Artykuł
Poniżej wersja pierwotna artykułu, który ukazał się w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost"
Współcześnie firmom konkurencja się nie opłaca. Łatwiej wymóc na politykach wprowadzenia zakazu produkcji towarów konkurencji.
Od 3 kwietnia na terenie Unii Europejskiej obowiązuje zakaz produkcji i sprzedaży termometrów rtęciowych. Właśnie wchodzi także zakaz produkcji tradycyjnych żarówek, które mają zostać wyeliminowane z rynku do 2012 r. Politycy szykują kolejne szykany. Z rynku mają zniknąć telewizory kineskopowe oraz detergenty zawierające fosforany. Jak tak dalej pójdzie będziemy mogli kupować tylko produkty, na których sprzedaż łaskawie wyraziła zgodę Bruksela.
Głównym zajęciem polityków jest bezproduktywne produkowanie regulacji. Właśnie dlatego współczesne przedsiębiorstwa działają na rynku wybitnie przeregulowanym. Aby sprzedać produkt czy usługę konsumentowi trzeba nie tylko coś wymyślić, wyprodukować i zaoferować. Trzeba mieć na to patent, zgodę, koncesję, atest, pozwolenie, towar trzeba oclić, opodatkować, certyfikować, a dopiero potem zaproponować go klientowi.
W warunkach ostrej konkurencji największe korporacje świata zmieniły front. Zamiast obniżać ceny, wprowadzać innowacje, gwarantować lepszą jakość i zwiększać nakłady na marketing, korporacje wolą gwarantować sobie wprowadzanie nowych produktów poprzez wprowadzanie konkretnych zapisów prawnych lub eliminację z rynku produktów konkurencji. Wystarczy tylko minimum lobbingu, a ziarno padnie na podatny grunt.
Klasycznym przykładem już wyśmianym przez wszystkie media jest próba penalizacji plastikowych toreb. Konsumentom nie przeszkadza, że nowe, ?ekologiczne? torby zawierają tylko śladowe ilości biodegradowalnych skrobi, bowiem paradują z zielonymi siateczkami z takimi minami, jakby przed chwilą komuś uratowali życie.
Gorączka za 200 zł
Dozna szoku ten, kto chciałby kupić w aptece zwykły termometr. Niejeden emeryt padnie trupem, gdy ?pani magister? zaoferuje mu w zamian elektroniczne urządzenie z natychmiastowym pomiarem temperatury ciała za 200 zł. To efekt wprowadzonej w 2007 r. przez Parlament Europejski dyrektywy zakazującej stosowanie rtęci w termometrach lekarskich i innych urządzeniach pomiarowych przeznaczonych do sprzedaży konsumentom.
Zakaz jest argumentowany wysoką toksycznością rtęci dla ludzi i ekosystemów. Jest to kolosalna bzdura. Rtęć w sporych ilościach występuje w środowisku naturalnym, nie stwarzając żadnego zagrożenia dla człowieka. Średnia zawartość rtęci w porcji ryb wynosi 0,2 miligramów, mleku 0,009 mg, a w wołowinie i warzywach 0,003 mg. Rtęć była powszechnie stosowana w dentystycznych amalgamatach, natomiast literatura nie zna przypadku zgonu w wyniku rozbicia termometru. Chemicy obliczyli, że wzrost ilości rtęci w środowisku wskutek działalności człowieka nastąpiłby za co najmniej 1000 lat. Obecnie w atmosferze znajduje się 10 mln ton naturalnej rtęci, natomiast roczna produkcja człowieka nie przekracza 10 tys. ton.
W rzeczywistości zakazu używania starych, a w zasadzie nakazu używania nowych termometrów zażyczyli sobie producenci nowych urządzeń, wykorzystując wszechobecną w społeczeństwie ?chemiofobię? i fascynację ekoloideologią. To wszystko wystarczyło, aby wyeliminować z rynku produkt, który niezawodnie spełniał swą funkcję przez 140 lat! Zanim została przegoniona przez producentów z Chin, Łódzka Wytwórnia Termometrów produkowała nawet do 3 mln sztuk rocznie.
Żarówka za 20 zł
1 września wejdzie w życie kolejny unijny zakaz, tym razem produkcji tradycyjnych 100W żarówek oświetleniowych. W 2012 r. żarówkę dostaniemy tylko na czarnym rynku, więc niewykluczone, że po tym terminie stanie się ona kolejnym elementem bitwy pomiędzy celnikami a przemytnikami, obok ?nielegalnych? papierosów, alkoholu, narkotyków, a może też rtęciowych termometrów.
