<?xml version='1.0' encoding='ISO-8859-2'?><rss xmlns:atom='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' version='2.0'><channel><atom:id>tag:blogger.com,1999:blog-12505335</atom:id><lastBuildDate>Mon, 05 May 2008 08:30:00 +0000</lastBuildDate><title>index.htm</title><description/><link>http://www.teluk.net/index.htm</link><managingEditor>Tomasz Teluk</managingEditor><generator>Blogger</generator><openSearch:totalResults>289</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-5449920304391360021</guid><pubDate>Mon, 05 May 2008 08:28:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-05-05T10:30:00.106+02:00</atom:updated><title>Klimat cenniejszy niż życie</title><description>W walce z globalnym ociepleniem, tak naprawdę chodzi o redukcję populacji największego szkodnika środowiska naturalnego jakim jest człowiek. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fanatyczni zwolennicy ochrony środowiska, wiążąc bez wiarygodnych naukowych dowodów okresowe ocieplanie się klimatu z działalnością człowieka (niektórzy idą znacznie dalej twierdząc, że głów w krajach Trzeciego Świata jest bezpośrednio związany z energochłonnym życiem mieszkańców Zachodu), ukuli tezę, że właściwie środowisko naturalne może zostać uratowane, gdy zredukuje się, a najlepiej całkowicie wyeliminuje się, liczebność największego wroga natury ? homo sapiens. &lt;br /&gt;Największym mitem tak zwanych ?ekologów? jest ?stan natury?, okres przed pojawieniem się człowieka, gdzie woda i powietrze były czyste, pożywienie ? ?ekologiczne?, a ?Matka Ziemia? nie była gnębiona odchodami cywilizacji. Ów stan odszedł w zapomnienie, gdy człowiek ujawnił swoje ekspansywne ambicje, starając się coraz bardzie uniezależnić się od zagrożeń naturalnych. Wyznawcy świeckiej religii globalnego ocieplenia wielką nienawiścią darzą cywilizację przemysłową i człowieka, jako domniemanego sprawcę zła. Pomysłem na powrót do stanu natury jest zniszczenie zindustrializowanego świata i stopniowe wyniszczanie rodziny ludzkiej. &lt;br /&gt;Wystarczy przeanalizować stanowiska współczesnych guru ?głębokiej ekologii?, aby dowiedzieć się, że celem klimatycznej histerii jest zadanie ciosu gospodarce kapitalistycznej, w której człowiek jest tylko niszczącym środowisko ?pasożytem? i ?nowotworem?, jak twierdzi laureat Pokojowej Nagrody Nobla Al Gore. Zaprawdę zadziwiające, w jaki sposób nagrodę dla walczących o pokój dostaje ideolog grupy, która nawołuje do przemocy wobec człowieka, a w zasadzie do eliminacji istot ludzkich w imię ratowania klimatu.&lt;br /&gt;Najlepszym rozwiązaniem z punktu widzenia ?zielonych? byłoby zamknięcie człowieka w rezerwatach, zrównanie w prawach zwierząt i ludzi, a w przyszłości być może oddanie ludzi we władztwo zwierzęco-ludzkich hybryd, tworzonych w zaciszu laboratoriów. Zwierzęta przecież, nie mogą stać się nigdy tak niebezpieczne dla środowiska jak ludzie.&lt;br /&gt;W ten sposób ekolodzy postawili na głowie naturalną hierarchię życia na ziemi. W naturalnej hierarchii człowiek jest najwyżej, natomiast niżej zwierząt jest tylko diabeł, bo trzeba przyznać, że i zwierze żyje w jakimś naturalnym porządku. Dla ekologów jest dokładnie odwrotnie.&lt;br /&gt;Podczas, gdy każde dziecko wie, że globalne ocieplenie jest nie tylko bardziej groźne niż globalny terroryzm i wojna atomowa, jego skutki mogą być ?nieporównywalnie większe? od Holocaustu i II wojny światowej, mało kto zwraca uwagę na bezpośredni związek postulatu regulacji temperatury na ziemi, z regulacją populacji.&lt;br /&gt;Podobnie jak ekolodzy mają ambicję regulacji globalnych temperatur, wśród nich coraz częściej odzywają się głosy nawołujące do regulacji populacji. Naturalnymi narzędziami regulacji populacji muszą być aborcja i eutanazja. &lt;br /&gt;Najbardziej znanym zwolennikiem likwidacji zagrożenia zwanego człowiekiem jest właściciel telewizji CNN Ted Turner. Turner najchętniej zredukowałby obecną liczebność ludzi o połowę wszelkimi dostępnymi metodami. Jest przekonany, że ludzkość czeka zagłada, tak czy siak, twierdząc, że ci, którzy przeżyją zostaną? kanibalami, choć z pewnością nie jest to profetyzm, lecz myślenie życzeniowe. &lt;br /&gt;Nie warto więc zwlekać z tym, co nieuchronne. Należy prowadzić politykę ograniczającą populację na wzór Chin, promować kulturę śmierci ? aborcję i eutanazję, pochwalać samobójstwa, alkoholizm i narkomanię, być pobłażliwym dla morderców i prowadzących agresywne wojny, utrzymywać w jak najgorszym stanie służbę zdrowia, drogi publiczne, walczyć z religią itd. &lt;br /&gt;Już dziś lewackie organizacje zmierzają do wprowadzenia globalnego centralnego planowania badań i rozwoju w medycynie, po to aby w sposób humanitarny decydować, kto ma zdrowieć, a kto umierać. Nie zmienia się także nic w kwestii liberalizacji światowego handlu, a ludność biednych krajów dziesiątkowana jest głodem i chorobami, nie przez globalny kapitalizm, lecz przez brak możliwości konkurowania biednych z bogatymi na zasadach wolnej konkurencji. Należy przypominać do znudzenia, że humanitarne unicestwianie milionów ludzi w Czarnej Afryce to z jednej strony efekt socjalizmu w tych krajach, a w drugiej obwarowanie się bogatego świata zaporą gospodarczego protekcjonizmu.&lt;br /&gt;Polityka ograniczania populacji jest więc wdrażana z sukcesami. Pod egidą ONZ są prowadzone przecież programy zrównoważonego rozwoju, gdzie ?redukcja liczby ludności? jest jednym z zasadniczych elementów.&lt;br /&gt;W tym roku w Poznaniu odbędzie się szczyt klimatyczny. Część Poznania stanie się zamkniętą strefą, a imprezie towarzyszyć będą wycieczki, koncerty, kolacje. I właśnie o to chodzi biurokratom. Aby mieć coraz większe budżety na wystawne życie. Hasło z czym akurat walczą, czy z ociepleniem, czy z ochłodzeniem, jest drugorzędne. &lt;br /&gt;Niemniej kampania przeciwko zmianom klimatu, która z dwutlenku węgla ? gazu niezbędnego dla rozwoju życia na ziemi, uczyniła największą truciznę, jest w zasadzie kampanią przeciwko życiu. Wato o tym pamiętać.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/05/klimat-cenniejszy-ni-ycie.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-536502375939111623</guid><pubDate>Mon, 28 Apr 2008 05:09:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-04-28T07:10:29.165+02:00</atom:updated><title>Artykuł we Wprost</title><description>Nie kradnij, rząd nie znosi konkurencji! Profesor Hans-Hermann Hoppe, ekonomista i filozof z University of Nevada, do opisania specyfiki socjalnego państwa dobrobytu stosuje następującą definicję: "Państwo to monopolista terytorialny, zajmujący się zinstytucjonalizowanym wyzyskiem i łamaniem praw własności przez regulowanie,   opodatkowanie i wywłaszczanie legalnych właścicieli". Czyż nie pasuje to doskonale do naszych władz?</description><link>http://www.teluk.net/2008/04/artyku-we-wprost.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-7065689631019974150</guid><pubDate>Mon, 21 Apr 2008 07:50:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-04-21T09:51:51.435+02:00</atom:updated><title>Komentarz dla TVP</title><description>Polski system skarbowy jest represyjny wobec podatnika. O pomstę do nieba woła opodatkowanie działalności charytatywnej i brak możliwości odliczania wydatków dobroczynnych przez firmy. Film &lt;a href="http://ww6.tvp.pl/16313,20080419699606.strona "&gt;tu&lt;/a&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/04/komentarz-dla-tvp.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-2771374480622244670</guid><pubDate>Thu, 17 Apr 2008 07:07:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-04-17T09:09:30.973+02:00</atom:updated><title>Patriotyzm popłaca</title><description>Im więcej nieskrywanego patriotyzmu, tym więcej bogactwa, mniej biedy, więcej praworządności a mniej korupcji, wynika z badań przedstawionych przez prestiżowy amerykański magazyn Foreign Policy. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieprzyzwoity nacjonalizm&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W okresie burzliwej debaty na temat ratyfikacji Traktatu Reformującego, widać najwyraźniej, że dla części klasy politycznej polski patriotyzm jest postawą wstydliwą, niechętnie widzianą na salonach, zbędną i kompromitującą. &lt;br /&gt;Bronisław Komorowski z zacięciem tłumaczył opinii publicznej, że jakikolwiek opór przed absorbcją narzucanych Polsce przepisów jest nieelegancki, nieprzyzwoity i źle odbierany przez europejski salon. Zwolennicy obrony interesów Polski, czy nawet postaci postulujące, by w tak ważnej kwestii jak ratyfikacja istotnego traktatu międzynarodowego wypowiedział się naród, przedstawiani są jako ciemniacy, prymitywy, osoby zacofane i nieobyte. Można odnieść wrażenie, że naczelną wartością polityków rządzących Polską jest to, jak postrzegają nas inni, a nie to co wiemy o sobie sami.&lt;br /&gt;Tymczasem najnowsze badania amerykańskich naukowców dowodzą, że im więcej patriotyzmu w danym kraju, tym żyje się w nim lepiej. Patriotyzm jest powodem do dumy. Obywatele szanujący swą ojczyznę trwale tworzą dobrobyt swoich rodzin, przyczyniając się do rozwoju własnego kraju. W krajach, gdzie postawy patriotyczne są bardzo silne notuje się dynamiczny wzrost gospodarczy i najwyższy poziom Produktu Narodowego Brutto na mieszkańca. &lt;br /&gt;Odwrotnie, im mniej patriotyzmu, tym więcej biedy. Nie popłacają też postawy radykalne ? skrajny nacjonalizm prowadzi w ostateczności do zwrócenia się obywatelom przeciw państwu. Otwarty konflikt między władzą a wyzyskiwanymi przez władzę obywatelami może prowadzić tylko do ekonomicznego krachu. Nacjonalizm nie wychodzi przecież na dobre takim krajom jak Wenezuela, RPA czy Filipiny.&lt;br /&gt;Warto prześledzić związek patriotyzmu i dobrobytu na przykładzie konkretnych krajów. Silnie patriotyczne Stany Zjednoczone, Japonia i Australia to największe potęgi gospodarcze świata. Patriotyzm jest pielęgnowany w bogatej Irlandii, a także w pozostającej poza Unią Europejską ? Norwegii. Patriotami są zarówno bogaci Nowozelandczycy, jak i mieszkańcy nowoczesnego Izraela. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wstydzimy się kraju&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na przeciwnym biegunie zaskoczenie. Jako jeden z krajów, gdzie poziom patriotyzmu jest najmniejszy ? wymieniana jest Polska! Polacy na tle czołówki są narodem ubogim i w niewielkim stopniu utożsamiającym się z ojczyzną (no, może poza meczami piłki nożnej, skokami narciarskimi i ostatnio zawodami Formuły 1). Na co dzień nie jesteśmy uznawani za patriotów i to przekłada się na naszą pracę. Warto przypomnieć, że według OECD Polska ma jeden z najniższych wskaźników zatrudnienia na świecie, przekraczający niewiele ponad 50 proc. Dla porównania liczba zatrudnionych w wieku produkcyjnym w takich patriotycznych krajach jak: USA, Norwegia, Nowa Zelandia, Australia czy Wielka Brytania, przekracza 70 proc. &lt;br /&gt;Podczas, gdy media i politycy Platformy obywatelskiej wmawiają nam, że Polacy utożsamiani są z nacjonalistami, fakty okazują się zgoła inne. W rzeczywistości nie jesteśmy patriotami, skoro unikamy pracy i naszego wkładu w tworzenie dobrobytu ojczyzny, za to chętnie traktujemy państwo jak dojną krowę. Pod byle pretekstem jesteśmy także skłonni wyjechać z kraju. Efektem takiej kosmopolitycznej postawy może być katastrofa demograficzna i krach systemu socjalnego. &lt;br /&gt;Według danych OECD, Polska jako jeden z niewielu krajów na świecie, odnotowała 5 proc. spadek zatrudnienia między 1996 a 2006 r. Dla porównania wzrost zatrudnienia w Hiszpanii czy Irlandii w tym okresie przekroczył 50 proc. Prognozy dla Polski są katastrofalne. Jeśli trend się utrzyma w 2050 r. Polska będzie miała jedną z najstarszych populacji świata, gdzie odsetek emerytów przekroczy 80 proc. społeczeństwa! Przy obecnych kłopotach systemu ubezpieczeń społecznych, za czterdzieści kilka lat nie będzie rąk do pracy, a osoby po 65 roku życia mogą nie dostać świadczeń od państwa.&lt;br /&gt;Brak patriotyzmu jest przejawem autodestrukcji. Zamiast wzdychać, że nie jesteśmy inni, powinniśmy zakasać rękawy i wziąć się ostro do roboty, póki jeszcze istniejemy na mapie świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kompleks Europejczyka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postawa inkryminująca patriotyzm jest więc postawą patologiczną. Polityk, który wstydzi się swojego kraju powinien zmienić zawód. Polityk, który jawnie działa na niekorzyść ojczyzny, powinien być traktowany jako zdrajca. Przymus przypodobywania się otoczeniu za wszelką cenę jest kompleksem prowincjusza, którzy nie akceptując siebie, rozpaczliwie szuka akceptacji w oczach innych. Nie świadczy to najlepiej o samoocenie naszych polityków. Podczas, gdy Niemiec jest dumny, że jest Niemcem, a Francuz, że jest Francuzem, Polak wstydzi się, że jest Polakiem i karci świadomych własnej wartości rodaków.&lt;br /&gt;Nie powinno dziwić, że w Polsce zjawisko korupcji jest powszechne. Jeśli nie czuje się więzi z urzędem, okradanie własnego kraju przychodzi nadzwyczaj łatwo. Być może dla tego mamy stosunkowo dużo przestępców wśród polityków i jeden z najwyższych wskaźników korupcji na świecie. Rzecz ma się podobnie jak z właścicielem domu. Właściciel nie zniszczy przecież swojej własności, lecz będzie dbał, aby zyskiwała na wartości. Inaczej ma się z wynajmującym nieruchomość, a politycy są właśnie takimi wynajmującymi na 4 lata. Wynajmującemu zależy na maksymalizacji korzyści z wynajmu. Nic dziwnego, że ze wspólnego domu znikają wówczas nie tylko cenne obrazy, ale także meble i klamki. &lt;br /&gt;W krajach, gdzie więzi patriotyczne są silne, rzadziej dochodzi do łamania prawa. Obywatele krajów anglosaskich rzadziej występują przeciw regułom obowiązującym we wspólnocie, niż Słowianie, gdzie utożsamianie się z ojczyzną zostało zduszone półwieczem panującego komunizmu. &lt;br /&gt;Destrukcja społeczeństwa obywatelskiego została dopełniona permanentnym straszeniem obywateli przed odrodzeniem się ultranacjonalizmu. Środowiska kosmopolityczne stasowały tę metodę nie tylko wobec Polaków, ale także Łotyszy, Słoweńców i Słowaków. Efekt jest taki, że ?przeciwnie wobec powszechnego mniemania, te kraje obecnie należę do najmniej nacjonalistycznych? zauważają naukowcy z Foreign Policy. &lt;br /&gt;Odrodzenie poczucia własnej wartości jest bardzo ważne dla przyszłej roli Polski w Unii Europejskiej i w polityce zagranicznej naszego kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/04/patriotyzm-popaca.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-2650824444801060516</guid><pubDate>Fri, 11 Apr 2008 09:29:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-04-11T11:30:07.730+02:00</atom:updated><title>Komentarz dla Panoramy</title><description>Inwestorzy, którzy słyszą często sprzeczne rekomendacje analityków, powinni przede wszystkim dbać o swoją wiedzę ekonomiczną i kierować się długoterminowymi prognozami.&lt;br /&gt;W erze szumu informacyjnego, informacja krótkoterminowa nacechowana jest emocjami rynku. Cechy dobrej informacji to aktualność, wiarygodność, kompetentność i zwięzłość.</description><link>http://www.teluk.net/2008/04/komentarz-dla-panoramy.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-7813125212740109918</guid><pubDate>Thu, 10 Apr 2008 09:16:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-04-10T11:17:22.105+02:00</atom:updated><title>Komentarz dla Superstacji</title><description>Czy portale polityczne są potrzebne? Oczywiście, prezentowanie swoich wizji jest charakterystyczne dla politycznych liderów. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ronald Reagan często powtarzał wiele elementów swoich przemówień do znudzenia.&lt;br /&gt;Tłumaczył wówczas, że prawda musi być powtarzana w nieskończoność.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/04/komentarz-dla-superstacji.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-7318393783407879420</guid><pubDate>Tue, 25 Mar 2008 10:37:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-03-26T11:18:54.913+01:00</atom:updated><title>Komentarz dla TVP</title><description>Okres przedświąteczny na zakupach może okazać się zabójczy dla naszych portfeli. Wiele towarów wkrótce zostanie przecenionych, szczególnie przez wielkie sieci handlowe. Film &lt;a href="http://ww6.tvp.pl/16013,20080322681856.strona"&gt;tu&lt;/a&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/03/komentarz-dla-tvp.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-4738703436718699084</guid><pubDate>Fri, 21 Mar 2008 17:19:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-03-21T18:29:23.786+01:00</atom:updated><title>Wielkanoc 2008</title><description>&lt;a href="http://www.teluk.net/uploaded_images/JUF-702580.gif"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://www.teluk.net/uploaded_images/JUF-702500.gif" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wszystkim moim czytelnikom z serca zycze Radości Chrystusa Zmartwychwstałego. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez człowieka też [dokona się] zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności" 1 Kor 20-23 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/03/wielkanoc-2008.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-5590713492304792786</guid><pubDate>Mon, 17 Mar 2008 08:23:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-03-17T09:25:10.646+01:00</atom:updated><title>Artykuł we Wprost</title><description>Dyskretny urok milionerów. Za korupcję odpowiadają politycy, a nie biznesmeni - uważają Polacy. &lt;span class=fullpost&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Pierwszy milion trzeba ukraść" - stwierdził pół żartem, pół serio w jednym z wywiadów były premier liberał Jan Krzysztof Bielecki. To niefortunne zdanie ukształtowało na początku przemian gospodarczych postrzeganie kapitalizmu przez Polaków. Przez kilkanaście lat pielęgnowaliśmy ów mit, a wraz z nim zazdrość w stosunku do bardziej przedsiębiorczych, zamożniejszych i zaradniejszych. Ale Polacy w końcu się przekonali, że pierwszego miliona wcale nie trzeba ukraść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej w druku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/03/artyku-we-wprost.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-3146084893127236935</guid><pubDate>Fri, 14 Mar 2008 09:13:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-03-14T10:15:27.683+01:00</atom:updated><title>Między sympatią a stereotypami</title><description>Politycy jako klasa pasożytnicza mogą liczyć na coraz mniejszą sympatię społeczeństwa. Zwłaszcza, gdy za cel swoich ataków wybierają przedsiębiorców. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polacy są zdania, że przedsiębiorcy w widoczny sposób przyczyniają się do rozwoju gospodarczego. Politycy zajmują się tworzeniem korupcjogennego prawa i przepisów utrudniających prowadzenie działalności gospodarczej ? takie opinie przynosi bardzo obszerne badanie TNS OBOP na temat przedsiębiorczości, które zlecił Instytut Globalizacji.&lt;br /&gt;W wynikach badań jest coś optymistycznego. Po kilkudziesięciu latach socjalizmu sowieckiego, okresu transformacji gospodarczej i codzienności unijnej, Polacy zaczynają bardzo dobrze rozumieć zasady funkcjonowania gospodarki rynkowej. Nic dziwnego, przecież większość pracuje w sektorze prywatnym, bądź prowadzi własne firmy. Konflikt przedsiębiorcy i polityka jest coraz bardziej zauważalny. Podczas, gdy przedsiębiorca dąży do zaspokajania potrzeb klientów i polepszenia bytu swojego i swojej rodziny, politycy starają się skonfiskować jak największą część obrotu gospodarczego, nękając prywatnych przedsiębiorców podatkami, biurokracją czy kontrolami.&lt;br /&gt;Wykorzystywanie przedsiębiorców do celów politycznych było szczególnie widoczne w ostatniej kampanii wyborczej. Prawo i Sprawiedliwość, które odniosło uprzednio polityczny sukces odwołując się do podziału kraju na Polskę przedsiębiorczą i Polskę socjalistyczną, postanowiło pójść jeszcze dalej. &lt;br /&gt;Zapewne każdy z nas przypomina sobie ostatnią kampanię, gdzie osoby największych polskich biznesmenów zostały pokazane w karykaturalnym świetle przepychu z whisky i cygarami, niczym z antykapitalistycznych reklamówek czasu realnego socjalizmu. &lt;br /&gt;Politycy PiS bardzo słusznie, acz ryzykownie, odwołali się do niskich społecznych instynktów, mianowicie do uczucia zawiści wobec najbogatszych. &lt;br /&gt;Badanie potwierdziło, że antykapitalistyczne uprzedzenia są wciąż silne na gruncie emocjonalnym. Aż 41 proc. ludzi uważa, że ?najwięksi przedsiębiorcy są z natury nieuczciwi?, a 34 proc. ankietowanych wciąż wyznaje zasadę, że ?pierwszy milion trzeba ukraść?. Niemniej sympatia opinii publicznej znalazła się po stronie przedsiębiorców, co skutkowało wyborem ugrupowania odwołującego się do wartości liberalnych.&lt;br /&gt;Negatywne, antyrynkowe stereotypy zakorzeniły się wyjątkowo głęboko. Jak wykazały badania, opinia publiczna dostrzega dwa główne źródła kampanii czarnego piaru wobec środowiska biznesowego. Są nimi politycy i dziennikarze. &lt;br /&gt;Warto zwrócić uwagę na koligacje obu środowisk. Zarówno politycy i dziennikarze charakteryzują się bardzo niskim poziomem wiedzy ekonomicznej. Na potwierdzenie tych słów wystarczy analiza wypowiedzi głównych postaci świata polityków i lektura mediów głównego nurtu. Sympatia dziennikarzy do polityków wynika z bezpośredniej zależności jednych od drugich. Bez polityków wielu pracowników świata mediów byłoby bezrobotnych, bądź o zgrozo, musiałoby podnieść swoją wiedzę z zakresu ekonomii. &lt;br /&gt;Kolejna kwestia wynika z braku doświadczenia. Zarówno politycy jak i dziennikarze w większości nie mają doświadczeń ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej. Gdyby przekonali się na własnej skórze, jak ciężko zarabia na chleb przedsiębiorca, może porzuciliby neomarksistowskie mity o gospodarce. &lt;br /&gt;Badania dotyczące postrzegania przedsiębiorczości w Polsce mogą nieść za sobą bardzo ważne informacje dla największych partii. PiS powinno jak najszybciej ?przeprosić się? z przedsiębiorcami i przedstawić rynkowy program gospodarczy. PO natomiast musi skończyć bredzić o cudach, lecz zaczęć doregulować rynek. Dziennikarze muszą natomiast przeczytać kilka książek i pisać o działalności politycznej ze zrozumieniem, a nie wyłącznie z uwielbieniem. &lt;br /&gt;Przedsiębiorców zostawmy w spokoju, jeśli chcemy, aby swoje interesy robili w Polsce, a nie uciekali z kraju. Z badania wynika, że chcemy, więc zapewne bardzo dobrze wiemy, ile zawdzięczamy powołaniu przedsiębiorców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej w Najwyższym Czasie!