<?xml version='1.0' encoding='ISO-8859-2'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss'><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335</id><updated>2010-03-08T07:34:15.250+01:00</updated><title type='text'>index.htm</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/index.htm'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default?start-index=26&amp;max-results=25'/><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://www.teluk.net/atom.xml'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>410</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-7763744900021485477</id><published>2010-03-08T07:32:00.001+01:00</published><updated>2010-03-08T07:34:15.260+01:00</updated><title type='text'>Artykuł w Gościu Niedzielnym</title><content type='html'>W 2040 r. świat prawdopodobnie zostanie zdominowany przez jedno gospodarcze mocarstwo: Chiny. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W literaturze apokaliptycznej często przedstawiany jest podbój zachodniej cywilizacji przez przybyszów ze Wschodu. Europa ma być osłabiona wojną czy kataklizmem naturalnym. Jednak uderzenie komety nie jest konieczne, aby strącić z piedestału Unię Europejską i Stany Zjednoczone. Wystarczy obecny poziom bierności, protekcjonizmu, stagnacji i idiotycznych strategii w rodzaju Wspólnej Polityki Rolnej, Strategii Lizbońskiej czy Pakietu Klimatycznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Detronizacja&lt;br /&gt;Robert Fogel, laureat Nagrody Nobla z ekonomii, nie pozostawia złudzeń. Za niespełna 30 lat wartość chińskiego produktu krajowego brutto przekroczy 123 tryliony dolarów, a gospodarka chińska będzie wytwarzać aż 40 proc. globalnego bogactwa. Łącznie z Indiami i krajami Azji Południowo-Wschodniej Azjaci będą łącznie wytwarzać blisko 2/3 światowego PKB. Europa i Stany Zjednoczone zostaną zdetronizowane. Aby zrozumieć, jak rewolucyjna będzie to zmiana, wystarczy wspomnieć, że obecnie UE i USA to największe gospodarki świata, wytwarzające solidarnie po ok. 20 proc. światowego PKB. Jednak w 2040 r. PKB USA będzie na poziomie Indii, natomiast PKB Unii Europejskiej będzie stanowił zaledwie 5 proc. produktu globalnego brutto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dynamika rozwoju Chin nie przestaje zadziwiać ekonomistów. PKB Chin w IV kwartale ubiegłego roku wzrósł aż o 10,7 proc. w stosunku do 2008 roku, podczas gdy cały świat borykał się z recesją. Roczny wzrost gospodarki Chin w 2009 r. to 8,7 proc. Chińska inflacja była praktycznie niezauważalna, ale jej wzrost do blisko 2 proc. zaalarmował polityków do zaostrzenia polityki pieniężnej. Pojawiły się spekulacje o możliwym zacieśnieniu polityki kredytowej. Chińskie akcje zdrożały w zeszłym roku o przeszło 100 proc., więc inwestorzy zaczęli drżeć o trwałość wzrostów. Oczywiście pojawiają się też głosy, że dynamiczny wzrost w Państwie Środka to efekt spekulacyjnej bańki, która pęknie z dnia na dzień. Jednak wydaje się, że nic nie jest w stanie zatrzymać kolejnych azjatyckich inwestycji. Być może gospodarkę Chin, czy też tamtejsze rynki akcji, czeka korekta, lecz długookresowy trend wzrostowy ku globalnej hegemonii jest niezagrożony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej &lt;a href="http://goscniedzielny.wiara.pl/index.php?grupa=6&amp;art=1267877200&amp;dzi=1160995266&amp;idnumeru=1267605143"&gt;tu&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-7763744900021485477?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/7763744900021485477'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/7763744900021485477'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2010/03/artyku-w-gosciu-niedzielnym.htm' title='Artykuł w Gościu Niedzielnym'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-8620860393829924192</id><published>2010-03-03T09:28:00.002+01:00</published><updated>2010-03-03T09:32:53.237+01:00</updated><title type='text'>Op-ed w Tygodniku Powszechnym</title><content type='html'>W TP ukazała się moja opinia o polskich ekologach. Nie bez bólu, po ostrej wymianie korespondencji z redakcją. Niemniej doceniam gest w stronę poszerzenia debaty publicznej przez M. Olszewskiego. Tekst &lt;a href="http://tygodnik.onet.pl/30,0,42265,3,artykul.html"&gt;tu&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-8620860393829924192?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/8620860393829924192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/8620860393829924192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2010/03/op-ed-w-tygodniku-powszechnym.htm' title='Op-ed w Tygodniku Powszechnym'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-3526126642430020484</id><published>2010-02-01T08:29:00.003+01:00</published><updated>2010-02-01T08:33:26.454+01:00</updated><title type='text'>Policealna promocja miernoty</title><content type='html'>Ministerstwo Edukacji Narodowej marnuje nasze pieniądze, ale co najbardziej bulwersujące, nie robi dokładnie nic, aby zapobiec marnotrawstwu! &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Od kilkudziesięciu lat państwo bierze na swoje barki coraz więcej ciężarów. Widać wyraźnie, jak socjalne państwo dobrobytu, przejmuje wiele funkcji tradycyjnej rodziny. Taką kluczową funkcją jest edukacja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Afera opisywana przez DGP, związana z wyłudzaniem olbrzymich dotacji na kształcenie policealne to tylko jeden z przejawów patologii. Wniosek może być tylko jeden: państwowy monopol na kształcenie dzieci i młodzieży nie przynosi oczekiwanych skutków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A spryciarze robią kasę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Instytucje państwowe roszczą sobie prawo do wyłączności na kształcenie umysłów i sumień. Rodzice, który chcą uczyć dzieci w domu napotkają na więcej problemów niż udogodnień. W kształceniu policealnym panuje nieopisany bałagan. Brakuje dobrych szkół, panuje masówka, gdzie spryciarze robią kasę, a miernoty kształcą miernoty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coraz więcej funkcji państwa to coraz większa biurokracja. Coraz większa administracja, to coraz wyższe podatki. Dlatego tak chętnie przyglądamy się, jak wydawane są nasze ciężko zarobione pieniądze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Badania przeprowadzone przez amerykańskich ekonomistów i psychologów wykazały, że gdy zarządza się cudzymi pieniędzmi, podejmuje się wiele nieracjonalnych decyzji. Często takich, których nie podjęłoby się, gdyby wydawało się własne oszczędności. Widać jak na dłoni, że nasze podatki rząd wydaje lekką ręką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mechanizm opisany przez DGP ujawnił nie tylko fakt, że Ministerstwo Edukacji Narodowej marnuje nasze pieniądze, ale co najbardziej bulwersujące, nie robi dokładnie nic, aby zapobiec marnotrawstwu. Dlatego w obecnej sytuacji, gdy którykolwiek z polityków będzie domagał się "większych pieniędzy na edukację", należy się temu przeciwstawić, aby nie wyrzucać pieniędzy w błoto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naturalnie wielu czytelników będzie się zżymać, że winne są szkoły prywatne, które w nieuczciwy sposób wyłudzają pieniądze z MEN. Oczywiście. Jednak dzieję się tak dlatego, że na rynku edukacyjnym nie ma konkurencji, lecz istnieje państwowy monopol. Państwo pozostaje wyłącznym gwarantem edukacyjnych funkcji państwa, a firmy prywatne są znacznie bardziej kreatywne w metodach maksymalizacji swoich zysków. Gdy oba mechanizmy zetkną się ze sobą, mamy patologię do kwadratu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawo rodziców&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Edukacja to nie wyjątek. Analogiczną sytuację mamy na rynku ochrony zdrowia. Po co dbać o minimalizację kosztów, skoro i tak zapłaci NFZ. Podobnie na ryku ubezpieczeń. OFE nie muszą dbać o emerytury klientów, maksymalizują za to swoje koszty. Państwo nie dość, że zmusza Polaków, aby zapisywali się do funduszy, to jest jeszcze gwarantem na wypadek strat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W głośnej ostatnio w USA książce na temat edukacji pt. "The Beautful Tree" James Tooley, opisuje swoje doświadczenia z nauczania w państwowych szkołach w Zimbabwe za czasów dyktatury Roberta Mugabe oraz współczesny boom edukacyjny w ubogich dzielnicach Indii. Okazuje się, że prywatne szkoły zakładane przez rodziców kształcą nie tylko lepiej, ale przede wszystkim taniej: koszt kształcenia w szkole prywatnej jest 2,5 razy niższy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatnich latach w Polsce nastąpił gigantyczny wysyp studentów. Na różnego rodzaju studiach kształci się w Polsce już 0,5 mln osób. Rektorzy szkół wyższych narzekają jednak, że wraz ze wzrostem liczby studiujących, nastąpił istotny spadek poziomu kształcenia. Nic dziwnego, skoro wiele programów dla studiujących staje się fikcją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego uniwersalną metodą uzdrowienia rodzimej edukacji powinno być przywrócenie konkurencji. Konkurencji między kształceniem państwowym, prywatnym, rodzinnym, kościelnym. Należy nie tylko zrównać różnorodne metody kształcenia, ale umożliwić rodzicom wybór odpowiedniego sposobu kształcenia dla swoich dzieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powrót bonu edukacyjnego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie podam tutaj gotowej recepty. Może warto wrócić do koncepcji bonu edukacyjnego, za pomocą którego rodzice decydowaliby, komu zapłacić: szkole publicznej, prywatnej, tej prowadzonej przez zakony czy może zachować bon dla siebie i uczyć dzieci w domu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam za sobą wiele doświadczeń związanych z edukacją. Naukę w komunistycznej podstawówce. Edukację domową za granicą. Studia licencjackie w prywatnej szkole. Doktorat na państwowym uniwersytecie. Dzieci posłałem do publicznego przedszkola, ale wkrótce oddam je do prywatnej podstawówki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem jedno: nie istnieje przepis na idealną szkołę. Jednak konkurencja z pewnością podnosi poziom kształcenia, pozostawiając rodzicom prawo wyboru. Gdy wyboru nie ma, nie można mieć pretensji do siebie, a jedynie do ministra edukacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst został opublikowany w &lt;a href="http://www.dziennik.pl/opinie/article535122/Policealna_promocja_miernoty.html?page=1"&gt;Dzienniku Gazecie Prawnej&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej na temat afery można przeczytać w kolejnym &lt;a href="http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article534134/Panstwo_placi_miliard_za_fikcyjnych_uczniow.html"&gt;artykule&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-3526126642430020484?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/3526126642430020484'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/3526126642430020484'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2010/02/policealna-promocja-miernoty.htm' title='Policealna promocja miernoty'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-3746920271068483011</id><published>2010-01-29T11:41:00.003+01:00</published><updated>2010-01-29T11:47:02.522+01:00</updated><title type='text'>Troska o klimat czy starcie ideologii?</title><content type='html'>Z Tomaszem Telukiem, politologiem i ekonomistą, rozmawiają Anna Grabińska i Tomasz Dalecki &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Goniec Wolności: Przy różnych okazjach, sporo się mówi w mediach o globalnym ociepleniu. Czy Twoim zdaniem faktycznie jest to problem, z którym musimy się zmierzyć, czy w ogóle mamy do czynienia z tym zjawiskiem i czy to właśnie ludzie są za odpowiedzialni za jego powstanie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tomasz Teluk: Efekt cieplarniany to zjawisko naturalne. Dzięki temu, że na Ziemi jest ciepło, rozwinęło się życie. Jednak przypisywanie winy za efekt cieplarniany człowiekowi to nadużycie. Największym gazem cieplarnianym jest para wodna, pochodząca z parowania oceanów. Wybuchy wulkanów potrafią wyrzucić w atmosferę tyle CO2, co cała epoka przemysłowa. "Ludzki" CO2 to zaledwie 0,25 proc. wszystkich emisji. Nie ma więc żadnego logicznego związku między działalnością człowieka a globalnym ociepleniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Dlaczego od pewnego czasu temat globalnego ocieplenia powraca jak bumerang? Czy nie ma ważniejszych problemów do rozwiązania?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Pod hasłem "globalnego ocieplenia" zjednoczyła się lewica: socjaliści, marksiści, zieloni itd. Dzięki temu mają coraz większy wpływ na opinię publiczną. Oczywiście większe problemy to śmierć głodowa dotykająca lwią część ludzkości, choroby zakaźne: malaria, gruźlica, HIV/AIDS.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Załóżmy, że  efekt cieplarniany jest faktem, jakiego rodzaju  zagrożenia niesie to dla Polski? Może z polskiego punktu widzenia byłoby to  raczej zjawisko korzystne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Prawdziwą tragedią byłoby globalne ochłodzenie. Gdyby powtórzyła się "mała epoka lodowcowa", czyli spadek średnich temperatur o 2 stopnie, czego nie możemy wykluczyć, skurczyłyby się areały upraw, wzrosłyby koszty ogrzewania i zapadalność na choroby. Z perspektywy Polski efekt cieplarniany jest korzystny z punktu widzenia rolnictwa, turystyki i ogólnie komfortu życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Czy widziałeś film "The Great Global Warming Swindle", jeśli tak co o nim myślisz?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Tak widziałem. To bardzo dobry dokument. Na ekrany wszedł także doskonały obraz ?Not Evil, Just Wrong? obnażający hipokryzję całej histerii wokół efektu cieplarnianego. Być może będziemy go dystrybuować w Polsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? W tej chwili jest moda na globalne ocieplenie, parę lat temu ciągle się mówiło o dziurze ozonowej (o której ostatnio mówi się jakby mniej). Czy możemy mówić o zmieniającej się modzie na "największe zagrożenie dla pięknej planety Ziemi"? Czy są to realne zagrożenia, czy po prostu wielka manipulacja?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Warto zauważyć, że tzw. "odpowiedzialność ekologiczna" to współcześnie immanentny składnik strategii zarządzania największych przedsiębiorstw. Badania nad dziurą ozonową były sponsorowane przez koncern chemiczny DuPont, który w chwili podpisania globalnego porozumienia o zakazie produkcji freonów (jakoby powodujących ?dziurę ozonową?) był już monopolistą w produkcji ich zamienników. Można też odnotować, które firmy najmocniej namawiają do walki z klimatem i sponsorują badania na ten temat.&lt;br /&gt;Demonstrujący w Kopenhadze marksiści, trockiści, maoiści, geje, ekolodzy i feministki to ci sami ludzie, którzy demonstrują przeciwko globalizacji, kapitalizmowi czy ochronie życia. Zresztą wiele tych grup finansowanych jest przez biurokratów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Wydaje się, że w przypadku dyskusji o klimacie mamy tak naprawdę do czynienie za starciem ideologii, i czasem można wręcz odnieść wrażenie, że nie o klimat tak naprawdę chodzi. Podczas demonstracji "solidarności" z Kopenhagą, organizacje ekologiczne skandowały "chcemy zmiany systemu, nie klimatu". Dlaczego szeroko rozumiana lewica uważa, że mamy do czynienia z poważnym problemem, który w krótkim czasie może doprowadzić do zakłady planety, zaś prawica jest odmiennego zdania? Czy jest tak, że po prostu prawica i lewica nie zgadzają się ze sobą dla zasady, czy może ma to jakieś głębsze przyczyny?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Oczywiście masz rację. Demonstrujący w Kopenhadze marksiści, trockiści, maoiści, geje, ekolodzy i feministki to ci sami ludzie, którzy demonstrują przeciwko globalizacji, kapitalizmowi czy ochronie życia. Ich językiem jest przemoc i wzywanie do rewolucji. Zresztą wiele tych grup finansowanych jest przez biurokratów. Obie grupy potrzebują się nawzajem i mają te same cele: walkę z życiem ludzkim, tradycją, rodziną, wolnym rynkiem. Nic więc dziwnego, że prawica broni tych wartości, na których została zbudowana nasza cywilizacja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Czy to prawda, że całe to szaleństwo rozpoczęła Margaret Thatcher, chcąc, w obliczu strajków, uzasadnić budowę elektrowni jądrowych?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Nie, to lewacy musieli znaleźć przeciwwagę dla sukcesów Thatcher i Reagana. Postanowili zjednoczyć się pod hasłem walki o klimat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Dlaczego akurat pod tym hasłem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Lewicy to było na rękę, więc włączyła się w ruch, mogąc tym samym realizować postulaty walki z kapitalizmem, wolnym rynkiem, propagując aborcję i sztuczną antykoncepcję, żądając zwiększania podatków i interwencjonizmu państwowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Zdaje się, że o ekologii nie mówi się poza kontekstem politycznym. Czy w związku z tym jest możliwe mówienie o niej bez polityki? A może ekologia jest po prostu tylko częścią dyskursu politycznego i nie ma ani możliwości, ani nawet potrzeby odpolitycznienia tego zagadnienia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Szkoda, że współcześnie mówi się o ekologii wyłącznie w tym kontekście. Środowisko naturalne to nasze wspólne dobro i wymaga specjalnej ochrony. Powinniśmy rozwijać takie technologie, które są najlepsze zarówno dla człowieka, jak i dla ochrony środowiska naturalnego. W tym sensie sam jestem ekologiem. Dobrze by było, gdyby troska o naturę przestała być poligonem walki politycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Przed szczytem klimatycznym wyciekła do prasy korespondencja mailowa naukowców zajmujących się klimatem, z której wynika, ze ich tezy są naciągane. Za oknem mamy wyjątkowo surową zimę, według niektórych ? najsurowszą w bieżącym stuleciu. Może więc rzekomy efekt cieplarniany w ogóle jest fikcją? Może go po prostu nie ma, a nam przyjdzie się zmierzyć raczej z ochłodzeniem klimatu?&lt;br /&gt;Chodzi o to, aby utrzymać Trzeci Świat w stadium skansenu i nie dopuścić do konkurowania z krajami rozwiniętymi. Pomoc humanitarna dużo nie kosztuje. Otwarcie rynków na wolny handel spowodowałoby upadek socjalnego państwa dobrobytu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Rzeczywiście skandal związany z wyciekiem danych z Hadley Research Unit pokazuje jasno, że naukowcy kłamali dla polityków. Sławny "trik Mike?a" polegał na zawyżaniu temperatur, tak aby udowadniały tezę o efekcie cieplarnianym. Uczeni rosyjscy nie poznali danych, które przesyłali, bowiem klimatolodzy z Wielkiej Brytanii dobierali tylko te, które im pasowały, np. pomiary temperatur z ośrodków wielkomiejskich, gdzie lokalnie temperatury są wyższe. Natomiast sugerowanie się tym, co widzimy za oknem, byłoby nieprofesjonalne. Tak właśnie robią ekolodzy, którzy gdy jest upał straszą ociepleniem. Jednak z pomiarów Hadley Research Unit wynika wyraźnie, że w latach 1988-1998 mamy do czynienia ze wzrostem temperatur, natomiast od 1998 r. trend jest dokładnie odwrotny, z lokalnym minimum w 2008 r.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Zakończył się już szczyt klimatyczny w Kopenhadze, na którym miało być wypracowane wspólne stanowisko dotyczące redukcji emisji gazów cieplarniach. Czy potrzebujemy takiej ogólnoświatowej ustawy ograniczającej produkcję tych gazów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Próba stworzenia międzynarodowego porozumienia dotyczącego ograniczenia emisji gazów cieplarnianych to de facto próba stworzenia rządu globalnego, sprawującego gospodarczą władzę nad krajami-sygnatariuszami na podstawie nakazowo-rozdzielczego systemu przydziału pozwoleń na emisję CO2. Naturalnie kolejnego szczebla biurokracji potrzebują tylko politycy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Słyszeliśmy, że być może teza o odpowiedzialności człowieka za zmiany klimatu (o ile mamy z nimi faktycznie do czynienia) jest wyssana z palca. Dlaczego w obliczu tych rewelacji zamiast rzetelnego śledztwa odbywa się szczyt klimatyczny w Kopenhadze, a UE daje krajom najuboższym 5,5 mld euro na walkę ze zmianami klimatu? O co w tym wszystkim naprawdę chodzi?