Niewykluczone też, że Thomas Edison, który 1879 r. opatentował swój wynalazek, zniknie z podręczników, jako główny winowajca globalnego ocieplenia, bowiem właśnie walką ze zmianami klimatu UE uzasadniała swój genialny cywilizacyjny skok. W dodatku, słowami unijnego Komisarza ds. Energii Andrisa Piebalgsa, jest to krok ?kluczowy? do osiągnięcia ?celów?, czyli 20 proc. redukcji emisji dwutlenku węgla do 2020 r.
Tylko idiota może sądzić, że kluczowe są tu cele ochrony środowiska, a nie lobbing producentów nowoczesnych, ekologicznych świetlówek. Aby sprawdzić, jakie firmy za tym stoją wystarczy przyjrzeć się albo ekspansji tych nowych produktów w supermarketach, albo spytać premiera Pawlaka, jakie żarówki dostaną gminy w ramach programu oszczędności, któremu patronuje Minister Gospodarki.
Naturalnie ci sami producenci żarówek produkują inne zbędne, energożerne urządzenia, jak np. elektryczne szczoteczki do zębów, urządzenia do masażu stóp czy manicure?u. Ciekawe jak ekologicznie uzasadnić używanie elektronicznych urządzeń wibrujących w miejsce tradycyjnych szczoteczek czy pilników?
Jeśli w prasie przeczytamy, że pilniki służą złodziejom do dewastacji krat podczas ucieczki z więzień, niewykluczone, że unia szykuje się do zakazu ich stosowania.
Wiedza za darmo
Można się spodziewać, że wkrótce unijni urzędnicy wezmą się za kineskopowe telewizory, w ramach powszechnej cyfryzacji, czyli zastępowania starych telewizorów, plazmowymi lub LCD. Już teraz zauważalna jest medialna kampania producentów nowoczesnych telewizorów, informująca, że ich nowe produkty są wydajniejsze energetycznie, czyli zużywają mniej prądu. Jednak nowe, ekologiczne produkty zostaną zaprezentowane dopiero w 2010 r., i wtedy okaże się, że te, kupione dziś nadają się tylko na śmietnik. Panasonic pokazał na targach w Las Vegas telewizory laserowe, zużywające 40 proc. mniej energii od konkurencji. Analogiczny dogmat niskiej energochłonności stosuje Philips przy produkcji modeli tzw. Eco flat TV.
Trwają też dyskusje na temat wprowadzenia zakazu produkcji detergentów zawierających fosforany. W projekt zaangażowane są tradycyjnie: PSL i oczywiście Ministerstwo Środowiska, które prowadzi ponoć ?rozmowy z producentami?. Nietrudno się domyślić, że ?producenci? wkrótce dobrowolnie zgodzą się zaprzestać produkcji tych trucizn, zastępując je innymi ?zamiennikami?. Z ręką w nocniku obudzą się te zakłady produkcyjne, które nic nie wiedzą o ?konsultacjach? z urzędnikami.
Polskie firmy mają zerową wiedzę nie tylko o lobbingu, ale także o funkcjonowaniu współczesnej gospodarki. Gospodarki, która coraz bardziej przypomina nakazowo-rozdzielczy socjalizm niż wolny rynek. Podobnie zresztą ma się z lobbingiem, tradycyjnie wykorzystywanym przez firm dla deregulacji gospodarki i dla zwiększenia walki konkurencyjnej. Okazuje się, że dziś lobbing służy wyłącznie wprowadzaniu nowych arcygłupich zakazów i nakazów.
Operacja "żarówka"
Komisja Europejska w zasadzie przejęła funkcje działu planowania największych korporacji. Wylobbowany w KE postęp w dziedzinie żarówek jest gwarancją zbytu dla wiodących producentów tych produktów w Europie. Producenci żarówek wyeliminowali ryzyko ze swojej działalności gospodarczej. Dokładnie wiedzą, co, ile produkować i kiedy produkt zniknie z rynku. Co prawda we wrześniu ze sklepowych półek mają zniknąć żarówki 100W, ale rok później nie będzie można już dostać 75W, we wrześniu 2011 ? 60W, i w 2012 ? 40W i 25W. W 2013 zostaną wprowadzone nowe obostrzenia dla świetlówek i diod LED, a w 2016 dla halogenów.
