Home



Thursday, December 15, 2011

Zielony, europejski protekcjonizm

Unijne regulacje rynku biopaliw, jak zresztą regulacje wielu innych rynków, działają na korzyść firm z krajów najsilniejszych politycznie w Unii – Francji i Niemiec.

Europejska polityka klimatyczna miała być sztandarem, pod którym zgromadzi się świat zatroskany o los środowiska naturalnego. Dogmat o ocieplaniu klimatu, wskutek działalności człowieka, budowany bardziej na politycznej determinacji niż naukowych faktach wymusił stosowanie prawodawstwa, którego motywem przewodnim jest dbałość o naturalne zasoby Ziemi.

Furtka dla rozwoju biopaliw

W myśl Pakietu Klimatycznego, a konkretnie w myśl Dyrektywy o Energii Odnawialnej (RED – Renewable Energy Directive 2009/28/WE) Unia Europejska do 2020 r. powinna wytwarzać aż 20 proc. energii ze źródeł odnawialnych, zaspakajając tym samym 10 proc. potrzeb transportu. Jest to furtka dla rozwoju biopaliw, a w szczególności biodiesla. To, co ekolodzy i politycy nazywają przeciwdziałaniem zmianom klimatu, ekonomiści określają mianem „zielonego protekcjonizmu” – wykorzystywaniu haseł ochrony środowiska do regulacji rynków na rzecz określonych beneficjantów, których po włożeniu odrobiny wysiłku, można wskazać palcem. Nie inaczej dzieje się na rynku biopaliw. W swojej krótkiej analizie powstrzymam się od moralnej oceny produktu, jakim są biopaliwa. Zakładam, że taki produkt istnieje i jest na niego popyt. Teza, że biopaliwa potęgują głód na świecie jest kontrowersyjna i chyba nieprawdziwa skoro gros ziemi leży odłogiem i nie ma przeszkód, aby siać więcej zbóż. Bardziej trafne wydaje się nauczanie Nauki Społecznej Kościoła, które krytykuje wykorzystywanie zbóż jadalnych, takich jak pszenica, jęczmień czy żyto, niezgodnie z ich przeznaczeniem – nie do celów spożywczych, a do zaspokajania rosnących potrzeb energetycznych współczesnego człowieka. Trzeba także zaznaczyć, że popyt na biopaliwa w dużej mierze nakręcany jest w sposób sztuczny za pomocą przymusowych regulacji, takich jak dyrektywa RED. Dla konsumentów nie ma wystarczających motywacji dla wyboru tego produktu. Według kierowców i dziennikarzy motoryzacyjnych auta na biopaliwa palą więcej i częściej się psują. Biopaliwa są tańsze przeważnie dzięki dotowaniu ich produkcji przez państwo (czyli przez wszystkich podatników) i stosowaniu preferencyjnych stawek opodatkowania.

Kraje europejskie potęgą w produkcji biopaliw

Europejska konsumpcja biopaliw wyniosła w 2010 r. ok. 13,9 mln ton. Oznacza to wzrost o 13,6 proc. w porównaniu z rokiem 2009, podczas, gdy rok wcześniej wzrost ten wyniósł 28,9 proc. Najważniejszym biopaliwem jest biodiesel, którego udział w rynku biopaliw wynosi 77 proc. Światową potęgą na rynku biopaliw są kraje europejskie. Pierwsze miejsce pod względem produkcji biodiesla w świecie zajmują Niemcy, drugie Francja, piąte Włochy, a dziesiąte – Litwa. Niemcy produkują 4,8 mln m3 paliwa rocznie, zaspokajając jedną czwartą europejskiego popytu na produkty paliwowe z domieszką składników roślinnych. Według danych Amerykańskiego Departamentu Energii (EIA) – Niemcy produkują 51 tys. baryłek biodiesla dziennie, Francja 41 tys. a Litwa 1900. Na rynku produkcji bioetanolu w Europie dominują z kolei Francuzi. Według szacunków EIA biopaliwa będą miały 8,5 proc. udział w światowej konsumpcji energii w 2030 r. W Europie – zważywszy na uwarunkowania klimatyczne i rolnicze – głównym surowcem do produkcji biodiesla jest rzepak. Aby chronić swój rynek przed konkurencją Unia Europejska wykorzystuje w tym celu skomplikowane systemy certyfikacji ekologicznej mające gwarantować, że surowce produkcyjne zapewniają „zrównoważony wzrost” i „redukcję emisji dwutlenku węgla”. Taką certyfikację prowadzi niemiecka firma ISCC System (International Sustainability&Carbon Certification) Gmbh z siedzibą w Kolonii. W skład stowarzyszenia pod tą samą nazwą wchodzą natomiast – oprócz firm produkujących biopaliwa – także skrajne organizacje ekologiczne, takiej jak World Wild Fund (WWF).
Inną metodą regulacji rynków są także rozmaite przepisy technologiczne faworyzujące określonych producentów, mimo że ich produkty nie przyczyniają się w największym stopniu ani do ochrony środowiska, ani nie przysparzają wyjątkowych pożytków konsumentom.