&lt;br /&gt;Prawdziwą tragedią byłoby globalne ochłodzenie. Z perspektywy Polski efekt cieplarniany jest korzystny z punktu widzenia rolnictwa, turystyki i ogólnie komfortu życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Chodzi o to, aby utrzymać Trzeci Świat w stadium skansenu i nie dopuścić do konkurowania z krajami rozwiniętymi. Pomoc humanitarna relatywnie dużo nie kosztuje. Tymczasem otwarcie rynków na wolny handel spowodowałoby upadek socjalnego państwa dobrobytu. Pierwsze padłoby pozbawione dotacji i nieefektywne rolnictwo, potem wiele dużych przedsiębiorstw, które w Europie koncentrują się głównie na zwalczaniu konkurencji. Bogaci nie chcą zrezygnować z ich wygodnego stylu życia, choć ceną jest faktyczne skazywanie tych Bogu ducha winnych ludzi z Czarnej Afryki na śmierć z głodu i chorób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Przejdźmy może teraz na nasze Polskie podwórko. Robert Cyglicki, dyrektor Greenpeace Polska powiedział, że ?Polska po raz kolejny ciągnie Europę w dół, a premier Tusk zajął wczoraj przedostatnie miejsce w kategorii "zaangażowanie w sprawy klimatyczne" w rankingu brukselskich korespondentów, którzy oceniali przywódców państw UE. Czy powinniśmy się wstydzić za naszego premiera?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Nie wiem co rzeczywiście ugrał Donald Tusk. Jeśli to prawda, pochwalę go publicznie. Zresztą chwalę go także za postawę wobec tzw. "kryzysu ekonomicznego". Czasem wystarczy powstrzymać się od działania, aby osiągnąć pozytywne skutki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Słyszymy ostatnio o możliwości wprowadzenia tzw. "podatku węglowego". Wydaje się to być pomysłem dość kuriozalnym. Jakie mogą być konsekwencje wprowadzenie takiego podatku?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? To działanie rządów Francji i Niemiec na rzecz ograniczenia konkurencji ze strony przedsiębiorstw z Polski. Nasza gospodarka opiera się na energii uzyskiwanej ze spalania węgla. Podatek węglowy zniszczy konkurencyjności naszych firm, doprowadzi do lawinowego wzrostu cen energii oraz wszystkich innych produktów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Czy w ogóle możliwe jest  oszacowanie finansowych i społecznych kosztów, jakie poniesie nasz kraj w wyniku histerii globalnego ocieplenia?  Jakich  innych zagrożeń, poza bezpośrednimi skutkami finansowymi,  możemy się spodziewać ? (Np.  wstrzymania inwestycji z powodu niedoboru energii w niektórych regionach kraju?) Czy grozi nam powrót do ? znanego niektórym tylko z filmów Barei ? dwudziestego stopnia zasilania?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? 100-procentowa podwyżka cen prądu jest niemal przesądzona. Tak samo jak kilkuprocentowy ubytek PKB w długim okresie. Gdyby postulaty "dekarbonizacyjne" zostały wcielone w życie ? polska gospodarka, gdzie 95 proc. energii elektrycznej pochodzi ze spalania węgla, ległaby w gruzach, a tysiące osób straciłyby pracę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Zanim tłusty schudnie, chudy umrze. Kraje bogate stać na pewną ekstrawagancję, ale czy nie jest tak, że  ta globalna histeria stanowi  zagrożenie dla fizycznej egzystencji  milionów światowych nędzarzy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Dokładnie. Jeden z noblistów przyznał, że uprawa biopaliw to zbrodnia przeciwko ludzkości. Gdy spala się żywność jest to po prostu niemoralne. Tego typu "ekologiczna" polityka z oczywistych powodów uderza w biedotę, a nie w bogaczy. Z powodu wyższych cen energii rosną ceny żywności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Jesteś prezesem Instytutu Globalizacji, autorem książki "Mitologia efektu cieplarnianego", za którą Instytut otrzymał ostatnio prestiżową Nagrodę Templetona. Jako uznany ekspert prowadzisz ożywioną działalność publicystyczną, nawołując do zachowania zdrowego rozsądku w ocenie rzekomych zmian klimatu. Jak oceniasz efekty edukacyjne swoich działań? Z sondaży wynika, że Polacy nie dali się do końca ogłupić i w przeciwieństwie do innych narodów Europy, nie uważają globalnego ocieplenia za główne zagrożenie dla świata.&lt;br /&gt;Jeden z noblistów przyznał, że uprawa biopaliw to zbrodnia przeciwko ludzkości. Gdy spala się żywność jest to po prostu niemoralne. Tego typu ?ekologiczna? polityka z oczywistych powodów uderza w biedotę, a nie w bogaczy.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Po raz pierwszy zacząłem zwracać uwagę na zagrożenia ze strony hipotezy efektu cieplarnianego już w 2005 r. Wtedy redaktorzy naczelni gazet, do których pisałem, pukali się w czoło. Jednak z roku na roku problem stawał się coraz bardziej widoczny i z każdym rokiem przybywało sceptyków hipotezy globalnego ocieplenia. Przełom nastąpił po wydaniu w zeszłym roku mojej książki, tuż przed konferencją klimatyczną w Poznaniu. Spodziewałem, że lewacy rzucą mi się do gardła, ale stało się coś odwrotnego. Otrzymałem bardzo dużo wyrazów sympatii i poparcia. Na przykład wczoraj rano dzwonił do mnie pewien ksiądz profesor z Włoch, aby pogratulować mi książki. Nagroda Templetona dodała mi tylko sił do dalszej walki. O jej efekt jestem spokojny. Polacy szukają prawdy i są odporni na fałsz i manipulacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? Kilka słów o Instytucie Globalizacji. Czym jeszcze ? poza zwalczaniem mitologii efektu cieplarnianego ? się zajmujecie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;? IG prowadzi wiele projektów z zakresu polityki publicznej. Prowadzimy także wydawnictwo, organizujemy debaty i wykłady. Właśnie uruchomiliśmy nową stronę www.globalizacja.org, gdzie stworzyliśmy Klub IG, chcąc otworzyć się na nowych sympatyków. Rozpoczęliśmy także pierwszy projekt historyczny wraz z rosyjskim stowarzyszeniem Memoriał. Prowadzimy także badania nad cyfryzacją kraju. Przymierzamy się także do wielu innych inicjatyw, o których będzie w tym roku bardzo głośno. Zapraszamy wszystkich chętnych do współpracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niniejszy wywiad ukazał się w "&lt;a href="http://www.goniec.koliber.org/troska-o-klimat-czy-starcie-ideologii"&gt;Gońcu wolności&lt;/a&gt;"&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-3746920271068483011?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/3746920271068483011'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/3746920271068483011'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2010/01/troska-o-klimat-czy-starcie-ideologii.htm' title='Troska o klimat czy starcie ideologii?'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-444393397768709467</id><published>2010-01-26T10:48:00.002+01:00</published><updated>2010-01-26T10:50:38.085+01:00</updated><title type='text'>Krytyka "trzeciej drogi"</title><content type='html'>Jakkolwiek bądź to zwolennicy wolnego rynku, jak i apologeci socjalizmu, chcieliby mieć Pana Boga po stronie sojuszników, Kościół Katolicki niezmiennie pozostaje neutralny wobec jednoznacznego wskazania określonego systemu ekonomicznego, jako sprawiedliwego społecznie i pożądanego. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojawieniu się pierwszej encykliki społecznej Papieża po 18 latach od czasu pamiętnej Centesimus annus Jana Pawła II, towarzyszyło zrozumiałe ze strony duchownych, wiernych, uczonych, a także mediów. Podczas, gdy Centesimus annus była przełomowym dokumentem w ponownym uznaniu przez Kościół Katolicki doniosłej roli własności, wolności i rynku, Caritas in veritate jest z jednej strony kontynuacją pogłębiania wiedzy Kościoła na temat rynku, gospodarki i rozwoju ekonomicznego w czasach globalizacji, z drugiej zaś ? słuszną krytyką słabych stron kapitalizmu, zwłaszcza gdy przyjmuje on formę zorganizowanej biurokracji. W niniejszym komentarzu skupię się w tym co dla mnie, jako filozofa polityki i eksperta z dziedziny ekonomii interesuje najbardziej, czyli na stosunku Benedykta XVI do gospodarki wolnorynkowej, procesów globalizacyjnych i funkcji państwa. W pewnych obszarach postaram porównać ów stosunek z myślą Jana Pawła II z Centesimus annus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Neutralność Kościoła Katolickiego wobec systemów ekonomicznych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakkolwiek bądź to zwolennicy wolnego rynku, jak i apologeci socjalizmu, chcieliby mieć Pana Boga po stronie sojuszników, Kościół Katolicki niezmiennie pozostaje neutralny wobec jednoznacznego wskazania określonego systemu ekonomicznego, jako sprawiedliwego społecznie i pożądanego. Dlatego po lekturze nowej encykliki społecznej Papieża, rozczarowani będą nie tylko ci, którzy oczekiwali surowego potępienie kapitalizmu, bądź dopatrywali się bezwarunkowego poparcia dla redystrybucyjnego państwa socjalnego. Rozczarowani będą także ci, którzy wciąż oczekują od Kościoła wskazania trzeciej drogi, na skróty, gdzieś pomiędzy kapitalizmem, a socjalizmem, która miałaby prowadzić wprost do Królestwa Bożego, już tu, na ziemi. Wydaje się, że od kilkudziesięciu lat jesteśmy przecież świadkami funkcjonowania takiej socjalno-rynkowej hybrydy, którą Kościół i tak nieustannie krytykuje, a która współczesnego człowieka napełnia niepewnością, lękiem i rozczarowaniem.&lt;br /&gt;Trzecia droga jest poddana krytyce głównie dlatego, że jest oparta na negacji Tradycji chrześcijaństwa, przede wszystkim w aspekcie moralnym. Jeśli systemy polityczne i ekonomiczne mają realizować potrzeby człowiek żyjącego w kulturze śmierci: przyzwolenia na aborcję, sztuczną regulację poczęć, związki homoseksualne, eutanazję czy manipulacje embrionalne ? nie może to być droga, którą akceptuje Kościół.&lt;br /&gt;We wprowadzeniu do encykliki Ojciec Święty przypomina najważniejsze przykazanie chrześcijanina: przykazanie miłości . Owo przykazanie łaski miłości może w pełni realizować się tylko w duchu prawdy i wokół zasady miłości w prawdzie skupia się katolicka nauka społeczna . Odwołanie do etycznej strony działalności człowieka jest naturalne. Tylko dzięki działaniu sprawiedliwemu i trosce o dobro wspólne, człowiek może czynić dobro, niezależnie od otoczenia w jakim przyszło mu działać. Oznacza to, iż kapitalizm czy socjalizm, nie jest zły czy dobry, jakkolwiek w czystej formie oba systemu nie zwykły funkcjonować. Kluczowe jest jak postępuje człowiek w danych mu warunkach i czy jest to działanie zgodne z własnym sumieniem i nauczaniem Jezusa Chrystusa. &lt;br /&gt;Podczas, gdy Jan Paweł II w Centesimus annus, odwoływał się do encykliki Leona XIII Rerum novarum, powstałej sto lat wcześniej, Benedykt XVI nawiązuje do encykliki Populorum progressio z 1967 r. Ojciec Święty postanawia podjąć nauczanie swego poprzednika o ludzkim rozwoju i dokonać jego aktualizacji . Aktualizacji, ponieważ ludzkość wkroczyła w erę bardzo szybkiej globalizacji, procesu ekonomicznej, społecznej i politycznej integracji świata za sprawą nowych technologii komunikacji. Właśnie owej prawdy o ludzkim rozwoju w dobie globalizacji zamierza w swojej społecznej misji Kościół poszukiwać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Krytyka trzeciej drogi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W niniejszym komentarzu pominę Rozdział I omawianej encykliki nawiązującej wprost do Populorum progressio, przechodząc od razu do sedna czyli do papieskich rozważań na temat polityki i gospodarki. Wydaje się bezmiar logiczne, że skoro papież nie idealizuje żadnego ze znanych systemów ekonomicznych, a skupia się na krytyce tego co jest, czyli zachodniego modelu redystrybucyjnego państwa dobrobytu z jednej strony, z drugiej zaś trzymanym w szachu biurokratycznej globalizacji, państw rozwijających się i niedorozwiniętych, jest to krytyka trzeciej drogi ? socjalno-rynkowej hybrydy i globalnego ładu gospodarczego, opartego na decyzjach międzynarodowych gremiów. &lt;br /&gt;W rozważaniach o rozwoju ludzkim w naszych czasach, Papież poddaje ocenie podstawowe elementy gospodarki rynkowej. Rozpoczyna od zysku. ?Zysk jest pożyteczny, jeśli jako środek skierowany jest do celu nadającego mu sens zarówno co do tego, jak go uzyskać, jak i do tego, jak wykorzystać. Wyłączny cel zysku, jeśli został źle osiągnięty i jeśli jego ostatecznym celem nie jest dobro wspólne, rodzi ryzyko zniszczenia bogactwa i tworzenia ubóstwa?  ? pisze Papież. Warto zatrzymać się w tym momencie, bo czynnik zysku jest fundamentalnym czynnikiem funkcjonowania gospodarki wolnorynkowej. Wato też przypomnieć, co o zysku mówił Jan Paweł II. ?Kościół uznaje pozytywną rolę zysku jako wskaźnika dobrego funkcjonowania przedsiębiorstwa (?) Zysk nie jest jedynym regulatorem życia przedsiębiorstwa; obok niego należy brać pod uwagę czynniki ludzkie i moralne, które s perspektywy dłuższego czasu okazują się przynajmniej równie istotne dla życia przedsiębiorstwa? . Podczas, gdy Jan Paweł II zdaje się mówić, zysk jest dobry jeśli służy człowiekowi, Benedykt XVI pyta głębiej, jak został zysk osiągnięty i jak zostaje wykorzystany. &lt;br /&gt;Krytyce zostaje poddane zostaje światowy ład oparty na globalizacji biurokratycznej. Globalizacji takiej, która nie bazuje na sprawiedliwości i wolnym działaniu rynków, ale globalizacji ?zielonego stolika?, urzędniczej, politycznej, a przez to prowadzącej do zakłócania naturalnych procesów wymiany, migracji czy pomocy międzynarodowej. &lt;br /&gt;Papież dostrzega szereg problemów wydolności stworzonej przez bogaty zachód koncepcji socjalnego państwa dobrobytu i hamowania konkurencji za strony państw rozwijających się i niedorozwiniętych. Benedykt XVI zauważa, że ?mamy do czynienia z nadmiernymi formami ochrony wiedzy ze strony krajów bogatych przez zbyt sztywne korzystanie z prawa własności intelektualnej? . Ponadto ?systemy ochrony i opieki (?), z trudem osiągają i mogą z jeszcze większą trudnością osiągać w przyszłości swoje cele sprawiedliwości społecznej w głęboko zmienionym obrazie sił? . &lt;br /&gt;Papież krytykuje takie bariery dla globalizacji, które są bezpośrednimi przyczynami ubóstwa krajów niedorozwiniętych: cła, których celem jest uniemożliwienie uczciwej konkurencji z państwami rozwiniętymi . Natomiast w globalizacji widzi główną szansę wyjścia z niedorozwoju i biedy, pod warunkiem, gdy międzynarodowy ład podda się kierownictwu miłości w prawdzie . &lt;br /&gt;Benedykt XVI wykazuje, że produkcja determinowana paradygmatem niskich kosztów produkcji, spowodowała przeniesienie zakładów zagranicę, co z jednej strony skutkuje niższą ochroną praw pracowniczych w krajach ubogich, z drugiej zaś stawia na skraju bankructwa systemy społeczne państw rozwiniętych. Benedykt XVI przypomina za Janem Pawłem II, że największym kapitałem, twórcą i celem systemu gospodarczego jest człowiek . &lt;br /&gt;Papież zauważa, że wolny przepływ kapitału, pracy i osób stwarza nowe problemy: izolację kulturową, rozbicie rodzin i generalnie niepewność. ?Ponadto wiedza ekonomiczna mówi nam, że strukturalna sytuacja niepewności rodzi postawy antyprodukcyjne i trwonienia zasobów ludzkich, ponieważ pracownik skłania się do biernego przystosowania do automatycznych mechanizmów, zamiast dać wyraz swojej kreatywności. Również w tym punkcie dochodzi do zbieżności między wiedzą ekonomiczną i oceną moralną. Koszty ludzkie zawsze są także kosztami ekonomicznymi, a złe funkcjonowanie ekonomii pociąga za sobą również koszty ludzkie? .&lt;br /&gt;Krytykuje także pojawienie się nowej mentalności towarzyszącej tworzeniu trzeciej drogi: pomostu między kapitalizmem a socjalizmem, ?mentalności antynatalistycznej? , która dla ograniczenia konkurencji ze strony państw rozwijających się, w państwach bogatych sprzyja negowaniu i unicestwianiu życia. W efekcie jeden z głównych aspektów globalnego rozwoju sprowadza się do przymusowej kontroli urodzin, naruszając fundamentalne dla każdego człowieka prawo do życia.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Ku etyce rynku, państwa i globalizacji&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Benedykt XVI krytykując współczesne socjalne państwo dobrobytu oraz globalny biurokratyczny porządek świata, odwołuje się do moralnych aspektów ludzkiego działania. Lekarstwem na bolączki wadliwej redystrybucji, nie ma być jednak jej likwidacja, czy zastąpienie jej mechanizmami rynkowymi, antidotum ma być redystrybucja oparta na braterstwie i bezinteresowności. Podobnie z działalnością ekonomiczną. Nie należy ograniczać kapitalizmu, więcej władzy przekazując urzędnikom. Wyjściem sytuacji ma stać się odwołanie do etycznych aspektów wolnego rynku, miłości bliźniego, sprawiedliwości i prawdy. ?Każda decyzja ekonomiczna ma konsekwencje o charakterze moralnym?  ? przypomina Papież. Idąc dalej, przypomina, powtarzając za Janem Pawłem II, że ?Solidarność do przede wszystkim fakt, że wszyscy czują się odpowiedzialni za wszystkich, dlatego nie można jej odnosić jedynie do państwa . Jest więc nie do przyjęcia pod względem moralnym dla katolika, aby swoje solidarne uczestnictwo w społeczeństwie, opierał jedynie na płaceniu podatków i oczekiwaniu wyręczenia go z jego moralnych powinności wobec bliźniego, od redystrybucyjnego państwa socjalnego. &lt;br /&gt;Jego Świętobliwość pokłada ufność w prawie. Jego zdaniem dobry społecznie system to taki, który posiada odpowiednie regulacje. Funkcje redystrybucyjne państwa są przykładami takich regulacji. Jednakże współcześnie, w dobie globalizacji, państwo staje się zbyt słabe dla zaspokojenia wszystkich ekonomicznych potrzeb ludzkości, choć Papież wzywa, by nie ogłaszać zbyt wcześnie końca roli państwa. System solidarności społecznej powinien wiązać się z większą aktywnością obywatelską, a być może nawet współdecydowaniem o konkretnym przeznaczeniu określonych danin przekazanych państwu .&lt;br /&gt;Według Benedykta XVI funkcje państwa i funkcje rynku nie powinny ze sobą konkurować, lecz współdziałać. Solidarność ekonomiczna jest właśnie współpracą państwa i rynku na płaszczyźnie makroekonomicznej. &lt;br /&gt;Natomiast na płaszczyźnie mikroekonomicznej owa solidarność wyraża się w odpowiedzialności społecznej przedsiębiorstwa, które nie powinno przynosić wyłącznie zysków właścicielom, ale pracownikom, konsumentom czy społeczności lokalnej . Jedyną aktywnością ekonomiczną, która wzbudza moralny sprzeciw jest krótkoterminowa spekulacja: dla egoistycznego zysku, wyzyskująca i marnotrawiąca zasoby i potencjał przedsiębiorstwa. &lt;br /&gt;Na etyce powinna bazować także globalizacja, która nie jest sama w sobie, ani dobra, ani zła. Trzeba wykorzystać jej atuty, aby nie stać się jej ofiarami. Bardzo istotne jest wezwanie Jego Świętobliwości do otwarcia rynków, zniesienia biurokratycznych barier i stworzenia sprzyjających regulacji dla pełniejszego uczestnictwa w globalizacji przez państwa rozwijające się i słabo rozwinięte, co wiąże się z przyjęcia bardziej konkurencyjnej postawy ze strony państw bogatych i zrezygnowanie z tradycyjnej roli globalnych filantropów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Związki zawodowe, rząd światowy i potrzeba dalszych badań&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydaje się, że Benedykt XVI zbytnią ufność pokłada w roli związków zawodowych, jako podstawowych organizacji obrony praw pracownika jako jednostki. Być może w całej swej dobroci i ufności w drugiego człowieka, Ojciec Św. nie zauważył, że związki zawodowe na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat uległy swoistej erozji, w dużej mierze odchodząc właśnie od swoich etycznych założeń, na rzecz indywidualnych korzyści liderów związkowych. Miało to wiele negatywnych konsekwencji, począwszy od upartyjnienia organizacji związkowych, często głoszących przekonania sprzeczne z Nauką Społeczną Kościoła Katolickiego, a oparte na ideologii neomarksistowskiej, a skończywszy na związkach z mafią, tak się to dzieje w Stanach Zjednoczonych czy we Włoszech. Często też działalność związkowa, nastawiona na radykalny konflikt z prawowitymi właścicielami, nosi znamiona przemocy, a jej efekty zmierzające np. do usztywnienia zasad pracy i utrzymaniu przywilejów pracowniczych, skutkuje bankructwem zakładów lub bezrobocie. Być może zasadne jest odwołanie się właśnie do sumień i moralności liderów związkowych, aby nadać ruchowi związkowemu nowych znaczeń w dobie globalizacji. &lt;br /&gt;Kolejną kontrowersją jest przytoczenie za Janem XXIII wezwania do stworzenia politycznej władzy światowej dla zapobiegania kryzysom ekonomicznym, utrzymania światowego pokoju i równowagi oraz nadzorowania procesów rozbrojenia i ochrony środowiska . Choć brzmi to złowieszczo i można w zasadzie przypuszczać, że stworzenie kolejnego, tym razem globalnego poziomu biurokracji, może przyczynić się do powiększenia problemów związanych z przerostem władzy urzędniczej, być może jest w tym zawarta pewna sugestia, iż żyjemy w czasach ostatecznych. &lt;br /&gt;Nadzieja, że będzie to władza oparta na dobrym prawie, solidarności i braterstwie jest nadzieją na przygotowanie gruntu pod ponowne przyjście Chrystusa. Jednak zanim to nastąpi ziemię i chrześcijan czeka przecież ucisk i terror ze strony Antychrysta, który skupi właśnie całą władzę w jednym ręku. Mimo, iż Papież nie mówi tego wprost, Jego wiedza może nam sugerować, że nie należy przeciwstawiać się procesom, które następują niezależnie od nas, są przejawem rozwoju cywilizacji, ale także wypełniania się dziejów tego świata.  &lt;br /&gt;Wreszcie Benedykt XVI jest daleki od kreślenia choćby zarysu chrześcijańskiej utopii na czasy ostateczne. Przeciwnie z pokorą przyjmuje ograniczenia ludzkiego rozumu i deklaruje potrzebę dalszych badań nad globalizacją, konsekwencjami rozwoju techniki i procesów kulturowych. "Bez Boga człowiek nie wie, dokąd zmierza i nie potrafi nawet zrozumieć tego, kim jest"  ? pisze Ojciec Święty. Dlatego zrozumieć świat można zrozumieć tylko odnosząc go do Boga. Ateistyczny humanizm zachodu jest zamknięciem się na tę wiedzę i swoistą drogą do nikąd.&lt;br /&gt;Encyklika Caritas in veritate, zaskakuje swoją głębią i bogactwem. Nie jest ona zbiorem prostych odpowiedzi na nurtujące współczesnego człowieka pytania, a nawet pogłębia ona wiele wątpliwości, jednocześnie przypominając o niezmiennej Tradycji nauczania Świętej Matki Kościoła Katolickiego. &lt;br /&gt;Dla przekonania o moralnej przewadze systemu rynkowego, przekonania zresztą także niezmiennie obecnego w Społecznej Nauce Kościoła począwszy od późnej scholastyki, po ekonomię klasyczną do czasów obecnych, odwołanie się do etycznej strony aktywności ekonomicznej musi być przyjęte z nadzieją. Z nadzieją, że przykazania Dekalogu, a szczególnie przykazanie "nie kradnij" będzie rzadziej łamane we współczesnych systemach ekonomiczno-społecznych. A także z nadzieją, że to człowiek, a nie mamona, będzie celem współczesnej integracji świata. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-444393397768709467?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/444393397768709467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/444393397768709467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2010/01/jakkolwiek-badz-to-zwolennicy-wolnego.htm' title='Krytyka &quot;trzeciej drogi&quot;'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-1928688560963429727</id><published>2010-01-18T11:08:00.005+01:00</published><updated>2010-01-18T15:33:10.475+01:00</updated><title type='text'>Nie wyważać otwartych drzwi</title><content type='html'>Wbrew pozorom w dzisiejszym świecie nie łatwo być innowatorem. Często po prostu nie opłaca się wyważać otwartych drzwi. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dotacje na innowacje", "ranking innowacyjności", "jak być innowacyjnym i kreatywnym". Zewsząd frustrują nas slogany o potrzebie wymyślania czegoś nowego, promowania kreatywności, wynalazczości, szukania swojej drogi. Zastanawiając się nad tym wypada osiwieć, bowiem większość z nas nigdy nie wymyśli czegoś unikatowego, nie zostanie odkrywcami ani racjonalizatorami. Naturalnie nie oznacza to, że jesteśmy gorsi, czy mniej twórczy. Po prostu żyjemy w czasach, gdy wynaleziono już niemal wszystko, a gdy wydaje nam się, że wpadliśmy na oryginalny pomysł, okazuje się, że ktoś wymyślił to przed nami. Cóż zrobić, takie czasy.&lt;br /&gt;Coraz częściej zdaję sobie sprawę, że presja bycia oryginalnym, twórczym i jedynym jest kolejną modą, która z rzeczywistością biznesową ma niewiele wspólnego. Weźmy osławione unijne ?dotacje na innowacje?, o które ponoć Polacy bili się między sobą, a następnie okazało się, że o przyznaniu funduszy wcale nie decydowała ?innowacyjność projektu?, a prezentowane w mediach przykłady pomysłów na biznes z innowacyjnością miały tyle wspólnego co Unia Europejska z wolnym rynkiem.&lt;br /&gt;Naturalnie nie ma w tym nic złego. Chodzi jednak o to, abyśmy nie poddawali się terrorowi marketingowej nowomowy, która wytworzyła paradygmat bycia ultrakreatywnym, promując konieczność wymyślania stu nowych pomysłów na minutę. Biznesowa rzeczywistość jest zgoła inna. Od pomysłu do interesu droga jest daleka. Może okazać się, że pomysł, który wydaje nam się wystrzałowy nie osiągnie rynkowego sukcesu i odwrotnie ? przypadek może spowodować, że mało oryginalny biznes wypali i przyjmie się wśród konsumentów. Spoglądając na historię rodzenia się fortun w Polsce, rzadko kiedy można wskazać unikalny w skali światowej produkt czy sposób na biznes. Najczęściej są to inwestycje wtórne, wręcz kopie rozwiązań, które gdzieś kiedyś zadziałały już na Zachodzie, a u nas zostały lekko ?zlokalizowane?, jak się teraz mówi, czyli dostosowane do tubylczych warunków. Warto wspomnieć tylko o sukcesie Naszej klasy czy Allegro ? kopii podobnych internetowych serwisów aukcyjnych czy społecznościowych.&lt;br /&gt;Zanim, jako młody biznesmen, zaczniesz głowić się, aby wpaść na jakiś oryginalny pomysł na biznes, a potem miesiącami frustrować się, że jednak nie potrafisz wymyślić żadnego genialnego biznesplanu i pewnie będziesz kiepskim przedsiębiorcą, raczej porzuć ten utopijny tok rozumowania i rozglądnij się wokół siebie. &lt;br /&gt;Być może okaże się, że stworzenie drugiego sklepu spożywczego, obok stojącego już spożywczaka będzie pewniejszą inwestycją niż otwarcie salonu z designerskimi meblami, na które nikogo nie stać, trudno na nie patrzeć, a już niemożliwe okaże się je używać. Być może pomysł, który chodzi ci po głowie, został już gdzieś zrealizowany i przynosi duże zyski. Zamiast więc wyważać otwarte drzwi, może warto przyjrzeć się jak funkcjonuje i jakby mógł przyjąć się w lokalnych warunkach. Może jakaś zachodnia firma szuka partnera, czy przedstawiciela do reprezentowania jej produktów w Polsce? Może partner będzie skłonny wesprzeć cię marketingowo i finansowo, nie będziesz więc musiał ryzykować swoim kapitałem, zapożyczać się i wypływać od razu na głęboką wodę? &lt;br /&gt;Należy sobie także zdawać sprawę, że wierne kopiowanie cudzych pomysłów nie gwarantuje od razu sukcesu. Uczyć się na cudzych błędach wychodzi jednak zdecydowanie taniej.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Felieton ukazał się w miesięczniku "25 pomysłów na biznes".&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-1928688560963429727?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/1928688560963429727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/1928688560963429727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2010/01/nie-wywarzac-otwartych-drzwi.htm' title='Nie wyważać otwartych drzwi'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-807769200387767524</id><published>2010-01-04T10:31:00.002+01:00</published><updated>2010-01-04T10:35:07.811+01:00</updated><title type='text'>Zielone piekło</title><content type='html'>Szczyt w Kopenhadze zakończył się sukcesem. Realizacja wizji zielone piekła: globalnego rządu, nakazowo-rozdzielczego systemu decydującego kto, co, ile i gdzie może produkować, została odłożona w czasie. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Globalny poziom biurokracji stanowiący o tym, ile ton cementu może wyprodukować Polska. Dodatkowe podatki dla rodzin wielodzietnych, jako "przestępców klimatycznych". Aborcja i eutanazja jako narzędzie gwarantujące wzrost globalnej temperatury "nie więcej niż o 2 stopnie Celsjusza". Indywidualne tachometry do samochodów osobowych ograniczające maksymalny ruch kołowy do 500 km miesięcznie. Biurokraci uznali, że na wprowadzenie zielonego totalitaryzmu jest jeszcze zbyt wcześnie.&lt;br /&gt;To co "spektakularnym fiaskiem" nazywają ekofanatycy po konferencji klimatycznej w Kopenhadze, jest dla posługującego się rozumem człowieka, zwycięstwem zdrowego rozsądku. W zasadzie coroczna konferencja COP15 mogłaby się nie odbyć. Po raz kolejny zmarnowano miliony euro na poprawnie polityczne bicie piany, o milionach ton wyemitowanego CO2 nie wspominając. &lt;br /&gt;Nie podpisano żadnego wiążącego dokumentu. Kraje bogate tanim kosztem wykupiły się od pomocy humanitarnej na rzecz państw niedorozwiniętych. Czym jest bowiem zobowiązanie do redukcji emisji gazów cieplarnianych, skoro mało kto przestrzega ustalenia Protokołu z Kioto? Czym jest wyasygnowane pomocowe 30 mld dolarów do 2012, skoro uzależnione od pomocy międzynarodowej reżimy domagały się kwoty 100 mld rocznie?&lt;br /&gt;W kwestii formalnej nie zmieniło się dokładnie nic. Jednakże zaszły widoczne zmiany, jeśli chodzi o postrzeganie tzw. problemu zmian klimatu. Niewątpliwie przyczyniła się temu tzw. "afera e-mailowa", nie będąca żadnym atakiem hackerów czy działaniem rosyjskich służb specjalnych, jak sugerowali podejrzani, lecz zwykłym odruchem uczciwości, któregoś z naukowców.&lt;br /&gt;Przy okazji wyszło na jaw, w jaki sposób "naukowcy" z głównego nurtu badań nad klimatem zmieniają się z uczonych w polityków i chcą światu narzucić swoją wizję przyszłości. Naukowcy z Rosji zauważyli, że przesyłane do Wielkiej Brytanii wartości różnią się od tych, wykazywanych przez pomiary. Okazało się bowiem, że ich koledzy z Hadley Research Unit, dobierali tylko te dane, które im odpowiadały np. cieplejsze temperatury z okolic wielkomiejskich. Wcześniej Brytyjska Organizacja Meteorologiczna zapowiedziała weryfikację pomiarów temperatur z ostatnich 3 lat, co nie skończy się prędzej niż w 2012 r. Do tego czasu nie należy się więc spodziewać żadnego globalnego porozumienia w kwestii walki z tzw. "ociepleniem klimatu".&lt;br /&gt;Ekofanatycy przekroczyli w tym roku już wszelkie granice śmieszności. Pseudoekolodzy z nosami dłuższymi od Pinokio z wypiekami na policzkach mętnie tłumaczyli, że mimo, że pomiary wykazują w zasadzie brak globalnego ocieplenia, a naukowcy fałszowali pomiary temperatur, to właściwie to nie było fałszerstwo, a globalne ocieplenia i tak nam zagraża. Szczyt kompromitacji pobił jak zwykle król cieplarnianej hipokryzji ? Al Gore, który powołując się na dane polskiego badacza próbował dowieść na forum, że jeśli zaraz porozumienie klimatyczne nie zostanie zawarte to w 2012 r. roztopią się wszystkie lodowce i oceany zaleją Himalaje. &lt;br /&gt;Naturalnie wszyscy się bardzo przestraszyli a najbardziej "aktywiści" z wiodących organizacji typu Zielony Pokój, którzy natychmiast sięgnęli po kamienie. Paląc samochody i rozbijając witryny sklepów próbowali powstrzymać ocieplenie klimatu. Najbardziej wnikliwi sugerowali, że planetę może uratować tylko ponowna lektura dzieł Karola Marksa, wprowadzenie dyktatury chłopów i robotników oraz wskrzeszenie Mao Tse Tsunga i Che Guevary. &lt;br /&gt;"Spektakularne fiasko" jest naturalnie "pierwszym i ważnym krokiem", a więc "wspaniałym sukcesem" wszystkich przybyłych na dwutygodniową konferencję w Kopenhadze. Największym sukcesem jest oczywiście przyjęta deklaracja, która przewiduje podjęcie wszystkich możliwych działań tak, ?aby średnia temperatura na Ziemi nie wzrosła o więcej niż 2 stopnie? w porównaniu z epoką preindustrialną. &lt;br /&gt;Doszło więc do tego, że politycy, którzy posiedli unikalną moc przewidywania i modyfikacji praw rynku (patrz: kryzys finansowy), wznieśli się już na wyższy poziom i obecnie są w stanie zmieniać prawa fizyki. Po uregulowaniu temperatur, prawdopodobnym kolejnym krokiem będą dekrety wprowadzające ujednolicenie ciśnienia barometrycznego, poziomu opadów, a nawet wysokości fal przybrzeżnych bo i te zaczęły sprawiać ostatnio sporo kłopotów. &lt;br /&gt;W przyszłości państwom będzie przyznawany nie tylko limit na emisję dwutlenku węgla, ale także limity na ilość dopuszczalnych trzęsień ziemi i wyładowań atmosferycznych, które jak wiadomo są coraz częstszą przyczyną nerwic, co nadmiernie obciąża i tak nadwyrężone już budżety na opiekę zdrowotną. &lt;br /&gt;Jednym z głównych winowajców obecnego braku porozumienia jest oczywiście Polska. Ten zaściankowy i antysemicki kraj, gdzie wszędobylskie krzyże permanentnie łamią podstawowe prawa człowieka, zasługuje na potępienie i międzynarodowy ostracyzm. Nie przypadkowe jest też sprofanowanie polskiego obozu zagłady w Oświęcimiu (jak zauważyła policja ? miejsca kultu religijnego), w przeddzień podpisania porozumienia klimatycznego.&lt;br /&gt;Wyjaśnił to szef delegacji Sudanu Lumumba Stanislas Di-Aping, przewodniczący tzw. Grupy 77, skupiającej 130 państwa rozwijające się. Lumumba Stanislas Di-Aping celnie zauważył, że kopenhaskie ustalenia to Holocaust, bowiem w wyniku porozumienia wielu Afrykanów czeka pewna śmierć. &lt;br /&gt;Tak więc Polska po raz kolejny zapracowała na swój kiepski wizerunek zagranicą. Nie dość, że rozpętała II wojnę światową, wypędziła Niemców ze Śląska i Wielkopolski, to jeszcze w wyniku wyuzdanej konsumpcji wody, skazuje na śmierć z pragnienia mieszkańców Sudanu. Jak katolicy to i mordercy ? i wszystko jasne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Artykuł ukazał się w świątecznym wydaniu tygodnika Najwyższy Czas!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-807769200387767524?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/807769200387767524'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/807769200387767524'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2010/01/szczyt-w-kopenhadze-zakonczy-sie.htm' title='Zielone piekło'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-1315365061456777144</id><published>2009-12-22T15:11:00.001+01:00</published><updated>2009-12-22T15:12:28.806+01:00</updated><title type='text'>Idą Święta...</title><content type='html'>Z tej okazji życzę wszystkim czytelnikom Zdrowych, Radosnych i Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia oraz wiele sukcesów w Nowym Roku 2010.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-1315365061456777144?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/1315365061456777144'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/1315365061456777144'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/12/ida-swieta.htm' title='Idą Święta...'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-7355846834229315887</id><published>2009-12-22T15:08:00.001+01:00</published><updated>2009-12-22T15:10:34.026+01:00</updated><title type='text'>Wywiad na konserwatyzm.pl</title><content type='html'>Wywiad podsumowujący konferencję klimatyczną w Kopenhadze ukazał się właśnie na portalu &lt;a href="http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/4702/"&gt;Konserwatyzm.pl&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-7355846834229315887?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/7355846834229315887'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/7355846834229315887'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/12/wywiad-na-konserwatyzmpl.htm' title='Wywiad na konserwatyzm.pl'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-1831233770567034590</id><published>2009-12-16T09:27:00.000+01:00</published><updated>2009-12-16T09:28:22.840+01:00</updated><title type='text'>Komentarz dla TVS</title><content type='html'>Państwo powinno stwarzać równe warunki dla wszystkich, a nie preferencje dla dużych inwestorów, pomoc publiczną dla firm, które nie potrzebują tej pomocy, bo sobie bardzo dobrze radzą, uważa dr Tomasz Teluk, ekonomista z Instytutu Globalizacji. Film &lt;a href="http://www.tvs.pl/informacje/19375/"&gt;tu&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-1831233770567034590?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/1831233770567034590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/1831233770567034590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/12/komentarz-dla-tvs.htm' title='Komentarz dla TVS'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-2447790453077862139</id><published>2009-12-07T13:44:00.001+01:00</published><updated>2009-12-07T13:46:26.864+01:00</updated><title type='text'>Szczyt hipokryzji</title><content type='html'>Warto zastanowić się, czy nie przypadkowo doroczne konferencje klimatyczne nie urządza się w czasie Adwentu. W konserwatywnych i katolickich krajach takich jak Polska to czas przeżyć religijnych, oczekiwanie na ponowne przyjście Chrystusa. Tymczasem biurokraci próbują nas przekonać, że największym problemem świata jest klimat. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo skandalu, w którym okazało się, że skorumpowani naukowcy fałszowali dane na temat "globalnego ocieplenia", biurokraci wciąż będą przekonywać świat, że grozi nam katastrofa klimatyczna.&lt;br /&gt;Dziś rozpoczyna się doroczna konferencja klimatyczna ONZ w Kopenhadze. Politycy będą próbowali zmusić podatników do łożenia coraz większych pieniędzy na walkę ze "zmianami klimatu". Ograniczanie emisji dwutlenku węgla jest też na rękę wiodącym firmom energetycznym, które będą miały pretekst do podnoszenia cen prądu. Wszelkie koszty tych projektów ekologicznych będą ponosili obywatele, którzy zapłacą nawet dwukrotnie wyższe rachunki za prąd i gaz. Zdrożeje także żywność, co najbardziej odczują kraje Trzeciego Świata.&lt;br /&gt;Pewnie wszystko by szło świetnie, gdyby nie wyszło na jaw, że od wielu lat naukowcy, którzy najgłośniej ostrzegali przed grożącą nam katastrofą, fałszowali wykresy temperatur, tak, aby zgadzały się z hipotezą, że klimat się ociepla. Po wykryciu afery ich szef ? prof. Phil Jones podał się do dymisji, a ONZ zapowiedziała śledztwo w tej sprawie. Okazuje się, że polityka ograniczania emisji gazów cieplarnianych była oparta na niewiarygodnych danych.&lt;br /&gt;Wobec powyższego, prawdopodobnie nie dojdzie do podpisania żadnego nowego dokumentu, regulującego jaki kraj ile może produkować, aby zmieścić się w limitach narzuconych odgórnie przez urzędników. Pokrzyżuje to plany stworzenia globalnego rządu ? międzynarodowej organizacji kontrolującej gospodarki poszczególnych państw pod pretekstem redukcji emisji dwutlenku węgla. &lt;br /&gt;Gdyby stało się inaczej i takie porozumienie zostałoby podpisane ? polska gospodarka, której energetyka bazuje na węglu, ległaby w gruzach. Zobaczymy, czy deklaracje poparcia premiera Tuska dla górników przy okazji obchodów Świętej Barbary były szczere, czy na szczycie klimatycznym w Kopenhadze będzie miał odwagę stanąć w interesie Polski i interesów rodzimego przemysłu i górnictwa. Polski rząd dotychczas nie wykazuje większej troski o przyszłość naszej gospodarki i ulega ekologicznej poprawności kolegów z Brukseli. Warto też zauważyć, że polska delegacja na tej dwutygodniowej konferencji to ponad 70 osób i będzie należała do najliczniejszych. &lt;br /&gt;Wszystko wskazuje na to, że straszenie opinii publicznej ?globalnym ociepleniem? dobiega końca. Przecież każdy z nas uczył się w szkole podstawowej, że dwutlenek węgla jest gazem niezbędnym do rozwoju życia na Ziemi, a nie trucizną, nie trzeba więc za wszelką cenę go eliminować. Gdyby nie efekt cieplarniany na Ziemi panowałyby ujemne temperatury i prawdopodobnie nie znalibyśmy takiego świata jak obecnie. Zwolennicy hipotezy ?globalnego ocieplenia? coraz głośniej domagają się wprowadzenia globalnej kontroli urodzin, bo im więcej ludzi tym więcej emisji gazów cieplarnianych. Takie postulaty też będą padały w Kopenhadze, co każe się zastanowić, czy ruch obrońców planety nie jest przypadkiem ruchem przeciwko życiu i godności człowieka.&lt;br /&gt;Warto też zastanowić się, czy nie przypadkowo doroczne konferencje klimatyczne nie urządza się w czasie Adwentu. W konserwatywnych i katolickich krajach takich jak Polska to czas przeżyć religijnych, oczekiwanie na ponowne przyjście Chrystusa. Tymczasem biurokraci próbują nas przekonać, że największym problemem świata jest klimat. Jest w tym coś z niewyobrażalnej pychy, że są ludzie przekonani, iż posiedli władzę regulowania temperatur, jakby sterowali klimatyzacją!