Home



Monday, October 17, 2011

Polska na grillu

Wybory nie zaskoczyły. Do parlamentu nie weszły ani partie kanapowe, ani nielojalni politycy PJN. Większość Polaków wybrała święty spokój.

Wyborczy wynik Ruchu Palikota nie powinien dziwić. W społeczeństwie istnieje grupa ok. 10 proc. społeczeństwa, która zagłosuje nieważne na kogo: Tymińskiego, Leppera czy Palikota.
Jeśli chodzi o politykę społeczną to spodziewam się postępującej sekularyzacji państwa. Widać wyraźnie, że nowy populista triumfuje dzięki hasłom antyklerykalnym. Przy braku silnego przywództwa w polskim Kościele, można być pewnym, że hierarchowie znajdą się w defensywie. Tutaj pomóc może wyłącznie bezpośrednia interwencja sił nadprzyrodzonych.
Niewykluczone, że wzmocniona zostanie arogancja i pewność siebie obecnych elit kosztem gorzej uposażonych. W powyborczych migawkach widać było wyraźnie jak establishment chętnie wspiera rządzących, zamykając tym samym drogę konkurencji do naturalnej cyrkulacji elit. Może to skutkować coraz większą frustracją opozycji, co nie wróży niczego dobrego dla rodzimego życia publicznego.
Z punktu widzenia polityki, z pewnością będzie kontynuowany silny kurs proeuropejski oraz ugodowa polityka zagraniczna wobec naszych sąsiadów. Może to oznaczać coraz większe zadłużanie państwa oraz upolitycznienie podejmowania decyzji gospodarczych, często sprzecznych z interesami rodzimych przedsiębiorców. Prawdopodobnie wielu polityków Platformy, znudzonych sukcesami w kraju, będzie szykowała się do kariery w instytucjach międzynarodowych.
Wielką zagadką będzie gospodarka. Zapowiedź kolejnych 300 mld zł europejskich dotacji, to 600 mld zł nowego długu publicznego, ponieważ budżet nie posiada nadwyżki równoważącej wkład własny. Oznacza to, że przed kolejnymi wyborami w 2015 r. Polska może mieć dług publiczny sięgający nawet 2 bln złotych.
Trudno powiedzieć, jak zachowa się rząd w czasie kryzysu. Dotychczas nasz kraj radził sobie dobrze. Problemem nie jest jednak okresowa zmiana koniuktury, lecz przyszłość.
Nie przypuszczam, aby temu rządowi przybyło tyle odwagi, że weźmie się za reformę finansów publicznych. Zmiany w KRUS, reforma służby zdrowia czy systemy socjalnego są zbyt ryzykowne pod względem politycznym, więc będą odkładane do granic wytrzymałości kasy państwa. Społeczna presja na reformy w zasadzie nie istnieje.
Skoro nie będą redukowane wydatki państwa, nie będzie miejsca na cięcia podatkowe, czy zmniejszenie kosztów pracy. Nie należy się łudzić: składki na ZUS i podatki mogą tylko rosnąć. Nie sądzę, aby zmniejszyła się także biurokracja, która jest w dużej mierze warunkowana przepisami narzucanymi przez Brukselę.
Jeśli rządowi zależałoby na obywatelach, powinien on uwolnić przedsiębiorczość zmniejszając obciążenia podatkowe, deregulując gospodarkę oraz walcząc o interesy polskich firm na forum międzynarodowym. Mając na uwadze, co napisałem powyżej, dwa pierwsze postulaty są bardzo mało prawdopodobne. Będąc zakładnikiem politycznym najsilniejszych państw w unii – Francji i Niemiec, rząd Platformy nie będzie także ryzykował konfliktów dla rodzimych przedsiębiorców, co udowodnił przez ostatnie cztery lata.
Reasumując: nie jestem optymistą. Spodziewałbym się kurczowego trzymania się status quo. Powolnego balansowania na krawędzi wytrzymałości naszego systemu finansowania państwa, który będzie spychał nas w stronę sytuacji znanej z dzisiejszych Włoch, Grecji, Hiszpanii czy Portugalii.
Wielu młodych ludzi wybierze pewnie emigrację, nie mając dostatecznej motywacji do poświęcenia się dla kraju. Oczywiście przedsiębiorcy poradzą sobie w tych trudnych warunkach, tak jak dotychczas. Jednak krajowym firmom będzie coraz trudniej konkurować ze spółkami zagranicznymi, które jak pokazuje praktyka, zawsze mogą liczyć na państwową pomoc. W rezultacie wielu polskich przedsiębiorców, nie wytrzymuje i po osiągnięciu rynkowego sukcesu stara się za wszelką cenę pozbywać budowanych przez lata interesów.
W ten sposób nie zbuduje się silnego kraju, ale jedynie utrzymuje się duży rynek zbytu. W coraz większej mierze stajemy się jedynie konsumentami, nie wnosząc do gospodarki nic nowego. Świadczy o tym boom w handlu, a zastój w innowacjach.
Ale jak widać, taki styl rządzenia i jego konsekwencje odpowiada Polakom i to należy uszanować. Głębsza analiza przez wyborców nie jest już możliwa. Demokracja zatrzymała się w platońskiej jaskini, gdzie skrępowani łańcuchami ludzie obserwują cienie, będące namiastką rzeczywistości. Teraz mogą już spokojnie zasiąść przed telewizorem i przy kiełbasce czekać na Euro 2012 czy „Taniec z gwiazdami”.

Tekst ukaże się w Gazecie Finansowej

« Home