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/03/midzy-sympati-stereotypami.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-6902620709538458270</guid><pubDate>Thu, 06 Mar 2008 08:46:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-03-06T09:47:41.214+01:00</atom:updated><title>Prezydent, katolik</title><description>Prawdopodobnie w drugiej połowie 2009 r. Unia Europejska będzie miała swojego prezydenta. Najpewniej będzie nim katolik. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowy prezydent Rady Europy zostanie wybrany po ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego przez wszystkie kraje członkowskie. Stanie się to nie wcześniej niż w 2009 r. Zgodnie z Traktatem, prezydent RE będzie sprawował swój urząd przez kolejne 2,5 roku. Na politycznej giełdzie najczęściej pojawiają się dwa nazwiska: Jean-Claude Juncker oraz Tony Blair. Obu polityków dzieli spojrzenie na gospodarkę, a łączy to, że obaj są katolikami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konserwatysta i socjalista&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Premier Jean-Claude Juncker, polityk konserwatywnej Chrześcijańskiej Partii Socjalnej, zrobił spektakularną karierę na arenie europejskiej i jest wymieniany jednym tchem jako faworyt do objęcia fotela prezydenckiego. Juncker urodził się w Redagne-sur-Attert w zachodniej części księstwa w końcu 1954 r. Wychowywał się w Belvaux, na południu kraju, gdzie wpływy komunistów i socjalistów były ogromne. Na kształtowanie się jego socjalistycznych poglądów miał duży wpływ ojciec ? aktywny działacz Konfederacji Chrześcijańskich Związków Zawodowych, ale także żołnierz Wermachtu, zaciągnięty siłą do wojska.&lt;br /&gt;Po maturze Juncker udaje się na studia do Strasburga. Kończy prawo i poznaje swoją przyszłą żonę Christiane. Od początku swojej kariery politycznej związany jest z chrześcijańskimi socjalistami. Pięć lat po wstąpieniu do partii w 1974 r. zostaje wybrany jej sekretarzem. Następnie, w wieku zaledwie 28 lat, zostaje mianowany sekretarzem stanu w departamencie pracy i polityki społecznej. W 1984 r. po raz pierwszy zostaje wybrany do luksemburskiego parlamentu. Zostaje ministrem pracy w rządzie Jacques?a Santera. Rok później Luksemburg obejmuje przewodnictwo w Radzie Wspólnot Europejskich, a przyszły premier tego kraju przewodniczy komisjom: spraw społecznych i budżetowej. Wówczas zaraża się ideą wspólnej, zjednoczonej Europy i postanawia poświęcić się sprawom europejskim.&lt;br /&gt;W 1989 r. zostaje ministrem pracy i finansów. Polityczne salony stoją przed nim otworem. Jednak tego samego roku ulega ciężkiemu wypadkowi samochodowemu i jego kariera wisi na włosku. Dwa tygodnie leży w śpiączce, ale wraca do zdrowia. Od 1991 r. przewodniczy grupie europejskich ministrów finansów ECOFIN. Jest jednym z ojców Traktatu z Maastricht oraz unii monetarnej. Wreszcie zostaje premierem swego kraju. Skupia się na polityce społecznej, także na poziomie europejskim. Jest zwolennikiem rozszerzenia Unii na wschód. &lt;br /&gt;Jean-Claude Juncker był także wielkim entuzjastą Traktatu Konstytucyjnego i Traktatu Lizbońskiego, który jak przyznaje ?jest w 90-95 proc. taki sam jak konsytuacja?. Jest zwolennikiem budowania ?społecznego wymiaru Unii?, a nie tylko wspólnego rynku, czyli skupiania się na kwestiach gospodarczych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Neofita i zwolennik rynku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele krajów chciałoby mieć za premiera takiego socjalistę jakim jest Tony Blair. Jak na socjalistę Blair był odważnym reformatorem, stawiając sobie za cel wzrost gospodarczy kraju, niski poziom bezrobocia i zmiany w systemie socjalnym. Rządy Blaira prowadziły liberalną politykę gospodarczą, a jego lewicowość przejawiała się głównie w kwestiach obyczajowych (np. ochrona mniejszości seksualnych). Blair, podobnie jak Thatcher, uniezależnił politykę od wpływu związków zawodowych, co stało się jednak fenomenem na lewicy. &lt;br /&gt;Był prekursorem reformy ustrojowej Królestwa. Decentralizacja wzmocniła rolę samorządów lokalnych i przybliżyła władze do ludu. Blair odgrywał także znaczącą rolę w pojednaniu protestantów z katolikami. Nic dziwnego, jego żona jest gorliwą katoliczką, a on sam postanowił w końcu zmienić wyznanie. Odtąd wspólne pojawienie się w kościele nie było już źródłem niekończących się plotek i spekulacji.&lt;br /&gt;Były premier Wielkiej Brytanii nie odnosił wyłącznie sukcesów. Za jego rządów laburzyści nie mogli opędzić się od oskarżeń o korupcję, a kraj został wciągnięty w niekończący się konflikt w Iraku. Należy jednak pamiętać, że ów polityk miał odwagę złamać lewicowe tabu w takich obszarach państwa opiekuńczego jak ochrona zdrowia, edukacja i pomoc społeczna. W zarządzanie szkołami finansowanymi z pieniędzy publicznych zaangażowano związki wyznaniowe, organizacje społeczne i komitety rodziców. Zwiększono efektywność wydawanych środków. Szkolnictwo wyższe zaczęło przeżywać swoje złote czasy. Podczas, gdy blisko połowa młodych Brytyjczyków wybiera się na studia, rząd Blaira konsekwentnie? podnosił czesne za studia na uczelniach państwowych.&lt;br /&gt;Pochodzący z zamożnej, prawniczej rodziny Tony Blair ukończył studia na Oksfordzie. Był najmłodszym premierem Wielkiej Brytanii od 1812 r. W 1999 r. został wiceprzewodniczącym Międzynarodówki Socjalistycznej. Teraz wybiera się na urząd prezydenta Unii Europejskiej. Blair może liczyć nie tylko na poparcie jego ziomków, ale także Francji. Prezydent Nicolas Sarkozy wielokrotnie podkreślał swoje poparcie dla kandydatury Blaira. Przeciwnicy byłego premiera Wielkiej Brytanii już teraz wytoczyli swoje działa. Jean-Claude Juncker zwrócił uwagę, że Wielka Brytania tak naprawdę funkcjonuje na marginesie Unii: nie należy ani do strefy euro, ani do Schengen. Brytyjczycy są też maruderami w kwestiach społecznych: harmonizacji podatków, prawa pracy oraz ratyfikacji Karty Praw Podstawowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały tekst w najnowszym wydaniu tygodnika Najwyższy Czas!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/03/prezydent-katolik.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-6825131580575404152</guid><pubDate>Sat, 01 Mar 2008 05:16:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-03-01T06:17:20.697+01:00</atom:updated><title>Cyfrowa pustynia</title><description>Polscy klienci telewizji publicznej nie będą mieli szans na obejrzenie wysokiej jakości transmisji z olimpiady w Pekinie. Jeśli będą chcieli dobrej jakości obrazu podczas Euro 2012, będą musieli kupić nowy telewizor lub specjalną przystawkę i modlić się, żeby urzędnicy zdążyli na czas, chyba, że zadowoli ich komentarz po czesku lub po niemiecku. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz kraj należy do najbardziej zacofanych krajów Europy pod względem odbioru cyfrowego sygnału radiowo-telewizyjnego. W większości krajów członkowskich, ponad 30 proc. powierzchni danego kraju, ma możliwość odbioru programów cyfrowych. W Polsce dopiero aspirujemy do tego poziomu. W Holandii, Szwajcarii, Szwecji i Finlandii nadawana są już wyłącznie programy w jakości cyfrowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nabici w reklamę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polacy szturmują sklepy w poszukiwaniu najnowszych telewizorów plazmowych i LCD. Z pełną świadomością, że każdy model telewizora z płaskim ekranem będzie można z roku na rok kupić znacznie taniej. Najwidoczniej na konsumentów działa marketing operatorów telewizji cyfrowej. Oferenci nie mówią jednak całej prawdy. Wiele usług (np. reklamowane pay-per-view ? ang. płatna telewizja na żądanie) to fikcja, a operatorzy nie są w stanie dostarczyć przyzwoitej jakości usług cyfrowych. W opinii ekspertów, zaledwie jeden, dwa z cyfrowych kanałów sportowych pozwalają na odbiór przyzwoitego obrazu wysokiej rozdzielczości HD (ang. high definition). &lt;br /&gt;Cóż z tego, skoro, żeby móc w pełni cieszyć się z dobrej jakości transmisji potrzebny jest jeszcze naprawdę drogi telewizor. A na taką plazmę z prawdziwego zdarzenia trzeba wydać wciąż co najmniej 20 tys. złotych. Niestety większość tzw. usług HD, nie spełnia wymagań, których oczekują klienci np. na Zachodzie. Operatorzy nie są nawet czasami zapewnić dobrej jakości rozdzielczości standardowej. &lt;br /&gt;Nic więc dziwnego, że wielu klientów uważa, że najlepszy obraz jest na tradycyjnych telewizorach kineskopowych. Uważny telewidz musi przyznać rację. Wkrótce ci, którzy będą chcieli oglądać ulubione programy w cyfrowej wersji i tak muszą szykować się do kupna nowego odbiornika lub dekodera cyfrowego.&lt;br /&gt;W przeciwnym wypadku już w 2012 r. może okazać się, że użytkownicy analogowego sygnału, zamiast ulubionego programu zobaczą tradycyjny śnieg. Nie będzie to powtórka ze stanu wojennego, lecz sygnał, że Polska nie dostosowała się do zaleceń Komisji Europejskiej, aby nadawcy krajów członkowskich przeszli z nadawania analogowego na cyfrowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uśpiona Polska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W większości krajów Europy istnieje już zaawansowana strategia cyfryzacji. Nasi sąsiedzi: Czesi i Niemcy, będą gotowi do wyłączenia sygnału analogowego w 2010 r. Duńczycy i Norwegowie rok wcześniej. Na czas powinni zdążyć Włosi, Brytyjczycy i Francuzi.&lt;br /&gt;Mimo, iż budżet telewizji publicznej zasilają miliony złotych abonamentu, TVP nie robi nic, aby sprostać wymaganiom rynku, poza notorycznym upominaniem się o kolejne pieniądze wyciągane z kieszeni podatnika, pożytkowane na spełnianie ?misji publicznej?, pod czym rozumie się produkcję tandetnych programów rozrywkowych z przyśpiewkami dla dozorców i kucharek. &lt;br /&gt;Podczas, gdy pieniądze podatników przeznaczone są na kontrakty dla firm ?telewizorów? ? ludzi od pokoleń żyjących z publicznej telewizji, bądź na milionowe kontrakty wątpliwej jakości gwiazd, technologiczna strona funkcjonowania tego molocha została wyraźnie zaniedbana. Doszło do tego, że prawdopodobnie TVP będzie musiała przymusowo podzielić się prawami do transmisji z Olimpiady w Pekinie z operatorem telewizji cyfrowej, bowiem nie jest w stanie spełnić technologicznych wymogów Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. MKOL zażądał transmitowania wydarzenia także w standardzie HD. Właśnie dlatego brytyjska telewizja publiczna BBC uruchomiła cyfrową platformę satelitarną.