&lt;br /&gt;Zapewne konferencja klimatyczna ONZ zakończy się kolejnymi szczytnymi deklaracjami polityków. Na organizację szczytu podatnicy wydadzą miliony dolarów, a uczestnicy wyemitują miliony ton dwutlenku węgla do atmosfery. Byłoby znacznie lepiej, gdyby zamiast marnować środki podatników na obrady, przeznaczyć zaoszczędzone pieniądze na rozwiązywanie naprawdę poważnych problemów, z którymi boryka się świat.&lt;br /&gt;Na przykład na walkę z chorobami zakaźnymi: malarią, gruźlicą i AIDS, które dziesiątkują Czarną Afrykę, nie pozwalając jej mieszkańcom wyrwać się z obłędu głodu i zatracenia.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-2447790453077862139?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/2447790453077862139'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/2447790453077862139'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/12/szczyt-hipokryzji.htm' title='Szczyt hipokryzji'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-3425432102361381973</id><published>2009-11-30T05:15:00.002+01:00</published><updated>2009-11-30T05:18:44.441+01:00</updated><title type='text'>Naukowcy kłamali dla polityków</title><content type='html'>To prawdopodobnie największy skandal w historii nauki. Grupa prominentnych naukowców fałszowała wyniki badań, aby udowodnić hipotezę efektu cieplarnianego.&lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Właśnie dokończyłem trik Mike'a Nature'a, podwyższając realne temperatury ostatnich 20 lat (od 1981 r.) i od 1961 r. od Keitha, aby ukryć spadek [temperatur - przyp. autora]". To nie ćwiczenia studentów ani scenariusz gry komputerowej. W ten sposób jeden z największych orędowników globalnego ocieplenia prof. Phil Jones z Katedry Badań Klimatu Uniwersytetu Wschodniej Anglii w Norwich fałszował diagramy globalnych temperatur, aby udowodnić, że klimat się ociepla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy wdowa po jednym ze sceptyków klimatycznych Johnie Dalym, który publikował wyniki wiarygodnych badań w internecie, poinformowała o śmierci męża i poprosiła o wpisywanie się do księgi kondolencyjnej, Phil Jones zareagował niczym kibole Legii Warszawa na wieść o śmierci jednego z założycieli TVN. "To cudowna wiadomość!", ucieszył się prof. Phil Jones ze zgonu swojego adwersarza w mejlu do bliskiego współpracownika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po ujawnieniu kilkuset mejli, które wymieniali ze sobą zwolennicy globalnego ocieplania, skandalem żyje od kilku dni cały świat, chociaż biurokraci będą starali się najprawdopodobniej zatuszować całą sprawę. Władze Katedry Badań Klimatu potwierdziły dziennikarzom BBC, że korespondencja jest prawdziwa. Najprawdopodobniej była to celowa denuncjacja, a nie atak hakera, jak przypuszczano, dlatego nie zawiadomiono policji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smaczku sprawie dodaje fakt, że korespondujący ze sobą naukowcy stanowią trzon Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC), który za walkę z globalnym ociepleniem otrzymał Nagrodę Nobla!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko wskazuje na to, że prawda wywróci do góry nogami toczący się od dwudziestolecia spór klimatyczny, a efekt cieplarniany jest zwykłym urzędniczym projektem. Naukowcy mieli za zadanie jedynie potwierdzać z góry założoną tezę. Nikt jednak nie przypuszczał, że uczeni z tytułami profesorskimi znanych uczelni posuną się do fałszowania danych i radości z powodu śmierci naukowca, który ośmielił się mieć inne zdanie&amp;#8230;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Może powinniśmy mówić tak: ocieplenie Ziemi od lat 80. jest dwukrotnie większe od ocieplenia oceanów" - zastanawia się dr Tom Wigley, jeden z najczęściej cytowanych ekspertów klimatycznych, który alarmistyczne stanowisko IPCC w sprawie destrukcyjnego efektu cieplarnianego uważał za zbyt optymistyczne. W innym mejlu naukowiec sugeruje drobne korekty wyników pomiarów, aby wyniki w większym stopniu odpowiadały hipotezie. Prywatnie uczeni wyrażają swój sceptycyzm, że klimat się ociepla, i narzekają, że brakuje im wiarygodnych danych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórzy proponują, aby przestać cytować dane naukowe, aby utrudnić polemiki adwersarzom. Wobec braku argumentów agresja narasta. "Gdy następnym razem spotkam Pata Michaelsa na spotkaniu naukowym, walnę go za jego bzdury" - fantazjuje jeden z naukowców. Pat Michaels, to jeden ze znanych amerykańskich sceptyków klimatycznych, związany z waszyngtońskim think tankiem CATO Institute. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sposób, w jaki zdobyto kompromitującą korespondencję może budzić etyczne wątpliwości. W prywatnych listach pisze się swobodniej i spontanicznie wyraża swoje opinie. To jednak tylko uwiarygodnia całą sprawę i rzuca cień na jakość pracy naukowców skupionych wokół IPCC - sztandarowej organizacji, na której badania powołują się politycy kształtujący globalną politykę ograniczania emisji dwutlenku węgla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatrważające, że naukowcy nie koncentrują się na tym, aby uzyskać najbardziej wiarygodne dane z pomiarów. Nie zależy im, aby poznać argumenty strony przeciwnej i wspólnie zbliżać się do konsensusu. Przeciwnie, nie zależy im na prawdzie. Liczy się tylko potwierdzanie wszelkimi możliwymi sposobami z góry przyjętych założeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można się spierać, czy to dobrze, że w ten sposób zbiera argumenty druga strona - sceptycy klimatyczni - i czy to przypadek, że do kompromitującego przecieku dochodzi na dwa tygodnie przed szczytem w Kopenhadze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczycie w Kopenhadze mają zapaść bardzo poważne w skutkach decyzje dotyczące zwiększenia pomocy krajom dotkniętym "skutkami globalnego ocieplenia" oraz podpisania tzw. traktatu kopenhaskiego - dokumentu, który będzie zastępował protokół z Kioto i wprowadzał globalne zobowiązania redukcji gazów cieplarnianych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Owe polityczne decyzje bazują na pracy takich ośrodków jak Katedra Badań Klimatu i IPCC, słynących z katastroficznych przepowiedni związanych z konsekwencjami zmian klimatu. Okazuje się jednak, że teorie naukowców mogą być zmanipulowane. Na podstawie danych, co do których nie ma pewności, nie powinny być podejmowane ważne dla świata decyzje polityczne i ekonomiczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pewnością wyciek poufnych danych z prestiżowego ośrodka naukowego to nie przypadek. Społeczeństwo ma prawo bronić się przed kłamstwem i manipulacją. Chociaż nie jest dobrze, gdy ideologia bierze górę nad zdrowym rozsądkiem, pocieszające, że prawda i tak w końcu wychodzi na jaw.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto na konferencji klimatycznej COP15 będą ważyły się losy jeszcze innych bardzo kosztownych polityk. Urzędnicy będą postulowali stworzenie dodatkowego funduszu pomocowego dla krajów dotkniętych "skutkami globalnego ocieplenia".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla krajów będzie to wydatek rzędu 500 bln dol. Podczas gdy mieszkańcy takich krajów jak Polska, których gospodarka bazuje na energii wytwarzanej ze spalania paliw kopalnych, będą ponosili gigantyczne koszty polityki narzuconej przez biurokratów, sytuacja krajów nie ulegnie polepszeniu. Bezmyślne rozdawnictwo nic nie da, tak jak nie udało się wyciągnąć Czarnej Afryki z głodu, ubóstwa i chorób przez ostatnie kilkadziesiąt lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może okazać się, że głównym efektem globalnej polityki klimatycznej będzie wzrost cen żywności, który najubożsi odczują najdotkliwiej. Wzrost cen żywności jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wywołanym coraz większymi kosztami wytwarzania energii i zastępowania upraw jadalnych uprawami biopaliw. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tomasz Teluk, autor jest prezesem Instytutu Globalizacji&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Artykuł pochodzi z dziennika "Polska the Times"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;http://www.polskatimes.pl/fakty/kraj/190001,naukowcy-klamali-dla-politykow,id,t.html&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-3425432102361381973?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/3425432102361381973'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/3425432102361381973'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/11/naukowcy-kamali-dla-politykow.htm' title='Naukowcy kłamali dla polityków'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-2576895289666513754</id><published>2009-11-25T08:56:00.001+01:00</published><updated>2009-11-25T08:58:59.967+01:00</updated><title type='text'>O co chodzi z hazardem?</title><content type='html'>Hazardu wyeliminować się nie da. Regulując hazard można za to przeciwdziałać jego zgubnym skutkom. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy w 2007 r. okazało się, że Polska została organizatorem Euro 2012, Instytut Globalizacji obliczył, że dzięki legalizacji e-hazardu, budżet zyskałby nawet 1 mld złotych z tytułu podatków do 2020 r. Kwota ta, wystarczyłaby z powodzeniem na wybudowanie Narodowego Centrum Sportu. Podobne wyliczenia w owym czasie prezentował Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Dziś wiemy, dlaczego ta propozycja nie spotkała się z zainteresowaniem polityków. "Miro" chronił interesy konkurencji. Zaproponował następujące rozwiązanie: nie wybudujemy Narodowego Centrum Sportu. Nie potrzebujemy więc dodatkowych pieniędzy. Dlatego nie musimy zajmować się rozwiązaniem problemu e-hazardu, możemy natomiast obniżyć kolegom podatki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Syndrom Dostojewskiego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hazard jest prawdopodobnie jedną z najstarszych ludzkich namiętności, obecną w historii od zarania, tak jak zamiłowanie do odurzania się za pomocą alkoholu czy innych substancji naturalnych. Naturalnie sam w sobie nie jest czymś niemoralnym czy jednoznacznie nagannym. Dodanie sobie emocji poprzez obstawienie wyników ulubionej drużyny jest mniej więcej tym samym, co wypicie kilku piw podczas oglądania meczu. Z kolei czymś potwornym jest uzależnienie od hazardu, prowadzące do poważnych kłopotów finansowych, rodzinnych i psychicznych. Podobnie, jak rujnujący życie brak umiaru w odurzaniu się ? alkoholizm, czy narkomania. &lt;br /&gt;Jednym z najbardziej wstrząsających świadectw dotyczących uzależnienia od hazardu jest dla mnie dziennik Anny Grigoriewny Dostojewskiej, drugiej żony Fiodora Dostojewskiego. Jest to wstrząsająca relacja z podróży poślubnej pary do Drezna, gdzie pisarz oddaje się namiętnościom gry hazardowej. Oszukuje, przegrywa i cierpi, trwoniąc cały majątek i zadłużając się po uszy, ku rozpaczy świeżo poślubionej małżonki.&lt;br /&gt;Po lekturze tej książki byłem zdruzgotany. Śledziłem z zapartym tchem pojedynki pisarza z ruletką i życzyłem mu, by przynajmniej kilka złotych talarów przyniósł z powrotem do domu. Potem znienawidziłem go i straciłem do niego cały szacunek jako do człowieka. A potem zrozumiałem, jak ciężka jest to przypadłość i jaka wielka tragedia szargała duszę tego wielkiego pisarza. &lt;br /&gt;Czy jest hazard dobry i zły? Zapewne czym innym jest przehulanie ostatniego grosza w spelunie, gdzieś na końcu świata, a czym innym, postawienie kilku zbędnych złotych na zwycięstwo naszej reprezentacji piłkarskiej (akurat w kontekście kryzysu polskiego futbolu ? równie tragicznym i beznadziejnym).&lt;br /&gt;Osobiście uważam, że hazard internetowy jest generalnie mniej szkodliwy i to z wielu powodów. Po pierwsze łatwiej go kontrolować. Systemy informatyczne mogą być przedmiotem większej kontroli ze strony odpowiednich służb. Praktycznie niemożliwe staje się pranie brudnych pieniędzy. Po drugie łatwiej identyfikować i eliminować z sieci zachowania patologiczne np. permanentnych hazardzistów. Łatwiej wprowadzać rozmaite ograniczenia i utrudniać grę za wysokie stawki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Emocje u buka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hazardu internetowego, wbrew buńczucznym zapowiedziom rządu, wyeliminować się nie da. Tak jak nie da się do końca odciąć społeczeństwa od innych niepożądanych treści np. terrorystycznych czy pornograficznych. &lt;br /&gt;Można za to czerpać korzyści z legalizacji e-hazardu. A te korzyści są niemałe. Oprócz dodatkowych wpływów podatkowych, które można przeznaczyć na konkretne cele społeczne, firmy e-hazardowe, czy nam się to podoba czy nie, są obecnie głównymi mecenasami sportu. Najznamienitsze marki piłkarskie takie jak Real Madryt czy AC Milan otrzymują od firm bukmacherskich setki milionów euro rocznie. Także w Polsce internetowi bukmacherzy sponsorują wybrane dziedziny sportu i poszczególne kluby. &lt;br /&gt;Obecna próżnia prawna, w której działają te firmy, przypominające bardziej nowoczesne firmy technologiczne, niż tradycyjne firmy hazardowe, powoduje jedynie to, że podatki płacone są zagranicą np. w Wielkiej Brytanii, Austrii czy na Malcie, a nie w Polsce. Próba delegalizacji ich działalności skazana jest na porażkę, nie tylko ze względu na niemoc technologiczną, lecz także dlatego, że za firmami stoi prawo unijne, wykluczające zakaz działalności na podstawie licencji wydanym w jednym z krajów członkowskich. Według Global Betting and Gaming Consultants  globalne wydatki na hazard online w latach 2005-2010 ulegną podwojeniu. Blokowanie do e-hazardu w Polsce nie zda się na wiele.&lt;br /&gt;A co z tradycyjnym hazardem? Logika przeniesienia jednorękich bandytów do kasyn i zwiększenie podatków na hazard mogą budzić zrozumienie. W wielu mniejszych miastach i wsiach, jednoręcy bandyci rzeczywiście rujnują życie wielu rodzinom. Czy jednak delegalizacja tego typu hazardu nie spowoduje eksplozji podziemia hazardowego? Czy hazardowa prohibicja, nie spowoduje powstania znajdującego się poza oficjalnym obrotem rynku nielegalnych zakładów, szulerni czy walk, których negatywne skutki społeczne, mogą być o wiele dotkliwsze?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Który wróbel poleci?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idea pozbawienia nałogowca źródła nałogu jest zrozumiała. Drobni hazardziści nie będą mieli wstępu do kasyn. Być może znajdą oni inne metody rozładowywania emocji. Przypomina mi się opisana przez dziennikarzy ?Przeglądu sportowego? opowieść o piłkarzach naszej ekstraklasy, wśród których nie brakuje nałogowych hazardzistów. Gdy zmieniali kluby w miastach oddalonych od kasyn, zaczęli zakładać się o inne rzeczy, nie tylko o wyniki rozgrywanych spotkań, ale także np. który wróbel pierwszy wystartuje z gałęzi. &lt;br /&gt;Być może dobre jest rozwiązanie amerykańskie, gdzie hazard dozwolony jest tylko w kilku stanach. Chcesz poszaleć ? leć do Las Vegas. Tylko, że prawo amerykańskie, łącznie z delegalizacją e-hazardu, powstało na skutek bezpośredniego lobbingu właścicieli kasy, którzy o wielu lat, fundują wybranym politykom darmowe pobyty w luksusowych hotelach, połączonych z możliwości nieograniczonego wyżycia się w ruletkę czy w pokera. &lt;br /&gt;A w Polsce? Niewykluczone, że za szczytnymi intencjami premiera Tuska o przeniesieniu hazardu do dużych kasyn, kryje się przygotowanie gruntu pod inwestycje w duże centra hazardowe, których budową od wielu lat zainteresowani są inwestorzy z zagranicy. &lt;br /&gt;Mniej więcej od dwóch lat, planowane są co najmniej dwie takie lokalizacje. Mają to być centra handlowe, połączone z hotelami, kręgielniami, basenami i właśnie kasynami. To nowość, a zapowiedź premiera o przeniesieniu hazardu "do specjalnych zon" ? wychodzi naprzeciw oczekiwaniom potencjalnych inwestorów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst pochodzi z najnowszego wydania Gazety Polskiej &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-2576895289666513754?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/2576895289666513754'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/2576895289666513754'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/11/o-co-chodzi-z-hazardem.htm' title='O co chodzi z hazardem?'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-5306439606885199273</id><published>2009-11-18T11:07:00.001+01:00</published><updated>2009-11-18T11:14:50.356+01:00</updated><title type='text'>Kolejny sukces w Kopenhadze?</title><content type='html'>Rząd raz po raz obwieszcza sukces w trakcie negocjacji o wysokość udziału Polski w kosztach "walki ze zmianami klimatu". Odwraca to uwagę od rzeczywistych konsekwencji, które czekają nasz kraj wskutek ulegania ekologicznej poprawności. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby opierać się wyłącznie na relacjach oficjeli, mogłoby się wydawać, że unijna walka z "globalnym ociepleniem", nie kosztuje Polskę wiele, a negocjacje z partnerami z Brukseli, to tylko kwestia formalności. Termin "globalne ocieplenie" celowo ujmuję w cudzysłów, gdyż stanowi on wyłącznie naukową hipotezę.&lt;br /&gt;W ostatnim tygodniu, dowiedzieliśmy się, że rząd odniósł kolejny sukces, nie dopuszczając, żeby wielkość udziału w unijnej pomocy krajom odczuwającym konsekwencje zmian klimatycznych, zależał od poziomu emisji dwutlenku węgla, lecz był wynikiem zamożności i możliwości finansowych danego kraju. &lt;br /&gt;Czy to sukces? Uwagę przykuwa raczej fakt, że unijni urzędnicy obłożyli Europejczyków kolejnym podatkiem, wynoszącym 24-35 mld euro rocznie. Statystycznie każdy obywatel kraju należącego do UE zapłaci dodatkowo 600 euro do 2020 r. za unijną politykę. klimatyczną.&lt;br /&gt;Sytuacja przypomina zeszłoroczne komunikaty rządu po spotkaniu z prezydentem Sarkozym w sprawie pakietu klimatycznego. "Uzyskaliśmy jako Polska, to do czego przekonywaliśmy partnerów europejskich od wielu, wielu miesięcy ? pewne ramy, szkielet konstrukcji jaki nam odpowiada (porozumienia ws. pakietu klimatyczno-energetycznego ? PAP)" ? mówił wówczas Donald Tusk. Tymczasem eksperci zarzucali rządowym negocjatorom, że nazbyt szybko zrezygnowali z interesujących nas rezultatów, przyjęte rozwiązania są szkodliwe dla rodzimej energetyki, a przeforsowane ramy systemowe są korzystne dla Francji, ale nie Polski. &lt;br /&gt;Mimo zarzutów ze strony sektora energetycznego o podkopywanie fundamentów polskiej energetyki, a nawet o działania zagrażające bezpieczeństwu energetycznemu, ówczesny szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak mówił, że "udało się załatwić bardzo poważne korzyści dla polskiej gospodarki". &lt;br /&gt;Energetycy zarzucali rządowi przede wszystkim to, iż zgodził się na pełny aukcjoning, czyli konieczność kupowania przez przedsiębiorstwa pozwoleń na emisję dwutlenku węgla na rynku. Przesunięcie tego momentu z 2013 r. na 2020 r. nie ma dla polskich firm kluczowego znaczenia ? przekonywali fachowcy. &lt;br /&gt;Kapitulacja rządu oznaczała wprowadzenie niepewności inwestycyjnej w energetyce. Nie wiadomo, ile będą kosztowały pozwolenia na emisję w tak dalekiej przyszłości. Jedyne, czego możemy być pewni to drastyczny wzrost cen energii, bowiem aukcjoning jest paneuropejskim para-podatkiem. Wreszcie nakładanie obciążeń emisyjnych na kraje o wysokim udziale wytwarzania energii z paliw kopalnych oznacza faktycznie, że to właśnie takie kraje jak Polska wezmą na siebie ciężar globalnej walki ze zmianami klimatycznymi. &lt;br /&gt;Pomijając już oczywisty fakt, że Polskę ? kraj na dorobku ? nie stać na ponoszenie tak wysokich kosztów europejskiej polityki wobec zmian klimatu, dalsze konsekwencje uległości naszego rządu są do przewidzenia. Droższe rachunki za prąd dla obywateli, podwyżki cen, zmniejszenie konkurencyjności rodzimych przedsiębiorstw i przenoszenie produkcji do krajów nieobjętych aukcjoningiem (np. na Białoruś czy Ukrainę), to tylko niektóre przykłady. &lt;br /&gt;Pomimo druzgocącej krytyki ze strony środowisk profesjonalnie zajmujących się energetyką oraz ze strony środowisk skupiających pracodawców, Polska została zmuszona do przyjęcia niekorzystnych dla siebie rozwiązań, natomiast trudno sobie wyobrazić np. prezydenta Sarkozy?ego, który zgadza się na regulacje zagrażające francuskiemu przemysłowi atomowemu. &lt;br /&gt;Trudno oprzeć się wrażeniu, że w krajach unii najważniejsze decyzje dla gospodarki podejmowane są w gabinetach ministerstwa ochrony środowiska. Europejski projekt ?dekarbonizacji? energetyki jest jota w jotę realizacją postulatów ekologów. Na grudniowy szczyt klimatyczny w Kopenhadze, organizacja Greenpeace proponuje 95 proc. redukcję emisji dwutlenku węgla do 2050 r. Co ciekawe, propozycje ekologów, nie zezwalają także na zastępowanie tradycyjnych elektrowni węglowych bezemisyjną energetyką jądrową. &lt;br /&gt;Tymczasem, jak informuje tygodnik "European Voice", Komisja Europejska pracuje nad jeszcze jednym podatkiem mogącym wywrócić do góry nogami polską energetykę. Propozycja dotyczy obłożenia podatkiem wydobycia i sprzedaży węgla. Projekt mówi o podatku w wysokości 10 euro na tonę od 2013 r., ale o jego wysokości będą mogły decydować poszczególne kraje. Prezydent Francji zadeklarował więc, że jego kraj jest gotowy do obłożenia węgla podatkiem 17 euro za tonę i to już w styczniu 2010 r. Warto przypomnieć, że Francja bazuje na energetyce jądrowej. Do podobnych kroków przymierza się także Hiszpania oraz Irlandia. Przeciwnikami nowego podatku są Brytyjczycy i nowo przyjęte kraje UE. Cena tony węgla na rynku oscyluje wokół 17 euro za tonę, więc konsekwencje nowego podatku łatwe są do wyobrażenia.