Zadziwiające, jak łatwo lobbystom udało się przeforsować żarówkowy szwindel. Kluczową rolę w tym procesie odegrała jak zwykle poprawność polityczna, a ściśle podporządkowanie wszelkich działań walce z dwutlenkiem węgla i zmianami klimatu. Wydaje się, że KE jest bezkrytyczna wobec wszelkich działach skierowanych przeciw konsumentom.
Operacja ?żarówka? była banalnym projektem z podręczniku lobbingu. European Lamp Federation (ELF) ? organizacja branżowa skupiająca producentów 95 proc. żarówek w Europie, w skład której wchodzą takie firmy jak Philips, Osram czy GE od wielu lat bombardowała opinię publiczną danymi, ile to dwutlenku węgla uda się zredukować dzięki wymianie starych żarówek na nowe. W tym celu ELF powołała kolejną organizację ?New Lamp Industry Initiative? ? czyli Inicjatywę Przemysłu na rzecz Nowych Żarówek, która lobbowała bezpośrednio w Komisji Energetyki.
Komisarz Andris Piebalgs był zachwycony. Pierwszy plan oszczędnościowy Inicjatywa przedstawiła Komisji już we wrześniu 2006 r., a niespełna rok po tym wszystko było już załatwione. Żarówkowa rewolucja doskonale wpisywała się w europejską walkę z globalnym ociepleniem i odpowiadała w zasadzie na polityczne zapotrzebowanie zrobienia czegokolwiek dla ochrony klimatu.
Co zadziwiające ?operacja żarówka? całkowicie pomijała aspekt humanitarny wymiany starych produktów na nowe. Do biura Audytora Generalnego Kanady w czerwcu 2008 r. wpłynęła petycja autorstwa dwóch lekarzy, wykazująca, że promieniowanie energooszczędnych żarówek może powodować zagrożenie zdrowia u ludzi cierpiących na migreny, epilepsję i problemy dermatologiczne. Wygląda więc na to, że obecnie używane żarówki mogą być toksyczne, a już na pewno są produktami mocno niedopracowanymi.
Read more »
Współcześnie firmom konkurencja się nie opłaca. Łatwiej wymóc na politykach wprowadzenia zakazu produkcji towarów konkurencji.
Od 3 kwietnia na terenie Unii Europejskiej obowiązuje zakaz produkcji i sprzedaży termometrów rtęciowych. Właśnie wchodzi także zakaz produkcji tradycyjnych żarówek, które mają zostać wyeliminowane z rynku do 2012 r. Politycy szykują kolejne szykany. Z rynku mają zniknąć telewizory kineskopowe oraz detergenty zawierające fosforany. Jak tak dalej pójdzie będziemy mogli kupować tylko produkty, na których sprzedaż łaskawie wyraziła zgodę Bruksela.
Głównym zajęciem polityków jest bezproduktywne produkowanie regulacji. Właśnie dlatego współczesne przedsiębiorstwa działają na rynku wybitnie przeregulowanym. Aby sprzedać produkt czy usługę konsumentowi trzeba nie tylko coś wymyślić, wyprodukować i zaoferować. Trzeba mieć na to patent, zgodę, koncesję, atest, pozwolenie, towar trzeba oclić, opodatkować, certyfikować, a dopiero potem zaproponować go klientowi.
W warunkach ostrej konkurencji największe korporacje świata zmieniły front. Zamiast obniżać ceny, wprowadzać innowacje, gwarantować lepszą jakość i zwiększać nakłady na marketing, korporacje wolą gwarantować sobie wprowadzanie nowych produktów poprzez wprowadzanie konkretnych zapisów prawnych lub eliminację z rynku produktów konkurencji. Wystarczy tylko minimum lobbingu, a ziarno padnie na podatny grunt.
Klasycznym przykładem już wyśmianym przez wszystkie media jest próba penalizacji plastikowych toreb. Konsumentom nie przeszkadza, że nowe, ?ekologiczne? torby zawierają tylko śladowe ilości biodegradowalnych skrobi, bowiem paradują z zielonymi siateczkami z takimi minami, jakby przed chwilą komuś uratowali życie.