&lt;br /&gt;Brak działań ze strony władz TVP potęguje konflikt w zarządzie. Plany uruchomienia publicznej platformy cyfrowej odkładane są z roku na rok. Nie bezpodstawna byłaby sugestia, że ktoś celowo np. za namową istniejących operatorów, opóźnia prace nad projektem, który byłby bardzo silną konkurencją dla ofert będących na rynku.&lt;br /&gt;Podatnicy finansujący telewizję publiczną powinni nie tylko żądać od władz telewizji przejrzystości prac na cyfryzacją, ale przede wszystkim domagać się uruchomienia platformy cyfrowej oferowanej bez dodatkowych dopłat, skoro i tak płaci się abonament. Obecnie klienci płacący abonament muszą ponosić dodatkowe opłaty na rzecz operatorów komercyjnych, co oznacza dwukrotne ściąganie haraczu za tę samą usługę.&lt;br /&gt;Zapewne po uruchomieniu takiej publicznej platformy okazałoby się, że wszyscy operatorzy znieśliby horrendalne opłaty za udostępnianie programów cyfrowych i walczyliby o klienta przykładowo oferując gratisowe dekodery i anteny satelitarne, analogicznie jak na rynku telefonii komórkowej okazało się, że telefony można rozdawać za przysłowiową złotówkę, mimo, że przedtem nikomu się o tym nie marzyło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naturalna ewolucja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odchodzenie od technologii analogowych na rzecz cyfryzacji jest naturalną ewolucją technologiczną. Motorem jest nie tylko lepsza jakość obrazu, ale przede wszystkim interaktywność czyli dostęp do nowoczesnych usług cyfrowych. Klienci nowoczesnych platform cyfrowych zyskują także możliwość używania szerokopasmowego internetu, telefonii internetowej VoIP, treści cyfrowych na żądanie, czy brania udziału w interaktywnych grach i konkursach (warto porównać wymienione możliwości z ofertami obecnymi na rynku).&lt;br /&gt;Dynamikę rozwoju nowych usług cyfrowych kształtuje popyt ze strony rynku. Wielu klientom, zwłaszcza tym otwartym na nowinki technologiczne, a zważywszy na ogromny popyt na telewizory do odbioru telewizji cyfrowej, Polaków można zaliczyć do tego grona w pierwszej kolejności, zależy, aby inwestycje w sprzęt szły w parze z dostępem do usług. Obecna sytuacja przypomina trochę rozczarowanie, z którym spotkałby się użytkownik DVD, próbując odtwarzać film skopiowany z taśmy video.&lt;br /&gt;Oczywiście nie można zapomnieć także o finansowych aspektach przedsięwzięcia budowy publicznej platformy cyfrowej. O oglądalność programów cyfrowych, a tym samym o reklamodawców, włodarze telewizji publicznej nie powinni się martwić. Telewizja satelitarna ma tę cechę, że może ją odbierać cała Polska. Potencjalny rynek wynosi więc blisko 40 mln obywateli. Inwestycja powinna się więc zwrócić w krótkim okresie, lecz znając model zarządzania spółkami publicznymi, z pewnością nie obejdzie się bez kolejnych prób skoku na kasę abonentów. Jedno jest pewne: monitorowanie postępów należy do podatników, a kontrola społeczna poczynań władzy jest najpewniejszym sposobem na pilnowanie interesu obywateli.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/03/cyfrowa-pustynia.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-4299566888413047165</guid><pubDate>Fri, 29 Feb 2008 08:57:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-02-29T09:59:00.006+01:00</atom:updated><title>Ręce precz od moich dzieci!</title><description>W związku z tak daleko idącymi propozycjami zmian w tak ważnej sprawie jak przyszłość edukacyjna najmłodszego pokolenia Polaków, domagamy się od Pani Minister Katarzyny Hall rozpoczęcia publicznej debaty na ten temat z udziałem przede wszystkich rodziców, którzy poniosą największe koszty ewentualnych zmian. Poprzyj akcję na &lt;a href="http://www.prawarodzicow.pl"&gt;www.prawarodzicow.pl&lt;/a&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/02/rce-precz-od-moich-dzieci.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-4698585834049053797</guid><pubDate>Fri, 29 Feb 2008 08:24:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-02-29T09:24:57.232+01:00</atom:updated><title>Komentarz dla TVP3</title><description>Uwolnienie cen energii powinno być sygnałem do konkurencji cenowej. Paradoksalnie, ponieważ mamy niewielu dostawców, może być pretekstem do drastycznych podwyżek cen energii. Ma to związek z dużym popytem, wzrastającymi cenami surowców, a przede wszystkim ze zbyt niskimi limitami na emisję gazów cieplarnianych.</description><link>http://www.teluk.net/2008/02/komentarz-dla-tvp3.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-820199947502040082</guid><pubDate>Fri, 29 Feb 2008 08:23:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-02-29T09:24:17.488+01:00</atom:updated><title>Op-ed w Pulsie Biznesu</title><description>Rządowa strategia cyfryzacji jest zła. Tylko postawienie na nowoczesny format kompresji MPEG-4 T2 oraz na satelitarną dystrybucję sygnału cyfrowego zmniejszyłoby koszty projektu nawet dziesięciokrotnie i pozwoliło na objęcie sygnałem całego kraju.</description><link>http://www.teluk.net/2008/02/op-ed-w-pulsie-biznesu_29.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-411531277038895855</guid><pubDate>Wed, 27 Feb 2008 07:58:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-02-27T09:05:47.778+01:00</atom:updated><title>Nieuczciwa polemika</title><description>Ze zdumieniem przeczytałem tekst prof. Jacka Bartyzela pt. "Pilnuj szewcze kopyta", w którym zarzuca mi "konfabulacje", "insynuacje", "wylewanie żółci" na środowiska tradycjonalistyczne i co najdziwniejsze: przypisywanie przygotowania drugiego zamachu na Jana Pawła II przez lefebrystów! &lt;span class=fullpost&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przejdźmy do faktów, bowiem polemika, napisana ze sporym ładunkiem agresji, jest nieuczciwa. Mianowicie przypisuje mi rzeczy, których nie napisałem, co warto sprawdzić zapoznając się z moim tekstem pt. "Anarchokapitalista w Brukseli". Najbardziej nieuczciwe (JB napisałby, że jest to "nikczemne i głupie", przyp. autora) ze strony polemisty jest przypisanie mi głównej tezy tekstu, jakobym twierdził, że "tradycjonalistyczni schizmatycy" przygotowali zamach wykonany przez Juana Fernandeza Krohna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tę tezę wymyślił Jacek Bartyzel na użytek swojej polemiki. Ja napisałem: "Szulc w powieści stawia karkołomną tezę, że Krohn działał w porozumieniu z Lefebvrem, ale należy ją włożyć między bajki, gdyż nie należał już w tedy do Bractwa. Ponadto przeczy temu postawa Benedykta XVI, który mimo wszelkich ran zadanych Kościołowi, dąży do pojednania z radykalnymi tradycjonalistami". Myślę, że jaśniej wyłożyć tego nie można. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypada więc jeszcze przypomnieć o czym był mój artykuł, który tak wstrząsnął profesorem Bartyzelem, że wzywa do cenzurowania moich tekstów na łamach prasy. Mianowicie opisałem w nim losy Juana Fernandeza Krohna: od jego doświadczeń jako zbuntowanego księdza, poprzez zamach na życie Karola Wojtyły w Fatimie, kolejny nieudany zamach na króla Alberta II i życie księgowego w Brukseli. Jedyną spójną tezą tekstu jest jego podsumowanie, w którym wysuwam przypuszczenie, że delikwent jest opętany (z czym JB wydaje się zgadzać, przyp. autora) i dobrze czuje się z tym czuje, mieszkając obecnie w stolicy UE.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co więc tak wzburzyło prof. Bartyzela, że posunął się nawet do dość tanich i mało eleganckich chwytów, przyrównując mnie łaskawie do Tomasza Grossa czy Joanny Senyszyn? Zapewne fakt, że śmiałem przypomnieć związki Juna Fernandeza Krohna z Bractwem Kapłańskim św. Piusa X oraz sedewakatystami. Takie są jednak fakty i nie można ich zamieść pod dywan. Jeśli było inaczej polemista powinien przedstawić dowody, czego jednak nie czyni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako publicysta dostaję dużo listów, w tym od członków różnych sekt. Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że listy od sedewakantystów i sympatyków FSSPX nie różnią się zbytnio w swej treści od listów od członków sekt protestanckich czy buddyjskich. Nie tolerują żadnej krytyki i są przekonane o wyłącznej słuszności swoich przekonań. Czasem są bardziej poruszające. Jeden z wiernych sedewakantystów przypomniał mi ostatnio, że zamach na papieża był tylko ostrzeżeniem za napisanie przez Jana Pawła II heretyckich encyklik i natychmiast odesłał mnie do swojej strony internetowej, na której poucza, że posoborowe msze św. to ohyda, składanie hołdu szatanowi i demonom. Musi mi więc prof. Jacek Bartyzel wybaczyć, że nie podzielam fascynacji dorobkiem tego nurtu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę rozczarować mojego polemistę, że nie żywię niechęci do środowisk tradycjonalistycznych. Chodzę na indultowe Msze Trydenckie i staram się o ich uruchomienie w moim mieście. Natomiast to, iż nie korzystam z posługi FSSPX, w odróżnieniu od prof. Bartyzela, bierze się z przekonania, że cnota posłuszeństwa w wierze jest czymś bardzo ważnym dla katolika. Wielu świętych, nie sięgając daleko: św. Siostra Faustyna czy św. Ojciec Pio, musiało znieść dużo cierpień ze strony Kościoła, zanim dowiedli swych cnót. Żadne z nich nie zbudowało swej świętości na pysze i postawie ?non serviam? wobec Kościoła Rzymskokatolickiego. Jest w tym coś z heroicznego cierpienia Abrahama zanoszącego w ofierze swego syna Izaaka, czy wierności Hioba. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można być wiernym tradycji w zgodzie z Kościołem i można zapewne organizować się poza strukturami Kościoła. Pytanie tylko, czy zbytnie przekonanie o nieomylności swojego nieposłuszeństwa nie prowadzi na manowce, tak jak zaprowadziło nieszczęsnego Juana Fernandeza Krohna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypuszczam także, że przeświadczenie o własnej nieomylności, nie pozwalało także inaczej odczytać mojego artykułu przez polemistę. W przypisywaniu złych intencji przy pisaniu artykułu czy imputowanie mi cudzej tezy autor posunął się jednak za daleko, co pozostawiam ocenie czytelników. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może to jednak nie mnie skusił diabeł, tyko Pana profesora?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/02/nieuczciwa-polemika.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-8479837681201431839</guid><pubDate>Mon, 25 Feb 2008 08:02:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-02-25T09:03:30.533+01:00</atom:updated><title>Artykuł we Wprost</title><description>W 2007 r. Polacy kupili ponad 1,5 mln nowoczesnych telewizorów plazmowych i LCD. To najwięcej w UE. Pod względem zakupów najnowocześniejszych telewizorów przystosowanych do odbioru sygnału HD w Europie wyprzedzają nas tylko słynący ze skłonności do nowinek Rosjanie. Niestety, są to pieniądze wyrzucone w błoto. Okazuje się bowiem, że polski rząd tworzy przestarzałą telewizję cyfrową marnej jakości.