&lt;br /&gt;Polski rząd robi dobrą minę do złej gry. Debata publiczna ogranicza się do zmasowanej kampanii medialnej pod hasłem, iż globalne ocieplenie jest największym zagrożeniem w historii ludzkości. Pod tę mocno kontrowersyjną tezę podciąga się niemal wszystkie działania strategiczne prowadzone przez rządy, do których z kolei muszą dostosować się przedsiębiorstwa.&lt;br /&gt;Według firmy EnergSys, zajmującej się szacowaniem skutków europejskiej polityki wobec zmian klimatu, Polska straci co najmniej 7,5 proc. wzrostu PKB do 2020 r. Jeśli nasi negocjatorzy nie przyjmą innego kursu, możemy spodziewać się wzrostu kosztów wytwarzania energii o ok. 8-12 mld złotych rocznie. Oznacza to, że za 10-20 lat, dla przeciętnej rodziny nawet 1/5 płaconych rachunków, będzie wydawanych na prąd i gaz.&lt;br /&gt;Tego możemy być pewni, a czego pewni być nie możemy? Coraz mniej argumentów przymawia za tym, że działania spowalniające gospodarkę uchronią Ziemię przed zmianami klimatu, zwłaszcza jeśli obciążenia dotkną tylko wybrane kraje. &lt;br /&gt;Rzeczywistość wygląda tak, w imię wątpliwej naukowej hipotezy, ryzykuje się, że dla wielu milionów podatników faktami staną się: obniżenie poziomu życia, groźba bankructwa zakładów pracy i zagrożenie bezrobociem. Uderza też wybiórczość konstruowania systemu do walki ze zmianami klimatu, gdzie mityczną solidarność europejską można właściwie włożyć między bajki. &lt;br /&gt;Najbardziej bulwersuje natomiast sposób, w jaki rząd informuje społeczeństwo o sprawach ważnych dla przyszłości obywateli. Opinia publiczna jest informowana w sposób nierzetelny, a momentami mylący. &lt;br /&gt;Czyżby kolejnego sukcesu w tym samym tonie możemy się spodziewać po szczycie klimatycznym w Kopenhadze? Być może premier Tusk w błysku fleszy znów triumfalnie ogłosi sukces w negocjacjach. Odmiennego zdania mogą być obywatele, którym za kilka lat przyjdzie płacić za pyrrusowe zwycięstwo polskiego rządu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst ukazał się w najnowszym wydaniu "Gazety Polskiej". &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-5306439606885199273?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/5306439606885199273'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/5306439606885199273'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/11/kolejny-sukces-w-kopenhadze-rzad-raz-po.htm' title='Kolejny sukces w Kopenhadze?'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-3231079419718189528</id><published>2009-11-12T10:34:00.002+01:00</published><updated>2009-11-12T10:37:55.651+01:00</updated><title type='text'>Kto wygrywa na globalnym ociepleniu?</title><content type='html'>Walka z efektem cieplarnianym daje politykom coraz większą władzę nad gospodarką, korporacjom - krociowe zyski, a zwykłym ludziom - poczucie heroizmu i przekonanie, że od ich postawy zależy los Ziemi - pisze w "Dzienniku Gazecie Prawnej" politolog Tomasz Teluk. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Niezależnie od tego, czy jest się sceptycznym wobec wpływu człowieka na klimat, czy wierzy się w apokaliptyczny charakter globalnego ocieplenia, antropogeniczny efekt cieplarniany jest niczym innym jak naukową hipotezą. Hipotezą, w imię której cały świat decyduje się na ponoszenie dużych kosztów działań mogących nie tylko przewyższyć potencjalne korzyści, ale których efekt niemożliwy jest do przewidzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Medialna debata wokół efektu cieplarnianego przypomina platoński teatr cieni, gdzie skrępowani łańcuchami własnych wyobrażeń niewolnicy interpretują kształty pojawiające się na ścianach jaskini. Cienie są tylko namiastką świata prawdziwego, zniekształconymi wyobrażeniami, jakże dalekimi od rzeczywistości. A jak jest naprawdę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Klimatyczna żyła złota&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z roku na rok jest coraz chłodniej, a ostatnie dane zaprezentowane podczas kongresu Światowej Organizacji Meteorologicznej potwierdziły poprzednie pomiary mówiące, że od 1998 r. średnie temperatury na ziemi ulegają obniżeniu i ten trend utrzyma&lt;br /&gt;się przez kolejne dziesięciolecie. Mimo to media wciąż alarmują, że jeśli nie podejmie się jak najszybszych działań, czekają nas ekologiczne katastrofy. Jak na przykład zalanie Malediwów, o czym chętnie przed zbliżającym się szczytem klimatycznym w Kopenhadze przypomina prezydent tego kraju. Tymczasem według pomiarów prowadzonych od 14 lat przez rząd Australii w ramach projektu South Pacific Sea Level and Climate Monitoring Project, poziom wód oblewających archipelag nie podniósł się ani o centymetr.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak prezydent Malediwów wie, że nie może zaprzestać intonowania mantry o destrukcyjnych zmianach klimatu. Za rządów Tony?ego Blaira rządom krajów ubogich udało się na forum międzynarodowym powiązać efekt cieplarniany z gwałtownym rozwojem krajów uprzemysłowionych. Z pomocą europejskich socjalistów przeforsowano projekt pomocy krajom rozwijającym się, mający być rekompensatą za zmiany klimatyczne spowodowane nadmiernym rozwojem krajów Zachodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla lokalnych kacyków to żyła złota. Niewielu przywódców krajów ubogich ma tyle odwagi co aktywiści z Ugandy, którzy uważają, że tzw. pomoc humanitarna nie trafia do potrzebujących, a jedynie umacnia istniejące reżimy. W zamieszczonym w internecie&lt;br /&gt;apelu klimatyczni opozycjoniści prosili Ala Gore?a o zaprzestanie hipokryzji w walce ze zmianami klimatu, skoro jedna z jego posiadłości emituje tyle dwutlenku węgla co kilka krajów afrykańskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak politycy Unii Europejskiej, bo to Europa wiedzie prym w walce z CO2, nie zamierzają nic zmieniać. Pamiętny Szczyt Ziemi w Rio de Janeiro, zwieńczony podpisaniem protokołu z Kioto, dał politykom niemal nieograniczoną władzę nad gospodarką. Przyznawanie pozwoleń na emisję CO2 umożliwia rządzącym decydowanie, ile i gdzie można produkować. Ponadto handel emisjami jest formą paneuropejskiego parapodatku, gdyż kupowanie i sprzedawanie pozwoleń powoduje przenoszenie obciążeń ekologicznych z jednego kraju do drugiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strategia korporacyjna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwiększone możliwości opodatkowania to jedno, natomiast szansa na kreowanie wizerunku to rzecz bezcenna. Zjednoczenie ponad podziałami w szczytnym celu ratowania planety jest wyjściem naprzeciw zapotrzebowaniu ekologicznie świadomych wyborców. Nic więc dziwnego, że wpływowy w Brukseli tygodnik The European Voice co najmniej raz w miesiącu potrafi poświęcić 25 proc. swojej objętości problematyce zmian klimatu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze na początku obecnego stulecia najpotężniejsze korporacje świata obawiały się, że to właśnie one poniosą największe koszty walki z globalnym ociepleniem i oczekiwały korzystnych dla siebie rozstrzygnięć w ustaleniach tzw. post-Kioto, czyli po roku 2013 r. Jednak już kilka lat temu największe firmy energetyczne, takie jak: General Electric, ExxonMobil, Shell, BP, RWE czy Suez, zaczęły przedstawiać się jako główni orędownicy walki ze zmianami klimatu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziwne? Bynajmniej. Odpowiedzialność ekologiczna to immanentny składnik&lt;br /&gt;strategii korporacyjnej najsprawniej zarządzanych koncernów świata. W najlepszej europejskiej szkole MBA, francuskim INSEAD, studenci analizują przypadek koncernu DuPont, który w latach 80. ubiegłego wieku sponsorował badania nad dziurą ozonową, doprowadzając do podpisania międzynarodowych konwencji przeciw zanikaniu warstwy ozonowej. Gdy UE i USA wprowadziły zakaz produkcji freonów, DuPont był monopolistą w produkcji zamienników freonów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie jest w przypadku walki z globalnym ociepleniem. Największymi zwycięzcami&lt;br /&gt;mogą okazać się dostawcy nowych technologii energetycznych: farm wiatrowych, instalacji wychwytywania CO2 czy bezemisyjnych elektrowni. Według Bogdana Jankowskiego, eksperta z EnergSys, firmy badającej skutki europejskiej polityki ograniczania emisji, ?sytuacja dużych firm energetycznych raczej się poprawi po wdrożeniu pakietu&lt;br /&gt;klimatycznego. Na prąd zawsze będzie popyt, a im trudniej będzie go wyprodukować, tym mniejsza będzie konkurencja. (?) Przy zasadach proponowanych przez Komisję Europejską, ogromnie faworyzujących wielkie firmy energetyczne, (?) niedługo po roku 2013 zamiast PGE czy Taurona będziemy mieli energię produkowaną wyłącznie przez EDF lub Vattenfall?.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ekologiczna fikcja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konsumenci są systematycznie przyzwyczajani, że za energię będą płacili coraz więcej. Kilkudziesięcioprocentową podwyżkę, w miejsce stuprocentowej, zapewne przyjmą z ulgą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno się oprzeć wrażeniu, że europejska polityka klimatyczna jest prowadzona pod dyktando organizacji ekologicznych. Nie jest tajemnicą, że Greenpeace czy WWF otrzymują pokaźne środki publiczne na swoją działalność. Jest też widoczna wyraźna synergia między organizacjami ekologicznymi a Komisją Europejską. W zasadzie Komisja Europejska wprowadza w złagodzonej formie zalecenia ekologów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście ekologów nie interesuje rozwój energetyki atomowej. Radykalni ekolodzy wciąż zrównują energetykę jądrową z bombą atomową, ignorując współczesną wiedzę. Andrzej Strupczewski, szef Komisji Bezpieczeństwa Jądrowego Instytutu Energii Atomowej, przypomina, że awaria czarnobylska jest nie do powtórzenia. ? W podobnych sytuacjach moc elektrowni maleje, a nie, jak w Czarnobylu, rośnie ? tłumaczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczyt klimatyczny w Kopenhadze koalicja ekologów z Greenpeace i WWF zaproponowała podpisanie protokołu kopenhaskiego. Jest to najdłuższy w historii centralny plan&lt;br /&gt;gospodarczy zakładający eliminację przemysłowej emisji dwutlenku węgla do atmosfery na podstawie prognoz emisji na najbliższe? 100 lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten kuriozalny dokument jest okraszony pełnymi dramatyzmu sloganami typu: ?Wszyscy ludzie mają prawo przetrwać, (?) także ci z małych wysp?, sugerującymi, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za los biednych wyspiarzy z krajów Trzeciego Świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ziarno pada na podatny grunt. Jak duże jest zapotrzebowanie na aktywność proekologiczną, niech świadczy akcja&lt;br /&gt;, w której supermarkety zmusiły konsumentów do płacenia za foliowe torebki. Torby nazwano ekologicznymi, mimo iż zawierały śladowe ilości skrobi, a ich szkodliwość dla środowiska się nie zmieniła. Jednak klienci noszący ?ekologiczne? reklamówki mają miny takie, jakby przed chwilą uratowali komuś życie. Tymczasem o wiele więcej zrobiliby dla środowiska, powstrzymując się od robienia zakupów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami&lt;br /&gt;zaniechanie działań przynosi więcej korzyści od czynów nieprzemyślanych. Tak jak zrezygnowanie z zakupów ograniczy ilość wyprodukowanych śmieci, tak nieuleganie wszelkim pomysłom ekologicznym może przynieść poprawę jakości środowiska naturalnego. Należy też w jak największym stopniu rozwijać technologie pozwalające na zredukowanie przemysłowych zanieczyszczeń powietrza. Energetyka jądrowa spełnia te warunki i bez rozwoju tego sektora trudno sobie w zasadzie&lt;br /&gt;wyobrazić funkcjonowanie Polski w przyszłości. Z dużą nadzieją należy patrzeć także na technologie zgazowania węgla pozwalające na wykorzystanie istniejących zasobów węgla kamiennego w bezemisyjnych elektrowniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdrowy rozsądek każe jednak ze sceptycyzmem podchodzić do innych proponowanych rozwiązań. Pierwszymi są elektrownie z instalacjami pozwalającymi na wychwytywanie dwutlenku węgla i wpompowywanie go z powrotem pod ziemię. Technologia ta jest bardzo droga. Nie jesteśmy też pewni, jaki efekt ekologiczny spowoduje pojawienie się nienaturalnych ilości CO2 we wnętrzu ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejną technologią jest rozwój elektrowni bazujących na biopaliwach. Wielu ekspertów nazywa to rozwiązanie technologią Frankensteina. Gdyby ceny skupu ziaren spadły poniżej cen biopaliw, mogłoby się okazać, że palenie ziaren jest tańsze od palenia biopaliwami. Palenie potencjalnej żywności jest niemoralne, ale nie należy także zapominać, że większa opłacalność produkcji biopaliw powoduje, iż zmniejszają się areały upraw zbóż. Mieliśmy już do czynienia z dużym wzrostem cen żywności na rynkach związanym ze zwiększeniem upraw biopaliw.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla ludzi z krajów głodujących zagrożenie związane ze wzrostem cen żywności jest bardziej realne niż hipotetyczne zalanie kilku metrów plaży. Dlatego debatujący w Kopenhadze powinni uważać, aby nie wylać dziecka z kąpielą. Może się okazać, że działania w ramach walki&lt;br /&gt;z klimatem pochłoną ogromne koszty, a nie przyniosą spodziewanych skutków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji (www.globalizacja.org). W latach 2005 ? 2008 był ekspertem Centre for the New Europe w Brukseli. W 2009 r. został uhonorowany nagrodą Templeton Freedom Award za książkę pt. ?Mitologia efektu cieplarnianego? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej &lt;a href="http://www.dziennik.pl/opinie/article478650/Kto_wygrywa_na_globalnym_ociepleniu_.html"&gt;tu&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-3231079419718189528?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/3231079419718189528'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/3231079419718189528'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/11/kto-wygrywa-na-globalnym-ociepleniu.htm' title='Kto wygrywa na globalnym ociepleniu?'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-820075032355234429</id><published>2009-11-09T10:03:00.002+01:00</published><updated>2009-11-09T10:06:48.141+01:00</updated><title type='text'>Zabijanie innowacji</title><content type='html'>Unijne dotacje zabijają w Polakach resztki przedsiębiorczości. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coraz mniej zachwytów słychać wśród ekonomistów nad unijnymi dotacjami. Wielu, nawet mainstreamowych, zaczęło publicznie powątpiewać w ich ekonomiczny sens. Na dodatek w ostatnim tygodniu byliśmy świadkami prawdziwej bitwy o dotacje na rozwój e-biznesu, czyli innowacyjnej gospodarki. Okazało się, że o przyznaniu środków na rozkręcenie interesu nie decyduje pomysł, lecz kolejność zgłoszeń (sic!). Zapobiegliwi kolejkowicze stworzyli listy społeczne. Naturalnie pojawiły się listy konkurencyjne i pojawiła się groźba bijatyki. Mało brakowało, aby Polacy zaczęli lać się po pyskach o unijne dotacje. To ci innowacja!&lt;br /&gt;Naturalnie nasuwa się kilka refleksji. Po pierwsze natury moralnej. Dotacje są niemoralne przede wszystkim dlatego, że pochodzą ze skonfiskowanych oszczędności uczciwym obywatelom. Aby rozdać miliony euro, komuś je trzeba było zabrać. Dlatego najbardziej bulwersują wypowiedzi, że "głupotą jest dotacji nie brać", bo weźmie je ktoś inny. Analogicznie można rzec, że lepiej okraść bank, bo zrobi to ktoś inny. &lt;br /&gt;Nawet niektóre instytuty spraw publicznych, które określają się jako wolnorynkowe, biorą kasę od państwa. Tutaj nasuwa się historia opowiedziana przez jednego z szefów zachodnich think-tanków, przestrzegająca, aby nie sięgać po państwowe (kradzione). Jedna z agend rządowych zamówiła raport, ale nie chciała zapłacić. Argumentowała to, notabene logicznie, że gdy nie zapłaci podatnicy oszczędzą mnóstwo pieniędzy. Jeszcze więcej pieniędzy podatnicy oszczędziliby, gdyby nie było chętnych po dotacje.&lt;br /&gt;Niestety chętni są, i to w nadmiarze. Rozdawanie dotacji (jak widać na zasadzie kto pierwszy ten lepszy) jest ordynarnym korumpowaniem obywateli. Unijni politycy kupują sobie przychylność wyborców. Coraz cieplej będą wypowiadać się o Unii Europejskiej, ci którzy dostali po kilka milionów za wypełnienie jakiś ankiet i wniosków. Chętniej będą też angażować się w to, aby tych dotacji było coraz więcej. Stracą na tym uczciwi obywatele, którzy dotacji nie biorą. &lt;br /&gt;Rozdawanie dotacji demoralizuje. Większość projektów tworzonych jest nie dlatego, że istnieje na nie zapotrzebowanie rynkowe, ale konstruowanych jest pod konkretne dotacje. Innymi słowy, zgodnie z ekonomią podaży, jak jest podaż to i popyt się znajdzie. Jeśli pojawiły się dotacje na e-biznes, to trzeba wymyślić jakiś projekt e-biznesowy, aby "wyciągnąć od unii kasę". Pewnie każdy już słyszał ten slogan, gdzieś w kręgu swoich znajomych. &lt;br /&gt;Demoralizacja systemu dotacji skłania obywateli do popełniania zwykłego oszustwa. Włosy stają dęba, gdy słyszy się kwoty, idące w setkach tysięcy, czy nawet milionach euro, przyznawanych na kolejne projekty. Nie jest tajemnicą, że beneficjanci ostro zawyżają koszty przedsięwzięcia, aby zmaksymalizować dotację. Przecież to zwykłe oszustwo. Najlepiej widać to właśnie na projektach e-biznesowych. Głupią stronę internetową, potrafi zrobić nawet dziecko, natomiast biznesplany takich przedsięwzięć opiewają często na astronomiczne kwoty. Mechanizm jest prosty ? wystawia się fikcyjne faktury, lipne umowy o dzieło itd., żeby "papiery się zgadzały". W ten sposób marnotrawione są środki podatników, ku uciesze urzędasów i biorących kasę. &lt;br /&gt;Unijne dotacje stały się źródłem łatwego zarobku dla byle cwaniaków. Komitety kolejkowe doskonale o tym przypominają, nasuwając skojarzenia z pierwszymi latami funkcjonowania rynku kapitałowego, gdy wszyscy rzucali się na kupno akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw, gdyż był to zysk pewny i łatwy, a wymagający wyłącznie wytrwałości w staniu w kolejce. Podobnie dzieje się z dotacjami, które są podstawowym źródłem dochodów dla coraz większej rzeszy firm i organizacji. &lt;br /&gt;Projekty, na które przyznawane są dotacje, powstają na zasadach będących całkowitym zaprzeczeniem rachunku ekonomicznego. Większość nigdy by nie powstała, ale nie dlatego, że ich twórcom brakuje kapitału początkowego, jak często tłumaczy się status quo całego sytemu. Nie powstałyby, bo są nikomu nie potrzebne, mierne i wtórne. Żyjemy w czasach, w których zdobycie kapitału początkowego nie jest problemem, zwłaszcza w tak bogatym kraju jak Polska. Młodzi ludzie już pewnie zapomnieli skąd go wziąć, więc przypomnę. Można oszczędzać (o zgrozo!). Można zaprosić do interesu wspólnika z pieniędzmi. Można pożyczyć w banku. Wówczas warunkiem powodzenia jest naprawdę dobry biznesplan. Biznesplan, zakładający rentowność przedsięwzięcia i zyski. A to oznacza, że produkt czy usługa są potrzebne, a całość ma szansę na sukces. Do cholery, Dolina Krzemowa nie powstała za pieniądze amerykańskich podatników!!!