Nie wyważać otwartych drzwi
Wbrew pozorom w dzisiejszym świecie nie łatwo być innowatorem. Często po prostu nie opłaca się wyważać otwartych drzwi.
"Dotacje na innowacje", "ranking innowacyjności", "jak być innowacyjnym i kreatywnym". Zewsząd frustrują nas slogany o potrzebie wymyślania czegoś nowego, promowania kreatywności, wynalazczości, szukania swojej drogi. Zastanawiając się nad tym wypada osiwieć, bowiem większość z nas nigdy nie wymyśli czegoś unikatowego, nie zostanie odkrywcami ani racjonalizatorami. Naturalnie nie oznacza to, że jesteśmy gorsi, czy mniej twórczy. Po prostu żyjemy w czasach, gdy wynaleziono już niemal wszystko, a gdy wydaje nam się, że wpadliśmy na oryginalny pomysł, okazuje się, że ktoś wymyślił to przed nami. Cóż zrobić, takie czasy.
Coraz częściej zdaję sobie sprawę, że presja bycia oryginalnym, twórczym i jedynym jest kolejną modą, która z rzeczywistością biznesową ma niewiele wspólnego. Weźmy osławione unijne ?dotacje na innowacje?, o które ponoć Polacy bili się między sobą, a następnie okazało się, że o przyznaniu funduszy wcale nie decydowała ?innowacyjność projektu?, a prezentowane w mediach przykłady pomysłów na biznes z innowacyjnością miały tyle wspólnego co Unia Europejska z wolnym rynkiem.
Naturalnie nie ma w tym nic złego. Chodzi jednak o to, abyśmy nie poddawali się terrorowi marketingowej nowomowy, która wytworzyła paradygmat bycia ultrakreatywnym, promując konieczność wymyślania stu nowych pomysłów na minutę. Biznesowa rzeczywistość jest zgoła inna. Od pomysłu do interesu droga jest daleka. Może okazać się, że pomysł, który wydaje nam się wystrzałowy nie osiągnie rynkowego sukcesu i odwrotnie ? przypadek może spowodować, że mało oryginalny biznes wypali i przyjmie się wśród konsumentów. Spoglądając na historię rodzenia się fortun w Polsce, rzadko kiedy można wskazać unikalny w skali światowej produkt czy sposób na biznes. Najczęściej są to inwestycje wtórne, wręcz kopie rozwiązań, które gdzieś kiedyś zadziałały już na Zachodzie, a u nas zostały lekko ?zlokalizowane?, jak się teraz mówi, czyli dostosowane do tubylczych warunków. Warto wspomnieć tylko o sukcesie Naszej klasy czy Allegro ? kopii podobnych internetowych serwisów aukcyjnych czy społecznościowych.
Zanim, jako młody biznesmen, zaczniesz głowić się, aby wpaść na jakiś oryginalny pomysł na biznes, a potem miesiącami frustrować się, że jednak nie potrafisz wymyślić żadnego genialnego biznesplanu i pewnie będziesz kiepskim przedsiębiorcą, raczej porzuć ten utopijny tok rozumowania i rozglądnij się wokół siebie.
Być może okaże się, że stworzenie drugiego sklepu spożywczego, obok stojącego już spożywczaka będzie pewniejszą inwestycją niż otwarcie salonu z designerskimi meblami, na które nikogo nie stać, trudno na nie patrzeć, a już niemożliwe okaże się je używać. Być może pomysł, który chodzi ci po głowie, został już gdzieś zrealizowany i przynosi duże zyski. Zamiast więc wyważać otwarte drzwi, może warto przyjrzeć się jak funkcjonuje i jakby mógł przyjąć się w lokalnych warunkach. Może jakaś zachodnia firma szuka partnera, czy przedstawiciela do reprezentowania jej produktów w Polsce? Może partner będzie skłonny wesprzeć cię marketingowo i finansowo, nie będziesz więc musiał ryzykować swoim kapitałem, zapożyczać się i wypływać od razu na głęboką wodę?
Należy sobie także zdawać sprawę, że wierne kopiowanie cudzych pomysłów nie gwarantuje od razu sukcesu. Uczyć się na cudzych błędach wychodzi jednak zdecydowanie taniej.