Będzie sądowy epilog

Unijne przepisy w zakresie biopaliw podważa ostatni raport Dr. G. Pehnelta i Ch.Vietze opublikowany w tym roku przez Uniwersytet w Jenie i Instytut Ekonomiczny Maxa Plancka. Raport wykazuje, że mimo radykalnych celów dotyczących redukcji emisji gazów cieplarnianych o połowę do 2050 r. – które przyjęła na siebie Unia Europejska – jako biopaliwa wykorzystuje się wysokoemisyjny rzepak, soję (biodiesel) lub ziarna pszenicy (bioetanol) zamiast znacznie bardziej opłacalnych: trzciny cukrowej bądź oleju palmowego. Według danych Copenhagen Economics z sierpnia 2011 r. emisja gazów cieplarnianych powstałych w wyniku uprawy, przetwarzania i transportu paliwa z rzepaku wynosi 52 g dwutlenku węgla/MJ energii, natomiast oleju palmowego tylko 37 g. przy czym koszty produkcji obu produktów są porównywalne i wynoszą 0,61 euro/litr. Tak więc nie ma mowy o działaniach proekologicznych – praktyka protekcjonistyczna jest za to ewidentna. Prawdopodobnie europejski, zielony protekcjonizm sprzedawany opinii publicznej, jako „walka z globalnym ociepleniem”, „troska o zrównoważony rozwój” czy „zachowanie bioróżnorodności” będzie miał swój finał w sądzie. Kraje dyskryminowane: producenci alternatywnych olejów dla rzepaku z obu Ameryk czy Azji traktują zamykanie rynków, jako zamach na wolny handel i łamanie postanowień wynegocjowanych w ramach Światowej Organizacji Handlu (WTO).


Aspekt polski

Europejscy konsumenci powinni mieć świadomość, że głównym motywem, jakim kierują się unijni urzędnicy idący na wojnę handlową z krajami konkurencyjnymi, nie są wcale szlachetne cele dotyczące ochrony środowiska (choć zapewne i tych nie można im odmówić), lecz cele ekonomiczne zmierzające do ochrony głównie niemieckich i francuskich producentów biopaliw. Trudno natomiast powiedzieć, jak owe regulacje będą wpływać na rynek polski. Jeden z największych producentów tłuszczów roślinnych i komponentów do biopaliw w naszym kraju, publiczna spółka Elstar Oils, została w sierpniu br. przejęta przez amerykański globalny koncern Archer Daniels Midland notujący 81 mld rocznych przychodów za ostatni rok obrotowy. W przypadku Unii Europejskiej znacznie większe korzyści przyniesie konsumentom większa konkurencja na rynku wewnętrznym niż poleganie na wyłącznych dostawcach z krajów o najsilniejszej pozycji politycznej. Ponadto, jeśli politycy poważnie myślą o redukcji gazów cieplarnianych, powinni albo zrezygnować z nierealnych celów ich redukcji o 20 proc. do 2020 r. albo, jeśli ich ekologiczne intencje są szczere, polegać w większym stopniu na biopaliwach importowanych, posiadających znacznie lepsze parametry redukujące emisję od biopaliw wytwarzanych w Europie.
Otwarte pozostaje także pytanie czy UE z taką determinacją, decydując się nawet na spór prawny, broniłaby interesów firm, gdyby pochodziły one z Polski, a nie z Francji czy Niemiec.


Artykul ukazal sie w Gazecie Finansowej

« Home