&lt;br /&gt;System dotacji wywraca przedsiębiorczość do góry nogami. Przedsięwzięcie nie musi być potrzebne, bo dotacje i tak się dostanie. Projekt nie musi być rentowny, bo przyznana kwota, wielokrotnie przewyższająca rzeczywiste potrzeby (oszustwo), pozwala na komfortową wegetację. Wystarczy wytrwać kilka lat, interes zamknąć i wszystko gra. Ciekawe czy unijni urzędnicy prowadza statystyki, ile dotowanych projektów przetrwało dłużej niż 5-lat. Być może okazałoby, że system zamiast przedsiębiorstw kreuje nowych bezrobotnych. &lt;br /&gt;Wreszcie kwestia innowacyjności naszej gospodarki. Polska we wszystkich możliwych rankingach badających kreatywność naszych przedsiębiorców okupuje doły i niziny. Czy owa polityka wzmocni naszą innowacyjność, czy ją zniszczy doszczętnie. Zapoznając się z projektami, które są zgłaszane po dotacje, raczej to drugie. Większość projektów to dublowanie przedsięwzięć, które już są na rynku, ewentualnie kalki rozwiązań z zachodu (to szczyt kreatywności naszych pseudoinnowatorów). Generalnie, można więc się bez nich obejść. Powstaje zatem pytanie, czy system dotacji nie jest stworzony po to, aby celowo umocnić Polskę w obecnym stadium. Stadium technologicznego skansenu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tekst został opublikowany w najnowszym Najwyższym Czasie! &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-820075032355234429?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/820075032355234429'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/820075032355234429'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/11/zabijanie-innowacji.htm' title='Zabijanie innowacji'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-1308120912562735385</id><published>2009-11-04T13:05:00.001+01:00</published><updated>2009-11-04T13:08:04.765+01:00</updated><title type='text'>Szczęśliwi niewolnicy</title><content type='html'>Potwierdza się stara prawda, że współczesny człowiek ceni bardziej bezpieczeństwo od wolności. Okazuje się, że za szczęśliwszych uważają się mieszkańcy krajów o represyjnych systemach podatkowych. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ekonomia okazuje się nauką zwodniczą, potwierdzającą ludową mądrość, że "pieniądze szczęścia nie dają". Myliłby się ten, kto sądzi, że im mniej podatków zabiera państwo, tym większa szczęśliwość jego mieszkańców. Jest zupełnie odwrotnie: im bardzie pazerny fiskus, tym większe zadowolenie z życia obywateli. Dlaczego się tak dzieje?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płacz i płać&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czerwcu br. szwajcarski Instytut Constant de Rebecque opublikował raport przedstawiający najbardziej represyjne systemy podatkowe w krajach OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). W słowie wstępnym prof. Pascal Salin, tłumaczył zamysł autorów, przeciwstawiających się kampanii OECD, przedstawiającej w złym świetle konkurencję podatkową między poszczególnymi państwami. &lt;br /&gt;Szwajcarscy naukowcy udowadniają, że konkurencja między państwami zmusza obywateli do eksperymentowania, odkrywania i współzawodniczenia, wzbogacając tym samym gospodarkę poszczególnych krajów. Natomiast kampania OECD przeciwko ?dumpingowi socjalnemu? ze strony krajów Europy Środkowo-Wschodniej czy przeciw ?rajom podatkowym? jest niczym innym niż przejawem ochrony interesów firm z dominujących w Unii Europejskiej ? Francji i Niemiec. &lt;br /&gt;Konkurencja podatkowa jest określana przez biurokratów jako ?niszcząca?, natomiast Angel Gurria sekretarz Generalny OECD posunął się nawet do wyklęcia krajów, stosujących niskie stawki podatkowe mówiąc: ?w czasie, gdy rządy potrzebują każdego dolara uzyskanego z podatków do walki ze światową recesją, takie praktyki nie mogą być dłużej tolerowane?. &lt;br /&gt;Za najbardziej represyjne kraje względem podatnika naukowcy uznali Włochy, Turcję, Polskę, Meksyk, Niemcy i Holandię. Natomiast za najbardziej przyjazne obywatelom: Szwajcarię, Luksemburg, Austrię, Kanadę i Słowację. &lt;br /&gt;Jak nietrudno się domyśleć bardziej sprzyjające podatnikom są kraje EFTA, niż kraje UE. EFTA skupia się na współpracy gospodarczej, bez biurokratycznej nadbudowy. Natomiast UE stworzyła swój kuriozalny system dotowania inicjatyw gospodarczy, w którym przedsiębiorca rozpoczynający biznes wpierw stawia pytanie: ?na jaką działalność dostanę dotację??, a nie: ?jakie dobro czy usługę potrzebuje rynek?. W rezultacie aktywność gospodarcza często kończy się na poziomie defraudacji sponsorowanych przez podatnika dopłat. Europejczycy płaczą, płacąc największe podatki na świecie. Płaczą, ale uważają się za szczęśliwych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieszczęśliwi bogacze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdziwi się ten, kto szukałby krajów o przyjaznych systemach podatkowych w Światowym Indeksie Szczęśliwości (Happy Planet Index), tworzonego przez New Economics Foundation z Londynu. Okazuje się, że jednymi z najbardziej nieszczęśliwych obywateli globu są płacący symboliczne podatki Estończycy (131 miejsce ? w Estonii podatek dla przedsiębiorstw reinwestujących zyski wynosi 0 proc.), 122 miejsce zajmują mieszkańcy Luksemburga, 101. Łotysze, 92. Czesi, a 88. Norwedzy. Natomiast wśród uważających się za szczęśliwców znajdziemy Meksykanów (23 miejsce), mieszkańców Mołdawii (32 miejsce), czy umiarkowanie szczęśliwych Włochów (69 miejsce) oraz, uwaga, Polaków (77 miejsce).&lt;br /&gt;Autorzy rankingu podkreślają, że satysfakcja wśród krajów OECD od lat 60. ubiegłego spadła. Mając na uwadze, że do organizacji zbliżyły się kraje o stosunkowo niskich stawkach podatkowych, obniżając przy tym średnią płaconą na obywatela, podatki spadają proporcjonalnie do życiowej satysfakcji. Wzrasta natomiast poczucie szczęścia w kraju, gdzie tradycyjnie podatki są wysokie ? Niemczech oraz w Rosji, w której może oficjalnie stawki podatkowe są niskie, ale ich ściągalność w zasadzie dowolna, co może oznaczać konfiskatę firmy czy życiowego dorobku. Trudno uznać Rosję za kraj przyjazny obywatelom lub mało represyjny. &lt;br /&gt;Warto zaznaczyć, że autorzy Światowego Rankingu Szczęśliwości nie brali pod uwagę czynników ekonomicznych. Skupili się raczej na ogólnej satysfakcji ludzi, oczekiwanej długości życia i czynnikach ekologicznych. Jeszcze trudniej zatem zrozumieć np. brak poczucia szczęścia wśród otoczonych pięknymi ludźmi i czystą naturą mieszkańców Krajów Bałtyckich.  &lt;br /&gt;Autorzy raportu zadają też kłam mitowi, że czynnikiem szczęśliwości jest wzrost ekonomiczny. Więcej nie znaczy lepiej, a nieustanny wzrost stał się nowoczesną obsesją. Biologowie mówią, że fizyczny wzrost ma swój punkt optimum, którego przekroczenie może być niebezpieczne. Czyżby cywilizacja zachodu zapomniała o równowadze w swoim dobrobycie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pułapka konsumpcjonizmu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Współczesny wzrost gospodarczy jest w dużej mierze napędzany konsumpcją, a nie inwestycjami. Nic więc dziwnego, że gdy w 2008 r. poziom osobistego zadłużenia Brytyjczyków przekroczył poziom całościowego Produktu Narodowego Brutto, Instytut Psychiatrii w Londynie zanotował rekordowy wzrost zachorowań na stany lękowe i depresje. &lt;br /&gt;Okazuje się też, że w istotny sposób zmieniają się postawy społeczne obywateli. Jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku dla większości studentów w USA za najważniejsze było rozwijanie swojej filozofii życia. Natomiast potem górę wziął pragmatyzm czyli pragnienie osiągnięcia sukcesu finansowego. Generalnie ludzie, dla których aspiracje bycia bogatym są najważniejsze są znacznie mniej szczęśliwsi od tych, którzy poszukują spełnienia na innych płaszczyznach (życiu rodzinnym, kulturalnym czy pasjach). Uderzające są także inne fakty. Mimo, że obiektywnie wzrasta dobrobyt społeczeństw, obywatele uważają, że? dzieje się coraz gorzej. Podczas szczytu gospodarczej hossy w 2006 aż 61 proc. pytanych Europejczyków odpowiadało, że żyje im się coraz gorzej!&lt;br /&gt;Oczywiście procentowo najmniej satysfakcji z codzienności mają mieszkańcy z krajów o najniższych dochodach, nie mogący liczyć na długie i dostatnie życie. Jednakże to nie najbogatsi potrafią cieszyć się życiem najbardziej. Przecież najszczęśliwsi są, stosunkowo ubodzy mieszkańcy Kostaryki, Dominikany, Jamajki, Wietnamu, Kolumbii, Kuby czy Salwadoru. &lt;br /&gt;Niemniej zależność między długością życia, a dochodem na mieszkańca jest widoczna. Po co jednak bogaczom długie życie, skoro nie potrafią je chronić i doceniać? Bogaci mieszkańcy naszej planety są niewolnikami konsumpcjonizmu. Jednak i poczucie szczęśliwości wynikające z używania ma swoje granice, po których przekroczeniu jest tylko pusta, a więc lęk i depresja. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lepszy spokój od perspektyw &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróćmy jednak do paradoksu, dlaczego ludzie są szczęśliwsi w których państwo konfiskuje im większą część dochodów, przeznaczając podatkowe kwoty na programy, na które podatnicy nie mają żadnego wpływu? Teza, że bardziej cenimy bezpieczeństwo socjalne, mniejszą odpowiedzialność niż wolność wyboru i ryzyko, może być trafna. Wygodniej żyje się, gdy jesteśmy ubezpieczeni na wypadek utraty pracy bądź choroby, a państwo dopłaca nam do wczasów i kredytów. Znacznie trudniej zaś, gdy swoje życie trzeba brać w swoje ręce, a w dodatku jest się współodpowiedzialnym za pracowników czy społeczność lokalną. Oczywiście nikt nie powiedział nam, że poczucie szczęśliwości jest wartością samą w sobie, do której trzeba za wszelką cenę dążyć. Widocznie współcześnie pomyliliśmy szczęście z wygodnictwem. &lt;br /&gt;Być może też, poczucie szczęśliwości dla każdego narodu oznacza coś innego, nie koniecznie będąc czymś mierzalnym i do końca racjonalnym. W czym upatrywać bowiem źródeł szczęśliwości Kostarykańczyków, w suwerenności energetycznej ich kraju? W czym u mieszkańców Dominikany ? w pięknych plażach, których w Europie też nie brakuje? A u Jamajczyków ? w muzyce i nadużywaniu marihuany? &lt;br /&gt;Inna tez jest taka, że badacze się mylą. Łatwo zakwestionować np. represyjność systemu podatkowego w Polsce. Być może potrafimy sobie radzić w skomplikowanej i stawiającej wiele wymagań rzeczywistości. Przecież wciąż powstają nowe firmy, a dziurawe prawo łatwo obejść, nie wspominając tego, iż wielu obywateli korzysta z nadzwyczajnych preferencji podatkowych (np. twórcy) płacąc śmiesznie niskie podatki. Kto gorzej radzi sobie z rzeczywistością może zawsze wybrać zawód, po którym w wieku 35 lat zostanie emerytem (np. mundurowi) bądź zawsze może pójść na zwolnienie lekarskie czy załatwić sobie rentę. Powstaje zatem pytanie o etyczną stronę organizacji takiego systemu socjalnego państwa dobrobytu, który może większość uszczęśliwia ale jest niesprawiedliwy, bowiem w rzeczywistości karze przedsiębiorczych, a nagradza zdrowych niepracujących lawirantów i leserów. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Tekst został opublikowany w najnowszej Gazecie Polskiej &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-1308120912562735385?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/1308120912562735385'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/1308120912562735385'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/11/szczesliwi-niewolnicy.htm' title='Szczęśliwi niewolnicy'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-3801749723117033698</id><published>2009-10-20T11:10:00.003+02:00</published><updated>2009-10-20T11:13:50.593+02:00</updated><title type='text'>Nagroda Templetona dla Instytutu Globalizacji!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.teluk.net/uploaded_images/tfalogo_rgb-714910.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 188px;" src="http://www.teluk.net/uploaded_images/tfalogo_rgb-714726.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Instytut Globalizacji został laureatem tegorocznej nagrody Templeton Freedom Award przyznawanej przez prestiżową ATLAS Economic Research Foundation. Nagroda została przyznana w kategoria "Etyka i wartości" za wydanie książki pt. "Mitologia efektu cieplarnianego" autorstwa Tomasza Teluka. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fundacja ATLAS doceniła odwagę Instytutu w dążeniu do prawdy i nie uleganiu popularnych schematom myślowym, mogącym nieść za sobą zagrożenie dla wolności jednostki i świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patronem prasowym wydania był dziennik "Rzeczpospolita".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tegoroczna edycja konkursu jest szczególna, bowiem zbiega się z 20. rocznicą upadku Muru Berlińskiego. W rywalizacji Instytut Globalizacji pokonał 130 konkurentów z 47 krajów całego świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jesteśmy zaszczyceni, że nasza praca na rzecz obrony wolności jednostki i tradycyjnych wartości została doceniona - mówi dr Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji i autor nagrodzonej książki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mitologia efektu cieplarnianego" to książka ukazująca dogmat zmian klimatycznych, jako narzędzie ideologiczne i polityczne współczesnej lewicy, służące nie tyle ochronie środowiska naturalnego, co zwiększaniu opodatkowania przedsiębiorstw czy coraz większej ingerencji w ludzkie życie m.in. poprzez postulat zwiększenia kontroli urodzin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Mit globalnego ocieplenia jest w rzeczywistości skierowany przeciwko ludzkiemu życiu, uważając istnienie ludzkie za czynnik szkodliwy dla środowiska - tłumaczy Tomasz Teluk. - Ekofanatyzm jest współcześnie największym zagrożeniem dla wolności i godności człowieka - dodaje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jury napisało w uzasadnieniu przyznania nagrody, że "Instytut Globalizacji otrzymał wyróżnienie za wzbogacenie debaty publicznej nt. globalnego ocieplenia. (?) Trzeba zawsze pamiętać, że Unia Europejska nie ewoluuje w stronę państwa minimalnego i rządów prawa. Miejmy nadzieje, że instytucje takie jak Instytut Globalizacji będą wzmacniały Polskę, aby się temu przeciwstawić. (?) Ta młoda organizacja pokazała, że jest w stanie rozwijać debatę z establishmentem".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wręczenie wyróżnienia odbędzie się na uroczystej gali 9 listopada 2009 r. w Waszyngtonie. Nagrodę z rąk prezesa ATLAS Foundation prof. Alexandra Chafuena oraz czek na 10 000 dolarów w imieniu Fundacji odbierze Jacek Spendel, członek Rady Nadzorczej Instytutu Globalizacji.  &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-3801749723117033698?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/3801749723117033698'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/3801749723117033698'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/10/nagroda-templetona-dla-instytutu.htm' title='Nagroda Templetona dla Instytutu Globalizacji!'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-1378026143522837091</id><published>2009-10-05T13:27:00.001+02:00</published><updated>2009-10-05T13:29:23.766+02:00</updated><title type='text'>Pedofilia z wyższych sfer</title><content type='html'>Zacięcie z jakim "Towarzystwo" wzięło w obronę aresztowanego Romana Polańskiego, obnażyło "moralność" jaką kierują się w życiu rodzimi politycy i artyści. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przysłuchując się medialnej wrzawie można odnieść wrażenie, że istnieje co najmniej kilka rodzajów pedofilii. Ta z wyższych sfer jest czymś w rodzaju normalnej artystycznej rozrywki, w której agresorzy są automatycznie rozgrzeszeni. Innego rodzaju pedofilia, z litery prawa, wymaga chemicznej kastracji. &lt;br /&gt;Przecieram oczy ze zdumienia, jak "Towarzystwo" dwoi i troi się, wybielając pedofila, oczerniając ofiarę i system sprawiedliwości. &lt;br /&gt;Przypomnijmy, wybitny reżyser został aresztowany w Zurychu, ponieważ przeszło 30 lat temu, upił, naćpał, a następnie zgwałcił 13-letnie dziecko. Aby uniknąć odpowiedzialności za swój ohydny czyn, Polański uciekł ze Stanów Zjednoczonych i przez wiele lat unikał podróży do krajów mających podpisaną z USA umowę o ekstradycji. &lt;br /&gt;Gdyby napastnikiem nie był celebryta, a sprawa odbyła się gdzieś w krzakach a nie w domu Jacka Nicholsona, pedofil wylądowałby w pierdlu, a sprawiedliwość wymierzyliby mu koledzy z celi. W tym przypadku artyści i politycy protestujący w obronie Polańskiego, uznają, że reżyser w ramach swoich zasług dla kultury, stoi ponad prawem.&lt;br /&gt;Zaciętość z jaką zareagowali minister spraw zagranicznych, minister kultury i artyści podpisani pod listem w obronie pedofila-artysty jest doprawdy zdumiewająca. Doprawdy nie ma w obronie Polańskiego żadnych logicznych argumentów, prócz lukrowania przestępcy i dezawuowania zdarzenia.&lt;br /&gt;Wśród mediów prym w wybielaniu Polańskiego wiedzie TVN, która poświęciła gros czasu sprawie w poniedziałkowych ?Faktach?. Z tego publicystycznego materiału dowiedzieliśmy się, że Polański to wybitny twórca, uciekinier z getta, który zawsze wzrusza się, gdy przyjeżdża do Łodzi. &lt;br /&gt;Wcześniej na łamach TVN24 jeden z głównych ?autorytetów moralnych? ? Jacek Żakowski, skupił się na łamaniu praw człowieka przez faszystowski rząd Stanów Zjednoczonych i wzywał do retorsji wobec tego kraju. &lt;br /&gt;Wstydziłem się słuchając prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który chciałby i dołączyć do ?Towarzystwa?, i jednocześnie się mu przeciwstawić. Wyszło na to, że moralność jest dla Kaczyńskiego tożsama z relatywizmem. &lt;br /&gt;Szczyt chamstwa i podłości popełnił natomiast ?wybitny reżyser katolicki? Krzysztof Zanussi, który w rozmowie z Moniką Olejnik, nazwał ofiarę ?nieletnią prostytutką?, stwierdził, że ?zna Polańskiego z innej strony?, a jego zachowanie jest? typowe dla Don Juana. &lt;br /&gt;Jak mniemam to dopiero początek formowania się chóru w obronie wybitnego reżysera. Pozostaje tylko czekać, aż za urodzonym w Paryżu Raymondem Romanem Lieblingiem, jak brzmi właściwe nazwisko Polańskiego, wstawi się Instytut Yad Vashem, a wszystkie głosy krytyczne zostaną uznane za przejaw antysemityzmu. Tym tropem poszedł już inny geniusz lewicy ? Kazimierz Kutz.&lt;br /&gt;Roman Polański miał w swoim życiu chwile wybitne, a takimi można uznać stworzenie wybitnych obrazów typu ?Nóż w wodzie? czy ?Pianistę?. Znana w kinie jest także mroczna strona jego duszy, która ujawnia się na przykład w satanistycznym ?Dziecku Rosemary? (?konsultantem? Polańskiego i jednym z aktorów był sam Le Vey, autor ?satanistycznej biblii?) czy perwersyjnych ?Gorzkich godach?. Jego twórczość powinna jednak pozostać poza dyskusją. Fakt, kino to jak mawiał Lenin, najważniejsza ze sztuk, ale prawo obowiązuje przecież każdego. &lt;br /&gt; List domagający się uwolnienia Polańskiego, podpisany między innymi przez Andrzeja Wajdę, a popierany przez Lecha Wałęsę jest skandalem. Jego sygnatariusze określają postępowanie władz szwajcarskich mianem ?prowokacji?, dodatkowo ?niezgodnej z prawem międzynarodowym?, mogącej zakończyć się ?linczem?.&lt;br /&gt;Jeśli do tego dodamy akcję dyplomatyczną Radka Sikorskiego i publicystyczne zabiegi w obronie reżysera jego małżonki ? Anne Appelbaum, to można odnieść wrażenie, że pedofilskie gwałty w jacuzzi, wspomagane narkotykami, to w zasadzie normalna rozrywka dla wyższych sfer, do której nie należy się wtrącać.&lt;br /&gt;Co dzień dołączają już nowi znamienici sygnatariusze. M.in. reżyser gej, sam molestowany w dzieciństwie ? Pedro Almodovar oraz kolejny pedofil Woody Allen, który w swoim zboczeniu posunął się nawet do tego, że poślubił? adoptowaną wcześniej córkę!&lt;br /&gt;Cóż. Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. &lt;br /&gt;A zanim ktoś sięgnie po pióro do pisania polemiki niech zastanowi się, jakby się czuł, gdyby jego 13 letnie dziecko oznajmiło mu: że właśnie odbyło stosunek analny z wybitnym reżyserem Zanussim lub Wajdą. Podejrzewam, że myśli rodzica krążyłyby gdzieś indziej niż wokół "Katynia" czy "Barw ochronnych".&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-1378026143522837091?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/1378026143522837091'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/1378026143522837091'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/10/pedofilia-z-wyzszych-sfer.htm' title='Pedofilia z wyższych sfer'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-2035396341343362069</id><published>2009-09-16T10:26:00.000+02:00</published><updated>2009-09-16T10:27:33.104+02:00</updated><title type='text'>Zakładu Utylizacji Szmalu</title><content type='html'>Najprostszym sposobem ochrony emerytur w dobie kryzysu finansowego jest likwidacja Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W życiu każdego człowieka dwie rzeczy są pewne: płacenie podatków i śmierć, więc podatnicy pogodzili się z istnieniem represyjnych urzędów skarbowych, tak samo jak z sąsiedztwem zakładów pogrzebowych i kostnic. Jednak nie ma bardziej znienawidzonej w Polsce instytucji państwowej od ZUS. Płacone składki ubezpieczeniowe są w Polsce podatkami i to o wiele dotkliwszymi od tych płaconych urzędowi skarbowemu. To składki ZUS są przyczyną wszelkich nieszczęść podatnika w naszym kraju: powodują bezrobocie, skłaniają do zatrudniania na czarno i w dodatku nie da się ich uniknąć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego Polacy nie kochają ZUS&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polacy nie pałają miłością do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych z wielu powodów. Najczęściej, bo czują się okradani. Wypłacana emerytura, za którą trzeba się nachodzić, udowodnić doń swoje prawa, okazując tony dokumentów, o ile ktoś dożyje odpowiedniego wieku, i tak okaże się niewspółmierna do opłaconych składek i potu wylanego w czasie wszystkich lat pracy. Doprawdy trudno znaleźć kogokolwiek, no może poza byłymi esbekami i przedstawicielami dawnego aparatu represji, kto zadowolony byłby z wysokości wypłacanych świadczeń. &lt;br /&gt;Jeśli ktoś nie poczuł się okradziony, z pewnością czuje się oszukany. Wystarczy porównać otrzymywane kwoty z potencjalnymi, które urosłyby, gdyby płacący składki bądź inwestowałby je we własnym zakresie, bądź powierzyłby na wolnym rynku w zarządzenie wyspecjalizowanym instytucjom finansowym. Po uwzględnieniu inflacji ? najbardziej perfidnemu rządowemu narzędziu konfiskaty naszych pieniędzy ? okazuje się, że przymusowa ?inwestycja? w nasze składki przyniosła straty. &lt;br /&gt;Wreszcie nawet ci, którzy zwyczajnie oszukują nasze państwo, żyjąc z pokątnie załatwianych rent i zasiłków okresowych, nieszczęśliwi są po stokroć. Oczywiście staliby się bardziej szczęśliwi, gdyby uczciwie pracowali. Mieliby więcej pieniędzy i czyste sumienie. A tak, stają się socjalnymi narkomanami uzależnionymi od świadczeń. Tak jak narkoman stale domaga się większych dawek, tak i socjalni narkomani domagają się coraz większych stawek socjalnych. Tak jak narkoman staje się coraz bardziej pomysłowy w zdobywaniu narkotyku, tak i socjalni narkomani swoją kreatywność sprowadzają do załatwiania lewych zwolnień, symulowania chorób przed lekarzem orzecznikiem, czy kiwania pracodawców. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komunistyczna twierdza&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Państwowy monopol na ubezpieczenie społeczne to piramida finansowa. Emeryci i renciści opłacani są z bieżących wpływów, a opowiadanie o istnieniu ?specjalnych kont, na których Polacy oszczędzają na swoją emeryturę?, to bajka, na którą nie łapią się już nawet przedszkolaki. &lt;br /&gt;ZUS jest niezdobytym przez zdrowy rozsądek bastionem myślenia komunistycznego. Po prostu musi być i basta, a w dodatku ręczne sterowanie nim, niewywiązywanie się ze zobowiązań, defraudacja każdej powierzonej kwoty traktowane są z pełnym zrozumieniem. Istnienie ZUS jest dogmatem polityków, lobby ubezpieczeniowego Otwartych Funduszy Emerytalnych i lewicy (tej bezbożnej i tej pobożnej). &lt;br /&gt;Kluczowe sprawy dotyczące ZUS-u, jakby nie było, ważne dla każdego obywatela traktowane są z niebywałą beztroską. Niby mówi się o bankructwie tej instytucji, ale wiadomo ? upadek ZUS-u oznaczałby de facto upadek socjalnej funkcji państwa. Dziś wydaje się to niemożliwe, więc takowej ewentualności w ogóle nie bierze się pod uwagę.&lt;br /&gt;Zupełnie ignoruje się fakt, że płacących składki jest coraz mniej (społeczeństwo się starzeje), żyjących z ZUS jest coraz więcej (1/3 zdrowych pracujących utrzymuje 2/3 zdrowych niepracujących), a Polska ?szczyci? się jedną z największych ilością nierobów w wieku produkcyjnym na świecie. &lt;br /&gt;ZUS był, jest i być musi. Jakoś działa i będzie działał. Jeśli zabraknie pieniędzy, najwyżej wytnie się Puszczę Białowieską, aby dodrukować banknotów z wysokimi nominałami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mistrzowie defraudacji&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zeszłoroczny raport Najwyższej Izby Kontroli zwrócił uwagę, że urzędnicy tej instytucji lekką ręką wydają pieniądze zrabowane obywatelom. Na swą działalność ZUS wydaje blisko 3,5 mld rocznie, czego gros idzie na wypłaty dla armii blisko 50 tys. biurokratów. Powstaje tutaj zasadnicze pytanie: czym ci ludzie tam się zajmują. Skoro ZUS nie zarządza naszymi pieniędzmi, nie inwestuje ich, czy nie wykonuje żadnych skomplikowanych operacji, a jedyna operacja polega na pobieraniu opłat i wypłacaniu należnych kwot, do takich czynności wystarczyłaby pani w okienku na poczcie lub w banku. &lt;br /&gt;Kontrola NIK wykazała, że ZUS jest śle zarządzany. Ponad miliard złotych wydano na program do informatycznej obsługi systemu. Szefowie ZUS zamawiają tak archaiczne urządzenia jak? dyskietki komputerowe, które już dawno wyszły z użycia. &lt;br /&gt;Opinię publiczną zbulwersował ostatnio fakt, że ubezpieczalnia odrzuciła w przetargu jedną z ofert na karty magnetyczne, ponieważ była? zbyt tania. Urzędnicy wybrali za to ponad trzykrotnie droższą ofertę konkurencji, zupełnie nie licząc się z kosztami!&lt;br /&gt;Z ZUS-em jest w Polsce tak, jak z autostradami. Jedna z anegdot mówi, ze na początku lat 90. do przedstawicieli polskiego rządu przyjechali Amerykanie. ?Zbudujemy wam autostrady? ? powiedzieli. ?A ile to będzie kosztować? ? spytał rząd? ?Zero. Ale dacie nam je w dzierżawę na trzydzieści lat? ? odpowiedzieli Amerykanie. ?A jeśli tak to nie? ? odpowiedział rząd. &lt;br /&gt;Autostrad nie mamy do dziś. Za to na wybudowanie 10 km autostrady ogłasza się 10 przetargów na budowę kilometra po to, aby 10 razy ktoś mógł wziąć łapówkę. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt; ZUS-owskie Bizancjum&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duże kwoty defraudowane są na bizantyjskie siedziby państwowego giganta, ośrodki szkoleniowe, a nawet domy wypoczynkowe. W 83 proc. zusowskie noclegownie stoją puste, a więc za zbytek urzędników płacą przyszli i obecni emeryci i renciści. &lt;br /&gt;Na budowę nowej warszawskiej siedziby poszło prawie 200 mln złotych. Nowa siedziba ZUS razi przepychem. Na 26 tys. metrów kwadratowych luksusowego biurowca znajduje się aż 15 sal konferencyjnych. Ciekawe czego tam będą uczyć się biurokraci, dodawania i odejmowania czy tabliczki mnożenia? Przydałoby się. Koszt budowy wyniósł ponad 7 tys. za m. kw., a więc znacznie więcej niż podobne inwestycje na rynku.   &lt;br /&gt;To jeszcze nie koniec. Nowa siedziba Zakładu Utylizacji Szmalu powstaje także w Szczecinie. Regionalne przedstawicielstwo będzie kosztować ?tylko? 26,7 mln złotych. To także nie miało, zważywszy na 4 kondygnacje i 5,8 tys. metrów kwadratowych powierzchni. Wszystko to oczywiście po to, aby urzędnikom przyjemniej utylizowało się nasze składki.&lt;br /&gt;Naturalnie, gdy inni nie doceniają twojej pracy, doceń się sam. Właśnie z takiego założenia wychodzą szefowie tej szanowanej przez jej pracowników instytucji. W 2008 r. aż 1,8 mld złotych wydano na premie i wynagrodzenia. To 237 mln więcej niż rok wcześniej. Przeciętna pensja wzrosła od 338 złotych do 3264 zł. miesięcznie. Najlepiej mieli się pracownicy centrali. Średnia pensja w warszawskiej siedzibie firmy to 5,7 tys. zł. Na same premie wydano 220 mln złotych, czyli 16 proc. więcej niż rok temu. Średnia nagroda wyniosła 4,6 tys. zł. na głowę. Biurokraci z centrali dostawali nawet po 10 tys.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krucjata biurokratów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dobie kryzysu Polacy wiedzą jak się zachować. Idą do lekarza po zwolnienie, płacą łapówkę znajomemu i ?załatwiają? sobie rentę. Gdy w pierwszej połowie roku drastycznie wzrosła liczba wypłat świadczeń, w centrali zawrzało. Biurokraci zabili na alarm i zapowiedzieli drastyczne kontrole wśród odbiorców świadczeń i lekarzy. Idea jak najbardziej słuszna. Wypada tylko spytać, dlaczego tak późno. &lt;br /&gt;Ale jest jeszcze druga strona medalu. To nie ludzie są z natury oszustami. To stworzony przez urzędników system ubezpieczeń społecznych prowadzi do demoralizacji ponieważ bazuje na oszustwie ? pozorowanym ?odkładaniu? na emeryturę i złudnym (bo weryfikowalnym w razie rzeczywistej potrzeby) zabezpieczeniu socjalnym. Nie znaczy to, że uchylający się od pracy mają być automatycznie rozgrzeszani, ale przy histerycznym szukaniu oszczędności po stronie wydatków z pewnością skrzywdzi się wielu ludzi. Szczególnie takich, którzy naprawdę są niezdolni do pracy, stracili zdrowie, a pieniądze z państwowego ubezpieczenia są ich jedynymi środkami utrzymania. Gazety są pełne historii ludzi skrzywdzonych przez urząd, tylko dlatego, że delegatury otrzymały polecenie z centrali, że trzeba szukać oszczędności odbierając ludziom wcześnie przyznane renty i zasiłki. &lt;br /&gt;Jak nie dopuścić do podobnych sytuacji w przyszłości? Wniosek może być tylko jeden: zlikwidować ZUS. Inwestując samodzielnie środki przeznaczane dziś na składki, zapewnimy sobie naprawdę dostatnią emeryturę. Jeśli nie wiemy, w co inwestować, lepiej niż pani z ZUS-u, doradzi nam? szympans. Małpa nie tylko mniej kosztuje, ale także mnie gada, a co najważniejsze: zapewnia dużo wyższą stopę zwrotu z inwestycji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Artykuł pochodzi z najnowszego wydania "Gazety Polskiej" &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-2035396341343362069?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/2035396341343362069'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/2035396341343362069'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/09/zakadu-utylizacji-szmalu.htm' title='Zakładu Utylizacji Szmalu'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-624745866208683631</id><published>2009-09-14T09:52:00.001+02:00</published><updated>2009-09-14T09:52:54.011+02:00</updated><title type='text'>Piłka nożna dla kibiców!</title><content type='html'>Coraz większe wydatki na kontrolę społeczeństwa i zabezpieczanie imprez masowych, tylko iluzorycznie zwiększają bezpieczeństwo obywateli. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miliony złotych idące na systemy monitoringu, nowoczesne zabezpieczenia i ustawy, służą wyłącznie poprawie humoru polityków. Czy dzięki temu mecze piłkarskie czy koncerty zamiast imprez dla prawdziwych fanów mają stać się drogimi piknikami dla wybranych?&lt;br /&gt;Przed organizacją Euro 2012 Polska miała szansę stać się normalnym krajem, gdzie podczas meczu czy koncertu można się napić zimnego piwa. Skończyłaby się więc tradycja wnoszenia na stadion wódki w prezerwatywach ukrytych w dżinsach-piramidach, czy obrzucania się pustymi flaszkami. &lt;br /&gt;Niestety konserwatywni socjaliści z PiS, pod hasłem walki z terroryzmem, który ma doprowadzić do tego, że nieletni znajdą się pod presją picia, pogrzebali wszelkie nadzieje, że na stadionach znajdzie się  coś innego niż tylko ciepła woda mineralna. &lt;br /&gt;Postępu więc nie będzie, kibice tradycyjnie będą upijać się przed meczami. &lt;br /&gt;Równolegle posłowie ?klepnęli? nową ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych, która wprowadza prawdziwy terror służb porządkowych i policji nad kibicami. Najbardziej rażące jest zrównanie funkcji służby porządkowej z policją oraz drastyczne kary, które można pod byle pretekstem nakładać także na osoby postronne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wojna droższa od ustawki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naturalnie piłka nożna od zawsze przyciąga element chuligański, a sprowadzanie rywalizacji sportowej do żądzy zadania ran lub śmierci przeciwnikowi zasługuje na potępienie. Z drugiej strony chęć udowodnienia kto jest silniejszy jest naturalna wśród mężczyzn, a to, że rywalizację między dzielnicami, miastami i narodami udało się zamknąć na stadionach, powinno akurat rządzących cieszyć, a nie martwić. Koszty prawdziwych wojen byłyby zapewne dużo wyższe.&lt;br /&gt;Oddanie jednak sporej władzy w ręce zabezpieczających imprezy masowe może tylko stworzyć nowe antagonizmy. Jakości służb porządkowych, czy policji pozostawia wiele do życzenia. Zgodnie z nową ustawą ochroniarz traktowany jest jak policjant na służbie. Za niepodporządkowanie się poleceniom ochrony grozi co najmniej 2 tys. złotych grzywny! Wszystko dobrze, gdy ochrona będzie chciała nam wskazać miejsce do zajęcia, ale co z sytuacją, gdy ochroniarz poprosi nas, aby podrapać go po plecach, a my nie będziemy mieli na to ochoty? Dwa tysiące to przesada. &lt;br /&gt;Podobna kara może spotkać każdego, kto zakrywa twarz celem uniemożliwienia lub utrudnienia identyfikacji jego osoby. Jeżeli więc na stadionie będzie zimno, a kibic zakryje twarz szalikiem, może narazić się na szykany. Podobnie uznana za winną może być osoba, która zakryje twarz, bo akurat znajduje się w miejscu, gdzie ochrona rozpyliła gaz.&lt;br /&gt;Absurdalne są także przepisy zakazu stadionowego. Pomijając już to, że osoba z zakazem musi podporządkować swoje życie harmonogramowi meczów PZPN i meldować się w tym czasie na komendzie, co np. z osobami, które stracą zainteresowanie futbolem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Monitoring nie pomaga&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Politycy dla poprawy własnego humoru nie szczędzą wydatków na monitoring i ochronę. Tylko w 2009 władze Warszawy mają w planach wydać na ten cel ponad 13 mln zł. Tyle ma kosztować przewidziane w budżecie miasta ?Zapewnienie sprawności systemu monitoringu?. Na rozbudowę miejskiego monitoringu przewidziano ponad 10 mln złotych, a budowa Zintegrowanego Stanowiska Koordynacji i Reagowania pochłonie kolejne 15 mln. Czy owe miliony przyczynią się do spadku przestępstw i większego bezpieczeństwa mieszkańców Warszawy?&lt;br /&gt;Oczywiście nie. Dowodzą tego badania Katedry Kryminalistyki Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Z badań pod kierunkiem dr. Pawła Waszkiewicza wynika jednoznacznie, że zainstalowanie kamer nie wpływa na spadek przestępstw. Analogiczne wnioski płyną z badań przeprowadzonych w USA i Wielkiej Brytanii. Monitoring działa po fakcie ? ułatwia policji identyfikację i łapanie przestępców, ale służy to wyłącznie zwiększeniu komfortu ich pracy. &lt;br /&gt;Brytyjczycy wydali miliony publicznych pieniędzy na instalacje systemów kamer przemysłowych w miastach, a teraz zastanawiają się, czy te wydatki były uzasadnione. Wyniki badań naukowców z UW są dostępne od roku, nikt jednak najwyraźniej z tego pożytku nie czyni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od paszportów po bioczipy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze większą kreatywność politycy wykazują przy konstruowania masowych systemów kontroli społeczeństwa. Jeszcze niedawno wprowadzanie nowych paszportów biometrycznych w Polsce (takich, które oprócz danych osobowych zawierają unikalne cechy osobnicze np. kształt twarzy), forsowano pod pozorem postępu i nowoczesności.&lt;br /&gt;Te ?niemożliwe do podrobienia? dokumenty, jak niemal każde elektroniczne nośniki danych, okazały się dziecinnie proste do skopiowania. Dziennikarzom Brytyjskiego Timesa sklonowanie biometrycznych paszportów zajęło kilka minut. Prawdziwi terroryści, dzięki zapobiegliwości polityków, dostali więc do ręki narzędzie, dzięki któremu będą mogli łatwiej kraść czyjeś dane, podszywać się pod cudzą tożsamość i dzięki temu pozostawać nieuchwytnymi. &lt;br /&gt;W niektórych krajach Unii Europejskiej: Niemczech i Wielkiej Brytanii rządzący posuwają się jeszcze dalej i zamierzają forsować przepisy umożliwiające tajne policyjne przeszukiwania prywatnych komputerów bez zgody sądu. Oznaczałoby to faktyczną, prewencyjną kontrolę prywatnych danych i korespondencji. &lt;br /&gt;Zapewne marzeniem biurokratów jest aplikowanie obywatelom bioczipów ? specjalnych mikroczipów, wszczepianych igłą pod skórę, zasilanych z ludzkiego biopola. Według firmy Global Industry Analysts, światowy rynek bioczipów wzrośnie do 3,4 mld dolarów w 2012 r., a czołowymi firmami są takie marki jak GE Healthcare, Affymetrix, Biomerieux czy Zyomyx. &lt;br /&gt;Już teraz istnieją bioczipy zintegrowane z ludzkim organizem ? potrafiące mierzyć poziom cukru, czy przekazywać impulsy wprost do mózgu, w czym zauważa się szansę dla chorych np. na chorobę Parkinsona.&lt;br /&gt;Istnieje jednak druga strona medalu. Za pomocą bioczipów można nie tylko bezkarnie katalogować wszelkie dane obywatela, ale prowadzić jego pełną inwigilację. Jednak największe zagrożenia dla niezbywalnej wolności osoby ludzkiej niesie fakt, że za pomocą bioczipa można przesyłać fale elektroniczne, sterując w przyszłości ludzkimi emocjami, powodując ból czy zakłócenia pracy organizmu.&lt;br /&gt;Jeśli ziściłyby się te szatańskie plany rządów, politycy zyskaliby właściwie idealnych poddanych. Bez prywatności, bez tajemnic, łatwych do manipulowania i kontroli. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Artykuł ukazał się w najnowszym tygodniku Najwyższy Czas! &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-624745866208683631?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/624745866208683631'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/624745866208683631'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/09/pika-nozna-dla-kibicow.htm' title='Piłka nożna dla kibiców!'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-6938190665091665601</id><published>2009-09-08T10:59:00.001+02:00</published><updated>2009-09-08T10:59:37.128+02:00</updated><title type='text'>Wywiad w TVP</title><content type='html'>Platforma cyfrowa TVP to być albo nie być dla tej firmy. Według sondażu TNS OBOP blisko 90 proc. Polaków chce uruchomienia takiej platformy. Uruchomienie narodowej platformy cyfrowej zwieńczy proces cyfryzacji w Polsce i zwiększy dostęp od telewizji cyfrowej najwyższej jakości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-6938190665091665601?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/6938190665091665601'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/6938190665091665601'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/09/wywiad-w-tvp.htm' title='Wywiad w TVP'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-8626692114720433350</id><published>2009-08-31T14:07:00.002+02:00</published><updated>2009-08-31T14:10:21.362+02:00</updated><title type='text'>Artykuł</title><content type='html'>Poniżej wersja pierwotna artykułu, który ukazał się w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost" &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Współcześnie firmom konkurencja się nie opłaca. Łatwiej wymóc na politykach wprowadzenia zakazu produkcji towarów konkurencji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od 3 kwietnia na terenie Unii Europejskiej obowiązuje zakaz produkcji i sprzedaży termometrów rtęciowych. Właśnie wchodzi także zakaz produkcji tradycyjnych żarówek, które mają zostać wyeliminowane z rynku do 2012 r. Politycy szykują kolejne szykany. Z rynku mają zniknąć telewizory kineskopowe oraz detergenty zawierające fosforany. Jak tak dalej pójdzie będziemy mogli kupować tylko produkty, na których sprzedaż łaskawie wyraziła zgodę Bruksela.