Gorączka za 200 zł
Dozna szoku ten, kto chciałby kupić w aptece zwykły termometr. Niejeden emeryt padnie trupem, gdy ?pani magister? zaoferuje mu w zamian elektroniczne urządzenie z natychmiastowym pomiarem temperatury ciała za 200 zł. To efekt wprowadzonej w 2007 r. przez Parlament Europejski dyrektywy zakazującej stosowanie rtęci w termometrach lekarskich i innych urządzeniach pomiarowych przeznaczonych do sprzedaży konsumentom.
Zakaz jest argumentowany wysoką toksycznością rtęci dla ludzi i ekosystemów. Jest to kolosalna bzdura. Rtęć w sporych ilościach występuje w środowisku naturalnym, nie stwarzając żadnego zagrożenia dla człowieka. Średnia zawartość rtęci w porcji ryb wynosi 0,2 miligramów, mleku 0,009 mg, a w wołowinie i warzywach 0,003 mg. Rtęć była powszechnie stosowana w dentystycznych amalgamatach, natomiast literatura nie zna przypadku zgonu w wyniku rozbicia termometru. Chemicy obliczyli, że wzrost ilości rtęci w środowisku wskutek działalności człowieka nastąpiłby za co najmniej 1000 lat. Obecnie w atmosferze znajduje się 10 mln ton naturalnej rtęci, natomiast roczna produkcja człowieka nie przekracza 10 tys. ton.
W rzeczywistości zakazu używania starych, a w zasadzie nakazu używania nowych termometrów zażyczyli sobie producenci nowych urządzeń, wykorzystując wszechobecną w społeczeństwie ?chemiofobię? i fascynację ekoloideologią. To wszystko wystarczyło, aby wyeliminować z rynku produkt, który niezawodnie spełniał swą funkcję przez 140 lat! Zanim została przegoniona przez producentów z Chin, Łódzka Wytwórnia Termometrów produkowała nawet do 3 mln sztuk rocznie.
Żarówka za 20 zł
1 września wejdzie w życie kolejny unijny zakaz, tym razem produkcji tradycyjnych 100W żarówek oświetleniowych. W 2012 r. żarówkę dostaniemy tylko na czarnym rynku, więc niewykluczone, że po tym terminie stanie się ona kolejnym elementem bitwy pomiędzy celnikami a przemytnikami, obok ?nielegalnych? papierosów, alkoholu, narkotyków, a może też rtęciowych termometrów.
Niewykluczone też, że Thomas Edison, który 1879 r. opatentował swój wynalazek, zniknie z podręczników, jako główny winowajca globalnego ocieplenia, bowiem właśnie walką ze zmianami klimatu UE uzasadniała swój genialny cywilizacyjny skok. W dodatku, słowami unijnego Komisarza ds. Energii Andrisa Piebalgsa, jest to krok ?kluczowy? do osiągnięcia ?celów?, czyli 20 proc. redukcji emisji dwutlenku węgla do 2020 r.
Tylko idiota może sądzić, że kluczowe są tu cele ochrony środowiska, a nie lobbing producentów nowoczesnych, ekologicznych świetlówek. Aby sprawdzić, jakie firmy za tym stoją wystarczy przyjrzeć się albo ekspansji tych nowych produktów w supermarketach, albo spytać premiera Pawlaka, jakie żarówki dostaną gminy w ramach programu oszczędności, któremu patronuje Minister Gospodarki.
Naturalnie ci sami producenci żarówek produkują inne zbędne, energożerne urządzenia, jak np. elektryczne szczoteczki do zębów, urządzenia do masażu stóp czy manicure?u. Ciekawe jak ekologicznie uzasadnić używanie elektronicznych urządzeń wibrujących w miejsce tradycyjnych szczoteczek czy pilników?
Jeśli w prasie przeczytamy, że pilniki służą złodziejom do dewastacji krat podczas ucieczki z więzień, niewykluczone, że unia szykuje się do zakazu ich stosowania.
Wiedza za darmo
Można się spodziewać, że wkrótce unijni urzędnicy wezmą się za kineskopowe telewizory, w ramach powszechnej cyfryzacji, czyli zastępowania starych telewizorów, plazmowymi lub LCD. Już teraz zauważalna jest medialna kampania producentów nowoczesnych telewizorów, informująca, że ich nowe produkty są wydajniejsze energetycznie, czyli zużywają mniej prądu. Jednak nowe, ekologiczne produkty zostaną zaprezentowane dopiero w 2010 r., i wtedy okaże się, że te, kupione dziś nadają się tylko na śmietnik. Panasonic pokazał na targach w Las Vegas telewizory laserowe, zużywające 40 proc. mniej energii od konkurencji. Analogiczny dogmat niskiej energochłonności stosuje Philips przy produkcji modeli tzw. Eco flat TV.