Felieton ukazał się w miesięczniku "25 pomysłów na biznes".
"Dotacje na innowacje", "ranking innowacyjności", "jak być innowacyjnym i kreatywnym". Zewsząd frustrują nas slogany o potrzebie wymyślania czegoś nowego, promowania kreatywności, wynalazczości, szukania swojej drogi. Zastanawiając się nad tym wypada osiwieć, bowiem większość z nas nigdy nie wymyśli czegoś unikatowego, nie zostanie odkrywcami ani racjonalizatorami. Naturalnie nie oznacza to, że jesteśmy gorsi, czy mniej twórczy. Po prostu żyjemy w czasach, gdy wynaleziono już niemal wszystko, a gdy wydaje nam się, że wpadliśmy na oryginalny pomysł, okazuje się, że ktoś wymyślił to przed nami. Cóż zrobić, takie czasy.
Coraz częściej zdaję sobie sprawę, że presja bycia oryginalnym, twórczym i jedynym jest kolejną modą, która z rzeczywistością biznesową ma niewiele wspólnego. Weźmy osławione unijne ?dotacje na innowacje?, o które ponoć Polacy bili się między sobą, a następnie okazało się, że o przyznaniu funduszy wcale nie decydowała ?innowacyjność projektu?, a prezentowane w mediach przykłady pomysłów na biznes z innowacyjnością miały tyle wspólnego co Unia Europejska z wolnym rynkiem.
Naturalnie nie ma w tym nic złego. Chodzi jednak o to, abyśmy nie poddawali się terrorowi marketingowej nowomowy, która wytworzyła paradygmat bycia ultrakreatywnym, promując konieczność wymyślania stu nowych pomysłów na minutę. Biznesowa rzeczywistość jest zgoła inna. Od pomysłu do interesu droga jest daleka. Może okazać się, że pomysł, który wydaje nam się wystrzałowy nie osiągnie rynkowego sukcesu i odwrotnie ? przypadek może spowodować, że mało oryginalny biznes wypali i przyjmie się wśród konsumentów. Spoglądając na historię rodzenia się fortun w Polsce, rzadko kiedy można wskazać unikalny w skali światowej produkt czy sposób na biznes. Najczęściej są to inwestycje wtórne, wręcz kopie rozwiązań, które gdzieś kiedyś zadziałały już na Zachodzie, a u nas zostały lekko ?zlokalizowane?, jak się teraz mówi, czyli dostosowane do tubylczych warunków. Warto wspomnieć tylko o sukcesie Naszej klasy czy Allegro ? kopii podobnych internetowych serwisów aukcyjnych czy społecznościowych.
Zanim, jako młody biznesmen, zaczniesz głowić się, aby wpaść na jakiś oryginalny pomysł na biznes, a potem miesiącami frustrować się, że jednak nie potrafisz wymyślić żadnego genialnego biznesplanu i pewnie będziesz kiepskim przedsiębiorcą, raczej porzuć ten utopijny tok rozumowania i rozglądnij się wokół siebie.
Być może okaże się, że stworzenie drugiego sklepu spożywczego, obok stojącego już spożywczaka będzie pewniejszą inwestycją niż otwarcie salonu z designerskimi meblami, na które nikogo nie stać, trudno na nie patrzeć, a już niemożliwe okaże się je używać. Być może pomysł, który chodzi ci po głowie, został już gdzieś zrealizowany i przynosi duże zyski. Zamiast więc wyważać otwarte drzwi, może warto przyjrzeć się jak funkcjonuje i jakby mógł przyjąć się w lokalnych warunkach. Może jakaś zachodnia firma szuka partnera, czy przedstawiciela do reprezentowania jej produktów w Polsce? Może partner będzie skłonny wesprzeć cię marketingowo i finansowo, nie będziesz więc musiał ryzykować swoim kapitałem, zapożyczać się i wypływać od razu na głęboką wodę?
Należy sobie także zdawać sprawę, że wierne kopiowanie cudzych pomysłów nie gwarantuje od razu sukcesu. Uczyć się na cudzych błędach wychodzi jednak zdecydowanie taniej.
Felieton ukazał się w miesięczniku "25 pomysłów na biznes".

« Home