&lt;br /&gt;Głównym zajęciem polityków jest bezproduktywne produkowanie regulacji. Właśnie dlatego współczesne przedsiębiorstwa działają na rynku wybitnie przeregulowanym. Aby sprzedać produkt czy usługę konsumentowi trzeba nie tylko coś wymyślić, wyprodukować i zaoferować. Trzeba mieć na to patent, zgodę, koncesję, atest, pozwolenie, towar trzeba oclić, opodatkować, certyfikować, a dopiero potem zaproponować go klientowi. &lt;br /&gt;W warunkach ostrej konkurencji największe korporacje świata zmieniły front. Zamiast obniżać ceny, wprowadzać innowacje, gwarantować lepszą jakość i zwiększać nakłady na marketing, korporacje wolą gwarantować sobie wprowadzanie nowych produktów poprzez wprowadzanie konkretnych zapisów prawnych lub eliminację z rynku produktów konkurencji. Wystarczy tylko minimum lobbingu, a ziarno padnie na podatny grunt.&lt;br /&gt;Klasycznym przykładem już wyśmianym przez wszystkie media jest próba penalizacji plastikowych toreb. Konsumentom nie przeszkadza, że nowe, ?ekologiczne? torby zawierają tylko śladowe ilości biodegradowalnych skrobi, bowiem paradują z zielonymi siateczkami z takimi minami, jakby przed chwilą komuś uratowali życie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gorączka za 200 zł&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dozna szoku ten, kto chciałby kupić w aptece zwykły termometr. Niejeden emeryt padnie trupem, gdy ?pani magister? zaoferuje mu w zamian elektroniczne urządzenie z natychmiastowym pomiarem temperatury ciała za 200 zł. To efekt wprowadzonej w 2007 r. przez Parlament Europejski dyrektywy zakazującej stosowanie rtęci w termometrach lekarskich i innych urządzeniach pomiarowych przeznaczonych do sprzedaży konsumentom. &lt;br /&gt;Zakaz jest argumentowany wysoką toksycznością rtęci dla ludzi i ekosystemów. Jest to kolosalna bzdura. Rtęć w sporych ilościach występuje w środowisku naturalnym, nie stwarzając żadnego zagrożenia dla człowieka. Średnia zawartość rtęci w porcji ryb wynosi 0,2 miligramów, mleku 0,009 mg, a w wołowinie i warzywach 0,003 mg. Rtęć była powszechnie stosowana w dentystycznych amalgamatach, natomiast literatura nie zna przypadku zgonu w wyniku rozbicia termometru. Chemicy obliczyli, że wzrost ilości rtęci w środowisku wskutek działalności człowieka nastąpiłby za co najmniej 1000 lat. Obecnie w atmosferze znajduje się 10 mln ton naturalnej rtęci, natomiast roczna produkcja człowieka nie przekracza 10 tys. ton. &lt;br /&gt;W rzeczywistości zakazu używania starych, a w zasadzie nakazu używania nowych termometrów zażyczyli sobie producenci nowych urządzeń, wykorzystując wszechobecną w społeczeństwie ?chemiofobię? i fascynację ekoloideologią. To wszystko wystarczyło, aby wyeliminować z rynku produkt, który niezawodnie spełniał swą funkcję przez 140 lat! Zanim została przegoniona przez producentów z Chin, Łódzka Wytwórnia Termometrów produkowała nawet do 3 mln sztuk rocznie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żarówka za 20 zł&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 września wejdzie w życie kolejny unijny zakaz, tym razem produkcji tradycyjnych 100W żarówek oświetleniowych. W 2012 r. żarówkę dostaniemy tylko na czarnym rynku, więc niewykluczone, że po tym terminie stanie się ona kolejnym elementem bitwy pomiędzy celnikami a przemytnikami, obok ?nielegalnych? papierosów, alkoholu, narkotyków, a może też rtęciowych termometrów. &lt;br /&gt;Niewykluczone też, że Thomas Edison, który 1879 r. opatentował swój wynalazek, zniknie z podręczników, jako główny winowajca globalnego ocieplenia, bowiem właśnie walką ze zmianami klimatu UE uzasadniała swój genialny cywilizacyjny skok. W dodatku, słowami unijnego Komisarza ds. Energii Andrisa Piebalgsa, jest to krok ?kluczowy? do osiągnięcia ?celów?, czyli 20 proc. redukcji emisji dwutlenku węgla do 2020 r. &lt;br /&gt;Tylko idiota może sądzić, że kluczowe są tu cele ochrony środowiska, a nie lobbing producentów nowoczesnych, ekologicznych świetlówek. Aby sprawdzić, jakie firmy za tym stoją wystarczy przyjrzeć się albo ekspansji tych nowych produktów w supermarketach, albo spytać premiera Pawlaka, jakie żarówki dostaną gminy w ramach programu oszczędności, któremu patronuje Minister Gospodarki. &lt;br /&gt;Naturalnie ci sami producenci żarówek produkują inne zbędne, energożerne urządzenia, jak np. elektryczne szczoteczki do zębów, urządzenia do masażu stóp czy manicure?u. Ciekawe jak ekologicznie uzasadnić używanie elektronicznych urządzeń wibrujących w miejsce tradycyjnych szczoteczek czy pilników?&lt;br /&gt;Jeśli w prasie przeczytamy, że pilniki służą złodziejom do dewastacji krat podczas ucieczki z więzień, niewykluczone, że unia szykuje się do zakazu ich stosowania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiedza za darmo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można się spodziewać, że wkrótce unijni urzędnicy wezmą się za kineskopowe telewizory, w ramach powszechnej cyfryzacji, czyli zastępowania starych telewizorów, plazmowymi lub LCD. Już teraz zauważalna jest medialna kampania producentów nowoczesnych telewizorów, informująca, że ich nowe produkty są wydajniejsze energetycznie, czyli zużywają mniej prądu. Jednak nowe, ekologiczne produkty zostaną zaprezentowane dopiero w 2010 r., i wtedy okaże się, że te, kupione dziś nadają się tylko na śmietnik. Panasonic pokazał na targach w Las Vegas telewizory laserowe, zużywające 40 proc. mniej energii od konkurencji. Analogiczny dogmat niskiej energochłonności stosuje Philips przy produkcji modeli tzw. Eco flat TV. &lt;br /&gt;Trwają też dyskusje na temat wprowadzenia zakazu produkcji detergentów zawierających fosforany. W projekt zaangażowane są tradycyjnie: PSL i oczywiście Ministerstwo Środowiska, które prowadzi ponoć ?rozmowy z producentami?. Nietrudno się domyślić, że ?producenci? wkrótce dobrowolnie zgodzą się zaprzestać produkcji tych trucizn, zastępując je innymi ?zamiennikami?. Z ręką w nocniku obudzą się te zakłady produkcyjne, które nic nie wiedzą o ?konsultacjach? z urzędnikami.&lt;br /&gt;Polskie firmy mają zerową wiedzę nie tylko o lobbingu, ale także o funkcjonowaniu współczesnej gospodarki. Gospodarki, która coraz bardziej przypomina nakazowo-rozdzielczy socjalizm niż wolny rynek. Podobnie zresztą ma się z lobbingiem, tradycyjnie wykorzystywanym przez firm dla deregulacji gospodarki i dla zwiększenia walki konkurencyjnej. Okazuje się, że dziś lobbing służy wyłącznie wprowadzaniu nowych arcygłupich zakazów i nakazów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Operacja "żarówka"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komisja Europejska w zasadzie przejęła funkcje działu planowania największych korporacji. Wylobbowany w KE postęp w dziedzinie żarówek jest gwarancją zbytu dla wiodących producentów tych produktów w Europie. Producenci żarówek wyeliminowali ryzyko ze swojej działalności gospodarczej. Dokładnie wiedzą, co, ile produkować i kiedy produkt zniknie z rynku. Co prawda we wrześniu ze sklepowych półek mają zniknąć żarówki 100W, ale rok później nie będzie można już dostać 75W, we wrześniu 2011 ? 60W, i w 2012 ? 40W i 25W. W 2013 zostaną wprowadzone nowe obostrzenia dla świetlówek i diod LED, a w 2016 dla halogenów.&lt;br /&gt;Zadziwiające, jak łatwo lobbystom udało się przeforsować żarówkowy szwindel. Kluczową rolę w tym procesie odegrała jak zwykle poprawność polityczna, a ściśle podporządkowanie wszelkich działań walce z dwutlenkiem węgla i zmianami klimatu. Wydaje się, że KE jest bezkrytyczna wobec wszelkich działach skierowanych przeciw konsumentom. &lt;br /&gt;Operacja ?żarówka? była banalnym projektem z podręczniku lobbingu. European Lamp Federation (ELF) ? organizacja branżowa skupiająca producentów 95 proc. żarówek w Europie, w skład której wchodzą takie firmy jak Philips, Osram czy GE od wielu lat bombardowała opinię publiczną danymi, ile to dwutlenku węgla uda się zredukować dzięki wymianie starych żarówek na nowe. W tym celu ELF powołała kolejną organizację ?New Lamp Industry Initiative? ? czyli Inicjatywę Przemysłu na rzecz Nowych Żarówek, która lobbowała bezpośrednio w Komisji Energetyki. &lt;br /&gt;Komisarz Andris Piebalgs był zachwycony. Pierwszy plan oszczędnościowy Inicjatywa przedstawiła Komisji już we wrześniu 2006 r., a niespełna rok po tym wszystko było już załatwione. Żarówkowa rewolucja doskonale wpisywała się w europejską walkę z globalnym ociepleniem i odpowiadała w zasadzie na polityczne zapotrzebowanie zrobienia czegokolwiek dla ochrony klimatu. &lt;br /&gt;Co zadziwiające ?operacja żarówka? całkowicie pomijała aspekt humanitarny wymiany starych produktów na nowe. Do biura Audytora Generalnego Kanady w czerwcu 2008 r. wpłynęła petycja autorstwa dwóch lekarzy, wykazująca, że promieniowanie energooszczędnych żarówek może powodować zagrożenie zdrowia u ludzi cierpiących na migreny, epilepsję i problemy dermatologiczne. Wygląda więc na to, że obecnie używane żarówki mogą być toksyczne, a już na pewno są produktami mocno niedopracowanymi.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-8626692114720433350?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/8626692114720433350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/8626692114720433350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/08/artyku.htm' title='Artykuł'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-6491807221281746691</id><published>2009-07-28T12:49:00.000+02:00</published><updated>2009-07-28T12:50:44.715+02:00</updated><title type='text'>Pragnienie szczęścia</title><content type='html'>Najbardziej spełnieni w pracy będą ci, którym uda zerwać się z powszechną definicją szczęśliwości utożsamianej z nieograniczoną konsumpcją, najczęściej na kredyt. &lt;br /&gt;&lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W powszechnym mniemaniu ktoś szczęśliwy to człowiek robiący karierę, uposażony w luksusowe atrybuty: samochód, mieszkanie czy modne ubranie. W momentach przełomowych okazuje się jednak, że cały czar pryska. Okazuje się, że awans był wynikiem koneksji, auto i apartament są kupione na kredyt, a facet jest samotny i od wielu lat nie może wyleczyć się z depresji. &lt;br /&gt;W poszukiwaniu szczęścia musimy zdać sobie sprawę, że najlepszymi specjalistami od naszego życia jesteśmy my sami. Więc warto zadać sobie pytanie: co, w jakich proporcjach i pod jakimi warunkami, będzie dla mnie dobre?&lt;br /&gt;Dla jednego szczęściem będzie wykonywanie tego, co lubi, spełnianie swoich zawodowych pasji. Jeden będzie dobrze czuł się u pracodawcy za biurkiem. Drugi w podróży, trzeci na swoim. Dla kogoś innego praca jest tylko przykrym obowiązkiem, a realizację swoich marzeń odnajdzie w życiu rodzinnym. &lt;br /&gt;Niby wszystko jasne, ale jak trudno być szczerym sam na sam ze sobą. Szczerość może pociągać za sobą bolesne uczucia, niezabliźnione rany, wewnętrzne konflikty. Tymczasem chowanie się za parawanem powszechnego szczęścia: pracą od świtu do nocy, zagranicznymi delegacjami, symbolami statusu społecznego, jest dużo łatwiejsze.&lt;br /&gt;W końcu jednak i tak okazuje się, że ułuda nie może trwać wiecznie. Jakieś wydarzenie, albo osoba spowoduje, że pytanie o własną definicję szczęścia pojawić się musi. &lt;br /&gt;Wówczas szczęśliwymi okażą się ci, którzy żyją w zgodzie z własnym sumieniem. Zapewne nie ma uniwersalnej definicji szczęścia dla każdego, istnieje jednak uniwersalny stan, w którym ową szczęśliwość osiągnąć łatwiej. Równowaga. I właśnie odnalezienia tego stanu Państwu życzę.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Felieton został opublikowany w miesięczniku "Kariera"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-6491807221281746691?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/6491807221281746691'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/6491807221281746691'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/07/pragnienie-szczescia.htm' title='Pragnienie szczęścia'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-3085596835478427434</id><published>2009-07-21T10:12:00.001+02:00</published><updated>2009-07-21T10:14:04.605+02:00</updated><title type='text'>Mitologia energetyki wiatrowej</title><content type='html'>Energetyka wiatrowa jest na bakier z ekologią. Nie tylko niszczy naturalny krajobraz i dziesiątkuje lokalne populacje ptaków. To także najdroższa, najbardziej nieekonomiczna i wysoce nieprzewidywalna metoda pozyskiwania energii. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiatrowy biznes&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatni apel geologów z Polskiej Akademii Nauk, oprócz wezwania do rzetelności badań nad zmianami klimatu, sugerował, że za propagandą apokalipsy za sprawą efektu cieplarnianego stoją koncerny, które chcą sprzedać rządowi swoje kosztowne ?ekologiczne? technologie. Koncerny wykorzystują ekologów do wywoływania lęku przed zmianami klimatu, jednocześnie podsuwając politykom swoje produkty ? perorowali sygnatariusze dokumentu. &lt;br /&gt;Energetyka wiatrowa stała się lejtmotywem energetycznej rewolucji firmowanej przez zielonych. ? Jednak za tą propagandą stoją liczne koncerny, które przez ten kanał dobierają do pieniędzy podatników, przekazywanych im przez rządy w formie bezpośrednich dotacji, ulg i przywilejów ? uważa prof. Zbigniew Jaworowski, międzynarodowy ekspert ds. zmian klimatu. &lt;br /&gt;Mimo, iż energia wiatrowa jest trzykrotnie droższa od energii atomowej i dwukrotnie droższa od energii węglowej, wymaga pięciokrotnie wyższych nakładów inwestycyjnych, praktycznie nie zmniejszając emisji dwutlenku węgla, Kongres USA pracuje obecnie nad 200 różnymi ustawami korzystnymi dla przemysłu wiatrakowego!&lt;br /&gt;Podobnie dzieje się w Polsce, gdzie Ministerstwo Środowisko przeciwstawia energetykę wiatrową rozwojowi energetyki jądrowej w naszym kraju. Dr Andrzej Strupczewski z Instytutu Energii Atomowej nie ma złudzeń, że jedynymi beneficjentami takiej polityki są firmy zaangażowane przez państwo, natomiast nic nie zyskuje bezpieczeństwo energetyczne kraju oraz płacący rachunki podatnicy. &lt;br /&gt;Doskonałym przykładem wiatrakowego falstartu jest Dania. Duńczycy płacą najwyższe rachunki za prąd w Unii Europejskiej, nawet dwukrotnie większe od Polaków, gdzie energetyka bazuje na węglu i Francuzów, przyzwyczajonych już do energii jądrowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drogo i zmiennie&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Ogromnym problemem energii wiatrowej jest przysłowiowa zmienność wiatru. Okazuje się, że system turbin w jednej chwili może stracić swoją moc w przypadku zaniku wiatru. To już grozi energetycznym blackoutem, a państwa nie mogą uzależniać swojego bezpieczeństwa energetycznego od kaprysów pogody. Jak wysoka może być zmienność energii pochodzącej z turbin wiatrowych świadczą dane niemieckiej firmy EON, według której udział energii wiatrowej w pokryciu dziennego zapotrzebowania sieci energetycznej może wahać się od 32 proc. do 0,1 proc.! Niestety planowanie zmian siły wiatru nie przynosi zadawalających rezultatów. &lt;br /&gt;Innym problemem może okazać się okresowy nadmiar energii, która zamiast być wykorzystana zwykle jest marnotrawiona, jeśli kraj nie posiada odpowiedniego mostu energetycznego. ? W Danii jako całość eksport stanowił ponad 70 proc. ogólnej generacji elektryczności wiatrowej i była ona sprzedawana ze stratą ? ujawnia dr Strupczewski. To kolejny składnik kosztów energetyki wiatrowej.&lt;br /&gt;Inwestycje w turbiny i farmy wiatrowe generują gigantyczne koszty dla podatnika, bowiem często te ?ekologiczne? projekty są finansowane ze środków publicznych. Według danych Politechniki Szczecińskiej elektrownie wiatrowe potrzebują 28 większej powierzchni inwestycyjnej od elektrowni jądrowej. Emisja dwutlenku węgla powstałego w wyniku ich budowy jest dwukrotnie większa niż analogiczny wskaźnik dla elektrowni wiatrowych. Dwa razy większe jest też zapotrzebowanie materiałowe, natomiast zapotrzebowanie na aluminium i cement ? nieporównywalnie wyższe. W rezultacie elektrownia wiatrowa jest 4,5 krotnie mniej wydajna. Jest to wystarczający argument, aby stać się odpornym na propagandę grup przemysłowych i ekologicznych promujących wiatraki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ekonomia wiatru&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dania, która programowo wyrzekła się energii atomowej, jest największą wiatrową farmą świata. 6000 turbin pokrywa w porywach do 1/5 zapotrzebowania na energię, ale energetyczna stabilność musi być zapewniana przez tradycyjną energetykę bazującą na węglu. Tylko w 2006 r. emisja dwutlenku węgla w tym kraju zwiększyła się o 1/3. Podobne doświadczenia z redukcją emisji CO2 za pomocą wiatraków mają Niemcy. Der Spiegel ujawnił, że Niemcy nie zmniejszyły emisji gazów cieplarnianych nawet o gram. &lt;br /&gt;Prof. Michael J. Trebilcock z Uniwersytetu Toronto wykazuje, że do każdego dolara wydanego na wytworzenie MW z wiatru, amerykański podatnik dopłaca 23 kolejne. Energetyka wiatrowa jest więc najbardziej subsydiowaną gałęzią amerykańskiej energetyki. Z powodu państwowych dotacji na jedno stworzone miejsce pracy w tym sektorze, dwóch pracowników traci etaty w innym. &lt;br /&gt;Według ekonomistów energia wiatrowa nie spełnia żadnego z elementów, który pozwalałby traktować je jako alternatywne źródło energii. Jest mało wydajna, droga, awaryjna i nieprzyjazna środowisku. &lt;br /&gt;Wiatraki nie tylko szpecą krajobraz, ale są bardzo niebezpieczne. Farmy wiatrowe to przykład brutalnej industrializacji, niszczącej estetykę naturalnego krajobrazu. Przecinane śmigłami ptactwo ? to codzienny przykład rzezi, która codziennie odbywa się pod pozorem troski o? ochronę środowiska. Wiatrakowe farmy płoszą zwierzęta i burzą naturalną równowagę ekosystemu. &lt;br /&gt;Turbiny wiatrowe ulegają częstym awariom. W Niemczech oderwane łopatki wiatraka wbiły się w niedalekim sąsiedztwie autostrady i tylko cudem uniknięto tragedii. Zwarcia instalacji, pęknięcia fundamentów, uszkodzenia mechaniczne są na porządku dziennym do tego stopnia, że firmy ubezpieczeniowe wykręcają się od ubezpieczania elektrowni wiatrowych. &lt;br /&gt;Po kilku latach pracy wiatrowe farmy wymagają generalnych remontów. Możne kraje takie jak Dania czy Niemcy mogą sobie pozwolić na taki wydatek, ale subsydia pochodzą wprost z budżetu państwa. Ze względów ekonomicznych inwestycje w energię wiatrową wstrzymała Irlandia. Redukcja emisji dwutlenku węgla dzięki energii z wiatru jest symboliczna w porównaniu do ponoszonych kosztów. &lt;br /&gt;Eksperci badający perspektywy rozwoju tego typu energetyki alternatywnej w Polsce są dalecy od optymizmu. Poza wybrzeżem w Polsce wieje zbyt słabo. Opłacalność inwestycji w Polsce może być nawet dwukrotnie niższa niż w Danii. Mizerna infrastruktura przesyłowa wyklucza także opcję eksportu nadwyżek energii. Inwestycje w wiatrowe farmy nie mogą więc być zyskowne i mogą być prowadzone tylko poprzez sięgnięcie do kieszeni podatników.&lt;br /&gt;Energetyka wiatrowa nie jest więc obecnie żadną alternatywą dla energetyki jądrowej, lecz bardzo drogim kaprysem, fundowanym przez bogate rządy dla zaspokojenia popytu na produkty ekologiczne. Chociaż z ekologią wiatraki mają niewiele wspólnego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Artykuł ukazał się w Gazecie Polskiej &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/12505335-3085596835478427434?l=www.teluk.net%2Findex.htm' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/3085596835478427434'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/12505335/posts/default/3085596835478427434'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://www.teluk.net/2009/07/mitologia-energetyki-wiatrowej.htm' title='Mitologia energetyki wiatrowej'/><author><name>Tomasz Teluk</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:extendedProperty xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' name='OpenSocialUserId' value='03781995424142546717'/></author></entry></feed>