Home



Monday, January 04, 2010

Zielone piekło

Szczyt w Kopenhadze zakończył się sukcesem. Realizacja wizji zielone piekła: globalnego rządu, nakazowo-rozdzielczego systemu decydującego kto, co, ile i gdzie może produkować, została odłożona w czasie.

Globalny poziom biurokracji stanowiący o tym, ile ton cementu może wyprodukować Polska. Dodatkowe podatki dla rodzin wielodzietnych, jako "przestępców klimatycznych". Aborcja i eutanazja jako narzędzie gwarantujące wzrost globalnej temperatury "nie więcej niż o 2 stopnie Celsjusza". Indywidualne tachometry do samochodów osobowych ograniczające maksymalny ruch kołowy do 500 km miesięcznie. Biurokraci uznali, że na wprowadzenie zielonego totalitaryzmu jest jeszcze zbyt wcześnie.
To co "spektakularnym fiaskiem" nazywają ekofanatycy po konferencji klimatycznej w Kopenhadze, jest dla posługującego się rozumem człowieka, zwycięstwem zdrowego rozsądku. W zasadzie coroczna konferencja COP15 mogłaby się nie odbyć. Po raz kolejny zmarnowano miliony euro na poprawnie polityczne bicie piany, o milionach ton wyemitowanego CO2 nie wspominając.
Nie podpisano żadnego wiążącego dokumentu. Kraje bogate tanim kosztem wykupiły się od pomocy humanitarnej na rzecz państw niedorozwiniętych. Czym jest bowiem zobowiązanie do redukcji emisji gazów cieplarnianych, skoro mało kto przestrzega ustalenia Protokołu z Kioto? Czym jest wyasygnowane pomocowe 30 mld dolarów do 2012, skoro uzależnione od pomocy międzynarodowej reżimy domagały się kwoty 100 mld rocznie?
W kwestii formalnej nie zmieniło się dokładnie nic. Jednakże zaszły widoczne zmiany, jeśli chodzi o postrzeganie tzw. problemu zmian klimatu. Niewątpliwie przyczyniła się temu tzw. "afera e-mailowa", nie będąca żadnym atakiem hackerów czy działaniem rosyjskich służb specjalnych, jak sugerowali podejrzani, lecz zwykłym odruchem uczciwości, któregoś z naukowców.
Przy okazji wyszło na jaw, w jaki sposób "naukowcy" z głównego nurtu badań nad klimatem zmieniają się z uczonych w polityków i chcą światu narzucić swoją wizję przyszłości. Naukowcy z Rosji zauważyli, że przesyłane do Wielkiej Brytanii wartości różnią się od tych, wykazywanych przez pomiary. Okazało się bowiem, że ich koledzy z Hadley Research Unit, dobierali tylko te dane, które im odpowiadały np. cieplejsze temperatury z okolic wielkomiejskich. Wcześniej Brytyjska Organizacja Meteorologiczna zapowiedziała weryfikację pomiarów temperatur z ostatnich 3 lat, co nie skończy się prędzej niż w 2012 r. Do tego czasu nie należy się więc spodziewać żadnego globalnego porozumienia w kwestii walki z tzw. "ociepleniem klimatu".
Ekofanatycy przekroczyli w tym roku już wszelkie granice śmieszności. Pseudoekolodzy z nosami dłuższymi od Pinokio z wypiekami na policzkach mętnie tłumaczyli, że mimo, że pomiary wykazują w zasadzie brak globalnego ocieplenia, a naukowcy fałszowali pomiary temperatur, to właściwie to nie było fałszerstwo, a globalne ocieplenia i tak nam zagraża. Szczyt kompromitacji pobił jak zwykle król cieplarnianej hipokryzji ? Al Gore, który powołując się na dane polskiego badacza próbował dowieść na forum, że jeśli zaraz porozumienie klimatyczne nie zostanie zawarte to w 2012 r. roztopią się wszystkie lodowce i oceany zaleją Himalaje.
Naturalnie wszyscy się bardzo przestraszyli a najbardziej "aktywiści" z wiodących organizacji typu Zielony Pokój, którzy natychmiast sięgnęli po kamienie. Paląc samochody i rozbijając witryny sklepów próbowali powstrzymać ocieplenie klimatu. Najbardziej wnikliwi sugerowali, że planetę może uratować tylko ponowna lektura dzieł Karola Marksa, wprowadzenie dyktatury chłopów i robotników oraz wskrzeszenie Mao Tse Tsunga i Che Guevary.
"Spektakularne fiasko" jest naturalnie "pierwszym i ważnym krokiem", a więc "wspaniałym sukcesem" wszystkich przybyłych na dwutygodniową konferencję w Kopenhadze. Największym sukcesem jest oczywiście przyjęta deklaracja, która przewiduje podjęcie wszystkich możliwych działań tak, ?aby średnia temperatura na Ziemi nie wzrosła o więcej niż 2 stopnie? w porównaniu z epoką preindustrialną.
Doszło więc do tego, że politycy, którzy posiedli unikalną moc przewidywania i modyfikacji praw rynku (patrz: kryzys finansowy), wznieśli się już na wyższy poziom i obecnie są w stanie zmieniać prawa fizyki. Po uregulowaniu temperatur, prawdopodobnym kolejnym krokiem będą dekrety wprowadzające ujednolicenie ciśnienia barometrycznego, poziomu opadów, a nawet wysokości fal przybrzeżnych bo i te zaczęły sprawiać ostatnio sporo kłopotów.
W przyszłości państwom będzie przyznawany nie tylko limit na emisję dwutlenku węgla, ale także limity na ilość dopuszczalnych trzęsień ziemi i wyładowań atmosferycznych, które jak wiadomo są coraz częstszą przyczyną nerwic, co nadmiernie obciąża i tak nadwyrężone już budżety na opiekę zdrowotną.
Jednym z głównych winowajców obecnego braku porozumienia jest oczywiście Polska. Ten zaściankowy i antysemicki kraj, gdzie wszędobylskie krzyże permanentnie łamią podstawowe prawa człowieka, zasługuje na potępienie i międzynarodowy ostracyzm. Nie przypadkowe jest też sprofanowanie polskiego obozu zagłady w Oświęcimiu (jak zauważyła policja ? miejsca kultu religijnego), w przeddzień podpisania porozumienia klimatycznego.
Wyjaśnił to szef delegacji Sudanu Lumumba Stanislas Di-Aping, przewodniczący tzw. Grupy 77, skupiającej 130 państwa rozwijające się. Lumumba Stanislas Di-Aping celnie zauważył, że kopenhaskie ustalenia to Holocaust, bowiem w wyniku porozumienia wielu Afrykanów czeka pewna śmierć.
Tak więc Polska po raz kolejny zapracowała na swój kiepski wizerunek zagranicą. Nie dość, że rozpętała II wojnę światową, wypędziła Niemców ze Śląska i Wielkopolski, to jeszcze w wyniku wyuzdanej konsumpcji wody, skazuje na śmierć z pragnienia mieszkańców Sudanu. Jak katolicy to i mordercy ? i wszystko jasne.

Artykuł ukazał się w świątecznym wydaniu tygodnika Najwyższy Czas!

« Home