wpłynąć łagodząco na poziom emisji CO2?

Obecny poziom gazów cieplarnianych jest bliski czasom rewolucji przemysłowej. Człowiek swoją działalnością generuje niewielkie ilości tych gazów. Za 98 proc. emisji odpowiedzialne są morza i oceany, które w procesie parowania oddają CO2 do atmosfery. Idąc tropem logiki ekologów, należałoby stwierdzić, że to naturalne zbiorniki wodne są naszym wrogiem. Postulowanie ograniczeń emisji CO2, handlu emisjami, kontroli narodzin i eutanazji jest nie tylko niemoralne, ale przeczy zdrowemu rozsądkowi. Rozwój cywilizacji to rozwój technologii bezemisyjnych i ? w konsekwencji ? czystsze środowisko. Życie i zdrowie człowieka powinny być na pierwszym miejscu. Tymczasem obserwujemy rozwój nowego biznesu, bo tym właśnie jest licytowanie się na coraz bardziej kontrowersyjne propozycje i wzbudzanie strachu.

Ocieplenie klimatu jest jednak faktem. Pana zdaniem nie należy podejmować żadnych, nawet kontrowersyjnych starań, by odwrócić ten proces?

Ależ my nie mamy na ten proces większego wpływu. To nie jest tak jak z klimatyzacją w samochodzie, gdzie sami regulujemy temperaturę. Człowiek, odkąd pojawił się na Ziemi walczy z groźnym dla niego ? a tak wielbionym przez ekologów ? środowiskiem naturalnym, starając się od niego uniezależnić. Przyszłością powinna być cywilizacja niosąca postęp technologiczny, a nie ignorancja.

Więcej tu

Read more »

Monday, February 02, 2009

Komentarz dla Polsat News

Gabinet prezydenta Obamy będzie realizował politykę interwencjonizmu i protekcjonizmu, ze szkodą dla gospodarki. Być może uda się poprawić sytuację czasowo, lecz długoterminowe skutki nadmiernej ingerencji państwa mogą być katastrofalne.
Read more »