&lt;br /&gt;&lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Zostaniemy prawdopodobnie rekordzistami Europy w udostępnianiu sygnału cyfrowego jak najmniejszej liczbie odbiorców za najwyższą cenę. Rząd w przedstawionej w 2008 r. strategii cyfryzacji mówi wyłącznie o budowaniu nadajników naziemnych, a to nie dość, że jest drogie, to na dodatek zapewni odbiór tylko części abonentów. Skutek? Według Europejskiej Unii Nadawców, do 2012 r. tylko co czwarty Polak będzie miał możliwość odbioru telewizji cyfrowej. Podatnik zapłaci za to około dziesięciu razy więcej, niż powinien. Rządowy projekt będzie najdroższym i najmniej skutecznym projektem cyfryzacji w UE. Ci, którzy jeszcze nie wydali pieniędzy na zakup kosztownych telewizorów HD, powinni odłożyć tę decyzję do 2015 r. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/02/artyku-we-wprost.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-5391414562426058632</guid><pubDate>Sun, 24 Feb 2008 16:17:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-02-24T17:18:12.637+01:00</atom:updated><title>Anarchokonserwatysta z Brukseli</title><description>Nienawidził posoborowego Kościoła Katolickiego i współczesnej władzy monarszej. Były kapłan Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X i późniejszy sedewakantysta Juan Fernández Krohn próbował w Fatimie zabić Jana Pawła II. Dziś mieszka na stałe w Brukseli. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym tradycjonalistom, którzy w walce z posoborowym modernizmem w Kościele oraz o prawo do zachowania tradycyjnej liturgii, bezkrytycznie jednoczą się z ruchami schizmatyckimi, pozostającymi poza strukturami Kościoła Katolickiego, należy przypomnieć epizod z byłym hiszpańskim księdzem, wyświęconym przez Monsignore Lefebvra, członka sekty sedewakantystów,  który, skoro Bóg tak chciał, zapisał się w kartach historii, jako sprawca nieudanego zamachu na Karola Wojtyłę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ożenić kosę papieżowi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był 12 maja 1982 r. Papież Jan Paweł II przybywa do Fatimy, aby złożyć dziękczynienie wstawiennictwu Matce Bożej i Bogu, które pozwoliło mu przeżyć zamach na jego życie w Rzymie rok wcześniej. Właśnie odbywa się procesja. Nagle z tłumu wyskakuje szaleniec z bagnetem. ?Precz z papieżem. Precz z Soborem Watykańskim II? ? krzyczy. Ojca Świętego osłania własnym ciałem Camillo Cibin. Został draśnięty ostrzem. Napastnika obezwładniły służby ochrony. Sam Cibin po 35 latach służby odszedł na emeryturę w połowie 2006 r. Ochraniał także Benedykta XVI podczas pielgrzymki do Polski.&lt;br /&gt;Zamachowcem okazał się ksiądz Juan Fernndez Krohn. Krohn urodził się w Hiszpanii w 1950 r. Został wyświęcony przez biskupa Lefebvre?a w końcu lat 70., lecz wkrótce opuścił Bractwo Piusa X na rzecz sedewakantystów, którzy wydali mu się bardziej radykalni. Krohn nienawidził posoborowego Kościoła Katolickiego za ekumenizm i zbliżenie z Żydami. Nie uznawał także posoborowych papieży i nie traktował ich jako sukcesorów Kościoła Rzymskokatolickiego.&lt;br /&gt;Jak na ironię, gdy Jan Paweł II przybył do fatimskiego sanktuarium podziękować za uratowanie od kuli wystrzelonej przez Ali Agcę na Placu Św. Piotra w Rzymie, na jego życie czekał kolejny niedoszły morderca. Magazyn ?The Time? pisał: ?Policyjne śledztwo wykazało, że Fernández był, tak jak wyglądał, księdzem ? ale anarchokonserwatywnym?. Sedewakantyści, uważają, że Stolica Piotrowa, pozostaje nieobsadzona od czasów śmierci Papieża Piusa XII w 1958 r. W ich rozumieniu, zamach był więc przygotowany na kogoś, kto tylko podawał się za papieża. Istnieją opinie, że zamachowiec uważał Karola Wojtyłę za sowieckiego agenta, który dostał stanowisko dzięki? komunistom. Dziś zarówno lefebryści, jak i sedewakantyści odcinają się od Krohna. Niewątpliwie był on jednak ?produktem? szerzonej przez oba nurty ideologii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabić króla&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krohnowi groziło nawet 20 lat więzienia. Ostatecznie skończyło się na sześciu. Po trzech latach wyszedł na wolność. Pobyt w odosobnieniu nie oznaczał końca kłopotów, a jedynie pewne korekty w relacji wyznawanych poglądów względem postawy codziennej.  W czasie odsiadki, jak przystało na anarchokonserwatystę, ożenił się z rozwódką, redaktorką lokalnej bulwarówki, zafascynowanej pewnie nietuzinkową osobowością, która pojawiła się w okolicy. Jak często się dzieje, postawa radykalna oznacza duże wymagania wobec innych, z wyjątkiem siebie samego.&lt;br /&gt;W 1985 r. wychodzi z więzienia i powraca do Madrytu, gdzie mieszkają jego rodzice. Następnie, gdy Francja zamyka przed nim drzwi, wybiera sobie nową siedzibę. Jest nią stolica Unii  Europejskiej ? Bruksela. Krohn w mieście, gdzie status Papieża jest raczej ciekawostką kulturoznawczą niż najwyższą funkcją kościelną, zrobił spektakularną karierę jako adwokat. Słynął z ostrych, ciętych potyczek na sądowych salach i ponadprzeciętnej inteligencji. Nie zaprzestał także walki ideologicznej. Jak donosiły media, publicznie pochwalał walkę z Żydami, nie tylko przez hiszpańskich władców, ale także przez faszystów, co spotykało się z ostrymi reakcjami poprawnie politycznej Brukseli. Spoliczkował także jednego z sędziów. &lt;br /&gt;W 2000 r. znów zdecydował się na akcję bezpośrednią. Przerwał policyjny kordon niedaleko Pałacu Królewskiego w stolicy Belgii i rzucił się na belgijskiego monarchę króla Alberta II z małżonką, który oczekiwał na zbliżającego się króla Hiszpanii Juana Carlosa z królową Zofią. Ponownie został oskarżony o usiłowanie zabójstwa. Dostał pięć lat bez zawieszenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Księgowy i dziennikarz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprawą Krohna zajmowało się dwóch biografów Jana Pawła II.: Eugeniusz Guza i Tad Szulc. Pierwszy wydał dwa lata temu książkę ?Zamach na Papieża ? mroczne siły nienawiści?, natomiast Szulc, dziesięć lat wcześniej napisał biografię Wojtyły oraz powieść pt. ?Zabić papieża?. Szulc w powieści stawia karkołomną tezę, że Krohn działał w porozumieniu z Lefebvrem, ale należy ją włożyć między bajki, gdyż nie należał już wtedy do Bractwa. Ponadto przeczy temu postawa Benedykta XVI, który mimo wszelkich ran zadanych Kościołowi, dąży do pojednania z radykalnymi tradycjonalistami. &lt;br /&gt;Z kolei Guza twierdzi, że przypadek sedewakantysty ma charakter przede wszystkim kryminalny i psychiatryczny. Nie można się z tym zgodzić. Czyny popełniane przez Krohna wyglądają na starannie przemyślane i wyreżyserowane. Napastnik jest nie tylko świadomy tego co robi, ale potrafi także dokładnie uzasadnić swoje postępowanie. Jest także doskonałym obrońcą swoje sprawy. ?Incydent? w Fatimie określa nie jako próbę zabójstwa, lecz ?gest? protestu.&lt;br /&gt;Od trzech lat Juan Fernández Krohn prowadzi w Internecie swój hiszpańskojęzyczny blog pt. Juan Fernández Krohn z Belgii (http://juanfernandezkrohn.blogspot.com/). Pisze o sobie, że jest księgowym i mieszka w prestiżowej dzielnicy Brukseli Ixelles. Zamieszcza nawet swoje zdjęcie w ciemnych okularach. Jest bardzo płodnym autorem. Pisze często, porusza sprawy współczesne, jego artykuły są pełne wylewnych komentarzy. Pisze także o Polsce. Wałęsie, Geremku i Macieju Giertychu. &lt;br /&gt;Czym naprawdę kierował się Krohn, gdy będąc w wieku chrystusowym zamierzał się na następcę św. Piotra? Ksiądz doktor Gabriel Amorth, egzorcysta diecezji rzymskiej i przewodniczący Międzynarodowego Stowarzyszenia Egzorcystów, w książce ?Egzorcyści i psychiatrzy? w rozdziale o rozróżnieniu chorób psychicznych od opętania, czyni znamienną uwagę, że naczelną cechą opętania jest niepohamowana awersja do świętości. Jeśli Jan Paweł II zostanie wkrótce uznany świętym, powinniśmy poznać prawdziwą przyczynę czynu zamachowca.&lt;br /&gt;Dlatego Krohna i jemu podobnych nie należy spuszczać z oka. Zagrożenie najwyraźniej może przychodzić tak z lewa, jak i z prawa. Zastanawiające jest także, dlaczego Krohn tak dobrze czuje się akurat w Brukseli. Być może nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/02/anarchokonserwatysta-z-brukseli.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-6450534504862544401</guid><pubDate>Fri, 22 Feb 2008 11:53:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-02-22T12:54:27.838+01:00</atom:updated><title>Komentarz dla Dziennika</title><description>Wprowadzanie do polskiego prawa instytucji upadłości konsumenckiej nie jest niezbędne. Traktujmy upadłość konsumencką jako przywilej socjalny, a nie jako prawo człowieka. Dobrze, że proces upadłościowy będzie odbywał się pod kontrolą sądu.</description><link>http://www.teluk.net/2008/02/komentarz-dla-dziennika.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-9139015084578125047</guid><pubDate>Thu, 21 Feb 2008 13:11:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-02-21T14:11:41.020+01:00</atom:updated><title>Na żywo w Radio PIN</title><description>Dziś ok. godz. 17.00 wezmę udział na żywo w dyskusji w Radio PIN. Audycja będzie poświęcona problemowi upadłości konsumenckiej.</description><link>http://www.teluk.net/2008/02/na-ywo-w-radio-pin.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-5546545732372575512</guid><pubDate>Fri, 15 Feb 2008 09:51:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-02-18T10:15:22.289+01:00</atom:updated><title>Op-ed w Pulsie Biznesu</title><description>Bajka małych skrzyneczkach. W połowie września ubiegłego roku ówczesny rząd podpisał porozumienie między TVP, Polskim Radiem i Polkomtelem w sprawie współpracy w zakresie cyfryzacji. Szef rządu nazwał to porozumienie "przełomem", który doprowadzi do "radykalnego" zwiększenia dostępu Polaków do nowoczesnych usług multimedialnych. Wkrótce każdy obywatel miał dysponować magicznym urządzeniem, "malutką skrzyneczką", dzięki której będzie się łączył z dziesiątkami kanałów telewizyjnych, bez żadnych "talerzy", obiecywał premier. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W efekcie tego "przymierza" na rynku miały pojawić się tanie dekodery, umożliwiające masowy odbiór programów radiowych i telewizyjnych cyfrowej jakości czy dostęp do internetu, za pomocą infrastruktury  operatora telefonii  komórkowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tego czasu minęło już pół roku, a "małych skrzyneczek" w domach, jak nie było, tak nie ma. Dlaczego? Powód ciszy w eterze i na wizji jest prawdopodobnie "przyziemny". Technika rządzi się swoimi prawami. Maszty telefonii komórkowej są po prostu zbyt krótkie, aby nadawać sygnał cyfrowy. Oczywiście mądry Polak po szkodzie powie: nie ma problemu podwyższmy maszty! Niestety wiąże się to z bardzo wysokimi kosztami, czyniąc przedsięwzięcie z gruntu nieopłacalnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co z tego wynika? Możemy zapomnieć o Olimpiadzie w Pekinie pokazywanej w jakości HD w telewizji publicznej. Nie zobaczymy także EURO 2012. Chyba, że u naszych sąsiadów: Czechów i Niemców, którzy już w 2010 r. wyłączą nadawanie analogowe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A rząd niech nie opowiada bajek, że w odróżnieniu od całego świata, który korzysta głównie z  "talerzy", zbudujemy telewizję cyfrową "malutkimi skrzyneczkami". Kłamstewko ma krótkie nóżki.  &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/02/op-ed-w-pulsie-biznesu.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-7081225559613827710</guid><pubDate>Mon, 11 Feb 2008 08:29:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-02-11T09:30:33.616+01:00</atom:updated><title>Medycyna bez granic</title><description>Polska nie tylko powinna zreformować służbę zdrowia, ale bezwzględnie musi uczynić rodzimy system ochrony zdrowia konkurencyjnym w Europie. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Medyczna bomba tyka. Największym problemem służby zdrowia w Polsce nie jest czas pracy lekarzy, podwyższenie składki zdrowotnej czy zbliżenie budżetowych nakładów na medycynę do średniej europejskiej. Wyzwaniem nie jest kontynuacja wegetacji obecnego systemu. Dlaczego? W styczniu czeka nas prawdziwa rewolucja. Komisja Europejska opublikuje długo oczekiwaną dyrektywę o międzygranicznej dostępności do usług zdrowotnych.&lt;br /&gt;Mijają kolejne miesiące a w rządzie Platformy Obywatelskiej cisza nad medycyną jak nad grobem. Nie ma szczegółów zapowiadanej reformy służby zdrowia. Jedynym konkretem jaki wyrzuciła z siebie minister Ewa Kopacz była obietnica horrendalnych podwyżek dla lekarzy. Polska służba zdrowia, oceniana przez pacjentów jako najgorsza w Europie, nieustannie brnie ku przepaści. Każdy dzień zwłoki przybliża nas do krachu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pacjenci chcą reform&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem rynkowy impuls po raz kolejny pochodzi z Brukseli. Naciskani przez grupy pacjentów biurokraci w końcu opracowali tekst dyrektywy o miedzypaństowym dostępie do służby zdrowia. Dyrektywa pozwalająca pacjentom korzystać z niektórych usług medycznych w innym kraju członkowskim (naturalnie pod pewnymi warunkami) może stać się zalążkiem rewolucji, która obali europejski socjalizm w służbie zdrowia. Gdyby tak się stało, ochrona zdrowia, dałaby nowy impuls do wzrostu europejskiej gospodarki, bowiem potencjał tej innowacyjnej dziedziny jest niewykorzystany.&lt;br /&gt;Biurokraci z Warszawy powinni zacząć się bać. Polska medycyna jest oceniania przez pacjentów jak najgorzej i można być pewnym, że chorzy nie będą godzić się na umieranie na szpitalnych korytarzach, powiedzą także ?dość!? lekarzom wymuszającym łapówki i masowo zaczną wyjeżdżać na leczenie zagranicę. Sęk w tym, że w myśl dyrektywy, lokalni płatnicy świadczeń zdrowotnych ? w naszym przypadku NFZ, będzie zobowiązany zwrócić ubezpieczonym koszty. Nie jest tajemnicą, że ceny lecznictwa w Europie Zachodniej są dużo wyższe niż w Polsce. Będzie to więc ogromne obciążenie dla budżetu, w zależności od skali zjawiska. Bankructwo systemu w obecnym kształcie stało się bardziej prawdopodobne niż kiedykolwiek. &lt;br /&gt;Możliwa jest też sytuacja odwrotna. Posiadając nowoczesny system opieki zdrowotnej, będziemy ściągać pacjentów z całej Europy. Naturalnie dziś nie wyobrażamy sobie Francuzów czy Niemców chodzących po skierowanie, zapisujących się w kolejce na zabiegi czy wrzucających żetony do szpitalnego telewizora. Rodzima służba zdrowia nie jest w stanie zapewnić należytej opieki zdrowotnej obywatelom RP, a co dopiero wymagającym klientom z zagranicy. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Lepiej być zdrowym i bogatym&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poziom opieki zdrowotnej w krajach UE jest zróżnicowany. Świadczą o tym nie tylko oceny pacjentów, ale także wskaźniki cywilizacyjne. Oczekiwana długość życia dla mężczyzny żyjącego w Krajach Bałtyckich jest ok. 12 lat krótsza od męskiego mieszkańca Hiszpanii czy Szwecji. Statystyczny Polak będzie żył o co najmniej sześć lat krócej niż Grek, Włoch czy Irlandczyk. Naturalnie opieka zdrowotna nie jest jedynym czynnikiem rzutującym na długie życie, lecz z pewnością nie jest bez znaczenia. &lt;br /&gt;Pacjenci postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Już w 1998 r. Luksemburczyk Raymond Kohll po wizycie u niemieckiego ortodonty pozwał swój rząd przed Europejski Trybunał Sprawiedliwości i wygrał. W 2006 r. Brytyjka Yvonne Watts udała się na operację biodra do Francji. Zwrotu kosztów nie otrzymała, ale ETS otworzył furtkę dla pacjentów, którzy nie mogą doczekać się zabiegu we własnym kraju. &lt;br /&gt;Zapewne dyrektywa, którą poznamy w styczniu nie wniesie harmonizacji przepisów, ułatwi jednak pacjentom egzekwowanie praw wynikających z ubezpieczenia zdrowotnego. Szczególnie tym pacjentom, którzy podobnie jak dzieje się to w Polsce, płacąc ubezpieczenie pod przymusem, nie mają zapewnionej należytej opieki medycznej.&lt;br /&gt;Pacjentów najbardziej interesuje, jakie zabiegi będą mogli wykonać zagranicą, pod jakimi warunkami i jak będzie wyglądała sprawa refundacji kosztów. Jak państwo dba o zdrowie obywateli będziemy mieli okazję się przekonać wkrótce. Możemy być pewni, że rodzimi biurokraci będą utrudniać życie pacjentom jak mogą i zapewne nie obejdzie się bez ostrych potyczek sądowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzie się schowałaś Platformo? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Służba zdrowia zachowała uprzywilejowany status w krajach Unii Europejskiej. W 2005 r. Komisja Europejska wyłączyła usługi ochrony zdrowia z dyrektywy usługowej. Obecnie usługi międzygraniczne stanowią zaledwie 1 proc. publicznych wydatków na ten cel, czyli niespełna 10 mld euro. Przy obecnej mobilności Europejczyków, liczba międzynarodowych usług medycznych znacznie się zwiększy. &lt;br /&gt;Wygrają najbardziej konkurencyjne państwa. Czy znajdzie się wśród nich Polska? Mało na to wskazuje, zwłaszcza, że rządzący pochowali głowy w piasek. Nie istnieje już dylemat: służba zdrowia prywatna czy państwowa. Tylko sprawnie funkcjonujący rynek może sprostać rodzącej się w Europie konkurencji. &lt;br /&gt;Jeśli reforma służby zdrowia znów okaże się tylko wyborczym sloganem, wkrótce za zabiegi, plomby i protezy Austriaków, Belgów czy Słoweńców zapłacą polscy podatnicy. Polskich pacjentów spotkamy u polskich lekarzy ale za to w szpitalach w? Londynie, Glasgow czy Dublinie. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/02/medycyna-bez-granic.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-1959624939247064987</guid><pubDate>Fri, 08 Feb 2008 08:50:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-02-08T09:51:13.148+01:00</atom:updated><title>Świat bez Kościoła</title><description>Usilne starania, aby usunąć Kościół z życia publicznego, są próbą ukrycia faktu, że współczesna cywilizacja zachodu nie istniałaby bez Kościoła Katolickiego, tak jak bez Boga, nie istniałby świat. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapewne wielu z nas, zadaje sobie pytanie, jak wyglądałby świat, gdyby nie było Kościoła Katolickiego? Może Europa przypominałaby współczesne kraje Afryki albo Azji? Bez uniwersytetów, bez nauki, bez rozwijającej się gospodarki, bez szpitali, bez dobroczynności, bez sztuk pięknych, bez nadziei na lepszy żywot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antyklerykalizm to socjalizm&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dominującym nurtem antykościelnym jest tzw. antyklerykalizm tramwajowy, polegający na bezmyślnym powtarzaniu nieuzasadnionych pretensji wobec Kościoła, działający na zasadzie przedszkolnego głuchego telefonu. Najczęstszymi banałami powtarzanymi przez tramwajowych antyklerykałów są: utożsamianie Kościoła Katolickiego wyłącznie z krwawą inkwizycją, krucjatami oraz nawracaniem ogniem i mieczem. Jest to pokłosie skutecznego działania komunistów, którzy właśnie w ten sposób przedstawiali Kościół w czasach realnego socjalizmu. Zapewne każdy pamięta tego typu antykatolickie wątki w wielu filmach, podręcznikach, a nawet w skierowanych do dzieci komiksach. &lt;br /&gt;Kolejnym zarzutem jest zestawianie bogactwa Kościoła z istniejącą biedą. Jest to bezpośredni efekt myślenia socjalistycznego, tak jakby bieda automatycznie zniknęła, gdyby majątek Kościoła rozdać potrzebującym, co jest oczywistą bzdurą. Nie jest też prawdziwa teza o nieskończonych bogactwach materialnych Kościoła, skoro na Zachodzie do codzienności należą licytację majątku, którego Kościół nie jest w stanie utrzymać. Jest to również efekt socjalizmu, a mianowicie podatku kościelnego. Wierni buntując się przeciw kolejnemu podatkowi dokonują aktu apostazy, a księża mający zagwarantowane wpływy podatkowe, nie troszczą się o zwiększanie grupy wiernych. Ten problem nie istnieje tam, gdzie istnieje bezpośredni związek liczby wiernych z dobrowolnymi datkami na tacę. &lt;br /&gt;Wreszcie, kolejna grupa antyklerykałów tramwajowych permanentnie utożsamia poszczególnych księży z Kościołem jako całością. Tak więc, jeśli zdarzy się ksiądz pedofil, to trzeba się odwrócić od Kościoła, bo jest pedofilski. Jeśli ksiądz pije, to Kościół jest pijacki. Jeśli trafi się rozpustnik, to jest rozpustny. Zapomina się o ludzkiej stronie posługi kapłańskiej oraz o indywidualnej odpowiedzialności posługujących za swe czyny. W porównaniu z dobrem czynionym przez Kościół jako całość, poszczególne incydenty nie mają znaczenia dla Kościoła jako jedności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozbijanie Kościoła  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wśród wielu nurtów zderzających się w Kościele Katolickim, najbardziej przeciwstawne wydają się być nurt tradycjonalistyczny i ultrapostępowy. Katolicy zastanawiają się, czy nie żyjemy przypadkiem w czasach ostatecznych, gdzie nie będzie można odprawiać Mszy św., a Kościół zacznie rozpadać się na wiele odłamów.&lt;br /&gt;Zapewne wielu tradycjonalistów uważa, że pierwszym znakiem była posoborowa reforma, a właściwie reformacja liturgii. Natomiast ci, którzy manifestują otwartą niechęć do Kościoła Katolickiego: sedekwantyści i lefebryści, biorą na siebie odpowiedzialność za niszczenie jedności Kościoła (oczywiście ze szkodą dla samych siebie, a nie np. dla wiernych przywiązanych do tradycyjnej formy liturgii).&lt;br /&gt;Dlatego jakże ważnym posunięciem ze strony Benedykta XVI stał się powrót Mszy Trydenckiej, która nie tylko jednoczy Kościół, ale inspiruje wielu katolików do pogłębiania swojej duchowości, pielęgnowania tradycji i przywracania szacunku i świętości Eucharystii. Miejmy nadzieje, że właśnie dzięki nim Msza Św. pozostanie ostoją niekwestionowanego klasycznego piękna, zanikającego w mszach posoborowych.