Trwają też dyskusje na temat wprowadzenia zakazu produkcji detergentów zawierających fosforany. W projekt zaangażowane są tradycyjnie: PSL i oczywiście Ministerstwo Środowiska, które prowadzi ponoć ?rozmowy z producentami?. Nietrudno się domyślić, że ?producenci? wkrótce dobrowolnie zgodzą się zaprzestać produkcji tych trucizn, zastępując je innymi ?zamiennikami?. Z ręką w nocniku obudzą się te zakłady produkcyjne, które nic nie wiedzą o ?konsultacjach? z urzędnikami.
Polskie firmy mają zerową wiedzę nie tylko o lobbingu, ale także o funkcjonowaniu współczesnej gospodarki. Gospodarki, która coraz bardziej przypomina nakazowo-rozdzielczy socjalizm niż wolny rynek. Podobnie zresztą ma się z lobbingiem, tradycyjnie wykorzystywanym przez firm dla deregulacji gospodarki i dla zwiększenia walki konkurencyjnej. Okazuje się, że dziś lobbing służy wyłącznie wprowadzaniu nowych arcygłupich zakazów i nakazów.
Operacja "żarówka"
Komisja Europejska w zasadzie przejęła funkcje działu planowania największych korporacji. Wylobbowany w KE postęp w dziedzinie żarówek jest gwarancją zbytu dla wiodących producentów tych produktów w Europie. Producenci żarówek wyeliminowali ryzyko ze swojej działalności gospodarczej. Dokładnie wiedzą, co, ile produkować i kiedy produkt zniknie z rynku. Co prawda we wrześniu ze sklepowych półek mają zniknąć żarówki 100W, ale rok później nie będzie można już dostać 75W, we wrześniu 2011 ? 60W, i w 2012 ? 40W i 25W. W 2013 zostaną wprowadzone nowe obostrzenia dla świetlówek i diod LED, a w 2016 dla halogenów.
Zadziwiające, jak łatwo lobbystom udało się przeforsować żarówkowy szwindel. Kluczową rolę w tym procesie odegrała jak zwykle poprawność polityczna, a ściśle podporządkowanie wszelkich działań walce z dwutlenkiem węgla i zmianami klimatu. Wydaje się, że KE jest bezkrytyczna wobec wszelkich działach skierowanych przeciw konsumentom.
Operacja ?żarówka? była banalnym projektem z podręczniku lobbingu. European Lamp Federation (ELF) ? organizacja branżowa skupiająca producentów 95 proc. żarówek w Europie, w skład której wchodzą takie firmy jak Philips, Osram czy GE od wielu lat bombardowała opinię publiczną danymi, ile to dwutlenku węgla uda się zredukować dzięki wymianie starych żarówek na nowe. W tym celu ELF powołała kolejną organizację ?New Lamp Industry Initiative? ? czyli Inicjatywę Przemysłu na rzecz Nowych Żarówek, która lobbowała bezpośrednio w Komisji Energetyki.
Komisarz Andris Piebalgs był zachwycony. Pierwszy plan oszczędnościowy Inicjatywa przedstawiła Komisji już we wrześniu 2006 r., a niespełna rok po tym wszystko było już załatwione. Żarówkowa rewolucja doskonale wpisywała się w europejską walkę z globalnym ociepleniem i odpowiadała w zasadzie na polityczne zapotrzebowanie zrobienia czegokolwiek dla ochrony klimatu.
Co zadziwiające ?operacja żarówka? całkowicie pomijała aspekt humanitarny wymiany starych produktów na nowe. Do biura Audytora Generalnego Kanady w czerwcu 2008 r. wpłynęła petycja autorstwa dwóch lekarzy, wykazująca, że promieniowanie energooszczędnych żarówek może powodować zagrożenie zdrowia u ludzi cierpiących na migreny, epilepsję i problemy dermatologiczne. Wygląda więc na to, że obecnie używane żarówki mogą być toksyczne, a już na pewno są produktami mocno niedopracowanymi.
Read more »