&lt;br /&gt;Zapewne tym, co przyciąga do nadzwyczajnego rytu rzymskiego są liczne nadużycia liturgiczne występujące obecnie w Kościele. Osobiście byłem świadkiem wielu przykładów takich nadużyć. W Kościele Redemptorystów (sic!) widziałem zamiast kazania rozgrywającą się na ołtarzu scenę teatralną, jak w szkolnym przedstawieniu. W innym zaś ksiądz czytał dowcipy z Gościa Niedzielnego typu: przychodzi baba do lekarza. Zaś w diecezjalnej katedrze podczas drogi krzyżowej w Wielkim Poście, jeden z koncelebrujących podrostków zaczął cytować rozważania o śmierci autorstwa? lidera satanistycznego zespołu heavy metalowego.&lt;br /&gt;Zagrożeniami dla jedności Kościoła mogą być także rozmaite ruchy posoborowe typu: neokatechumenat czy ruchy charyzmatyczne. Świadkowie mówią o tworzeniu się z nich sekt, bądź przechodzeniu ich byłych członków na protestantyzm. Z ruchami charyzmatycznymi, gdzie członkowie wpadają w trans i zaczynają np. mówić niezrozumiałymi językami niektórzy księża doszukują się pierwszych objawów opętania. Natomiast zupełnie niezrozumiałe jest pobłażanie dla neokatechumenatu. Tez założony przez dwoje świeckich (!!!) ruch, działa obecnie na wariackich papierach bez zatwierdzonego przez Watykan regulaminu. W poprzednich wersjach dostrzeżono mnóstwo błędów teologicznych i dogmatycznych. Ruch stawia na głowę ofiarę Mszy Św. odprawiając ją w soboty, przy stole, z komunią przyjmowaną na siedząco i na rękę, z katechezami przygotowywanymi przez osoby bez kompetencji. Podobno działa tak niezmiennie, mimo nawoływania do porządku przez hierarchów. Ta liczna wspólnota stanęła przed niebezpieczeństwem schizmy, a niektóre zgromadzenia noszą już cechy sekty, której członkowie boją się opuścić wspólnotę, będąc przekonani, ?że stanie się coś złego?. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kościół zbudował cywilizację&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem to jedność Kościoła zawsze stanowiła o jego sile. Największe osiągnięcia Kościoła pochodzą z czasów, gdy na jego potęgę i jedność składali się katolicy z wielu krajów. Cywilizacja zawdzięcza Kościołowi więcej niż się to nam wydaje, a katolicy byli od wieków inspiratorami rozwoju moralnego ludzkości.  Nic innego jak leprozoria św. Łazarza, przeznaczone dla opieki nad trędowatymi, okazały się pierwszymi szpitalami i zaczątkami służby zdrowia. Trynitarze, mercedariusze zajmowali się wykupywaniem niewolników i przywracaniem im wolności. Siostry magdalenki dały przykład wielkoduszności i dobroczynności, kontynuowanej przez zakony po dziś dzień. &lt;br /&gt;Bez Kościoła Katolickiego nie byłoby rozwoju nauki. Jak zauważa prof. Thomas Woods, do czasu reformacji z 81 uniwersytetów, 33 posiadały edykt nadany przez papieża, zaledwie 15 edykt cesarski lub królewski, a 20 szczyciło się obydwoma dokumentami. Oznacza, to, że 2/3 uniwersytetów miało rodowód kościelny. &lt;br /&gt;Nikt nie jest w stanie zakwestionować wkładu we współczesną naukę benedyktynów, jezuitów czy dominikanów. Zakonnicy ocalili i rozwinęli nie tylko wiele dzieł klasycznych, ale wnieśli ogromny wkład w rozwój filozofii, logiki, fizyki, geologii, kosmologii, astronomii, prawa międzynarodowego i nauk społecznych, w szczególności ekonomii. &lt;br /&gt;Nikt chyba nie wyobraża sobie klasycznej sztuki najwyższego lotu bez Kościoła Katolickiego: najpiękniejszych dzieł muzyki klasycznej, literatury, malarstwa czy rzeźby. &lt;br /&gt;Jakże uboga byłaby architektura, gdyby nie piękno katedr, kolegiów, kościołów i klasztorów. Zapewne byłaby tym, czym muzyka przez psalmów, chorałów, mszy i nabożeństw bądź sztuki piękne bez tematów biblijnych i religijnych.&lt;br /&gt;Zamiast zżymać się na Kościół Katolicki współcześni Europejczycy powinni zrobić rachunek sumienia i odświeżyć zatęchła pamięć. Może wówczas nie byli skazani wyłącznie na hołdowanie ateistycznej, lewackiej ideologii, bądź na pseudosztukę w rodzaju ukrzyżowanego penisa. Również katolicy nie szukaliby Boga w świeckich i liturgicznych nowinkach, które niszczą wiekowy dorobek Kościoła, a w skrajnych przypadkach doprowadzają dorobek Soboru Watykańskiego II do śmieszności. Bo jakże nie śmiać się, gdy widzi się zwyczaje rozpowszechnione na zachodzie Europy: postmodernistyczną architekturę sakralną czy ministrantów przebranych za Myszkę Miki. &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/02/wiat-bez-kocioa.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-4405914368158626646</guid><pubDate>Mon, 04 Feb 2008 14:16:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-02-04T15:18:17.575+01:00</atom:updated><title>Architekci neomarksistowskiego raju</title><description>Na świecie przybywa architektów utworzenia Państwa Bożego już na ziemi, przekonanych, że poznali recepty na rozwiązanie wszelkich problemów ludzkości. Wrogiem publicznym numer jeden staje się neoliberalizm, odsądzany od czci i wiary za archaiczność. Jako antidotum proponuje się natomiast neomarksizm. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezwykle interesujące pisarstwo Włodzimierza Sołowjowa staje się rzeczywistością naszych czasów. Ten polonofil był zwolennikiem zbliżenia katolicyzmu oraz prawosławia. Polska nie zginęła i nie zginie! ? mawiał. Trzeba przyznać, że za sprawą Benedykta XVI Kościoły Wschodu i Zachodu są bliskie, jak nigdy dotąd. Najciekawsze rozważania ? o nadejściu Antychrysta ? Sołowjow zawarł w napisanym w 1899 r. dziele Trzy rozmowy. Szkic tej postaci jest zastanawiająco zbieżny z proroctwami biblijnymi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na marginesie warto zauważyć, że Apokalipsa wg św. Jana to jedyna księga, która nie jest czytana w cerkwi prawosławnej, natomiast ruchy apokaliptyczne są bardzo popularne wśród rozmaitych prawosławnych sekt. Niektóre z nich upatrywały bestii w caracie, władzy świeckiej i kościelnej, spychając się na margines życia publicznego i wyrzekając się swojej ojczyzny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wizja Sołowjowa przedstawia Antychrysta jako dobroczyńcę ludzkości. Co ciekawe, Antychryst zostaje wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych Europy, a następnie namiestnika Kościoła. Jego światopogląd cechuje otwarcie na dialog, bezinteresowność, umiarkowanie, umiłowanie pokoju i natury, dobrobytu, wolność myśli, ale także mistycyzm oraz tolerancja wobec zła. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antychryst stara się wyciągać rękę do wszystkich i wszystkich łączyć w zasadzie w jednym celu: budowania humanistycznego ładu na ziemi. Czyż Benedykt XVI w swojej najnowszej encyklice Spe Salvi, nie pochyla się nad tym samym problemem, przestrzegając nas przed pokusą tworzenia raju już za życia? Czyż nie jest analogiczna budowa nowego wspaniałego świata przez Marksa oraz przez neomarksistowskich kontynuatorów jego myśli w Europie? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwy stan rzeczy ludzkich i zdrowie moralne świata nie mogą być nigdy zagwarantowane przez struktury ? pisze Benedykt XVI. (...) Ponieważ człowiek zawsze pozostaje wolny, a jego wolność jest zawsze krucha, nigdy na tym świecie nie zaistnieje definitywnie ugruntowane królestwo dobra. Kto obiecuje lepszy świat, który miałby nieodwołalnie istnieć na zawsze, daje obietnicę fałszywą; pomija ludzką wolność ? dodaje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eden w Polsce &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Raj w Polsce mamy mieć co cztery lata, a ostatnio co dwa. Oprócz polityków istotną rolę w tworzeniu nowego ładu odgrywają media. Warto prześledzić aktualną linię dziennika ?Rzeczpospolita?, pod przewodnictwem red. Pawła Lisickiego, którą z punktu widzenia ekonomii należałoby określić jako neomarksistowską. Dziennik już drugi raz w krótkim odstępie czasu zamieszcza ostry tekst atakujący gospodarkę wolnorynkową. Oczywiście, jest to jasna sugestia, że Państwo Boże w Polsce mogło zostać zbudowane tylko za sprawą poprzedniej partii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tekście Własność to złudzenie, wydrukowanym w jednym z grudniowych numerów ?Rzeczpospolitej?, doktorant filozofii UJ doznał mistycznego olśnienia pod wpływem lektury książki Mit własności. Podatki i sprawiedliwość dwójki nowojorczyków, krytykowanej zresztą przeze mnie w mojej książce Libertarianizm. Teoria Państwa. Rewolucyjna teza, postawiona przez autorów brzmi, uwaga: PODATKI NIE ODBIERAJĄ NAM WŁASNOŚCI, TYLKO UMOŻLIWIAJĄ JEJ ISTNIENIE.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Własność funkcjonuje wyłącznie dzięki ?systemom społecznym?. Przedsiębiorczość i wolny rynek to mit. Wolny rynek pozwala jednym korzystać niemal za darmo z pracy innych. Majątek najbogatszych w gruncie rzeczy jest ?dobrem publicznym?. Dlatego bogaci muszą oddawać jak najwięcej społeczeństwu z tego, co są winni ? wywodzi autor. Jest to neomarksizm w najczystszym wydaniu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proszę zauważyć, że w tym przypadku utopia raju opartego na solidaryzmie społecznym, budowana jest przez redaktorów ?Rzeczpospolitej? na kompletnej negacji wiedzy ekonomicznej. Liczy się tylko służalczość wobec poprzedniej władzy (lojalność wobec neomarksistowskiego dogmatu solidaryzmu społecznego) i atakowanie fundamentów, do których odwołuje się kolejna władza, szczególnie tych związanych z funkcjonowaniem wolnej gospodarki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze proponuję naukową weryfikację głoszonych tez. Może autor tego żenującego tekstu powinien spróbować odbierania własności czytelnikom? Wówczas przekonałby się na własnej skórze, że własność to nie jest złudzenie, lecz brak własności jest złudzeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eden w Europie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobna neomarksistowska retoryka przebija też ze stron komentarzy ekonomicznych. W dziennikach głównego nurtu w analogiczny sposób kwestionowany jest mechanizm przedsiębiorczości Polaków, uwypuklana jest natomiast rola redystrybucyjna państwa. ?Wzrost dzięki pieniądzom z Unii?, ?100 mld euro da nam Unia?, ?Dzięki Unii powstaną nowe drogi i mosty?. Konsument tych treści może odnieść wrażenie, że prosperujemy wyłącznie dzięki hojnym zagranicznym datkom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Media są istotnym elementem budowaniu raju na ziemi. Służalczość wobec władzy jest kompensowana mechanizmami korupcyjnymi. Mniej zdolnym oferowane są wyjazdy zagraniczne z oficjelami. Zdolniejsi otrzymują udział we władzy, np. piastując wysokie stanowiska w państwowych firmach. Naturalnie, nie ma w tym nic zdrożnego, że dziennikarz ?obsługuje? zagraniczne tournée premiera, lecz gdyby za podróż zapłaciła prywatna firma, konkurencja napisałaby, że to lobbing i przekupstwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aktualnie media zachwycają się, jak sprawnie budowana jest jedna ?wielka europejska rodzina? oraz ?wspólny europejski dom?. Polska weszła do strefy z Schengen, a wielu dziwi się, że tak późno. Przecież większość głosowała za integracją z dwóch zasadniczych powodów: następnego dnia będziemy mogli wszędzie jeździć bez paszportów i nie trzeba będzie wymieniać pieniędzy w kantorach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doprawdy zadziwiające, że dyżurna grupa wszędzie pojawiających się komentatorów, którzy mają wyrobione zdanie o wszystkim w sekundę po zdarzeniu (pamiętam tekst Jerzego Jachowicza z ?Dziennika? zaraz po pamiętnej konferencji Zbigniewa Ziobry, w którym przeprowadzał dokładną analizę charakterologiczną mordercy doktora G., który podły i okrutny był od zawsze), nie zająknęła się nawet, gdy w grę wchodziło uchwalenie traktatu konstytucyjnego pod zmienioną nazwą. Naturalnie wszyscy oni to konserwatyści i prawicowcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chodzi już nawet o samą treść traktatu, która nadaje osobność prawną Unii i, wprowadzając nowe instytucje, jest zalążkiem do budowy federacyjnego państwa. Ukłuć powinna choćby perfidna metoda forsowania traktatu wbrew woli obywateli poszczególnych krajów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na co dzień ubolewający nad brakiem demokracji tu i ówdzie, jakby więcej demokracji było lekiem na całe zło, jakoś nie protestowali, gdy europejscy notable śmieją się w twarz całej Europie i budują swoją neomarksistowską utopię, wbrew elementarnym zasadom demokracji, wbrew milionom Europejczyków, którzy nie podzielają ich wizji szczęśliwości, opartej na rozkładzie moralnym i wyzysku przedsiębiorczych.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/02/architekci-neomarksistowskiego-raju.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item><item><guid isPermaLink='false'>tag:blogger.com,1999:blog-12505335.post-4096376136612200674</guid><pubDate>Wed, 30 Jan 2008 17:06:00 +0000</pubDate><atom:updated>2008-01-30T18:07:25.493+01:00</atom:updated><title>Niemoralność strajku</title><description>Prawo do strajku jest reliktem socjalizmu. Obecnie powinno zostać zastąpione prawem pracodawcy do wyciągania konsekwencji wobec przemocy związków zawodowych. &lt;span class=fullpost&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne fale protestów: służby zdrowia, górników, nauczycieli każą się zastanowić, czy instytucja strajku jest usprawiedliwiona w gospodarce rynkowej i czy przypadkiem nie jest nadużywana za sprawą utożsamiających się z socjalizmem central związkowych.&lt;br /&gt;Strajk jako forma procesu jest wpisany w funkcjonowanie gospodarki socjalistycznej. Pracownik wyzyskiwany przez państwo niemal nigdy nie jest zadowolony ze swojej sytuacji pracowniczej i materialnej. Dlatego wskutek braku rynkowej konkurencji oraz innych narzędzi wpływu na swojego pracodawcę (państwo), często sięga do radykalnych form protestów, taki jak okupacja zakładów, czy przerywanie pracy. &lt;br /&gt;Spoglądając na charakter ostatnich strajków w Polsce, można wyciągnąć analogiczne wnioski. Strajkującymi są wyłącznie grupy z sektorów niesprywatyzowanych. Zauważmy, że sprywatyzowana służba zdrowia nie strajkuje. Nie strajkują także nauczyciele uczelni niepublicznych. Natomiast do strajku dołączyli górnicy, co z tego, że z firmy prywatnej, jednak sowicie korzystającej z państwowych dotacji i gwarancji. &lt;br /&gt;Jest mi trudno pisać te słowa, ponieważ mieszkam kilkanaście kilometrów od kopalni Budryk, a być może pracownicy tej kopalni są moimi sąsiadami. Wiem jednak, że Ornontowice to nie zabita dechami dziura gdzie na niedzielny obiad podaje się wióry ze szpadla popijane moczem, lecz jedna z najdynamiczniej rozwijających się gmin w Polsce, a kopalnia przez lata daje wielu rodzinom stabilne miejsca pracy. &lt;br /&gt;Sytuacja z Budryka jest jakby żywcem wyjęta z Ewangelii na Niedzielę Starozapustną, którą mogliśmy usłyszeć przed tygodniem, w której słyszymy o robotnikach mających pretensję do pana o zarobki innych, mimo, że sami otrzymali umówioną kwotę. &lt;br /&gt;Niestety muszę zgodzić się z jedną z wypowiedzi prezesów spółki, że ten strajk nie jest strajkiem o chleb, lecz o kino domowe. Rozumiem rozgoryczenie pracowników, którzy chcieliby zarabiać co najmniej tyle, ile ich koledzy z innej kopalni, ale jest to walka mających dużo (w porównaniu np. do tych regionów Śląska, gdzie kopalnie upadły, a bieda jest czymś realnym-namacalnym), aby mieć jeszcze więcej. &lt;br /&gt;Ludzie obudźcie się! Nie żyjemy na Białorusi czy w Sudanie, tylko mieszkamy w jednym z najbogatszych krajów świata! Naturalnie każdy ma prawo zbierać na kolejny telewizor plazmowy, tym razem do sypialni, zamiast np. dawać na misje, ale niech nie doszukuje się w tym przejawu moralności i nie wymaga od współobywateli poklasku.&lt;br /&gt;Jako mieszkaniec Śląska nie dam się także przekonać o wiecznej niedoli górników. Mam inne wspomnienia. Z komuny pamiętam, że górnicy byli klasą uprzywilejowaną. Pamiętam osobne wejścia ?tylko dla górników? na wyciągach narciarskich, pamiętam jak wjeżdżali tam bez kolejki górnicy na nieosiągalnych dla przeciętnego człowieka, zachodnich nartach, kupionych, a jakże, w specjalnych sklepach ?tylko dla górników?.&lt;br /&gt;I dziś, gdy rozglądam się wokoło, widzę także czterdziesto-pięćdziesięcioletnich emerytów i rencistów, zdrowych jak konie, zajmujących się koszeniem trawy, albo do kilkutysięcznych świadczeń, dokładających kolejne kilka tysięcy z pracy na czarno. &lt;br /&gt;Strajk w Budryku to przejaw piarowskich zagrywek central związkowych (cynicznie wzywających św. Barbarę), działających na zasadach analogicznych do mafii, których jedynym językiem jest przemoc wobec swoich pracodawców. Związki zawodowe konkurują dziś o członków jak supermarkety o klientów, a posada działacza-związkowca jest bardziej pożądana od zwykłego awansu.&lt;br /&gt;Bowiem strajk to przemoc wobec pracodawcy i współpracowników. Zwłaszcza, gdy ma miejsce niedopuszczanie do pracy, tych którzy nie zgadzają się z postulatami przywódców związkowych i chcą uczciwie pracować. Strajk jest także formą przemocy wobec siebie. Na strajku przedsiębiorstwo traci miliony złotych, pogarsza to sytuacje finansową zakładu i można przypuszczać, że pogorszy się sytuacja tam pracujących. Czy zatem w gospodarce rynkowej potrzebne jest w ogóle coś takiego jak strajk?&lt;br /&gt;W gospodarce rynkowej pracodawca zawiera z pracownikiem dobrowolną umowę. Jeśli pracownik jest niezadowolony z warunków pracy, może dobrowolnie rozwiązać umowę i np. poszukać lepszych warunków u konkurencji. Tym samym pracodawca oferujący złe warunki pracy nie powinien znajdować wielu chętnych. Jeśli pracownik chciałby zwiększyć swoje dochody może podjąć dodatkową pracę, awansować, bądź jeśli to możliwe, nabywać udziały w przedsiębiorstwach.&lt;br /&gt;To teoria. W praktyce dzieje się różnie. Trudno jednak usprawiedliwiać sytuację, w której pracownik, który chce zarabiać więcej, odmawia pracy i terroryzuje zakład, uniemożliwiając pracę innym. Nauka Społeczna Kościoła, usprawiedliwia strajk, jeśli potencjalne korzyści ze strajku są proporcjonalne do tej formy protestu. &lt;br /&gt;Katechizm Kościoła Katolickiego mówi nam, że ?Strajk jest moralnie usprawiedliwiony, jeżeli jest środkiem nieuniknionym, a nawet koniecznym, ze względu na proporcjonalną korzyść. Staje się on moralnie nie do przyjęcia, gdy towarzyszy mu przemoc lub też gdy wyznacza mu się cele bezpośrednio z warunkami pracy lub sprzeczne z dobrem wspólnym?.&lt;br /&gt;Trudno jednak nie zauważyć, że koszty ponoszone przez zakład jako wspólnotę ludzi pracy, są nieproporcjonalnie wysokie do jednostkowych zysków poszczególnych pracowników.&lt;br /&gt;Jeśli pracodawca w wyniku strajku traci 1 000 000 zł dziennie, a 500 pracowników domaga się 500 zł podwyżki, to w wyniku trwającego miesiąc strajku zakład traci 30 mln zł, natomiast potencjalny miesięczny zysk dla pracownika podejmującego strajk to 500 zł. Tutaj chyba trudno doszukiwać się jakiejkolwiek proporcjonalności i chyba nie o to chodziło moralistom, którzy notabene uważają, że ?porozumienie stron nie wystarczy do moralnego usprawiedliwienia wysokości usprawiedliwienia?. &lt;br /&gt;Naturalnie należy rozumieć, że pouczający nas dostrzegają niebezpieczeństwo sytuacji ekstremalnych. Można sobie wyobrazić, że np. regionalny monopolista, pracodawca w regionie o 50 proc. bezrobociu stawia ludzi pod ścianą i obniża pensje o połowę. Nie sądzę jednak, żeby nawet w takiej sytuacji, akurat strajk był metodą, która przyniesie poprawę sytuacji strajkujących oraz ich rodzin. &lt;br /&gt;Dzisiejsza akceptacja strajków, jako normalnego zjawiska towarzyszącego stosunkowi pracy, bierze się z kilku powodów. Przede wszystkim strajk postrzegany jest przez etos niepodległościowej walki z socjalizmem. Strajk był wizytówką Solidarności i walki z socjalistycznym wyzyskiwaczem, jakim było państwo. Ów etos jest dziś nadużywany przez ludzi ze związków zawodowych, nie mających zresztą do tego moralnego prawa, notabene negujących to, co wywalczyli ich poprzednicy.&lt;br /&gt;Po drugie społeczeństwo akceptuje strajki, bowiem konsekwencje strajku ich bezpośrednio nie dotyczą. Konsekwencje zamykają się w obrębie zakładu lub branży. Większość ludzi solidaryzuje się ze strajkującymi, jako słabszą stroną konfliktu. Niemniej, gdy strajk zaczyna być uciążliwy np. cierpią na tym, jak klienci, ludzie odwracają się od strajkujących i natychmiast pojawiają się głosy przeciwne tej formie protestu.&lt;br /&gt;Wreszcie poparcie dla strajków, szczęśliwie coraz rzadsze, bierze się z neomarksistowskiego rozumienia gospodarki, antagonizującej pracodawcę i pracownika. Patrząc na przedsiębiorstwo przez pryzmat wyzyskiwanych przez kapitalistycznych menedżerów, tworzy się fałszywy obraz firmy jako areny gry o sumie zerowej, zapominając, że z dobrowolnego stosunku pracy zyski odnoszą obie strony.&lt;br /&gt;Większość obywateli zapewne z nostalgią patrzy na zmagania strajkujących. Oni też czasami chcieliby utrzeć nosa swoim szefom, ale w porę konstatują, że w gospodarce kapitalistycznej nie ma miejsca na przerywanie pracy. To się po prostu nie opłaca. Ja niestety też nie mogę strajkować. Mogę natomiast życzyć sobie i wszystkim, Polski bez strajków, Polski w pełni sprywatyzowanej. &lt;br /&gt;Lekarstwem na obecne strajki powinna stać się sankcja o pełnym ponoszeniu konsekwencji finansowych dotykających przedsiębiorstwa przez strajkujących. Zapewne nikt nie zdecydowałby się na tę destrukcyjną formę protestu, jeśli koszty ponosiliby nie podatnicy, lecz płaciliby protestujący z własnej kieszeni. Wielu zresztą płaci. Ale gdy zakład upadnie, na refleksję zwykle jest już za późno.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;</description><link>http://www.teluk.net/2008/01/niemoralno-strajku.htm</link><author>Tomasz Teluk</author></item></channel></rss>